Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Polityka

Marek Materek: Obrażonych urzędników wliczam w koszty działalności

PAP/ Michał Walczak
Wszedłem do urzędu, w którym wczeœniej praktycznie nic się nie dało zrobić. Ze wszystkim był problem i nic nie leżało w naszych kompetencjach. Na szczęœcie często nie wiedziałem, że się czegoœ nie da, i okazało się, że się dało - mówi Marek Materek, prezydent Starachowic.

Plus Minus: Ile miałeœ lat, jak zostawałeœ prezydentem?

Marek Materek: 25.

Naprawdę nie miałeœ w tym wieku ciekawszych rzeczy do roboty?

Starachowice potrzebowały zmian i to mnie skłoniło, żeby się poœwięcić. Bo polityka to też pewne poœwięcenie. Trzeba wykroić ze swojego czasu prywatnego i rodzinnego kilka lat dla miasta.

Nie masz poczucia, że coœ ci umknęło?

Sporo rzeczy mi umyka z życia młodego człowieka. Na szczęœcie nie wszystko.

Jak człowiek tak szybko lšduje tak wysoko, to może się przy okazji łatwo wylogować z rzeczywistoœci.

Gdybym nie pracował wczeœniej zawodowo, to pewnie tak by było. Mógłbym mieć mylne pojęcie o tym, jak wyglšda życie w takim mieœcie jak Starachowice. Pracowałem, odkšd tylko zdałem maturę. Odczytywałem na przykład wodomierze...

Chodziłeœ po domach, jak inkasent z „Misia"?

Inkasentem nie byłem, bo nie zbierałem pieniędzy, ale rzeczywiœcie chodziłem po mieszkaniach. Potem, gdy po wyborach przychodzili do mnie ludzie i mówili: „co pan może wiedzieć o tym, w jakich warunkach my żyjemy?", pytałem: gdzie? I okazywało się, że doskonale wiedziałem, w jakich warunkach żyjš, bo odczytywałem tam wodomierze.

Co cię pchnęło, żeby startować na prezydenta Starachowic? Jak ludzie słyszeli, że startuje ktoœ w twoim wieku, to się pewnie pukali w czoło.

Sam byłem pierwszš osobš, która pukała się w czoło, gdy usłyszałem o tym pomyœle.

To czyj to był pomysł?

Osoby zwišzanej przed laty z samorzšdem w Starachowicach. Wtedy byłem szefem struktur powiatowych Platformy Obywatelskiej. Rok przed wyborami sam poszukiwałem kandydata na prezydenta Starachowic. Chodziło o osobę, za którš nie będzie się trzeba wstydzić. Wiedziałem, że miastu potrzebne sš radykalne zmiany, bo to była ostatnia szansa, by wykorzystać unijne fundusze. Namawiałem jednš paniš doktor, dyrektor szkoły i kilka innych osób, które moim zdaniem nadawały się do tej pracy. Wszyscy odmawiali. Czy ze względu na zarobki, czy niechęć do wchodzenia w coœ, co wydaje się brudne, bo tak jawi się wielu ludziom polityka. W końcu jeden z samorzšdowców zapytał mnie, czemu nie chcę startować i szukam kogoœ na siłę. Wtedy odpowiedziałem, że nikt tak młodego kandydata na prezydenta nie będzie brać na poważnie. Mniej więcej wtedy zostałem wykluczony z Platformy Obywatelskiej. Wtedy myœlałem o tym, by całkowicie wycofać się z polityki. Nie wyobrażałem sobie zresztš spotkań z mieszkańcami, którzy będš mnie pytać, dlaczego zostałem wyrzucony z partii.

A dlaczego zostałeœ wyrzucony z Platformy?

No właœnie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. W uchwale rozwišzujšcej struktury nie zostało to uzasadnione. Był domniemany konflikt w strukturach. Odwołałem się do Zarzšdu Krajowego, ale też nie podał uzasadnienia, a struktury przywrócił. Po dwóch dniach w uchwale obiegowej, czyli esemesowej, podjšł decyzję o wykluczeniu mnie z Platformy. To jest tryb nadzwyczajny. Uzasadnienia nie poznałem, tylko dowiedziałem się o podstawie prawnej, w której mówiono o narażeniu dobrego imienia partii na szwank.

Brzmi jak „Proces" Kafki?

Tak było.

Coœ musisz wiedzieć.

Oficjalnie nie wiem.

To może nieoficjalnie?

Nazwijmy to tak: niepokorne myœlenie i zbyt samodzielne działanie. Wiosnš 2014 roku mieliœmy przedterminowe wybory prezydenckie. Wystawiliœmy wtedy kandydatkę, przeciwko której zbuntowały się struktury regionalne, twierdzšc, że nie jest to ich kandydatka. Mimo to zajęła trzecie miejsce na oœmiu startujšcych.

Wyrzucono mnie z Platformy i myœlałem w ogóle o odejœciu z polityki. Wtedy do startu na prezydenta zaczęli namawiać mnie znajomi. Pytali mnie, czemu majš charytatywnie pracować dla miasta, skoro ja w momencie, gdy trzeba wzišć odpowiedzialnoœć, chcę się wycofać. Postanowiłem spróbować bez gwarancji sukcesu.

Jaki jest twój patent na wygranie wyborów samorzšdowych?

Nie ma takiego patentu. Wydaje mi się, że decyduje specyfika danego miasta. W każdym mieœcie jest to coœ innego.

Akurat twoje miasto kojarzy mi się głównie z SLD i „aferš starachowickš". To jakaœ wasza specyfika?

Nie. Choć afery były nawet dwie. Najpierw SLD, które rzšdziło, a potem PiS. PóŸniej prezydent z czasów SLD był zastępcš tego z PiS. Ten drugi poszedł potem do więzienia, a pierwszy pełnił jego obowišzki.

I to jest właœnie piękno Polski lokalnej.

Dlatego moim sukcesem było przedostanie się do drugiej tury. Kandydatów centrowych było czterech.

Trochę jak w Poznaniu. Jak ludzie zobaczyli kogoœ œwieżego w drugiej turze, to zaryzykowali.

I w wielu miastach będzie też tak i tym razem. Ludzie widzš alternatywę.

I co zdecydowało, że trafiłeœ do drugiej tury?

Spotkania z mieszkańcami.

Każdy kandydat spotyka się z mieszkańcami.

Po obserwacji różnych kandydatów nie wiem, czy wszystkie spotkania sš dobre. Czasem lepiej, żeby w ogóle się nie spotykali z ludŸmi. Bezpoœredni kontakt z mieszkańcem może doprowadzić do utraty głosu. Czasem jest tak, że ktoœ ma dobre nazwisko, ale jak się go posłucha, to trudno uwierzyć dlaczego.

Wygrywasz wybory i wchodzisz do Urzędu Miasta. A tam sš ludzie, którzy pracujš w tym miejscu dłużej, niż ty żyjesz na œwiecie. Jak oni majš cię tam szanować i w ogóle brać na poważnie?

Jeden z pracowników, który odchodził potem w trakcie mojej kadencji na emeryturę, powiedział, że na poczštku ludzie pytali go, jak mu się pracuje z wnuczkiem. Na relacje z urzędnikami nie ma sprawdzonej recepty. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć pracš.

Wszedłem do urzędu, w którym wczeœniej praktycznie nic się nie dało zrobić. Pierwsze posiedzenia wykonawcze odbywały się w dużej sali konferencyjnej, bo liczba naczelników, kierowników i samodzielnych stanowisk była tak duża. Siadam i rzucam jakiœ temat i okazuje się, że nic się nie da. Ze wszystkim jest problem i nic nie leży w naszych kompetencjach. Na szczęœcie często nie wiedziałem, że się czegoœ nie da, i okazało się, że się dało. Wczeœniej nikt nie interesował się niektórymi tematami. Szukano tylko powodów, dla których nie można było czegoœ zrobić.

Powiedzmy sobie szczerze: wszedłeœ i zrobiłeœ czystkę?

Jak zobaczyłem, że kierowników i naczelników jest tak wielu, a nic nie da się zrobić, to musiałem działać. Po co wydawać pienišdze na armię urzędników. Zespół zmniejszył się o kilkanaœcie etatów, a nie odbiło się to negatywnie na działaniu miasta. Więcej: wyniki w inwestycjach, remontach i pozyskiwaniu œrodków poszybowały w górę.

W mniejszych miastach pokutuje przekonanie, że jak prezydent zwalnia pracowników urzędu, to zwalnia własny elektorat.

Wielu włodarzy podchodzi do tego właœnie w ten sposób. Ja, jeœli podejmuje decyzję, by się z kimœ rozstać, to nie ma dla mnie znaczenia, czy ta osoba będzie obrażona i będzie mi robić antykampanię. Wpisuję to w koszty działalnoœci.

Myœlisz, że w polskich urzędach pracuje za dużo kierowników i dyrektorów?

W wielu miejscach tak jest. Choć trzeba też powiedzieć, że sš również urzędnicy, którzy majš œwietne przygotowanie. Bez nich ta praca by nie szła. Dzięki nim realizuje swoje zamierzenia. To, co się dzieje w mieœcie, jest naszym wspólnym sukcesem.

Ale przerost liczby urzędników jest doœć typowym problemem.

To zależy od specyfiki miasta i trzeba to wyczuć samemu. Na pewno niemoc jest szerszym problemem. Na poczštku kadencji udało się nam zdobyć pienišdze na schetynówki (œrodki na remont i budowę dróg lokalnych – red.). Dowiedziałem się o tym, jadšc autem z urzędnikami. Wyglšdało to tak: dzwoni do mnie zasmucony naczelnik, że udało się otrzymać œrodki, a w aucie stypa. Ja się cieszę, a reszta jakby zmartwiona. Jedna pani naczelnik powiedziała mi nawet, że ten wniosek był składany dla picu. Wróciłem do urzędu, znalazłem pienišdze na wkład własny na inwestycje i można było działać. Takich przykładów było dużo.

Ale widzę, że z tego sukcesu jest ciebie więcej. Ile przytyłeœ, będšc prezydentem?

Osiem... no może dziesięć kilogramów.

To może być ciężka kampania.

Może zrzucę latem. Rzeczywiœcie wyobrażałem sobie, że będę miał więcej pracy w terenie, a większoœć czasu spędzam za biurkiem. Brakuje czasu na normalne jedzenie. Pierwsze œniadanie to często 13. Efekty widać.

Macie teraz w Starachowicach schetynówki i modernizujecie miasto. Nie zmienia to jednak zasadniczej sytuacji. Według raportu PAN Starachowice sš na liœcie 122 miast w Polsce, którym grozi zapaœć.

Nie ma co się czarować, tylko trzeba działać, by zatrzymać tę tendencję. Ona trwa od wielu lat.

Wysiłki samych włodarzy nie wystarczš. Tu trzeba zmienić myœlenie całego państwa.

Nie dostrzegam, żeby parlamentarzyœci byli mi do czegoœ potrzebni. Wykorzystujemy dobrze te możliwoœci, które sš. Cieszę się, że powstał plan Morawieckiego dla œrednich miast. Myœlę, że to jest dobry krok. Nasza specyfika jest taka, że mamy ok. 10 tysięcy osób, które codziennie dojeżdżajš do miasta. Jedno to zatrzymanie ludzi, którzy wyjeżdżajš na studia, a drugie to sprowadzenie do miasta tych, którzy dojeżdżajš.

To się praktycznie nigdzie w mniejszych i œrednich oœrodkach nie udaje. No może poza Bielsko-Białš.

To jest trudne. Jeœli możesz mieszkać pod miastem w swoim domu za relatywnie małe pienišdze, to czemu tego nie robić? Myœlę raczej o tych, którzy dojeżdżajš nawet z innych powiatów.

Mówiłeœ, że w czasie, gdy szukałeœ kandydata na prezydenta, barierš były finanse.

Ludzie, którym proponowałem start w wyborach, zarabiali lepiej niż prezydenci.

A te zarobki majš być jeszcze mniejsze.

Już sobie wyobrażam, jak trudno będzie namówić wiele osób do kandydowania. Już trzy lata temu był z tym problem.

I co to oznacza dla mieszkańców?

Gorszych kandydatów i gorsze zarzšdzanie miastem. Skoro można pracować za większe pienišdze bez narażania się i brania odpowiedzialnoœci za miasto, to czemu podejmować wyzwanie? Tu kontrolujš cię różne organy i instytucje. Wiele osób uzna, że lepiej robić coœ spokojnego. Mówię tak, mimo że sam obniżyłem wynagrodzenia dla prezesów miejskich spółek. Chciałem, żeby zabrali się do poprawiania ich wyników, a wtedy będš mogli dostać podwyżkę albo nagrodę. Tak też się stało.

I nie wkurzyłeœ się, że ministrowie brali nagrody, a ty w Starachowicach będziesz mniej zarabiał?

Nie wkurzyłem się.

Nie wierzę.

Œmiać mi się chciało. Na poczštku mieli nawet pomysł na podwyżki dla ministrów, co byłoby słuszne. Udawanie przez kolejne rzšdy, że nie ma problemu, skończyło się tš ostatecznš parodiš z Caritasem. Nie mam na to wpływu, więc się z tego œmieję.

Sondaże mówiš, że masz ponad 70 proc. poparcia. Odezwały się też Kielce, gdzie chcš, byœ był ich prezydentem.

Umówiłem się w Starachowicach na wykonanie wielu zadań. To sš wyzwania, które będę podejmował w najbliższych miesišcach, a może i latach.

To skšd informacje, że będziesz startował w Kielcach?

To doniesienia medialne. Nie mówię o wyborach i swoim starcie w Starachowicach nie dlatego, że nie będę startował, tylko dlatego, że jest na to za wczeœnie.

Prezydentura miasta może być przepustkš do kariery. Na to pewnie liczy Biedroń.

Mam o nim bardzo dobre zdanie. Œwietnie sobie radzi. Nawet jeœli nie ma go w mieœcie, to ma ludzi, którzy dbajš o to wszystko.

Często nie ma go w mieœcie. Też jeŸdzisz po œwiecie?

Nie. Nie mam czasu. Tak sobie to ułożyłem. Inni robiš to inaczej i jeœli im to wychodzi, to dobrze.

Wróćmy do kampanii samorzšdowej, której oficjalnie nie ma. Obserwujesz tę w Warszawie?

Tak. Jeden uderza w drugiego, a drugi w pierwszego. Mogę powiedzieć, że ja w swojej kampanii nie skupiałem się na kontrkandydatach. Nie było w ogóle takiego tematu. Chodziło o program. Mierzi mnie kampania w Warszawie, ale może to specyfika tego miasta. Nie da się ukryć, że taka rywalizacja skupia uwagę mediów. Nikt nie pomyœlał, że wyborcy mogliby być zadowoleni, gdyby kandydaci zajęli się sprawami naprawdę ważnymi dla miasta.

rozmawiał Piotr Witwicki, dziennikarz Polsat News

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL