Sejm zamyka się na media

aktualizacja: 24.03.2016, 23:49
Sejmowe kuluary (na zdj. wejście do nich) już nie są dostępne dla dzie...
Sejmowe kuluary (na zdj. wejście do nich) już nie są dostępne dla dziennikarzy. Wkrótce czekają ich kolejne restrykcje
Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński

Będą kolejne obostrzenia w nagrywaniu posłów, a docelowo dziennikarze zostaną przeniesieni dalej od sali obrad.

REDAKCJA POLECA

Straż marszałkowska zajmuje w Sejmie pomieszczenia w tzw. stopce. To szeroki filar naprzeciw wejścia głównego, na którym podpiera się część parlamentu. Straż opuści te pomieszczenia za kilka miesięcy, by przenieść się do nowego budynku, który wyrósł obok hotelu sejmowego.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita", marszałek Sejmu Marek Kuchciński do zwolnionych pomieszczeń chce przenieść dziennikarzy. Dostaną tam miejsce do pracy i nową salę służącą do nagrywania polityków.

Ale oznacza to też, że nie będą mogli już poruszać się po korytarzach Sejmu, co obecnie robią niemal bez ograniczeń. W dodatku będą skazani na nagrywanie tylko tych posłów, którzy się do nich pofatygują.

Szerszy plan

Przeniesienie reporterów to końcowy element projektu, który PiS zaczęło realizować po wyborach. W grudniu ubiegłego roku marszałek Marek Kuchciński zakazał operatorom kamer i fotoreporterom wstępu do kuluarów, czyli korytarza okalającego salę obrad. Z kolei 11 stycznia weszło w życie zarządzenie, które zamknęło kuluary dla wszystkich dziennikarzy.

Pod koniec stycznia pisaliśmy w „Rzeczpospolitej", że PiS chce zamknąć dla mediów kolejne strefy. I rzeczywiście, podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia zagrodzono wejścia do korytarza, przy którym znajdują się gabinety marszałka Kuchcińskiego i jego zastępców. Tym samym reporterzy nie mogą już czatować na polityków wychodzących z obrad Konwentu Seniorów.

Kolejnym krokiem ma być zmiana tzw. zarządzenia wstępowego, regulującego poruszanie się po Sejmie. Z naszych informacji wynika, że projekt jest już gotowy i trafił do akceptacji przez marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Tego typu zarządzenie marszałek Sejmu wydaje bowiem w porozumieniu z szefem izby wyższej.

Projekt zakłada, że dziennikarze będą mogli przebywać w Sejmie w godz. 7.30–21, a w przypadku nocnych obrad do godziny po ich zakończeniu. Będą mogli utrwalać dźwięk i obraz tylko w dwóch miejscach: w sali konferencji prasowych i na stanowiskach niedaleko galerii nad salą obrad.

Oznacza to, że nie będą już mogli czekać na polityków przy wejściu na salę obrad. Jeszcze bardziej bolesny będzie zakaz filmowania w korytarzu marszałkowskim, głównym ciągu komunikacyjnym w Sejmie.

O pracach nad zarządzeniem nieoficjalnie mówią politycy PiS, ale marszałek Senatu Stanisław Karczewski nie potwierdza, że trafiło do jego akceptacji. Nie ukrywa za to, że rozmawia z Kuchcińskim o zmianach dotyczących mediów. Uważa, że ekip w Sejmie ostatnio przybyło i są zmuszone walczyć o ciekawe ujęcia.

– Bieganie z kamerami jest niebezpieczne. Zdarzało się, że kamerzysta się przewrócił albo uderzył kogoś w głowę. Dobrym kierunkiem jest więc ucywilizowanie zasad poruszania się dziennikarzy i odbywania rozmów z politykami, którzy sobie tego życzą. Obecnie często są zaskakiwani – mówi „Rzeczpospolitej" Karczewski. Dodaje, że w większości parlamentów, które odwiedzał, dziennikarzy obowiązują bardziej restrykcyjne zasady.

Uprzedzenia prezesa

Posłanka PO i była dziennikarka Iwona Śledzińska-Katarasińska podejrzewa, że plany PiS wynikają z uprzedzeń prezesa Jarosława Kaczyńskiego. – Nie znosi, gdy jest zaczepiany na korytarzu. Poza tym PiS nie lubi być obserwowane i woli samo dozować informacje – dodaje.

Posłanka zgadza się, że ekip jest w Sejmie za dużo, ale jej zdaniem PiS lepiej by zrobiło, siadając z nimi do rozmów. – Nie znam nikogo, komu opłaciłyby się rygory wobec mediów – mówi.

Sejmowi reporterzy już kilka razy buntowali się przeciw decyzji władz Sejmu. Przykładowo na początku 2008 roku, gdy marszałkiem był Bronisław Komorowski z PO, biuro prasowe postanowiło ograniczyć liczbę stałych kart prasowych. Sprawa odbiła się echem w mediach, a na wniosek opozycji zajęła się nią Komisja Regulaminowa i Spraw Poselskich.

Czy tym razem też mogą wybuchnąć protesty? Sceptycyzmu wobec planów PiS nie kryje Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy, dyrektor Biełsatu i wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

– Być może obecność kamer powoduje dyskomfort polityków, ale tę otwartość uważam za wielkie osiągnięcie polskiej demokracji. Wielokrotnie oprowadzałam po Sejmie gości z Białorusi i Ukrainy. Zawsze byli pod wrażeniem tego, że nasza władza nie odcina się od człowieka, bo u nich jest zupełnie inaczej – opowiada.

– Jeśli nastąpią zmiany, to po to, by dobre warunki były dla wszystkich – uspokaja marszałek Karczewski. – Nie tylko polityków, ale też dziennikarzy.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE