Polityka

Putin traci popularność z powodu reformy emerytur

AFP
Związki zawodowe zapowiedziały manifestacje w ponad 70 miastach kraju. Mimo to Kreml nie jest zaniepokojony.

– Nie robiłbym z tego tragedii – powiedział rzecznik Putina, pytany o spadek zaufania do prezydenta.

Czytaj więcej:

Rosja: Początek protestów przeciw reformie emerytalnej

Socjologiczny ośrodek Obszczestwiennoje Mnienie odnotował w ciągu tygodnia spadek zaufania do Władimira Putina z 75 do 67 proc. i zmniejszenie ilości zadowolonych z jego działalności z 75 do 69 proc. Uznano, że zostało to spowodowane ujawnieniem planów reformy emerytalnej.

W dniu rozpoczęcia mundialu premier Dmitrij Miedwiediew poinformował, że stopniowo będzie podwyższany wiek emerytalny: dla mężczyzn z 60 do 65 lat, a kobiet z 55 do 63. Jednak w 2005 roku, na początku swej drugiej kadencji prezydenckiej Władimir Putin zapowiedział: – Dopóki jestem u władzy, wiek emerytalny nie będzie podwyższony.

– Mimo wszystko to było 13 lat temu. A obecnie prezydent nie uczestniczy w procesie – jego rzecznik zapewniał, że Putin obecnie nie ma nic wspólnego z reformą, którą jakoby przygotowywał tylko rząd Miedwiediewa. Jak się zdaje, Rosjanie nie uwierzyli. Socjologowie obecnie zastanawiają się, czy ostatni spadek popularności prezydenta jest tylko chwilowy, czy może to początek dłuższego procesu.

– To jest jednak poważna sprawa, już choćby dlatego, że od dłuższego czasu popularność Putina utrzymywała się bez przerwy na wysokim poziomie – jak zaczarowana. A tu zaczęła padać – uważa jednak socjolog Grigorij Kertman.

– Aktywność protestacyjna w regionach nie jest zbyt duża – zapewnił jeden z kremlowskich urzędników moskiewską gazetę „Wiedomosti”. Rzeczywiście, od 18 czerwca tylko w 11 miastach odbyły się mityngi przeciw zapowiadanej reformie. Brało w nich udział jedynie od 100 osób (Astrachań) do tysiąca (Krasnojarsk). Przy czym w miastach, które są gospodarzami mundialu (a to największe w Rosji), nie wolno organizować publicznych protestów.

Jednak związki zawodowe zapowiadają zorganizowanie protestów w kolejnych 70. Mimo to Kreml nie wydaje się zaniepokojony. Dziennikarze i eksperci w Moskwie wskazują, że związki zawodowe w putinowskiej Rosji są bardzo uzależnione od władzy wykonawczej, a sam ich szef Michaił Szmakow przyjaźni się z byłym szefem FSB i obecnym sekretarzem kremlowskiej Rady Bezpieczeństwa, generałem Nikołajem Patruszewem. – Tak czy inaczej, ktoś musi protestować i bezpieczniej, by to oni robili – cytują „Wiedomosti” kremlowskiego urzędnika.

Ale nawet pracownicy administracji prezydenta zaczynają się niepokoić, że sytuacja „zaczyna się wymykać spod kontroli”. W poszczególnych regionach związkowcy – pod naciskiem społecznych nastrojów – zaczynają domagać się ostrzejszych form protestu oraz szukać sojuszników wśród opozycyjnych partii i organizacji. W dniu opublikowania zmian socjologowie stwierdzili, że 90 proc. Rosjan jest przeciwko nim. Jednocześnie nawet według oficjalnych danych z pierwszych pokoleń objętych zmianami do emerytury nie dożyje 17,4 proc. mężczyzn oraz 6,5 proc. kobiet. Ponad 3 mln Rosjan podpisało petycję na stronie Change.org domagającą się rezygnacji ze zmian, w sumie w internecie zebrano ponad 5 mln podpisów pod różnymi dokumentami krytykującymi ją.

Szef związków Szmakow natychmiast zapowiedział, że nie będzie wspólnych akcji ze stronnikami opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Jak się okazało – za późno. Nie zważając bowiem na mundial, Nawalnyj wezwał do demonstracji 1 lipca, również w miastach, w których nie wolno tego robić. Część związkowców już go poparła.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL