Polityka

Bartkiewicz: Sprawa Misiewicza: A u was biją Murzynów

archiwum prywatne
A czy to ładnie, że w pana kraju syjoniści biją Murzynów? – pytał Wojciech Pokora vel docent Furman czarnoskórego lokatora bloku przy Alternatywy 4, odpierając zarzut pod adresem jednej z decyzji Stanisława Anioła. Cytat ten bardzo dobrze pasuje do wczorajszego wystąpienia Joachima Brudzińskiego w związku ze sprawą Bartłomieja Misiewicza.
To dobrze, że Brudziński powiedział „przepraszam”. I dobrze, że nie przepraszał – wzorem Misiewicza – za media, które ośmieliły się pisać o dzierżycielu Złotego Medalu za Zasługi dla Obronności Kraju. Brudziński przepraszał za to, za co przeprosiny się należały: za zupełnie niezrozumiałe wpychanie młodego człowieka ze średnim wykształceniem w buty wielkiego fachowca od kwestii obronnych, który zasługuje na państwowe frukta na eksponowanym stanowisku w PGZ.
 
I gdyby na tym „przepraszam” się skończyło… Było jednak inaczej: jeszcze nie wybrzmiało „przepraszam”, a już usłyszeliśmy, że PiS wprawdzie przeprasza, ale PO powinna przepraszać bardziej. Bo ośmiorniczki, bo Amber Gold, bo fryzjer minister Joanny Muchy na eksponowanym stanowisku, bo cygara dla Donalda Tuska, bo miliony złotych dla Aleksandra Grada, bo Elżbieta Bieńkowska, która nie chce pracować za 6 tysięcy złotych, etc. - Nie chciałbym, aby powstało wrażenie, że PiS będzie się teraz licytować z PO na to, kto więcej bezeceństw w administracji czy w służbie publicznej się dopuścił – przerwał na chwilę wyliczenie grzechów PO Brudziński. Po czym licytował się dalej.
 
Pytanie: po co? Dlaczego PiS, który przez lata w opozycji wielokrotnie (słusznie) punktował PO za to, że ich główny przekaz brzmi: „nie jesteśmy tym złym PiS-em”, nagle uznał, że argumentacja „nie jesteśmy tą arogancką PO” będzie dobrym wyjściem z sytuacji? W jaki sposób to, że ktoś robił bardzo źle, usprawiedliwia to, że my robimy tylko źle? W dowcipie z czasów słusznie minionych Józef Stalin proszony przez małe dziecko o cukierka, odpowiada mu: won smarkaczu! A na ekranie radzieckiej kroniki filmowej pojawia się wówczas plansza z napisem „A przecież mógł zabić”. To kwintesencja argumentacji opartej na stwierdzeniu: Przecież może być gorzej.
 
PiS, który wykazał się znakomitym słuchem społecznym w okresie schyłkowych rządów PO i bardzo dobrze zdiagnozował problem sytej partii władzy, która uznała, iż rządzenie się im po prostu należy, dziś samo wpada w tą samą pułapkę. Powtarzany do znudzenia argument, że suweren wybrał dobrze – więc dobrze mu tak, który legitymizuje absolutnie wszystko, to nie tylko maczuga na „totalną opozycję” ale i zapowiedź poważnych kłopotów. Symptomatyczne jest tu podejście do problemu samego Misiewicza, który najwyraźniej jest przekonany, że jedynym problemem jest fakt, iż złośliwe media uwzięły się na niego, a on chciał tylko zdobywać doświadczenie zawodowe. Jemu się po prostu to należy, bo postawił na zwycięską w wyborach formację. Ilu działaczy PiS myśli tak jak Misiewicz?
 
A kiedy Brudziński jednym tchem mówi przepraszam, a jednocześnie podkreśla, że przecież Misiewicz nie złamał prawa, za to PO… - to jest to dowód na to, że problem jest zamiatany pod dywan. Media i opinia publiczna męczyły, męczyły – więc PiS rzucił im kość. Ale ceną za to ma być podziw wobec faktu, że ścisłe kierownictwo partii odważyło się rzucić wyzwanie 27-letniemu byłemu rzecznikowi MON. Zaiste – bezkompromisowe podejście do sprawy. Zapewne Donald Tusk przed charyzmatycznym 27-latkiem by się ugiął.
 
Czy grzechy PO, o których mówił Brudziński nie są grzechami? Oczywiście, że są. To m.in. dlatego właśnie, że grzechami są, PiS wygrał wybory. Ale kiedy dziś ustami Brudzińskiego Prawo i Sprawiedliwość tłumaczy, że robi podobnie, choć nieco inaczej – to znaczy, że opozycja niesłusznie chce, cytując polityków PiS, „żeby było jak było”. Jest jak było – plus 500.

 

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL