Polityka

Ukraińscy politycy: Polska nie będzie nas pouczać

Leonid Krawczuk prezydent Ukrainy (1991–1994)
Fotorzepa, Robert Gardziński
Polscy osadnicy traktowali moich rodziców jak bydło – oświadczył w Kijowie były prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk.

Rusłan Szoszyn z Kijowa

– Ukraina i Polska są suwerennymi krajami i nie może być tak, że jedna strona jest nauczycielem i traktuje drugą stronę jako ucznia. Mówią, co Ukraina ma robić. Kogo uważać, a kogo nie uważać za bohaterów. Urodziłem się na Ukrainie, ale wtedy to było terytorium Polski. Mojego ojca i matkę, którzy pracowali dla polskich osadników, traktowano jak chamów i bydło – w ten sposób w obecności kamer prawie wszystkich ukraińskich stacji telewizyjnych pierwszy prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk odpowiedział na pytanie „Rzeczpospolitej" dotyczące sposobów poprawy relacji polsko-ukraińskich.

– Cieszyliśmy się i uważaliśmy Polskę za przewodnika, ale Polska przyzwyczaiła się być nauczycielem. Jeżeli Warszawa chce mieć z Kijowem dobre relację, powinny one być równoprawne. Polska nie może decydować o naszej wewnętrznej i zagranicznej polityce – stwierdził.

Swoją wizję poprawy stosunków polsko-ukraińskich przedstawił również były ukraiński prezydent i lider pomarańczowej rewolucji Wiktor Juszczenko. Stwierdził, że „po wieloletnich staraniach politycznych na rzecz porozumienia polska strona wyciąga Ukrainie wydarzenia z 1943 roku". Tymczasem to właśnie Juszczenko otworzył puszkę Pandory, nadając tuż przed swoim odejściem w 2010 roku tytuł Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi, liderom OUN i UPA, odpowiadających za ludobójstwo na Wołyniu.

– Dopóki politycy zajmują się obliczaniem dusz zmarłych i porównywaniem przelanych litrów krwi, nigdy tej dyskusji nie zakończymy. Powinniśmy wychodzić z fundamentalnego założenia „wybaczamy i prosimy o wybaczenie", do którego doszliśmy wcześniej. Żadna ze stron nie powinna przeprowadzać rewizji tamtych wydarzeń – stwierdził Juszczenko.

Odmienne wizje historii

Emocjonalne wypowiedzi byłych ukraińskich przywódców padły podczas konferencji, zorganizowanej przez prezydencki Instytut Badań Strategicznych i kijowskie Międzynarodowe Centrum Badań Bałtycko-Czarnomorskich. Historię o „polskich osadnikach" usłyszeli obecni na sali byli prezydenci: Łotwy, Rumunii, Mołdawii, pierwszy przywódca niepodległej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz oraz Giennadij Burbulis, niegdyś najbliższy współpracownik byłego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna.

Tematem piątkowej kijowskiej konferencji była współpraca państw regionu bałtycko-czarnomorskiego, a jej uczestnicy, w pierwszej kolejności byli ukraińscy przywódcy, nawoływali do solidarności w obliczu aneksji Krymu i trwającej w Donbasie agresji Rosji. Dzień wcześniej byłych przywódców państw regionu gościł prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

Organizatorzy konferencji mówią, że na Ukrainę był zaproszony prezydent Aleksander Kwaśniewski, ale miał w tym czasie „inne obowiązki służbowe". A to właśnie za jego prezydentury polsko-ukraiński dialog historyczny miał się chyba najlepiej. To ówczesny prezydent Ukrainy Leonid Kuczma i Kwaśniewski w maju 1997 roku podpisali wspólne oświadczenie: „O porozumieniu i pojednaniu". To dzięki tej współpracy po latach sporów w 2005 roku doszło do otwarcia Cmentarza Orląt we Lwowie. Tymczasem dziesięć lat później (w kwietniu 2015 roku), tuż po wystąpieniu w ukraińskim parlamencie prezydenta Bronisława Komorowskiego Rada Najwyższa przyjęła uchwałę uznającą za „bojowników o wolność i niezależność Ukrainy" między innymi członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Od dwóch lat na mapie Kijowa widnieje aleja Bandery.

– My mamy swoją historię, a Polacy swoją – tłumaczył w piątek Juszczenko.

Zakaz ekshumacji

Były ambasador RP w Kijowie Jacek Kluczkowski przyznaje, że najbardziej w relacje polsko-ukraińskie uderzył prowadzony przez Kijów w ubiegłym roku zakaz prac ekshumacyjnych m.in. na Wołyniu. – To niefortunne i niezasadne zawieszenie jest jedną z głównych przyczyn zaostrzenia naszych relacji dyplomatycznych – mówi „Rzeczpospolitej" Kluczkowski.

Sytuację podczas piątkowej konferencji próbował rozładować Leonid Kuczma, który stwierdził, że poprawa relacji polsko-ukraińskich „na 90 proc. zależy od przywódców Polski i Ukrainy". Co więcej, zasugerował potrzebę zmiany szefa ukraińskiego IPN. Jest nim obecnie prof. Wołodymyr Wiatrowych, który nie kryje swoich nacjonalistycznych poglądów i osobiście przyczynił się do wprowadzenia zakazu prac ekshumacyjnych na Ukrainie.

Wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk twierdzi, że sprawa ta nie ruszyła z miejsca. – Wprowadzony przez Ukrainę zakaz wciąż obowiązuje. Nie mamy możliwości prowadzenia tam żadnych prac poszukiwawczych – mówi „Rzeczpospolitej" Szwagrzyk. Przyznaje, że rozmowy z ukraińskim IPN utknęły w ślepym zaułku.

– Nie ma możliwości prowadzenia rozmów w sytuacji, kiedy strona ukraińska uzależnia wydanie zgody na poszukiwania od tego, że w Polsce zostaną odtworzone nielegalne upamiętnienia. Strona ukraińska ciągle się odwołuje do przykładu Hruszowic (pomnik UPA rozebrany w ubiegłym roku). Było to zupełnie nielegalne upamiętnienie. W tym miejscu nie ma żadnych szczątków, a pomnik został postawiony wyłącznie po to, by uhonorować UPA. To nie jest do przyjęcia – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL