Polityka

Sondaż IBRiS dla "Rzeczpospolitej": Polacy popierają reprywatyzację

Hanna Gronkiewicz-Waltz
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Próbując ratować skórę, prezydent stolicy proponuje m.in. ustawę reprywatyzacyjną. To zbieżne z oczekiwaniami opinii publicznej.

W sytuacji, gdy stolica przeżywa najpoważniejszy w swej historii prawny i polityczny skandal związany z nieprawidłowościami przy reprywatyzacji, wyraźna większość Polaków – 57 proc. – mówi jasno: trzeba uregulować w jednolity sposób wszystkie roszczenia dotyczące majątku zabranego w czasach PRL. Sprzeciwia się temu co czwarty badany (niespełna 27 proc.).

Takie wyniki przynosi sondaż przeprowadzony przez ośrodek IBRiS dla „Rzeczpospolitej".

Zwolennicy reprywatyzacji przeważają we wszystkich grupach wiekowych, poza najmłodszymi wyborcami (ci do 24. roku życia są równo podzieleni: 34 proc. jest za kompleksową reprywatyzacją, 33 przeciw, 33 nie ma zdania).

Kliknij w grafikę, aby ją powiększyć:

Najbardziej zdecydowani są najstarsi wyborcy, którzy najlepiej pamiętają PRL – wśród osób powyżej 65. roku życia reprywatyzację popiera dwóch na trzech badanych (66 proc.). Duże poparcie reprywatyzacja ma w elektoracie PiS (68 proc.) – to więcej niż w przypadku Nowoczesnej (52 proc.) czy Platformy (44 proc.).

Owo jednolite uregulowanie roszczeń – które popierają Polacy i o które apelowaliśmy też w ubiegłym tygodniu na łamach „Rzeczpospolitej" – to kompleksowa ustawa reprywatyzacyjna. Przez ponad ćwierć wieku od odzyskania niepodległości żaden rząd nie zdołał wprowadzić w życie takiego prawa. Najbliżej był gabinet Jerzego Buzka (1997–2001), który ustawę przeprowadził przez parlament. Tyle że zawetował ją prezydent Aleksander Kwaśniewski.

– Zaproponowany model reprywatyzacji jest bardzo kosztowny, obarczony wielkim ryzykiem nieprecyzyjnych wyliczeń, obciąża ponad rozsądną miarę gospodarkę, w wielu kwestiach jest sprzeczny z konstytucją – przekonywał.

Wyliczenia rządowe mówiły o ok. 170 tys. spodziewanych wniosków o zwrot utraconej własności i łącznym koszcie zobowiązań w granicach 44 mld zł. – Tymczasem według stowarzyszeń byłych właścicieli liczba wniosków może sięgnąć 250 tys., a łączny koszt zobowiązań blisko 69 mld – wyliczał wtedy prezydent. Nie podobało mu się jeszcze jedno: że zwrot majątków miałby objąć tylko tych dawnych właścicieli, którzy posiadali obywatelstwo polskie.

Do dziś brak reprywatyzacji odbija się Polsce czkawką. W stolicy otworzyło to pole dla przejmowania nieruchomości przez handlarzy roszczeń i sprytnych prawników, niezwiązanych z dawnymi właścicielami. Myślenie Kwaśniewskiego – że ustawa nie jest potrzebna i zwrotami powinny się zajmować sądy – doprowadziło do patologii. Takich choćby, jak działanie wyznaczanych przez sądy „kuratorów", czyli obrotnych biznesmenów, którzy mieli się zajmować szukaniem spadkobierców, a zajmowali się głównie przejmowaniem nieruchomości, które spadkobierców nie miały.

Brak reprywatyzacji stał się też problemem w stosunkach z zagranicą, choćby z USA i Izraelem, gdzie mieszka część spadkobierców przedwojennych właścicieli.

Patologie w stolicy ma przeciąć wchodząca właśnie w życie tzw. mała ustawa reprywatyzacyjna, czyli zbiór regulacji, które ukrócą działalność „kuratorów" czy niekontrolowany handel roszczeniami. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, próbując się bronić przed zarzutami o wieloletnie tolerowanie nieprawidłowości, idzie jeszcze dalej. Zapowiedziała, że w najbliższych dniach Platforma złoży projekt „dużej" ustawy reprywatyzacyjnej – czyli przepisów, których wprowadzenia domagają się badani w sondażu IBRiS.

O ile większość Polaków jest przekonana o potrzebie załatwienia raz na zawsze reprywatyzacji, o tyle nie ma zgody co do tego, jak miałby być zwracany majątek. Za zwrotem w naturze jest co czwarty badany (27 proc.). Tyle samo ankietowanych opowiada się za rekompensatą, ale za to pokrywającą 100 proc. wartości utraconego mienia.

Najwięcej badanych (46 proc.) opowiada się jednak za rekompensatą w wysokości części utraconego majątku. Właśnie taki projekt lansuje Gronkiewicz-Waltz – proponuje, by odszkodowanie nie przekraczało 10 proc. wartości nieruchomości.

Czy taka propozycja ma szanse wejść w życie? Z jednej strony PiS niechętnie patrzy na projekty opozycji, zwłaszcza Gronkiewicz-Waltz, z którą ostro walczy. Z drugiej – wszak to prezydent Andrzej Duda podpisał wspomnianą „małą" ustawę reprywatyzacyjną firmowaną przez prezydent stolicy, której wcześniej podpisać nie chciał jej polityczny druh, prezydent Bronisław Komorowski.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL