Polityka

Czarny scenariusz Nadii Sawczenko

Nadia Sawczenko we wtorek w kijowskim sądzie
AFP
Deputowana Rady Najwyższej niebawem może opuścić areszt śledczy, w którym głoduje od ponad trzech miesięcy.

Na wniosek prokuratury we wtorek został odwołany sędzia, który prowadził sprawę Nadii Sawczenko oskarżanej o planowanie zamachów terrorystycznych i przewrotu państwowego. Areszt upływa w piątek, a nowy sędzia nie został wyznaczony. Przez zamieszanie w kijowskim sądzie deputowana Rady Najwyższej, której grozi dożywocie, prawdopodobnie wyjdzie na wolność.

Podczas rozpraw Sawczenko wygłaszała przemówienia, oskarżając za każdym razem rządzących o korupcję, pogarszający się poziom życia Ukraińców i łamanie praw człowieka. Występując we wtorek przed sądem stwierdziła, że Ukrainę czeka druga „koliszczyna". W ten sposób nawiązała do XVIII-wiecznego powstania chłopów na Ukrainie Prawobrzeżnej, które wiązało się z masowymi mordami Polaków, Żydów i duchowieństwa. Historycy szacują, że zginęło wtedy nawet 200 tys. ludzi.

Podobne ostrzeżenia Sawczenko wygłaszała w Rosji, gdzie została skazana na 22 lata łagrów za współudział w zabójstwie rosyjskich dziennikarzy w Donbasie (walczyła w jednym z ukraińskich batalionów ochotniczych). Wtedy stała się najbardziej rozpoznawalną Ukrainką na świecie, w jej obronie stanął prawie cały Zachód. Wielu światowych przywódców domagało się jej uwolnienia. Obrońcy praw człowieka uważali ją za więźnia politycznego, a wytoczoną przez rosyjski wymiar sprawiedliwości sprawę za sfingowaną. Przez prawie dwa lata prowadziła głodówkę w rosyjskim więzieniu, dostała się do Rady Najwyższej Ukrainy i napisała książkę.

W maju 2016 r. ułaskawił ją Władimir Putin w zamian za uwolnionych na Ukrainie dwóch funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU). Po powrocie do Kijowa prezydenckim samolotem otrzymała z rąk Petra Poroszenki tytuł bohatera Ukrainy. Od tamtej pory stała się chyba najbardziej ekscentrycznym i jednocześnie populistycznym politykiem w kraju. Szybko pokłóciła się z prezydentem i zaczęła mówić o potrzebie „kolejnego Majdanu".

– W pierwszej kolejności trzeba przeprowadzić wybory prezydenckie. Bo to głowa państwa jednoczy naród, a nie parlament. Mieszkańcy okupowanych terytoriów też muszą mieć prawo do głosowania. Mają swoje poglądy i zagłosują w odpowiedni sposób. I tak zwycięży proukraiński prezydent, bo taka będzie decyzja większości. Ale nowy przywódca musi się liczyć z opinią wszystkich obywateli, również tych ze wschodu – tak w rozmowie z „Rzeczpospolitą" w czerwcu ubiegłego roku Sawczenko przedstawiała swoją wizję zakończenia wojny w Donbasie.

Jej polityczna kariera zaczęła się sypać po tym, jak opinia publiczna dowiedziała się o jej spotkaniach z liderami samozwańczych republik Donbasu. Co ciekawie, to przez nich została przekazana rosyjskim służbom w 2014 r., gdy trafiła do niewoli. Po powrocie do Kijowa z rosyjskiego więzienia nagle zaczęła opowiadać się za dialogiem z separatystami i powtarzała, że będzie robiła wszystko, by „uwolnić ukraińskich jeńców".

Pod koniec marca została zatrzymana przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) w ukraińskim parlamencie. Prawie wszyscy deputowani zagłosowali za odebraniem jej immunitetu.

Prokuratura twierdzi, że chciała m.in. wysadzić parlament i dokonać zamachu na czołowych polityków, m.in. na prezydenta. Zdaniem ukraińskich służb miała działać w zmowie z liderem donieckich separatystów Aleksandrem Zacharczenką.

Sawczenko od miesięcy prowadzi głodówkę. Utrzymuje, że kampania przeciwko niej została zainicjowana przez Poroszenkę i ma charakter polityczny. Tym razem nie ma jednak poparcia zachodnich przywódców, do sprawy ostrożnie też podchodzą obrońcy praw człowieka. Bohaterka Ukrainy stym się nie przyjmuje, zapowiada udział w przyszłorocznych wyborach prezydenckich i chce „całkowicie zmienić system polityczny na Ukrainie".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL