Lider SPD, Martin Schulz ma nikłe szanse na urzęd kanclerza Niemiec

aktualizacja: 12.09.2017, 12:10
Sondaże słabe, ale optymizm Martina Schulza nie słabnie
Sondaże słabe, ale optymizm Martina Schulza nie słabnie
Foto: PAP/EPA

Lider SPD ma nikłe szanse na zdobycie urzędu kanclerskiego. Partii w Bundestagu będzie jednak więcej.

REDAKCJA POLECA

Niemcy zadecydują za niespełna dwa tygodnie, jaki będzie skład Bundestagu. Kto zostanie kanclerzem, będzie wiadomo nieco później, gdy zakończą się negocjacje koalicyjne. Do tej pory było tak, że kanclerzem był zawsze przywódca lub przywódczyni partii zwycięskiej, która miała raczej niewielkie problemy ze znalezieniem partnera koalicyjnego zapewniającego większość w Bundestagu.

Od 2005 roku szefem rządu jest Angela Merkel, której ugrupowanie wygrało trzy wybory z rzędu. Ona też ma największe szanse na czwartą kadencję na tym stanowisku. Ale tegoroczne wybory parlamentarne różnią się zdecydowanie od wszystkich poprzednich.

Więcej partii

W Bundestagu pojawi się prawdopodobnie  nowa partia polityczna. Będzie to prawicowa i antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec (AfD). Nie ma szans na udział w rządach, gdyż pozostałe ugrupowania polityczne nie mają zamiaru współpracować z partią oskarżaną o to, że ma w swoich szeregach polityków sympatyzujących z ruchem neonazistowskim. Ale kilkudziesięciu posłów AfD zastąpi w parlamencie taką samą liczbę deputowanych zasiadających tam obecnie. Co więcej, ze wszystkich sondaży wynika jednoznacznie, że do Bundestagu powrócą  po czterech latach przerwy liberałowie z FDP. Oni także mogą liczyć na kilkadziesiąt mandatów. Oznacza to, że w liczącym 630 miejsc Bundestagu zasiadać będą posłowie sześciu partii politycznych, a nie – jak obecnie – czterech.

To zmiana rewolucyjna. Może się okazać, że do utworzenia koalicji rządowej nie wystarczy, jak do tej pory,  porozumienie dwu partii, lecz trzech. To w przypadku, gdy ugrupowanie Merkel (CDU/CSU) wspólnie z naturalnym w przeszłości partnerem w postaci FDP nie uzyska większości w Bundestagu. Wtedy zajdzie konieczność dokooptowania trzeciego koalicjanta.

– Jestem gotowa współpracować z każdym ugrupowaniem z wyjątkiem Die Linke oraz z AfD – zapewnia Merkel. Pozostają więc Zieloni oraz SPD. Pierwsi nie mówią nie, ale ich warunki mogą być nie do zaakceptowania w takich sprawach, jak walka o czyste powietrze, co m.in. oznacza pożegnanie się nie tylko z dieslem przez potężny i wspierany przez CDU i FDP przemysł motoryzacyjny, ale i szybkie przejście na napęd elektryczny. – Trudno mi sobie wyobrazić koalicję CDU/CSU, FDP, Zieloni – mówi Christian Lindner, szef liberałów. Współpracy z Zielonymi nie chce też Horst Seehofer. Nie tylko z powodu liberalnego podejścia Zielonych do sprawy imigracji i uchodźców.

Wydawać się może, że w takiej sytuacji rodzi się szansa dla Martina Schulza.

Zapewnia, że nie będzie dążył do „dalszego trwania wielkiej koalicji", a więc obecnej złożonej z CDU/CSU i SPD. – Widać od dawna, że socjaldemokratom wyraźnie nie służy współpraca z partiami chadeckimi i chcieliby ją zakończyć, ale muszą mieć alternatywę  – mówi „Rzeczpospolitej" Jochen Staadt,  politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.

Bój o miejsce na podium

Równocześnie Martin Schulz nadal zapewnia, że uczyni wszystko, aby zostać kanclerzem. Jako że jest niemal pewne, że SPD wyborów nie wygra, musiałby zbudować większość koalicyjną w oparciu o sojusz z Die Linke oraz Zielonymi lub bez postkomunistów, ale za to z Zielonymi i FDP. Koalicja czterech partii, o których mowa, jest w zgodnej opinii niemieckich komentatorów niewykonalna, gdyż oznaczałaby, że CDU/CSU musiałaby z niezrozumiałych przyczyn zostać na placu boju sama, niczym AfD. To niezwykle mało prawdopodobne. Jak i to, że FDP miałoby wejść do koalicji z Zielonymi pod przywództwem SPD Martina Schulza, zamiast podobnej, ale pod kierunkiem Angeli Merkel.

Jak wynika z tradycyjnie wiarygodnych sondaży niemieckich instytutów badania preferencji wyborczych, zwycięzcą będzie sojusz partii chadeckich: CDU Merkel i bawarskiej CSU Horsta Seehofera. Chadecja liczyć może na maksimum 38  proc. głosów. Najpoważniejszym konkurentem są socjaldemokraci Martina Schulza z 23–25 proc. głosów. Potem idą już niemal łeb w łeb liberałowie z FDP (do 10 proc.), postkomuniści z Die Linke (Lewica) oraz  Zieloni (obie w granicach 9 proc.) i Alternatywa dla Niemiec (AfD) z podobnym wynikiem.

Ostatnią nadzieją Schulza jest to, że jednak wyniki wyborów różnić się będą od sondażowych i arytmetycznie rzecz biorąc, przewagę w Bundestagu uzyskają SPD, Die Linke i Zieloni. Tak jest w obecnym Bundestagu. – Może być tak, w przekonaniu wielu wyborców nie ma po co iść na wybory, bo i tak już wszystko wiadomo na podstawie sondaży. Niewykluczone też, że AfD będzie miało lepszy wynik niż spodziewany. Nie powinno to jednak zmienić zasadniczo układu sił w przyszłym Bundestagu – mówi Jochen Staadt. ©?

POLECAMY

KOMENTARZE