Polityka

Język śląski utknął w zamrażarce

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
Prace nad ustawami o językach regionalnych są sztucznie przedłużane. Czego boi się PiS?

– Nie widzę powodów, by trzeba było tak długo czekać. Projekt przecież nie jest aż tak skomplikowany – mówi Monika Rosa z Nowoczesnej. W styczniu z grupą posłów z różnych klubów wniosła ona projekt ustawy o nadaniu śląskiemu statusu języka regionalnego. Wciąż nie dostał on nawet numeru druku sejmowego.

Obecnie status języka regionalnego ma tylko kaszubski. Wpisanie śląskiego do ustawy umożliwiłoby powstawanie dwujęzycznych nazw ulic i kontakty w tym języku z urzędnikami gminnymi. W grę wchodziłoby też nauczanie w szkole, a nawet zdawanie matury z tego języka. Przypomina więc to status, jaki mają języki mniejszości narodowych.

PiS zamiast rozpocząć prace nad projektem, trzyma go jednak w zamrażarce. W praktyce oznacza to wysyłanie próśb o opinię do licznych instytucji, takich jak Rada Dialogu Społecznego, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Krajowa Rada Radców Prawnych, a nawet Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Otrzymałam nawet prośbę o uzupełnienie projektu o projekty aktów wykonawczych. Problem w tym, że ustawa nie przewiduje jakichkolwiek nowych rozporządzeń. Napisałam więc prośbę o opinię do Biura Analiz Sejmowych, czy ustawa powinna przewidywać takie projekty, i odpisano mi, że nie – relacjonuje Monika Rosa.

W odróżnieniu od czasów, gdy rządziła PO, PiS sejmową zamrażarkę stosuje bardzo rzadko. Dlaczego nie ruszą prace nad projektem? – Wszystko jest w najlepszym porządku. Skoro marszałek uznał, że dodatkowe opinie są potrzebne, to tak jest – mówi poseł PiS Stanisław Pięta. Nie ukrywa jednak, że tej ustawy jego partia nie poprze. – Temat języka śląskiego jest zamknięty. Wspieramy śląską kulturę, tradycję i obyczaje, bo śląskość jest atutem polskości. Natomiast nie możemy przyjąć projektów popieranych przez Ruch Autonomii Śląska – tłumaczy.

PiS o działalności RAŚ od lat wypowiada się krytycznie, a swego czasu prezes Kaczyński określił tę organizację jako „zakamuflowaną opcję niemiecką".

Problem w tym, że w zamrażarce utknął też inny projekt o języku regionalnym, o którym w „Rzeczpospolitej" już pisaliśmy. Dotyczy języka wilamowskiego, który przypomina alzacki lub luksemburski, a kiedyś był w powszechnym użyciu w Wilamowicach pod Bielskiem-Białą. Obecnie mówi nim garstka starszych mieszkańców, jednak dzięki zapałowi językoznawców przeżywa on renesans i uczy się go młodzież.

Projekt dotyczący wilamowskiego wniosła Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Poszedł do opinii w tych samych instytucjach co ustawa o języku śląskim. Powód? Stanisław Pięta nie chce komentować sprawy – mówi, że jej nie zna. Z wcześniejszych wypowiedzi posłów PiS wynikało, że próby odbudowy wilamowskiego uważają za eksperyment socjolingwistyczny. Poza tym komisja postanowiła o wniesieniu projektu, wykorzystując nieobecność części posłów PiS, co nie podoba się partii rządzącej.

– Opóźnianie prac nad językiem śląskim jeszcze rozumiem, bo PiS zawsze miało na tym punkcie fobię – mówi Danuta Pietraszewska z PO, szefowa Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. – Jednak w czym przeszkadzają mu Wilamowianie? PiS prawdopodobnie boi się otwarcia furtki do zmiany ustawy, która nie była nowelizowana od 2015 r. – dodaje.

Języki śląski i wilamowski nie miały też szczęścia za rządów PO. Decyzję o podjęciu prac nad uznaniem mowy Wilamowian Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych podjęła tuż przed końcem kadencji w 2015 r., gdy na zakończenie prac nie było już szans.

Wielokrotnie były też wnoszone projekty o uznaniu śląskiego za język regionalny bądź Ślązaków za mniejszość etniczną. Najbliżej było w sierpniu 2015 r., gdy sejmowa podkomisja przyjęła obywatelski projekt, pod którym podpisy zbierał m.in. RAŚ. Jednak do kolejnych czytań już nie doszło. Zdaniem Danuty Pietraszewskiej winne jest PiS, które wnioskowało o uzupełnienie projektu o skutki finansowe.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL