Waszyngton gotów zaatakować Koreę Północną

aktualizacja: 18.04.2017, 08:38
Rakiety dalekiego zasięgu na paradzie w Pjongjangu w Dniu Słońca 15 kw...
Rakiety dalekiego zasięgu na paradzie w Pjongjangu w Dniu Słońca 15 kwietnia.
Foto: AFP

USA przestrzegają, że użyją wszelkich środków wobec Korei Północnej, jeśli nie przestanie ona budować broni atomowej.

REDAKCJA POLECA

– Czas strategicznej cierpliwości zakończył się – powiedział wiceprezydent Mike Pence, oglądając Koreę Północną ze strefy zdemilitaryzowanej, będącej faktyczną granicą obu państw koreańskich.

Pence nawiązał do doktryny polityki zagranicznej prezydenta Obamy, nazywanej właśnie „strategiczną cierpliwością", która zakładała unikanie konfrontacji na arenie międzynarodowej.

Co mogą Amerykanie

– USA nie dokonają prewencyjnego uderzenia w przypadku (przeprowadzenia przez Koreę Północną – red.) podziemnego wybuchu atomowego. Ale zrobią to, jeśli prezydent Trump dojdzie do wniosku, że Koreańczycy próbują wystrzelić rakietę balistyczną – powiedział dziennikarzom anonimowo jeden z byłych współpracowników republikańskiego prezydenta Busha.

Przebywający niedawno w Wielkiej Brytanii doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego, generał Herbert McMaster potwierdził w rozmowach z Brytyjczykami, że amerykańska armia gotowa jest wykonać atak. – Amerykanie rozpatrują wszystkie warianty. Obecnie uważają, że mają odpowiednie siły do wykonania uderzenia na odpowiednie obiekty (w których produkowane są rakiety dalekiego zasięgu oraz elementy broni jądrowej – red.). Są przekonani, że wiedzą, gdzie one się znajdują – powiedział jeden z brytyjskich uczestników spotkań z amerykańskim generałem.

– Znacznie bliżsi są podjęcia decyzji o akcji wojskowej niż rok temu – dodał.

Oprócz uderzenia powietrznego amerykańscy wojskowi nie wykluczają ataków oddziałów specjalnych. Jeszcze w styczniu pojawiły się informacje, że armie amerykańska i południowokoreańska zamierzają sformować oddziały, które – w przypadku wybuchu wojny – zlikwidują komunistycznych przywódców Korei Północnej. Oddziały te w tym tygodniu rozpoczną ćwiczenia w Korei Południowej. Z amerykańskiej strony trzonem grupy uderzeniowej będą żołnierze Navy Seals, ale w jej skład wejdą też podlegli wojskom lądowym Rangersi oraz „Zielone Berety" z wojsk powietrzno-desantowych.

Przewidując kłopoty, Kim Dzong Un zaczął tworzyć własne oddziały specjalne. Zaprezentowano je w sobotę na wojskowej paradzie w Dniu Słońca – święta ustanowionego z okazji urodzin założyciela rządzącej w kraju dynastii Kimów, Kim Ir Sena. W szeregach północnokoreańskich żołnierzy wyróżniali się twarzami wymazanymi czarną farbą i okularami przeciwsłonecznymi.

Chińscy żołnierze

Rosja już zdążyła sprzeciwić się ewentualnej, amerykańskiej akcji wojskowej w Korei. Zagadką jednak pozostaje reakcja głównego sojusznika Kima, Chin. – Prezydentowi Trumpowi udało się przekonać Xi Jinpinga, że Korea nie jest już (chińskim) aktywem, ale raczej pasywem i jest zagrożeniem również dla Pekinu – powiedziała o rozmowach obu przywódców zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Kathleen McFarland.

Na początku lutego, wykonując rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ, Pekin zablokował import węgla kamiennego z Korei – głównego towaru eksportowego reżimu. W zeszłym tygodniu Chiny miały jakoby zagrozić Kimowi embargiem na sprzedaż paliw.

W Wielki Piątek bez podania przyczyn Chińczycy zawiesili połączenie lotnicze z Pekinu do Pjongjangu. Jednocześnie pojawiły się informacje o trwającej podobno koncentracji 150 tys. chińskich żołnierzy w pobliżu granicy z Koreą Północną. Pekin nazwał je już „czystym wymysłem". Jednak na dostępnych w internecie od końca marca nagraniach widać długie wojskowe kolumny na autostradach w pobliżu miasta Shenyang (dawniej Mukden) jadących w stronę granicy. Część ciężarówek wiozła rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-300.

Eksperci wskazują, że w tym rejonie stacjonują znaczne chińskie oddziały i takie przemarsze nie są niczym nadzwyczajnym, szczególnie gdy zaostrza się sytuacja na Półwyspie. Broń przeciwlotnicza przemieszczana w stronę granicy może świadczyć o tym, że Pekin zamierza ewentualnie uniemożliwić pojawienie się obcych samolotów w tym rejonie.

Ale niewielka grupa specjalistów sądzi, że Chiny same mogą zdecydować się na interwencję w Korei – nie czekając na USA.

– Pekin najbardziej boi się zjednoczenia obu państw koreańskich pod egidą Seulu, a do tego doprowadziłby konflikt komunistów z USA – tłumaczy jeden z nich.

POLECAMY

KOMENTARZE