Seria projektów Nowoczesnej i od razu porażka

aktualizacja: 29.02.2016, 21:27
Foto: PAP, Tomasz Gzell

By ruszyć wreszcie z legislacyjną ofensywą, partia Petru zatrudniła specjalistę z doświadczeniem w Rządowym Centrum Legislacji. Ale nie uchroniło jej to przed wpadką.

REDAKCJA POLECA

Od chwili zaprzysiężenia Sejmu, czyli od 12 listopada zeszłego roku, do pierwszej połowy stycznia Nowoczesna biła rekordy w składaniu wniosków o przerwy podczas posiedzeń w Sejmie. Brakowało jednak projektów ustaw, choć ugrupowanie Ryszarda Petru pozuje na partię fachowców.

Wytykali jej to posłowie innych opozycyjnych ugrupowań i przedstawiciele rządu.

Przyczyn opieszałości w przygotowywaniu projektów dopatrywano się złośliwie w tym, że posłowie Nowoczesnej niemal nie wychodzą z telewizji. Rzeczniczka klubu tej partii zapewniała jednak, że trwają prace nad ustawami. – Nie piszemy ich, jak PiS, na kolanie. Żeby napisać dobry projekt, trzeba usiąść z gronem eksperckim, skonsultować go i przemyśleć każdy zapis – mówiła na początku stycznia Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej.

Projekty rzeczywiście się pojawiły – w połowie stycznia. Nowoczesna złożyła od razu trzy: ustaw o finansowaniu partii, zniesieniu ciszy wyborczej i o związkach zawodowych.

Jak ustaliliśmy, legislacyjną ofensywę poprzedziło zatrudnienie Włodzimierza Zająca, który do 14 maja 2015 r. był pracownikiem Rządowego Centrum Legislacji. W latach 1996–2008 pracował w Kancelarii Sejmu, w tym jako legislator w Biurze Legislacyjnym. – Pomaga nam w poprawkach do ustaw, w ich interpretowaniu – potwierdza posłanka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

Po zakończeniu pracy w rządzie, od 15 maja 2015 r. Zając prowadzi działalność gospodarczą „Włodzimierz Zając Kancelaria Legislacyjna WZ". Okazuje się, że jest stałym pracownikiem Nowoczesnej. – Umowa o pracę zawarta jest od 4 stycznia 2016 r. – mówi nam Zając. Jak dodaje, początki współpracy sięgają listopada 2015 r., ale wtedy były to „pojedyncze zlecenia".

Skoro Nowoczesna zatrudniła tak doświadczonego specjalistę, dziwi, że od razu ma na koncie taką wpadkę. Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego szalenie krytycznie oceniło jeden z pierwszych projektów partii. Wspomniana ustawa o związkach zawodowych miała ułatwić życie pracodawcom i ograniczyć przywileje związkowców, a według SN okazała się bublem prawnym.

W swojej opinii SN zaznaczył m.in., że projektodawcy nie uwzględnili uwag TK z czerwca 2015 r., zwrócił także uwagę na brak całościowego podejścia do zmian w prawie. W ostatni czwartek odbyło się w Sejmie pierwsze czytanie projektu – głosami PiS i Kukiz'15 został odrzucony.

W mediach Lubnauer broniła projektu, mówiąc, że jej klub skupił się na części ustawy i stąd krytyka prawników. Ataki odpierał też Petru, który przekonywał, że jego partia wskazała tylko obszary, w których miało zmienić się prawo, a całością prac powinien zająć się rząd. Złożonością projektu i zadaniem dla większego grona ekspertów tłumaczył nam też legislacyjne niepowodzenie odpowiedzialny za nie Zając.

Dodajmy, że na tle projektów poselskich ten Nowoczesnej nie wyróżnia się ponoć niską jakością. – Poziom projektów jest bardzo różny – usłyszeliśmy od pracownika Biura Analiz SN.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE