Polityka

5 procent dla partii Razem

Fotorzepa, Adam Burakowski
Jeden sondaż to za mało, by wyciągać daleko idące wnioski. Ale 5 proc. dla Partii Razem w badaniu dla „Rzeczpospolitej" pokazuje, że partia Zandberga trafiła na dobry moment.

Narzekania na kondycję polskiej lewicy są ostatnio równie częste, jak na sytuację opozycji w ogóle. Ale w ostatnim sondażu partyjnym dla „Rz" dwie lewicowe, chociaż bardzo różne, partie zdobywają mandaty w Sejmie. To SLD z wynikiem 6 proc. i Partia Razem, która od poprzedniego badania zyskała 3,2 pkt i może liczyć na 5 proc. poparcie. Są co najmniej trzy powody, dla których Razem zyskuje.

Po pierwsze, to premia za pracę i polityczny refleks. Najlepiej pokazują to ostatnie dni. Razem bardzo szybko wykorzystała temat kontrowersyjnej kampanii billboardowej dotyczącej reformy sądownictwa i jako pierwsza partia – jeszcze w czwartek – złożyła wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o sprawdzenie działalności Polskiej Fundacji Narodowej. Przesłanie Razem było jednoznaczne: kampania to skandal, a działanie PFN powinno być natychmiast zbadane przed odpowiednie instytucje.

Razem sprawnie wykorzystuje też komunikację w internecie, a koszt kampanii PFN przeliczono w internetowym memie na tony ośmiorniczek – symbol arogancji poprzedniej ekipy.

Działacze Razem systematycznie pracują w terenie, zwłaszcza przy zbieraniu podpisów pod obywatelskim projektem dotyczącym liberalizacji aborcji. To wprawdzie inicjatywa koalicji „Ratujmy Kobiety", ale Razem dość skutecznie przy tej okazji pokazuje swoją siłę i zaangażowanie. Partia miała też pomysł, jak zaprezentować się wizerunkowo w trakcie protestów przeciwko reformie sądów.

Po drugie, ugrupowanie Adriana Zandberga zyskuje dzięki spójnemu programowi i poglądom. Zarówno w sprawach gospodarczych, jak i światopoglądowych politycy tej partii nie muszą obawiać się pytań o wiarygodność (jak w przypadku PO) czy koniunkturalizm. Na tle innych ugrupowań opozycyjnych Zandberg i jego koledzy oraz koleżanki prezentują się jako polityczny monolit mimo wewnętrznych różnic zdań i dyskusji w samej partii.

Po trzecie, Razem korzysta na dobrym układzie sił. SLD mimo swoich inicjatyw nie prezentuje tak wyrazistego programu społeczno-gospodarczego i przede wszystkim światopoglądowego. Nowoczesna mimo zapowiedzi na majowej konwencji nie złożyła cały czas np. ustawy o związkach partnerskich czy projektów dotyczących lekcji religii w szkole czy Funduszu Kościelnego. Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej jest jako formacja jeszcze zbyt mało rozpoznawalna. Tu pojawia się luka, którą wypełniło Razem.

Ale wielkimi krokami zbliża się test dla partii i organizacji walczących o lewicowo-liberalny elektorat: wybory samorządowe. One najlepiej pokażą, czy ostatni sondaż to coś więcej niż tylko chwilowy moment koniunktury. Zandberg zadeklarował kilka miesięcy temu, że może kandydować na prezydenta Warszawy. A Razem zapowiada budowę szerokiej listy do Rady Miasta. Już to pokaże, na ile ugrupowanie będzie potrafiło wykorzystać dobry moment i przełamać wrażenie, że ma problemy z polityczną współpracą i budową koalicji.

Razem ma też problemy, np. relatywnie skomplikowana struktura wewnętrzna. Inaczej niż większość partii w Polsce nie ma przewodniczącego, władzę w partii sprawują organy kolegialne, jak np. 11-osobowy Zarząd czy 50-osobowa Rada Krajowa, stanowiąca reprezentację regionów. W przeciwieństwie jednak do innych partii opozycyjnych Razem nie czeka w najbliższym czasie absorbujący energię i uwagę proces wyborów wewnętrznych. Władze wybrano w czerwcu 2017 roku. Tymczasem PO i Nowoczesną – o czym pisaliśmy w „Rzeczpospolitej" – czekają tej jesieni wybory. Razem może skupić się na przygotowaniach do walki o samorządy. Nie będzie to łatwe starcie. Silne w samorządach SLD będzie broniło swojego stanu posiadania. Partia Zandberga nie ma nic do stracenia, za to bardzo dużo może zyskać.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL