Polityka

Lech Wałęsa: Zwalczały mnie tylko dwie partie - PZPR i PiS

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
Konstytucję za zgodą narodu trzeba poprawić, ale PiS nie ma do tego moralnego prawa – mówi były prezydent.

"Rzeczpospolita": Gdzie pan będzie 31 sierpnia?

Lech Wałęsa, pierwszy przewodniczący „Solidarności", były prezydent RP: Zawsze 31 sierpnia rano, jadąc do pracy, zatrzymuję się pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców w Gdańsku i składam kwiaty. W tym roku również oddam cześć kolegom. Później pojadę do pracy.

Nie będzie pan razem z „Solidarnością" w rocznicę Sierpnia'80?

Nasze drogi się rozeszły. A po tym, co część działaczy dzisiejszej „Solidarności" o mnie mówi, to dziwne żebym dawał się obrażać i wspólnie składał kwiaty.

„Solidarność" zaprosiła pana na wspólne obchody?

Jest zaproszenie, ale tylko do kościoła na godzinę 17 i później na wspólne złożenie kwiatów. Wcześniej nic nie planowano. „Solidarność" włączyła się w obchody dopiero wtedy, kiedy dowiedziano się, że KOD chce upamiętnić poległych.

A KOD powinien organizować te obchody?

Powinno je organizować Europejskie Centrum Solidarności. Chciałbym, żeby to były obchody organizowane przez państwo. Ta sprawa jest nieuregulowana, ale dobrze, że w ogóle ktoś organizuje uroczystości.

Wojewoda pomorski Komitetowi Obrony Demokracji nie pozwolił. Powołując się na znowelizowaną ustawę o zgromadzeniach uznał, że to „Solidarność" przez najbliższe trzy lata będzie mogła korzystać 31 sierpnia z Placu Solidarności.

To 5-procentowa „Solidarność". W dzisiejszej „S" jest 5 proc. prawdziwej „S". To już nie jest ta „S", którą ja budowałem. To nie jest 10-milionowy ruch, a 500-tysięczny związek. A to, co robią, nie ma nic wspólnego z ideałami, za które przelewano krew. Bardzo nie podoba mi się, co robi związek Piotra Dudy. Zastanawiam się, czy nie zbierać podpisów pod odebraniem im nazwy, żeby dalej nie brudzili sztandaru „S".

Ile podpisów chciałbym pan zebrać?

Więcej niż liczy to, co z „Solidarności" zostało, czyli ponad 500 tysięcy. Trzeba zebrać dwa razy tyle podpisów, ile liczy dzisiejsza „Solidarność", żeby odebrać im prawo do posługiwania się sztandarem, który im się nie należy. Niech uważają, bo zbierzemy się i zabierzemy im nazwę. Niech pamięta o tym wojewoda i pamięta, że daje bardzo małej grupie działaczy pozwolenie, a większości społeczeństwa odmawia.

A jednak uważa pan, że KOD był uprawniony do organizowania obchodów Sierpnia'80?

Ja nie należę do KOD-u. Każdy kto mnie zaprosi, a będzie więcej niż 300 osób na sali, może liczyć na moją obecność. Nawet jeśli sami wrogowie mnie zaproszą, to przyjadę.

Atakuje pan „Solidarność", ale to z nią prezydent Andrzej Duda spotkał się w Sali BHP inicjując debatę o zmianie konstytucji.

Obecna konstytucja była pisana przeciwko Lechowi Wałęsie. Kwaśniewski był przekonany, że zostanę prezydentem po raz drugi i robił wszystko, żeby zawczasu utrudnić mi działanie i ukrócić możliwości. Ta konstytucja nie jest dobra! W spokojnym terminie, za zgodą narodu, trzeba ją poprawić. To nie ulega wątpliwości. Ale nie teraz.

Dlaczego nie teraz?

PiS nie ma moralnego prawa zmienić konstytucji. Nie mają też odpowiedniej większości w Sejmie. Społeczeństwo za ich rządów jest bardzo podzielone. Nie mogą narzucać swojej woli, nawet jeśli mają najlepsze notowania ze wszystkich partii politycznych.

Notowania te ciągle rosną.

Przypomnę, że SLD i PO też mieli bardzo dobre notowania. Było z czego spadać. Jestem za zmianą konstytucji. Czy poprawić obecną, czy napisać ją od nowa, to już sprawa drugorzędna. Nie ma klimatu pod zmianę ustawy zasadniczej. Ta konstytucja ma wiele nieścisłości. Nie może być tak, że naród ma prawo do referendum, ale musi się na nie zgodzić Sejm, czyli politycy partyjni. Jak można pozwolić, żeby nowe wojsko w Polsce powoływać? Żeby zmieniać polskie szkolnictwo? To są luki, które trzeba wypełnić. Ale nie poprzez wywracanie wszystkiego do góry nogami, po każdej zmianie rządu. Wszystko jest robione byle jak, z doskoku.

Trzeba wzmocnić rolę prezydenta?

Dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć, ale był czas, że widziałem jak przez słabą pozycję prezydenta państwo rozłazi się w szwach. Dlatego byłem za systemem prezydenckim, z dekretami włącznie, ale dekretami które przechodzą przez parlament. Jednak dzisiaj sprawy poszły tak daleko, że nie wiem czy naród byłby w stanie to przyjąć.

Patrząc na spór prezydenta z ministrem obrony narodowej, komu przyznaje pan rację?

To jak z trochę byciem w ciąży. To, że prezydent zablokował część ustaw sądowych jest bardzo dobre, ale podpisanie jednej było wielkim błędem. Niejasny podział kompetencji nad wojskiem wynika ze źle skonstruowanej konstytucji.

Wróćmy do pańskich spraw. Szczoteczkę ma pan już spakowaną?

Oczywiście, z największą przyjemnością (śmiech).

Pion śledczy IPN prowadzi postępowanie karne ws. składnia przez pana fałszywych zeznań dotyczących autentyczność dokumentów TW „Bolek" znalezionych w domu generała Kiszczaka.

Wierzą Kiszczakowi, który chciał mnie zabić kilka razy, a nie mnie. Mam wyroki sądu, zostałem oczyszczony przez Sąd Lustracyjny, mam status pokrzywdzonego. Sam IPN przesyłał mi tyle pism, jak również historycy, z których wynika niezbicie, że na mnie podrabiano dokumenty. Gdyby te papiery, które teraz pokazują, były autentyczne, to po co podrabiano by na mnie dokumenty? Niech nie żartują sobie ze mnie. Komuniści, co by o nich nie myśleć, dość zawodowo podchodzili do spraw. Najpierw człowieka prześwietlali i kiedy mnie oraz moją rodzinę prześwietlili, doszli do wniosku, że w ten sposób ze mną nie wygrają. Byłbym kiepskim agentem. Komuniści chcieli pokonać mnie inaczej: zabrać mi żołnierzy. Tak skłócać współpracowników, kolegów, związkowców, żeby naród mnie podejrzewał. Rzucali fałszywe dokumenty, kwity jakieś, zarówno do instytucji państwowych jak i prywatnych osób, żeby tylko uwierzyli, że jestem agentem. Dzięki temu mogli rozbić lub podzielić „Solidarność". I to im się dzisiaj częściowo udaje. Kiszczak rozegrał środowisko „S" po śmierci. Mnie zwalczały tylko dwie partie: kiedyś PZPR i dzisiaj PiS. Nigdy nie pisałem tekstów z domu Kiszczaka!

Postępowanie dotyczy też innych spraw, w których pan zeznawał, i twierdził, że nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, nie pobierał za to wynagrodzeń, nie pisał donosów.

A niech sprawdzają. Ja jestem święty! Nic na mnie nie znajdą. Mogą tylko sfabrykować. Prześladowań w wolnej Polsce jeszcze w życiorysie nie mam. Z przyjemnością i te prześladowania sobie zapiszę. Nie boje się IPN-u, prokuratury Ziobry i PiS. Boję się tylko Pana Boga i troszeczkę żony. Gdybym Kaczyńskich nie wyrzucił z Kancelarii Prezydenta, to dzisiaj miałbym spokój. Oni na mnie zbierali papiery wcześniej i teraz te papiery uruchamiają.

Janusz Śniadek, były przewodniczący „Solidarności", dziś poseł PiS, mówi, że prawdziwym bohaterem „S" jest Lech Kaczyński, a nie pan.

O to właśnie chodzi tym ludziom! Na moim miejscu chcą postawić Lecha Kaczyńskiego. Kaczyńskiemu od początku chodzi o to, żeby z brata zrobić bohatera, a ze mnie zdrajcę. Niech próbują.

Popiera pan idee ustawy dezubekizacyjnej?

Katom i wydającym rozkazy należy obniżać emerytury, ale ustawa dotyczy też wielu tych, którzy przysłużyli się wyzwoleniu Polski i służyli wolnej ojczyźnie. Bez wielu ludzi z tamtej strony, którzy z nami współpracowali i pomagali nam z narażeniem własnego życia i życia bliskich, nie byłoby zwycięstwa. Zabrać decydentom i zdrajcom, bo nie może być tak, żeby oprawcom żyło się lepiej niż ofiarom. Ale nie można uderzać w tych, którzy robili porządną robotę dla narodu i tych, których pozytywnie zweryfikowaliśmy w wolnej Polsce. Dla PiS nawet święty Paweł nie byłby święty. Chyba, że popierałby PiS.

Generałom Kiszczakowi i Jaruzelskiemu należy odebrać gwiazdki generalskie?

Za to co Kiszczak mi zrobił, należy mu się zabranie stopnia generalskiego. Dzisiaj pośmiertnie nie tylko się daje, ale i zabiera. Ja jestem człowiekiem życia, ze zmarłymi nie walczę.

 

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL