Reklama

Chińska cenzura ogranicza dostęp do internetu

Nowy szef sieciowej cenzury w Pekinie dokręca śrubę.

Aktualizacja: 29.07.2016 06:30 Publikacja: 29.07.2016 00:01

Chińska cenzura ogranicza dostęp do internetu

Foto: AFP

Wszystkie chińskie firmy otrzymały zakaz publikowania oryginalnych, własnych wiadomości. Mogą powtarzać tylko informacje wcześniej zamieszczone na stronach państwowych mediów. Nie wolno im też korzystać z wiadomości od blogerów i z sieci społecznościowych.

„Władze skonstruowały najbardziej na świecie skomplikowany i wielowarstwowy system do cenzurowania, monitorowania, a nawet manipulowania zawartością sieci" – stwierdziła amerykańska organizacja obrony praw człowieka Freedom House.

Jednocześnie ostatnie decyzje rozstrzygnęły wątpliwości, czy zmiana na stanowisku głównego, internetowego cenzora oznacza liberalizację polityki Pekinu. Xu Lin jest osobistym protegowanym prezydenta kraju Xi Jinpinga, którego wcześniej był podwładnym – w czasie, gdy przyszły prezydent zarządzał partią komunistyczną w Szanghaju.

Chiński internet to 688 mln użytkowników, największa taka grupa na świecie. W ciągu ostatnich 14 lat ich liczba zwiększyła się 27-krotnie, a mimo to nadal ponad połowa mieszkańców nie ma dostępu do sieci. Wraz z jego burzliwym rozwojem rządząca partia komunistyczna przyglądała mu się z coraz większym niepokojem.

Poprzednik Xu, Lu Wei, zaczynał swoją karierę jako dziennikarz i urzędnik partyjny w mediach. Kilkanaście lat temu, gdy był wiceburmistrzem Pekinu (i szefem partyjnych propagandzistów w chińskiej stolicy), jako pierwszy z chińskich przywódców zwrócił uwagę na światową sieć i zaczął domagać się jej kontroli.

Reklama
Reklama

Nim do tego doszło, rozsyłał podległym mu 60 tys. propagandzistów instrukcje: „oglądaj Weibo, załóż tam konto, wysyłaj wiadomości, studiuj Weibo". Chodziło o Sina Weibo, chińskie połączenie Facebooka i Twittera, które w swej początkowej fazie rozwoju odgrywało ogromną rolę w formowaniu opinii publicznej – przynajmniej w największych miastach. Dopóki Lu Wei – już jako główny cenzor – nie rozprawił się z nim. Po czym wnioskował do prokuratury o aresztowanie wielu blogerów.

Jednocześnie demonstracyjnie obrażał zachodnie firmy technologiczne i jeszcze bardziej demonstracyjnie – poczucie zdrowego rozsądku. „Rzeczywiście, nie lubimy takich, którzy zarabiają poza Chinami, ale siedzą na naszym rynku i obrażają nasz lud" – tłumaczył politykę partii komunistycznej wobec zachodnich inwestorów. Mimo to szefowie największych amerykańskich koncernów z branży IT fetowali go podczas wizyty w grudniu 2014 roku w Silicon Valley. Szef Facebooka Mark Zuckerberg pokazywał mu nawet angielskie wydania książek prezydenta Chin Xi Jinpinga, które komputerowy magnat miał uważnie studiować. Lu chyba nie uwierzył, bo Facebook pozostał w Chinach zakazany. Kazał również odciąć Chińczyków od wszystkich serwisów Google'a.

Polityka
Stany Zjednoczone chcą powrotu do „ustawień fabrycznych” NATO
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Trump zainaugurował Radę Pokoju. „Prawie wszyscy przyjęli zaproszenie, a pozostali zrobią to wkrótce”
Polityka
Rada Pokoju Donalda Trumpa budzi opór Europy. Jeden kraj zaskakuje
Polityka
Jak Władimir Putin odcina Rosję od światowego internetu
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama