Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Tomasz Budzyński, Robert Friedrich: 2Tm2,3 to jest przygoda duchowa

Robert „Litza” Friedrich zaczynał karierę w Acid Drinkers, by w 1996 r. współtworzyć 2Tm2,3, a kilka lat póŸniej Arkę Noego
Reporter, Karol Makurat
- Ewangelia jest milion razy radykalniejsza i piękniejsza niż wszystkie manifesty anarchistyczne razem wzięte. Szatan nie może znieœć głoszenia Dobrej Nowiny, mówienia o tym, że możesz być naprawdę szczęœliwy i wolny - mówiš Tomasz Budzyński i Robert "Litza" Friedrich, muzycy zespołu 2Tm2,3

Plus Minus: 20 lat to piękny wiek dla zespołu rockowego. Kiedy zaczynaliœcie pracę nad pierwszš płytš 2Tm2,3 przypuszczaliœcie, że to będzie tak trwały projekt?

Tomasz Budzyński: Szczerze mówišc, niczego nie planowaliœmy naprzód. Szliœmy na żywioł i oddaliœmy to Panu Bogu. To jest sprawa duchowa, której nie można ujšć w sztywne, ludzkie ramy. Mieliœmy w sobie neoficki zapał, cieszyliœmy się, że będziemy razem grać. Z Robertem wyszukiwaliœmy sobie cytaty biblijne, podawaliœmy je przez telefon. Tak powstała nazwa zespołu (œmiech).

Robert „Litza" Friedrich: Do tego jeszcze dochodziła wdzięcznoœć, a jedyne, co mieliœmy, to wielkie szczęœcie w sercu i chcieliœmy się tym szczęœciem podzielić.

Muzyka rockowa to było najlepsze narzędzie, które mieliœcie do dyspozycji?

R.F.: Byliœmy i jesteœmy rockowymi muzykami, którzy w taki, a nie inny sposób potrafiš siebie wyrażać, a do tego wszystkiego poznaliœmy psalmy. I to właœnie psalmy doskonale opisywały nasze życie, dużo lepiej niż teksty, które próbowałem pisać. Psalmy od wieków opisujš w doskonały sposób wszystkie zmagania, cierpienia i nadzieje człowieka.

Nie chcieliœcie sami pisać tekstów?

R.F.: Myœlałem, że tak będzie, ale kiedy na Liturgii we wspólnocie poznaliœmy moc Słowa Boga, to wszyscy uznaliœmy, że ono lepiej opisuje nasze codzienne zmagania niż najlepsze teksty. Dlatego stwierdziliœmy, że w naszym zespole nie musi być nic oprócz Słowa. Podczas koncertów mało mówimy między utworami, a najchętniej byœmy nic nie mówili. Kiedy graliœmy jubileuszowy koncert w Stodole, byłem bardzo poruszony, bo œpiewałem, że „wielkie rzeczy uczynił mi wszechmocny Bóg", żeby złamać mnie – upartego, egoistę, lubišcego pochlebstwa, żebym stał się wolny.

Lubišcego stać na scenie?

R.F.: Obojętnie, lubię być doceniany wszędzie. Mogłem sobie żyć po swojemu, ale dostałem wybór i już 20 lat razem z Tomkiem jesteœmy we Wspólnocie i doœwiadczamy, że tylko tam jest wolnoœć. Kiedy wychodzę z Liturgii, to zaczynam „musieć", a kiedy jestem we wspólnocie, to nagle staję się wolny. To jest takie uczucie, że chcesz się tym podzielić. Szukacie wolnoœci? Koledzy anarchiœci, punkowcy, nasze pokolenie! Szukacie prawdziwej wolnoœci? Spróbujcie zaryzykować. Tego nie można kazać, można tylko pokazać i dlatego chcieliœmy grać w 2Tm2,3. Pamiętam, kiedy zaczynaliœmy 20 lat temu, ludzie próbowali to jakoœ zrozumieć, kombinowali i wymyœlili: pewnie to jest odpowiedŸ na heavymetalowy zespół KAT (œmiech).

T.B.: Czuliœmy wdzięcznoœć. Jeœli człowiek przeżywa œwięto, to jakoœ musi je wyrazić, choćby ładnie się ubrać. Kiedy idziesz na spotkanie z ukochanš dziewczynš, to przecież nie ubierzesz się w brudnš koszulę. A nas spotkało wielkie œwięto, w ciemnoœci zabłysło wielkie œwiatło!

Mam wrażenie, że łšczšc psalmy z bardzo ciężkimi riffami, ryzykowaliœcie otrzymanie kopniaka z dwóch stron: od kolegów ze œrodowiska muzycznego oraz, być może, od wierzšcych?

T.B.: Przeżyłem dokładnie to, co mówisz. Szczególnie dali mi to odczuć ludzie ze œrodowiska anarcho-punkowego. Trochę mnie to zdziwiło, bo całe życie myœlałem, że anarchia oznacza wolnoœć i każdy może mieć poglšdy, jakie chce. Ja nikomu z nich nie wyrzšdziłem żadnej krzywdy, a na własnej skórze przeżyłem przeœladowanie. Zrobili mi już wszystko, co mogli, teraz już mogš mnie tylko zabić. Ale Ewangelia jest czymœ milion razy radykalniejszym i piękniejszym niż wszystkie manifesty anarchistyczne razem wzięte. Szatan nie może znieœć głoszenia Dobrej Nowiny, mówienia o tym, że możesz być naprawdę szczęœliwy i wolny. Szatan chce, abyœ był niewolnikiem i mu służył. My się oœmieliliœmy głoœno to powiedzieć. A Koœciół? Dla ludzi Koœcioła to był szok i niektórzy się zastanawiali, jak tak można? Ale to było nie do opanowania i nawet księża zaczęli organizować nam koncerty.

To byli raczej młodsi księża? Domyœlam się, że z biskupami mogło pójœć ciężej?

T.B.: Œwiętej pamięci kardynał Franciszek Macharski był na scenie w czasie naszego występu w Krakowie i bardzo się cieszył.

R.F.: Biskup Jan Chrapek także nas popierał. Mówił: „macie grać jak najgłoœniej", bo sš takie czasy, że „trzeba wyjœć na dachy.". Biskup Tadeusz Gocłowski też był nam przychylny.

T.B.: Ci ludzie mieli w sobie œwiatło. Już nie ma na co czekać. Nie ma czasu na czekanie.

R.F.: Koœciół jest często odbierany jako instytucja, która: rozlicza, sšdzi, moralizuje i wymaga. A ja poznałem, czym jest Koœciół od œrodka: usprawiedliwia i zaprasza. Ja nawet nie byłem wrogiem Koœcioła – on był mi obojętny jak wędkarstwo. Nie wstanę o czwartej rano, żeby kopać robaki i stać w zimnej wodzie. Z tego samego powodu nie chodziłem na msze, chociaż nie miałem nic przeciwko wędkarzom i księżom.

T.B.: Chrzeœcijaństwo to nie jest teoria, której się wyuczysz na pamięć, to nie jest studiowanie teologii. To jest wydarzenie! Trzeba spotkać chrzeœcijanina, zobaczyć, jak on żyje, i wtedy dopiero możesz powiedzieć: „ja też tak chcę".

Pomyœleliœcie, że możecie być wzorem chrzeœcijan dla ludzi, którzy nigdy do koœcioła nie zajrzš?

T.B.: Nie, myœmy usłyszeli Ewangelię na Drodze Neokatechumenalnej i to zmieniło nasze życie. To, co robimy, jest skierowane do wszystkich.

R.F.: I zmieniło nas bez przemocy.

T.B.: Prorok Jeremiasz mówi: „uwiodłeœ mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieœć". Benedykt XVI na pytanie o to, czym jest chrzeœcijaństwo, odpowiedział, że to jest historia miłosna. To sš wspaniałe słowa. Ja byłem wychowywany w duchu tak zwanej religijnoœci naturalnej, która jest oparta na strachu. Całe życie myœlałem, że trzeba wypełnić jakieœ „prawo". Jako młody człowiek słyszałem na mszalnych kazaniach, że na niebo trzeba sobie zasłużyć. To tak, jakby Chrystus był całkowicie zakryty. Nikt mi nie mówił, że Bóg kocha grzesznika.

R.F.: Trudno jest zrozumieć miłoœć bezinteresownš. Kiedy babcia chciała pokazać, że kocha wnuczka, to dawała cztery rolady i cztery porcje klusek. Jedz, ja cię kocham. Cały czas słyszymy „coœ za coœ" i nagle, jak słyszysz, że jesteœ kochany za darmo, to nie możesz uwierzyć.

Ciężko było znaleŸć wydawcę pierwszej płyty?

T.B.: Nie. Od razu znaleŸli się protestanci, którzy mieli studio nagraniowe w Wiœle i powiedzieli, że im się bardzo podoba. Drugš płytę wydał Metal Mind, który na co dzień wydawał muzykę metalowš. To œmieszne i paradoksalne, że wcale nie byli to katolicy.

W ksišżce „Radykalni" mówicie o ojcu Augustynie, który był dla was bardzo ważny. Radziliœcie się go, czy warto próbować?

T.B.: Oczywiœcie, że pytaliœmy się ludzi, którzy byli dla nas autorytetami duchowymi. A oni mówili nam: róbcie to. Zespół 2Tm2,3 jest dzieckiem Drogi Neokatechumenalnej, tak jak póŸniej Arka Noego.

Mieliœcie jakieœ założenia.

T.B.: Nie mieliœmy żadnych założeń. To jest żywioł. Nie wiedzieliœmy, co nas spotka. My chcieliœmy grać!

W pewnym momencie Armia, po nagraniu œwietnych płyt „Legenda" i „Triodante", zniknęła z mediów. To się zbiegło w czasie z nawróceniami? Tutaj też było czuć ostracyzm?

T.B.: Niestety, ale dla niektórych ludzi szczere mówienie o Bogu jest czymœ nie do pomyœlenia. W pewnych kręgach sš to tematy tabu. Spotkał więc nas bardzo duży ostracyzm. Byli ludzie, którzy myœleli, że jak nam przyczepiš łatkę „rock chrzeœcijański", to nas oœmieszš i zniszczš.

W telewizji publicznej jednak wyemitowany został wasz koncert.

T.B.: No pokazali małpę i koniec. Nas zapraszali nawet Jacek Żakowski z Piotrem Najsztubem i pytali: „o co chodzi"? Nie mogli zrozumieć, rozgryŸć. (œmiech). Zrobiła się wrzawa, ludzie przychodzili na koncerty, żeby zobaczyć, o co chodzi. Liczyłem, że pojawiš się moi koledzy z punkowych czasów, ale oni raczej na nich nie bywali, nawet nie mieli odwagi, aby posłuchać płyt.

Litza wspominał o tym, że czasami namawiał pana do grania spokojniejszego, a w odpowiedzi słyszał: „żadnych kompromisów"?

T.B.: I tak było za dużo kompromisów. Łagodnych utworów w stylu „Shema Izrael", „W obliczu aniołów" w ogóle nie miało być na płycie. JeŸdziliœmy wtedy na różne spotkania, na rekolekcje dla muzyków w LudŸmierzu i tam słyszeliœmy muzykę uwielbieniowš. Tam była doœć miła atmosfera i coœ z tego przedostało się na naszš pierwszš płytę. To wszystko działo się bardzo spontanicznie, nasz zespół nie był tworem jakiejœ kalkulacji przy zielonym stoliku.

„Słuchaj Izraelu" z pierwszej płyty dobrze się jednak sprawdza na pielgrzymkach.

T.B.: Litza wymyœlił przebój pielgrzymkowy w kuchni naszego mieszkania. Przyszedł, powiedział „daj gitarę" i zaczšł grać, a ja po chwili wymyœliłem linię melodycznš.

Byliœcie zgorszeniem dla niektórych pobożnych wiernych?

T.B.: Jeœli tak, to jest to sprawa tych ludzi. My usłyszeliœmy Dobrš Nowinę i cieszyliœmy się jak małe dzieci. Na ich miejscu też bym się cieszył, ale ci „pobożni" za długo studiowali teologię i już nie potrafiš się cieszyć. W opinii niektórych katolików powinniœmy w ogóle zmienić Koœciół... mówię poważnie. Takie wpisy czytam np. na Facebooku.

Wasz zespół jest złożony z silnych osobowoœci. Każdy z was jest liderem jakiejœ formacji. Jak to się stało, że przez 20 lat udało się uniknšć konfliktów?

T.B.: Oczywiœcie, że były konflikty i to nawet bardzo poważne. Wręcz podejrzane byłoby, gdyby ich nie było. Ale przychodzi Duch Œwięty i sprawia, że znowu możemy ze sobš współpracować. To jest dowód na to, że „wilk zamieszka z barankiem". W tym wszystkim najważniejsze jest to, że potrafimy sobie przebaczyć. Widocznie Pan Bóg jest tym zainteresowany.

Ludzie chcieliby może usłyszeć, że taki Litza albo Budzy „daje radę", a wy mówicie, że jesteœcie grzesznikami?

R.F.: Jak doœwiadczyłeœ bezinteresownej miłoœci, to nie masz prawa niczego od nikogo wymagać. Nie mam prawa potępiać kogoœ, kto się rozszedł z żonš, a nawet zabójcy, bo nie wiem, jak sam bym się zachował. Ja nie daję rady. Bóg robi wielkie rzeczy, a ja mu tylko przeszkadzam. Sš trudne momenty, jak w małżeństwie. Kiedy przychodzi ciemnoœć, to masz okazję, żeby ćwiczyć swojš wiernoœć.

Trzeba było odejœć z Acid Drinkers?

R.F.: Jestem wierny jednej żonie, ale w życiu artystycznym można zmieniać i poszukiwać. Kiedy się wypalam, to nie chcę ludzi oszukiwać, nagrywać kolejnej płyty tylko po to, żeby zarobić trochę pieniędzy. Nie wiem, ile lat będę grał w Luxtorpedzie, ile lat w Arce Noego, a ile w 2Tm2,3. Chcemy poszukiwać. Tomek nagrywa z jazzmanami, robi muzykę, której ja nawet nie rozumiem, ale się realizuje. Też tak chcę. Widziałem też, że to jest dobry moment, że mogę zostawić niektóre zespoły i być z moimi dorastajšcymi córkami, bo nie znałem ich nauczycieli, koleżanek. One bardziej potrzebowały ojca niż fani – Litzy.

Nie było strachu, że Ÿródło dochodów wysycha, a na utrzymaniu rodzina?

R.F.: Ale jakie Ÿródło dochodów? Żeby grać z Acidami, Flapjackiem czy z Tymoteuszem, założyłem firmę. Kiedy grałem w Turbo, to pracowałem jako dekarz i występowałem na weselach, żeby moja żona miała włożyć co do garnka i żeby było za co kupić pięć ton koksu na zimę. Jak chcesz grać to, co kochasz, to musisz zarabiać dodatkowo. Dlatego Tomek pisze wiersze i maluje obrazy, a ja prowadzę działalnoœć gospodarczš: jestem księgowym, wysyłam paczki, wydaję płyty. Słyszałeœ 2Tm2,3 w radio? Ale to jest przygoda duchowa. Lubię grać. Kiedyœ uciekałem w muzykę od moich problemów, a dzisiaj mogę się tym cieszyć.

Zagraliœcie na Przystanku Woodstock. Jak w końcu do tego doszło?

T.B.: Graliœmy i na Woodstocku, i na Przystanku Jezus.

Wasza obecnoœć na Przystanku Jezus jest chyba naturalna?

R.F.: Dlaczego? Po co wozić drzewo do lasu? Tak jak œpiewamy: „Powiedzcie to ubogim, powiedzcie to cierpišcym". Tamci, na Przystanku Jezus majš dużo Dobrej Nowiny. Bardziej się utożsamiam z ludŸmi, którzy stojš pod scenš i cierpiš, a w muzyce szukajš sensu życia. Byłem ostatnio na koncercie GBH i dziękowałem im, bo radowałem się ich muzykš jako dzieciak. Słuchem jeszcze Discharged, One Way System, Cockney Rejects. To były zespoły, które mi dawały nadzieję. Kiedy ich słuchałem, to od razu nabierałem chęci do życia i mówiłem sobie „warto się zmagać". Wielu ludzi przyjeżdżajšcych na Woodstock szuka sensu. Podobnie jak my w latach 80. jeŸdziliœmy do Jarocina.

T.B.: Jezus mówi: „Wy jesteœcie solš ziemi". Kultura też potrzebuje posolenia. Kultura zachodniej Europy jest rozkładajšcym się, œmierdzšcym trupem. Wiesz, gdzie to najlepiej widać? Jak się pojedzie na festiwal współczesnych filmów albo do „współczesnego" teatru. Ale kulturę też można ożywić. My staramy się solić kulturę.

Mieliœcie problemy, żeby otrzymać zaproszenie na dużš scenę na Przystanku Woodstock?

T.B.: A gdzie tam.

R.F.: Jurek to jest załogant taki sam jak my. Z mojš żonš bardzo długo rozmawiał o bardzo ważnych, duchowych sprawach.

T.B.: My Owsiaka bardzo lubimy. Jurek nawet kupił ode mnie dwa obrazy. Nie jesteœmy od tego, żeby sšdzić ludzi. Jurek Owsiak sam nas tam zaprosił. Myœmy się nigdzie nie wpraszali.

R.F.: Tylko Bóg sšdzi sprawiedliwie.

A pamiętacie reakcje publicznoœci pod scenš?

T.B.: To były bardzo pozytywne reakcje. Mieliœmy to szczęœcie, że graliœmy, gdy jeszcze było widno. Najgorzej dla artysty jest grać w ciemnoœciach, kiedy nie widzisz, dla kogo grasz. Dobrze jest widzieć, czy publicznoœć się uœmiecha, klaszcze czy w ogóle reaguje na to, co robisz. To nas kręci, podnieca. Kiedy zaczęliœmy grać, to widać było, jak ludzie ze wszystkich stron biegnš pod scenę. Niesamowity widok.

R.F.: Publicznoœć woodstockowa to ludzie, którzy nie pozwolš sobie narzucić sposobu myœlenia i właœnie dlatego Arka Noego zdobyła nagrodę Złotego Bšczka. Gdyby ci ludzie byli do nas uprzedzeni i skażeni myœleniem, że to jakieœ „wrzeszczšce, katolickie dzieci, które Litza wykorzystuje do robienia kasy", toby nie przyszli. A oni głosowali na nas, bo im się podobało. Ich się nie da oszukać. Koniec końców doskonale wyczujš, czy przyszedłeœ do nich czymœ się podzielić, czy tylko zarobić. Media mogš kreować, promować, deprecjonować, ale ludzie to zweryfikujš.

Poszliœcie jak owce między wilki?

R.F.: Kto jest wilkiem, a kto owcš? To media dorabiajš ideologię, straszš ludzi, a jest tyle dobrych rzeczy, które można pokazywać. Zawsze było zło i œwiętoœć obok siebie. Wszystko sprowadza się do tego, co chcesz afirmować. Myœlisz, że ja nie widziałem zła w swoim życiu? Widziałem, jak cierpiš ludzie poranieni przez aborcję. Wiem, czym jest smutek i depresja, ale nie chcę o tym œpiewać. Wolę œpiewać, że jest oprócz tego nadzieja i miłoœć. Wolę mówić o tym, że żyję 30 lat w małżeństwie, mam siódemkę dzieci i tyle samo wnuków. Moje życie jest piękne, chociaż czasami trudne, ale moja żona mówi: „jeœli trudne, to znaczy złe"?

Jeszcze zanim pojawił się 2Tm2,3 w utworach Armii można było znaleŸć odniesienia do chrzeœcijaństwa. Podobnie było w Creation of Death, Turbo czy Izraelu. Każdy z was już œpiewał o dobru. To nie wystarczyło?

T.B.: Gdyby nie było 2Tm2,3, to nie wiem, czy powstałaby Arka Noego, gdzie Robert napisał teksty tak proste, a jednoczeœnie trafiajšce w punkt, że to jest również katecheza dla dorosłych. Płyt Arki powinni słuchać doroœli, którzy często majš religijnoœć dzieci idšcych do Pierwszej Komunii. Wiara jest czymœ żywym i trzeba jš kształtować.

R.F.: Ewidentnie widać było pomoc Bożš. Mówiłem sobie: skoro nic nie mogę wymyœlić, a mam pewne zadanie do wykonania, to mnie, Boże, ratuj. Miej miłosierdzie nad słuchaczem. Notowałem strzępy myœli i okazywało się, że mam piosenkę. To nie jest kokieteria. Nie mam praw do tych tekstów, więc nawet nie zgłosiłem ich do ZAiKS. „Taki duży, taki mały może œwiętym być" to sš słowa Jana Pawła II.

Arka Noego jest konsekwencjš powstania 2Tm2,3?

R.F.: Zaczęło się od „Słuchaj Izraelu", który powstał tylko dlatego, że lubiłem „Mama said" Metalliki. Jak to się spodobało, to dostałem kolejny telefon i usłyszałem: „zrób coœ podobnego". Więc napisałem: „Zbuduj, Ojcze Nasz, nowe Jeruzalem", co brzmiało podobnie do tego pierwszego utworu. Potem dostałem propozycję: napisz coœ na przyjazd Ojca Œwiętego. Broniłem się, bo nie umiałem komponować takich rzeczy, ale w końcu napisałem kolejnš piosenkę i tak powstało „Nie boję się, gdy ciemno jest". W każdej twórczoœci najważniejsze sš intencje, nawet w gotowaniu. Jeœli ktoœ robi obiad z miłoœci, to sałata z cytrynš będzie smakowała jak homary. Podobnie jest z piosenkami: intencja trafia do serca słuchacza.

Na koniec po raz kolejny obalmy mit: nie gracie rocka chrzeœcijańskiego.

R.F.: Jeœli miałbym okreœlić jakoœ naszš muzykę, to powiedziałbym, że jest to alternatywa.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL