Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Polska, czyli historia pewnego gamonia

Rzeczpospolita
Można przyglšdajšc się polskiemu sporowi o politykę Anno 2017, rwać włosy z głowy. Ale można też odwrotnie, próbować nań spojrzeć przez kolorujšcy rzeczywistoœć pryzmat europejskich analogii.

Wtedy, w istocie, nie jest aż tak Ÿle. Przywódcy opozycji nie siedzš – jak liderzy katalońskiego separatyzmu – w więzieniach. Polskie ulice nie sš – jak hamburskie – teatrem walk ulicznych czy – jak w Erfurcie – arenš gorszšcych demonstracji AfD. Nie podpala się nad Wisłš domów dla uchodŸców – jak w Niemczech, ani nie pacyfikuje nielegalnych miasteczek – jak we francuskim Calais. Nie więzi dziennikarzy ani nie wyrzuca z pracy setek tysięcy ludzi – jak w Turcji Erdogana. Nie ma rasizmu na skalę przeœladowań Romów na Słowacji czy wojny domowej jak na Ukrainie. W tych wszystkich dyscyplinach jesteœmy szczęœliwie outsiderami.

Kraj nie jest podzielony żadnš z istotnych linii. Nie ma zawiœci południa wobec północy i niechęci północy wobec południa – jak we Włoszech. Nie ma całych miast i miasteczek kontrolowanych przez obcš cywilizacyjnie grupę etnicznš – jak w Niemczech czy we Francji. Nie ma na koniec separatyzmów, które napędzałyby konflikt polityczny i traumatyzowały Europę – jak na wschodzie Ukrainy, w Belgii czy Hiszpanii. Także w tych dziedzinach Polska to kraj sielsko-anielski, gdzie mafijnymi chrzci się nie – jak w Italii – mordercze struktury cosa nostry czy camorry, ale „niewinne" urzędnicze układy korupcyjne, handlarzy paliw czy żelaznymi prętami.

Na Boga! – wypadałoby krzyknšć – trzeba mieć miarę w tym samobiczowaniu i domagać się szacunku wobec realiów w ocenie naszego kraju przez zagranicę. Krytykujšcy nas w czambuł Holendrzy i Niemcy w swoim zacietrzewieniu jakby nie dostrzegali problemów u siebie i całš troskę, niechęć, strach o przyszłoœć Europy wišzali z Polskš i Polakami. Skšd więc ta œlepota? Te zawyżone standardy wobec mieszkańców kraju nad Wisłš? Ten nagły status klasowego gamonia, chłopca do bicia, troglodyty, który, niepilnowany, gotów jest wejœć na salon i porozbijać kryształy?

Pierwszy powód – mam wrażenie – to historia. Nie zapomniano tej częœci œwiata wojny i Holokaustu. Tak, dla nas bez polskiej winy, ale dla reszty Europy i œwiata stereotyp, że Auschwitz wybudowano nad Wisłš nieprzypadkowo, wcišż obowišzuje. Już samo to każe patrzeć na ten skrawek Europy podejrzliwie, z obawš, jeœli nie wprost wyrażanš niechęciš. Absurdem historii jest, że poglšd ten żyje wœród Niemców, faktycznych sprawców największej zbrodni w dziejach. Ci słabo o niej pamiętajš, a skšdinšd zrozumiały mechanizm psychologicznego wyparcia z wdziękiem przekierowuje ich odpowiedzialnoœć na anonimowych „nazistów" i międzynarodowych sojuszników.

Drugš kwestiš jest historia powojnia. Oto więc po komunizmie przychodzi Solidarnoœć. Klasowy gamoń nagle się budzi, podnosi ociężałe powieki, a jego oczy lœniš niespodziewanym blaskiem. Nagle i nieoczekiwanie kieruje na siebie wzrok całego œwiata. DŸwiga się do bohaterskich czynów i daje przykład innym. Upada, ale zrywa się ponownie, by tworzyć nowš historię. Tak nas postrzegano w latach 80., tak zapracowaliœmy na kredyt zaufania, który otworzył nam bramy do NATO i Unii Europejskiej. I potem jeszcze ten wysiłek gamonia, który zaczšł się stroić w szatki nowoczesnego neoliberalizmu, obyczajowej postępowoœci, marketingów, rynków kapitałowych i LGBT. I nawet był przez chwilę prymusem. Pokazywano go jako wzorzec dla wolniej się rozwijajšcych kolegów i koleżanek z klasy pod specjalnym nadzorem.

I nagle ciach. Gamoń zrywa pęta. Zrzuca liberalny mundurek. Daje władzę dzikusom, którym w głowie już cokolwiek innego niż pindrzenie się przed Brukselš. A oni zaczynajš rozrabiać. Europa w szoku. Skšd ten regres? – pytajš jej liderzy. I dokšd doprowadzi? Czy z powrotem w mroki komunizmu? A może jeszcze gorzej? Czy nie wyzwoli przypadkiem demonów sojuszników owych krwawych (i cišgle bezpaństwowych) nazistów? To bolesne, bo przecież my, Polacy, nie mamy na sumieniu sprawstwa zbrodni takich jak sowieckie, niemieckie czy włoskie. Nie zamordowaliœmy carskiej rodziny. Nie przeżyliœmy hańby na miarę Vichy. Nie posłaliœmy swoich żydowskich braci do gazu jak Węgrzy. A nawet ratowaliœmy ich częœciej niż inni, o czym œwiadczy pewna liczba drzewek w Yad Vashem. Podwójne standardy? Trudno ich nie zauważać. W istocie cišgle w nich tkwimy. Ale potem przychodzi taka chwila, że trzeba odsunšć pryzmat od oka. I wtedy jasno się widzi groŸnš analogię Marszów Niepodległoœci, samospaleń, których na zakrętach polskiej historii kilka było, i głębokich podziałów w rodzinach na miarę stanu wojennego. Kończš się żarty o gamoniach i cierpnie skóra. Š?

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL