Polityka

Friszke: Samobójcza polityka historyczna PiS

Rzeczpospolita, Darek Golik
Sprawa Przyłębskiego jest kompromitacją i radykalnym podważeniem wiarygodności IPN.

Rzeczpospolita: Minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński mówi: „Musimy historię o Polsce opowiedzieć światu, bo nie jest ona znana". Czym jest polityka historyczna uprawiana przez PiS?

Prof. Andrzej Friszke, historyk, były członek Kolegium IPN i członek Rady IPN: Gdy mówimy o polityce historycznej, to musimy się cofnąć o lat dziesięć, kiedy została ona skodyfikowana w Polsce głównie przez teksty Kazimierza M. Ujazdowskiego i Pawła Kowala. Było to związane z promocją i dyskusjami wokół Muzeum Powstania Warszawskiego. Dzisiaj jesteśmy na zupełnie innym etapie.

Polityka historyczna rządzących jest skierowana na zewnątrz?

W minimalnym stopniu. Myślę, że polityka historyczna PiS jest zupełnie niezrozumiała poza granicami Polski.

Czym jest sama polityka historyczna dzisiaj?

To próba przeformułowania tradycji i wartości narodowych na użytek wewnętrzny, by tworzyć mity w bardzo drastyczny sposób. Wydobywa się bardzo nieliczne elementy z przeszłości, głównie militarne. Na piedestał wynosi się Żołnierzy Wyklętych, z których robi się absolutnych bohaterów, ze szkodą dla pamięci o Armii Krajowej, która była ogólnonarodową armią podziemną i sojusznikiem aliantów w wojnie z Hitlerem. Dziś polityka historyczna jest partyjnym galimatiasem, który musi być kompletnie niezrozumiały poza Polską, a w kraju służy wykluczaniu różnych środowisk i tradycji.

Reparacje wojenne to część polityki historycznej?

Reparacje nie mieszczą się w kategorii polityki historycznej, a przede wszystkim zdrowego rozsądku. Reparacje abstrahują od stanu prawnego i eskalowanie tego tematu jest bardzo groźne dla Polski.

Dlaczego?

Podnoszenie kwestii reparacji może doprowadzić do podważenia układów międzynarodowych z Niemcami, na mocy których mamy stabilną granicę zachodnią. Jeżeli prowadzi się tego typu kampanię polityczną bez podstaw prawnych, to prowokuje się drugą stronę, żeby również sięgnęła po drastyczne argumenty. PiS rozpoczyna międzynarodową wojnę propagandową, która może skończyć się tym, że prawnicy krajów niekoniecznie przychylnych Polsce również zaczną studiować traktaty powojenne. Rozpoczynamy dyskusję, która nie jest w polskim interesie.

Według prof. Glińskiego Muzeum II Wojny Światowej przedstawia koncepcję niepełną z punktu widzenia prawdy historycznej, a także polskiej racji stanu.

Nie jest tak, jak mówi pan minister. Muzeum II Wojny Światowej w ogromnym stopniu dotyczy polskich doświadczeń wojennych, które są również osadzone w kontekście międzynarodowym. Muzeum II Wojny Światowej dobrze tłumaczyło, czym była wojna, nie tylko obcokrajowcom, ale również młodym ludziom, którzy mogą nie rozumieć tamtego czasu. Zarzuty ministra Glińskiego wobec Muzeum II Wojny Światowej są czysto ideologiczne. Zarzuca się, że jest tam za mało Kościoła czy kuriozalnie się twierdzi, że jest tam za mało rotmistrza Pileckiego. To są uznaniowe pretensje, które zawsze mogą być formułowane.

Na czym polega ideologiczność zarzutów?

Na mitologizowaniu wyobrażenia polskości przez PiS. Próbuje się pisać historię od nowa.

Krzysztof Wyszkowski uważa, że wystawa w Europejskim Centrum Solidarności jest zakłamana. Wicepremier Gliński zapowiada, że dojdzie w ECS do zmian, kiedy PiS wygra wybory samorządowe.

ECS powstawało latami przy dyskusji z udziałem wielu wybitnych specjalistów zajmujących się historią Solidarności, czytających akta, dokumenty, pamiętających tamten czas, ale i uczestników „S".

Tadeusza Mazowieckiego nazywa człowiekiem sowieckim.

Dobrze pamiętam Krzysztofa Wyszkowskiego z lat 80. i przypomnę, że przyjął zaproszenie Tadeusza Mazowieckiego do redakcji „Tygodnika Solidarność", był sekretarzem redakcji. Takie stwierdzenia są haniebne. Współpracował też z Wałęsą, łącznie z kampanią wyborczą w roku 1990.

O współpracy Wałęsy wiadomo powszechnie dopiero od czasu listy Macierewicza.

O tym, że z Wałęsą było coś nie w porządku, na początku lat 70. sam Wyszkowski opowiadał mi w 1981 roku i wtedy to mu nie przeszkadzało. Krąg gdańskiej opozycji wiedział, że Wałęsa nie wyszedł całkiem czysto z epoki pogrudniowej, ale nie przeszkadzało im to, kiedy później z nim współpracowali. To, co dzisiaj wygaduje Wyszkowski, jest obrzydliwe.

Dzisiaj mówi się, że przywódcą „S" mógł być Wyszkowski, Anna Walentynowicz czy Andrzej Gwiazda.

Wyszkowski był zbyt niskiej rangi członkiem „S", żeby mieć szanse wejść choćby do kierownictwa regionu. Nawet nie był delegatem na zjazd „S". Anna Walentynowicz była ikoną Sierpnia '80, ale bez żadnych zdolności na bycie przywódcą ruchu. Można dzisiaj próbować wmawiać, że nadawała się na lidera, bo nie żyje, ale jej osobowość nie była osobowością lidera. Gwiazda próbował podgryzać Wałęsę w 1981 r. bardzo ostro, ale nie miał szerokiego poparcia w „S", co skończyło się tym, że na zjeździe „S" przegrał wybory.

Wracając do polityki historycznej...

Polityka historyczna PiS to próba usankcjonowania fałszerstwa historycznego. Przykładem takiego zakłamywania historii jest próba robienia przez polityków PiS symbolu Solidarności z Lecha Kaczyńskiego, a z Wałęsy zdrajcy.

Sam Jarosław Kaczyński mówił, że w obliczu kompromitacji Lecha Wałęsy, to Lech Kaczyński będzie symbolem „S".

Robi się krzywdę Lechowi Kaczyńskiemu, wpychając go na siłę na cokół zajęty przez Wałęsę. Śp. Lech Kaczyński ma swoje miejsce w historii i nie trzeba dodawać mu fikcyjnych zasług. Politycy PiS ośmieszają śp. Lecha Kaczyńskiego, czyniąc z niego symbol „S". Z punktu widzenia historyka, badań naukowych, dokumentów, akt, filmów z epoki, nie da się obronić tezy Jarosława Kaczyńskiego. Robi bratu wielką krzywdę, jak też ci, którzy powtarzają za nim te słowa. Lech Kaczyński nie zasługuje na to, żeby go ośmieszać, bo ma swoje godne miejsce w historii jako osoba zasłużona dla Polski. Był ważnym człowiekiem drugiego szeregu „S" i nikt mu jego roli nie odbierze.

Czy o Wałęsie powinniśmy się uczyć z książek jako o TW „Bolku" i czy można go porównywać do Myszki Miki?

Porównywanie Wałęsy do Myszki Miki jest obraźliwe i pokazuje, jaki stosunek pan Gliński ma do historii Polski. To wypowiedź niegodna osoby noszącej tytuł profesorski. Miejsce Lecha Wałęsy jest opisane w historii i jest jednoznacznie pozytywne.

Polska Fundacja Narodowa może opowiedzieć światu prawdę o Polsce?

Mogłaby, ale w tej fundacji nie ma ani jednej osoby, która cieszyłaby się jakimś statusem międzynarodowym, a jej opinia ważyłaby wśród zachodnich środowisk uniwersyteckich czy szerzej – opiniotwórczych.

Ruszyła akcja billboardowa PFN.

To, co teraz robi ta fundacja, nie ma nic wspólnego z dbaniem o dobre imię Polski na świecie. Wydawanie państwowych pieniędzy na partyjną propagandę kojarzy się ze sprawą ministra Czechowicza, który w 1929 roku przeznaczył 8 mln zł na fundusz wyborczy BBWR. Skończyło się Trybunałem Stanu dla Czechowicza.

Tymczasem wicedyrektorem wydawnictw IPN mianowano człowieka, który wydawał książki Davida Irvinga, negacjonisty, który chwalił nazistów. Jak można bronić dobrego imienia Polski i jednocześnie mianować wicedyrektorem instytucji państwowej człowieka, który wydawał książki obrońcy Hitlera? Nie wiem, kto reżyseruje politykę historyczną PiS, ale to działania samobójcze.

IPN oczyścił Andrzeja Przyłębskiego, ambasadora w Berlinie i męża obecnej prezes Trybunału Konstytucyjnego, który podpisał zobowiązanie do współpracy, ale Instytut uznał, że nie współpracował.

Pan Przyłębski sam odręcznie napisał zobowiązanie do współpracy, a tego typu sprawy były kierowane do sądu jako kłamstwo lustracyjne. Ustawa o lustracji nie ma odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo szkodliwym agentem był dany człowiek. Jeśli jest rozbieżność między oświadczeniem lustracyjnym przyjmowanym w tym przypadku przez MSZ, a zachowaną dokumentacją, to sprawa zawsze była kierowana do sądu. Kłamstwo lustracyjne w przypadku pana Przyłębskiego zostało dokonane, a sprawa powinna znaleźć się w sądzie. Sprawa Przyłębskiego jest kompromitacją i radykalnym podważeniem wiarygodności IPN. Nagięto prawo i procedury, żeby chronić swojego towarzysza. Co teraz mają zrobić ludzie, których sprawy przy analogicznym stanie dokumentacji zostały skierowane do sądów lustracyjnych?

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL