Polityka

Roman Polko: Szef MON nie powinien kompromitować Polski

Archiwum Prywatne
- Twierdzenie, że każdy, kto wstąpił do wojska przed przełomem, jest sowieckim żołnierzem, to nieuczciwość – twierdzi były dowódca GROM Roman Polko

Rzeczpospolita: Czy Konstytucja RP jest nieprecyzyjna w zakresie podziału uprawnień między zwierzchnika Sił Zbrojnych i szefa MON?

gen. Roman Polko: Konstytucja w wielu miejscach zderza kompetencje prezydenta i premiera. Wojsko nie jest tu niestety wyjątkiem. Prezydent i premier muszą się porozumieć chociażby w takich kwestiach, jak nominacje generalskie i wyznaczenie dowódców rodzajów wojsk. Reforma systemu dowodzenia wprowadzona przez ministra Tomasza Siemoniaka, ale napisana przez szefa BBN gen. Stanisława Kozieja, tak naprawdę naruszyła ustawę zasadniczą, likwidując rodzaje wojsk, a w ich miejsce powołując byty koordynujące (Dowództwo Generalne). Jak to się ma do zapisu z konstytucji, że prezydent mianuje dowódców rodzajów wojsk, którzy po reformie stali się zaledwie inspektorami?

Premier Beata Szydło w pełni popiera działania ministra Antoniego Macierewicza, prezydent Andrzej Duda również już nie wyraża zaniepokojenia obecną sytuacją w armii.

Trzeba patrzeć na fakty, a nie wypowiedzi polityków, którzy martwią się tylko o wzrost słupków sondażowych.

Jakie są fakty dotyczące polskiej armii?

Sytuacja w armii wygląda źle. Nie mamy kim obsadzać struktur Eurokorpusu i NATO. To psuje nasze relacje międzynarodowe. System dowodzenia, który minister Antoni Macierewicz krytykował, w dalszym ciągu nie został naprawiony i zmieniony. Obowiązuje strategia bezpieczeństwa narodowego z 2014 r. i związane z tym dokumenty normatywne wypracowane do tamtych zagrożeń, do tamtej struktury, ale niedostosowane do nowych wyzwań i nowej struktury. Nie ma w nich chociażby Wojsk Obrony Terytorialnej.

Można odnieść wrażenie, iż MON działa bez głowy. Zwiększenie liczby żołnierzy do 200 tys., co już kilkakrotnie zapowiedział minister, nie ma sensu, jeśli nie potrafimy zrealizować prostych zakupów śmigłowców i innego wyposażenia. Do tego dochodzi niskie morale w armii, spowodowane takimi sytuacjami, jak sprawa Misiewicza, czy nazywaniem wszystkich, którzy do wojska przyszli przed 1989 rokiem, sowiecką armią. Weryfikacja żołnierzy według numeru PESEL powoduje, że z armii odchodzą dowódcy, którzy wprowadzali nas do NATO i realizowali pierwsze misje. Twierdzenie, że każdy, kto wstąpił do armii przed przełomem, jest sowieckim żołnierzem, jest równie nieuczciwe jak twierdzenie, że wszyscy, którzy po II wojnie światowej zostali w lesie, są bohaterami.

Co jeszcze szkodzi armii?

Odpowiedzialność zbiorowa. Żołnierze powinni być oceniani indywidualnie i rozliczani ze swoich sukcesów i porażek, a nie z metryki. MON krzywdzi żołnierzy, którzy całe swoje życie oddali ojczyźnie, a ich jedyną winą jest urodzenie się w PRL. Poza tym wyraźnie widać, że nie o pryncypia tu chodzi. Jeśli nie dopuszczamy do służby wojskowych sprzed 1989 roku, to równie dobrze powinno się wyczyścić instytucje publiczne z profesorów i urzędników państwowych sprzed 1989 roku. Odebrać doktoraty, habilitacje itd. Tak dojdziemy do absurdu.

W otoczeniu ministra Macierewicza brakuje ludzi kompetentnych. MON nie tylko pozbawiony jest wizji dowodzenia, ale też nie potrafi przeprowadzić prostych reform naprawiających system dowodzenia, stworzyć odpowiedniej doktryny. Minister Macierewicz nie radzi sobie w podstawowym działaniu, ale za to patetycznie potrafi mówić o niezłomnych Żołnierzach Wyklętych. Potrafi obiecać wszystko.

Sprawa przetargu na caracale rzutuje na wiarygodność MON na świecie?

Kupno caracali przez Polskę byłoby ogromnym nieporozumieniem. Śmigłowiec bez konkretnego przeznaczenia, w takiej cenie, jakby miały złote klamki w środku. Jednak sposób zerwania negocjacji przez stronę polską był niedyplomatyczny i niedopuszczalny. Błędem były ataki pod adresem strony francuskiej, podobnie jak słowa ministra Macierewicza o sprzedaży mistrali za dolara Egiptowi. Szef MON nie powinien kompromitować Polski na arenie międzynarodowej.

Dlaczego kupno caracali byłoby niekorzystne dla polskiej obronności?

Od początu było coś nie tak z tym przetargiem. Był tak rozpisany, żeby Francuzi wygrali. Kupno caracali nie byłoby korzystne dla Polski, co nie zmienia faktu, że negocjacje powinny zostać zakończone inaczej. Wstyd, że średniej wielkości kraj europejski od tylu lat nie potrafi w normalny sposób przeprowadzić przetargu, żeby kupić to, czego wojsko potrzebuje. To skandal.

Czy dr Berczyński powinien odpowiedzieć za „wykończenie caracali"?

Naturalnie. Zachodzą wątpliwości co do uczciwości pana Berczyńskiego, który e-mailem złożył dymisję i wyparował z kraju. Pan Berczyński miał zajmować się wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej, a zaczął zasiadać w radach nadzorczych i zajmować się przetargami. Wygląda to tak, jakby próbował złupić państwo polskie z kilku stron. Powinien stanąć twarzą w twarz z tymi, którzy zarzucają mu oszustwo.

MON kupi bez przetargu trzy samoloty dla VIP-ów od Boeinga. Za maszyny zapłaci ok. 2 mld zł. Dla Boeinga pracował wcześniej przez 21 lat dr Berczyński. Czy mogło dojść do konfliktu interesów?

Być może doszło do lobbingu. Sprawa powinna zostać wyjaśniona, bo wygląda na mało przejrzystą i zachodzi podejrzenie konfliktu interesów. Pytanie, jakie działania podjęły służby, które dopuściły pana Berczyńskiego do tajemnic państwowych.

Sejmowa komisja śledcza powinna zająć się sprawą przetargu w MON?

Jeśli prokuratura ani inne ciała do tego powołane nic w tej sprawie nie zrobią, to tak.

Czy przy MON powinna funkcjonować podkomisja śledcza, która orzekła ostatnio, że do katastrofy smoleńskiej doszło w wyniku bomby termobarycznej?

To powinna być komisja. Ta właściwa, przeznaczona do badania wypadków lotniczych, złożona z ekspertów, mająca wypracowane mechanizmy współpracy z podobnymi ciałami na świecie. Zaniechania poprzedniego rządu wystarczająco komplikują sprawę, często uniemożliwiają dotarcie do niektórych dowodów, by jeszcze dokładać kwiatki w postaci bomby termobarycznej.

Niestety, mam wrażenie, że zespół jest dobierany tak, by pracował pod dawno przygotowaną teorię.

Komisja podległa MON orzekła, że prezydent RP zginął w wyniku wybuchu bomby.

Komuś, kto patrzy na to z zewnątrz, może się to nawet wydawać śmieszne. Mnie do śmiechu nie jest, straciłem w tej katastrofie zbyt wielu przyjaciół i osób, które niezmiernie szanowałem. Trudno mi sobie wyobrazić, co przy każdej takiej „rewelacji" czują ich bliscy.

Czy Antoni Macierewicz sprawdził się na stanowisku szefa MON?

Parę rzeczy zrobił dobrze. Dzięki ministrowi Macierewiczowi po 12 latach nie wyrzuca się żołnierzy za burtę. Szeregowi mają możliwość awansu. Są Wojska Obrony Terytorialnej, które są potrzebne i rozwijają się w dobrym kierunku, bo mają świetną kadrę dowódczą. Minister zapowiedział też ujednolicenie systemu dowodzenia w Wojskach Specjalnych. Również stan jednostki GROM po zmianach jest bardzo dobry. Jest w stanie realizować zdania, do których została wyznaczona, mimo rotacji, która też jest potrzebna.

Rotacja w wojsku może wzbudzić zaniepokojenie przeciętnego obywatela.

Każdy minister ma prawo do zmian. Ale najważniejsza jest ciągłość instytucjonalna i kompetencje. Zmiana rządu z PO na PiS nie może być traktowana jak przejście z Układu Warszawskiego do NATO. Dowódcy, którzy kończyli zagraniczne europejskie uczelnie i są cenieni w sojuszu północnoatlantyckim, powinni być zatrzymani w wojsku. W NATO nie potrafią zrozumieć tego, co się dzieje w polskiej armii. Nie rozumieją, że w nicość wysyła się najbardziej doświadczonych dowódców. Ludzi ze wspaniałymi biogramami, jak gen. Mieczysław Gocuł, który budował pozycję Polski na arenie międzynarodowej i w przyszłości mógłby stanąć na czele NATO.

Czy dzisiaj Polska jest bezpieczniejsza?

Nawet minister Macierewicz nie jest w stanie tak szybko osłabić obronności Polski.

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL