Polityka

Antoni Macierewicz zapowiada ujawnienie nowych nagrań załogi tupolewa

Szef MON Antoni Macierewicz
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wkrótce ujawnimy nowe nagrania załogi tupolewa, które dotąd nie były znane – mówi szef resortu obrony, Antoni Macierewicz.(Przypominamy rozmowę z września 2016)

"Rzeczpospolita": Na pogrzebie „Inki" i „Zagończyka" mówił pan, że państwo zachowuje się wreszcie jak trzeba, ale otwarte pozostaje pytanie, dlaczego tak długo trzeba było czekać. Od wyborów 4 czerwca 1989 roku minęło przecież 27 lat.

Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej: Niedzielna uroczystość i cała zmiana, która prowadzi do przywrócenia polskiej tradycji niepodległościowej, były niesłychanie potrzebne. Przede wszystkim ze względu na kłamstwo, jakie zdominowało rzeczywistość społeczną i stworzyło fikcyjną historię i fikcyjne autorytety. Tymczasem Polska i Polacy potrzebują prawdy! Dobrym przykładem są wydarzenia 1989 r. W powszechnej świadomości Polaków wciąż istnieje przekonanie, że wówczas miały miejsce wybory sejmowe, których przecież wtedy nie było. Był kontrakt polityczny, który w zamian za zgodę na gigantyczne podwyżki cen oraz pełnię władzy dla Jaruzelskiego dopuszczał dobraną przez komunistów grupę opozycyjnych polityków do Sejmu. Ale kłamstwo na ten temat jest tak trwałe, że rutynowo wszyscy, media, politycy, podręczniki szkolne posługują się właśnie takim językiem i mówią o wyborach, podczas gdy było tylko głosowanie na z góry wyznaczone kandydatury.

PiS proponuje dziś swojego rodzaju reset historii III RP?

Chcemy odkłamać historię, którą przez tyle lat powtarzano, aż kłamstwo stało się w powszechnym przekonaniu prawdą. Trzymając się przykładu 1989 r. Na początku mówiono o zawarciu kontraktu politycznego, następnie zaczęto używać sformułowania „częściowo wolne wybory" (jakby coś takiego w ogóle było możliwe!), a później nawet Sejm przez wiele kolejnych lat przyjmował uchwały mówiące o „pierwszych wolnych wyborach" 4 czerwca 1989 r. A prawda jest taka, powtarzam, że nie było wówczas żadnych wyborów, lecz zawarto kontrakt polityczny z władzami PRL, który zamiast przybliżyć niepodległość, pozwolił na umocnienie struktur postkomunistycznych. To ci ludzie, których wówczas zalegalizowano jako „reformatorów", już w III RP robili wszystko, by prawda o takich bohaterach jak „Inka", „Łupaszka" czy „Zagończyk" nie ujrzała światła dziennego. Robili tak, bo to oni lub ich polityczni poprzednicy winni byli mordowania Niezłomnych. To nie Niezłomni byli bandytami, to Jaruzelski i jego sojusznicy byli zdrajcami. Tę prawdę ukrywano przez ponad 70 lat, bo kompromitowała beneficjentów Okrągłego Stołu i ujawniała ciągłość działań na szkodę Polski.

Według pana dlatego uhonorowanie bohaterów zajęło 27 lat?

Właśnie tak. Polską racją stanu jest uświadomienie sobie, że w 1945 roku okupację hitlerowską zastąpiła, nie mniej brutalna i wymierzona w państwo i w naród polski, okupacja sowiecka. Mówiliśmy to od dziesiątków lat i dobrze, że w przeddzień pogrzebu „Inki" i „Zagończyka" tę tezę publicznie wypowiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości i przywódca rządzącej formacji Jarosław Kaczyński. Do tego przełomu w postrzeganiu pamięci historycznej przejdą też zapewne słowa prezydenta Andrzeja Dudy, że do 1989 r. rządził system tych samych zdrajców, którzy zamordowali „Inkę", „Zagończyka" i Żołnierzy Niezłomnych. A więc chodzi o jasne zdefiniowanie systemu okupacyjnego, w którym żyliśmy po 1945 r. Podobnie jak chodzi o jasne zdefiniowanie natury systemu postkomunistycznego po 1989 r. Dotychczas było to stanowisko poszczególnych polityków. Od kilku dni ma to charakter państwowy. To jest olbrzymia przemiana, która dla Polski będzie niesłychanie korzystna. Powstaje wielka szansa odbudowy niepodległego aparatu państwa polskiego, reprezentującego polską rację stanu. Dotychczas ta kwestia stała pod znakiem zapytania, a nawet negowano taką potrzebę.

Zastanawiał się pan, dlaczego na uroczystościach pogrzebowych „Inki" i „Zagończyka" nie było wielu byłych prezydentów i premierów?

Nie wiem, ale jeśli była to ich świadoma decyzja, rodzaj manifestacji politycznej, to oznacza, że odrzucają oni polską tradycją niepodległościową i bliższa jest im Polska zależna, rodzaj kondominium, niż Polska niepodległa. Co by potwierdzało diagnozę, że są oni spadkobiercami poprzedniego ustroju. Chcę więc jasno powiedzieć, że w wymiarze państwowym (bo czym innym są prywatne opinie!) nie może być aprobaty dla kontynuowania sytuacji schizofrenicznej, gdzie szlify generalskie mają ludzie odpowiedzialni za mordowanie polskich robotników na rozkaz sowiecki, a największe pomniki na Wojskowych Powązkach, czyli w najświętszym miejscu dla polskiego wojska, mają sowieccy aparatczycy. Państwowy pogrzeb Żołnierzy Niezłomnych, z najwyższymi honorami, z udziałem prezydenta i rządu, był swoistym podsumowaniem i zamknięciem pewnego rozdziału w polskiej historii. Decyzja o odbudowie niepodległego państwa polskiego została rozstrzygnięta. Pozostaje kwestia jej realizacji. Myślę tutaj o kształtowaniu instytucji państwowych, wychowaniu szkolnym, wychowaniu w armii, o tym wszystkim, co nazywa się racją stanu.

Racją stanu było przyznanie dyrektorowi pańskiego gabinetu i rzecznikowi MON Bartłomiejowi Misiewiczowi złotego medalu za zasługi na rzecz obronności kraju? Nie zostawiono na tej decyzji suchej nitki.

Uważam, że to nieprzyzwoite. Z jednej strony mamy do czynienia z systematycznym niszczeniem polskiej tradycji i z dziesiątkami lat działania na szkodę polskich interesów przez ludzi nazwanych przez prezydenta zdrajcami, a z drugiej z nagonką polityczną na dzielnego młodego człowieka, który jak mało kto zasłużył się dla bezpieczeństwa naszego państwa. Bartłomiej Misiewicz przez sześć lat był sekretarzem komisji smoleńskiej i to dzięki niemu zebraliśmy dowody pokazujące rosyjską odpowiedzialność za śmierć polskiej elity narodowej. Co więcej, pan Misiewicz jako pełnomocnik ministra obrony narodowej, dzięki swojej determinacji, odwadze i zdolności podejmowania decyzji, uratował część polskiego kontrwywiadu od sprywatyzowania przez ludzi stojących dziś pod zarzutem działania na rzecz obcego wywiadu. Powstrzymał przestępców, uratował tajne dokumenty przed przejęciem przez obce służby, zablokował operację wymierzoną w polską armię i bezpieczeństwo państwa. I za to został wyróżniony. Chciałbym, by każdy oficer w Wojsku Polskim mógł się poszczycić takimi osiągnięciami.

W Warszawie przez lata działał za wiedzą prezydent stolicy układ mafijny?

Tak, choć wcale nie wiem, czy pani prezydent Gronkiewicz-Waltz pełniła rolę kierowniczą w tym procederze, czy była tylko narzędziem. Wszystko, co wiemy o strukturach mafijnych, doskonale pasuje do tego systemu zależności, z jakim wciąż mamy do czynienia w samorządzie warszawskim.

Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna odejść?

Byłoby to zarówno dla Warszawy, jak i dla życia publicznego najlepszym wyjściem. W jakimś sensie byłoby to najlepsze zachowanie dla samej pani prezydent, jeśli zechciałaby ratować i odbudować swoją pozycję moralną. Ale może nie odczuwać takiej potrzeby, gdyż deklaruje, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

Opozycja twierdzi, że od ataku na prezydent stolicy PiS rozpoczęło polowanie na polityków PO. Chodzi o zemstę?

Nie zgadzam się z tą opinią. PiS wskazywało na te nieprawidłowości od bardzo dawna, lecz wszelkie działania służące wyjaśnieniu tych spraw były blokowane z przyczyn politycznych. Dlatego przypisywanie nam sprawstwa obecnej sytuacji jest niezgodne z prawdą i traktuję je jako zabieg medialny. Winna jest przede wszystkim sama pani Gronkiewicz-Waltz.

We wrześniu podkomisja smoleńska ma przedstawić nowe dowody w sprawie katastrofy. Czego możemy się spodziewać?

Dzisiaj wybór nie dotyczy tego, czy to polscy piloci zawinili przy katastrofie smoleńskiej lub czy był to zamach, lecz tego, czy rozpad samolotu prezydenckiego dokonał się w powietrzu dlatego, że dopuszczono świadomie samolot z wadą techniczną do takiego lotu, czy też mieliśmy do czynienia z umyślnymi działaniami mającymi na celu zniszczenie tego samolotu w powietrzu. Bo to, że działania nawigatorów rosyjskich i moskiewskich decydentów miały na celu doprowadzenie do katastrofy polskiego samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i całą delegacją na pokładzie, nie pozostawia żadnych wątpliwości. To jest już oczywiste.

To wciąż tylko hipotezy, a twardych dowodów brak.

Nie, to, co mówię, to nie są hipotezy. A dowody nie dzielą się na twarde i miękkie, tylko na prawdziwe i fałszywe. My dysponujemy teraz prawdziwymi dowodami, w tym tymi, które ukrywała komisja Millera. Mamy wstrząsające wyznania członków tej komisji. A także nowe nagrania załogi tupolewa, które do tej pory nie były znane. Ale nie pochodzą one z pokładu polskiego samolotu. Każdy będzie mógł ich wysłuchać.

Skąd pochodzą?

Do czasu ujawnienia dowodów, co nastąpi zapewne w przyszłym miesiącu, nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. To nie będzie jeszcze ostateczny materiał, ale rzuci on bardzo istotne światło na przebieg i przyczyny katastrofy smoleńskiej. Oczywiście mam świadomość, że są tacy ludzie, którzy nigdy nie przyjmą prawdy o tym, co się wówczas stało. Powód jest prosty: ten materiał ich właśnie obciąża odpowiedzialnością za tę tragedię.

Polska jest gotowa na wojnę?

Polska jest przygotowana na atak agresora z zewnątrz. Mamy zdolności odstraszające, a także dysponujemy wraz z sojusznikami niezbędnymi zdolnościami obronnymi. Są one wystarczająco skuteczne, by obronić terytorium Polski.

Pytam w kontekście doniesień niemieckich mediów, według których tamtejszy rząd rozważa przywrócenie poboru oraz zaleca swoim obywatelom robienie zapasów żywności i wody. Wydaje się, że Niemcy poważnie traktują zagrożenie ze strony Rosji.

To prawda. Niemcy widzą rosnące i permanentne zagrożenie rosyjskie i niewątpliwie stawiają na rozwój swojej armii. Lecz te doniesienia, o których pan mówi, raczej mają więcej wspólnego z wewnętrzną polityką Niemiec, gdzie zbliżają się wybory, niż z zagrożeniem, jakie stanowi bez wątpienia Rosja. Pomysł powrotu do poboru ma również związek z powołaniem przez polski rząd obrony terytorialnej, która bardzo pozytywnie została oceniona przez sojuszników z NATO, w tym także Niemcy.

Kilka dni temu mieliśmy do czynienia z alarmem bojowym rosyjskich wojsk. Kolejna prowokacja?

Traktujemy te działania bardzo poważnie. Te ćwiczenia naprawdę zostały podjęte, a rosyjscy komandosi faktycznie wylądowali na Krymie. To nie jest fikcja czy wirtualna rzeczywistość. Należy zatem przyjąć do wiadomości, że Rosjanie przygotowują się na taką ewentualność, w której ich postulaty i żądania nie zostaną przez Zachód zrealizowane.

Grozi nam kolejny konflikt w Europie, np. na Ukrainie?

Rosja bez wątpienia przygotowuje się na kolejny konflikt. Na pewno najbardziej zagrożona jest Ukraina.

—rozmawiał Andrzej Gajcy

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL