Plus Minus

Michał Szułdrzyński: I suwerenność, i Wspólnota

Fotorzepa, Waldemar Kompala
Zastosowanie przez Komisję Europejską w konflikcie z Polską słynnego już artykułu 7 część komentatorów nazwała opcją nuklearną. I ma ono rzeczywiście cechę wspólną z użyciem broni jądrowej. Najważniejszy wniosek płynący z zimnej wojny był taki, że sięgnięcie po taką broń oznacza zagładę wszystkich. Naciśnięcie atomowego guzika prowadzi do sytuacji, w której nie ma wygranych – są wyłącznie przegrani.

Tak też jest z konfliktem o reformę sądownictwa. Sprawy zaszły tak daleko, że dziś z tego konfliktu nie ma dobrego wyjścia. Swoją logikę mają Polska i rządzące PiS, swoją ma Komisja Europejska. Strony sporu posługują się przy tym zupełnie innymi paradygmatami światopoglądowymi, a więc i różnymi językami, co utrudnia prowadzenie dialogu.

Jak wygląda logika PiS? Na tym etapie konfliktu reforma wymiaru sprawiedliwości schodzi na dalszy plan. Podstawowym problemem staje się kwestia suwerenności i zdolności do samodzielnego podejmowania decyzji. Rząd i liderzy PiS zdają sobie dziś sprawę, że losy tego konfliktu są bacznie śledzone przez wszystkich, którzy zastanawiają się nad przyszłością Unii. Takie poglądy nie są zbyt często artykułowane w mainstreamie, choć jednocześnie trudno uznać, by premierzy Wielkiej Brytanii czy Węgier byli politycznym marginesem w Europie.

PiS walczy o to, gdzie zostanie nakreślona granica między możliwością realizowania obietnic wyborczych przez państwa, czyli suwerenną możliwością realizowania demokratycznego mandatu, a władzą, jaką ma Komisja Europejska wobec państw członkowskich. Dlatego w wielu państwach – nie tylko naszego regionu – z wypiekami na twarzy obserwuje się obecny spór. I właśnie dlatego PiS dziś nie może się z reformy sądownictwa wycofać, szczególnie po tym, gdy Komisja uruchomiła artykuł 7 traktatu o Unii Europejskiej.

Sęk w tym, że polski rząd musi się liczyć z ryzykiem eskalacji nastrojów przeciwnych członkostwu w UE, które jest strategicznym celem polskiego państwa i zapewnia nam bezpieczeństwo. Samo PiS nie ma tu więc dużego pola manewru.

Sprawa ta jest równie ważna dla Komisji Europejskiej. Nie może się ona pogodzić z sytuacją oznaczającą jej całkowitą bezradność wobec działań państwa członkowskiego, które z perspektywy Brukseli mają znamiona łamania zasad demokratycznego państwa prawa opartego na trójpodziale władzy. Ale i tu reforma sądownictwa schodzi na dalszy plan.

Kluczowa staje się sama zdolność Komisji do egzekwowania swoich decyzji, które w teorii mają bronić interesu wspólnotowego w sporze z poszczególnymi państwami członkowskimi. Mówiąc wprost – jeśli Komisja polegnie w sporze z Polską, kolejne kraje zaczną kwestionować jej legitymację, co oznaczać będzie de facto koniec Wspólnoty.

Tragizm sytuacji Polski polega na tym, że potrzebujemy zarówno suwerenności, jak i silnej, broniącej wspólnych zasad Unii Europejskiej. Dlatego też premier Mateusz Morawiecki, który w styczniu jedzie na spotkanie z szefem Komisji, stoi przed mission impossible. Szanse na zażegnanie tego konfliktu są bliskie zera. Co może więc zrobić polski premier?

Może odegrać rolę swego rodzaju tłumacza. Pewnie czując się na europejskich salonach, może spróbować przetłumaczyć argumenty PiS, logikę, według której działa Jarosław Kaczyński, na język zrozumiały w Brukseli. Jednocześnie może próbować tłumaczyć obozowi dobrej zmiany racje, które stoją za decyzjami Komisji – że nie wynikają one z niechęci wobec Polski, lecz są nieporadną próbą ratowania jedności europejskiej wspólnoty. Tylko tyle i aż tyle.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL