Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Patryk Vega, czyli Bareja III Rzeczypospolitej

EAST NEWS
Można odnieœć wrażenie, że im bardziej Patryk Vega jest krytykowany przez znawców kina, tym chętniej Polacy chodzš na jego filmy. Czym enfant terrible polskiej kinematografii tak bardzo uwodzi widzów?

Po trzech tygodniach od premiery „Botoks" najnowszy film Patryka Vegi obejrzało w kinach ponad 1,8 mln widzów – co czyni z niego najchętniej oglšdany polski film w 2017 r. i co prawdopodobnie zapewni mu też palmę pierwszeństwa w całym roku.

A przecież chodzi o obraz, o którym Karolina Korwin-Piotrowska napisała, że powinien nosić tytuł „Martwica mózgu" i że aktorzy zaangażowani przez Vegę powinni mieć artystycznego kaca. „Jeœli mało wam tabloidów, mentalnego bruku, krzyczšcych tytułów, płytkoœci emocji i informacji, dosłownoœci opowiadanej grubš kreskš, bez chwili na jakškolwiek refleksję, na włšczenie funkcji myœlenia w mózgu, to jest film dla was" – przekonywała. „Botoks to taki wielki worek z foli bšbelkowej, który wypchany jest do granic możliwoœci wszystkim tym, co najgorsze. Patryk Vega w swoim nowym filmie realizuje bowiem po kolei historie z tabloidów, chociaż nie ma tam nikogo, kto nie œpi, bo trzyma kredens. Zresztš w ťBotoksieŤ on by prędzej tym meblem dostał w łeb, niż go trzymał" – kpiła z kolei Joanna Tracewicz ze Spider's Web. Film został też zmiażdżony ocenami przez internautów na popularnym Filmwebie, gdzie zebrał 4,6 gwiazdki na 10 – co sugerowałoby, że należy myœleć o nim jako faworycie w kolejnej edycji Węży, czyli nagród dla najgorszych polskich filmów. A jednak Vega drugi rok z rzędu dystansuje krajowš konkurencję (w 2016 r. najchętniej oglšdanym w polskich kinach filmem był jego „Pitbull: Niebezpieczne kobiety").

Sam reżyser – jak zapewnia w rozmowie z „Plusem Minusem" – jest z „Botoksu" bardzo zadowolony. – Sšdziłem, że w 2017 r. niemożliwe jest wywołanie ogólnonarodowej debaty na temat filmu, choć skrycie na to liczyłem. Jestem zachwycony tym, co się stało. Liczbę publikacji dotyczšcych tego filmu, liczbę wpisów można ocenić jako gigantycznš kampanię reklamowš – podkreœla.

Przekonuje, że znalazł drogę do serc widzów, choć odmawia odpowiedzi na pytanie o Ÿródła swojego sukcesu. – Nie chcę edukować branży, bo wydaje mi się, że do tej pory nie udało jej się zrozumieć, na czym ten fenomen polega – mówi.

Krzemieniecki zbyt trudny

Zanim bijšcy rekordy popularnoœci reżyser stał się Patrykiem Vegš, był Patrykiem Krzemienieckim – chłopakiem z warszawskiej ulicy. Wychowywał się bez ojca, który wyjechał za chlebem do USA, gdy Patryk miał zaledwie kilka miesięcy. Ze Stanów do Polski już nie wrócił – za oceanem ułożył sobie życie na nowo. Dwukrotnie zmieniał nazwisko – w jednym z wywiadów Vega zdradził, że jego ojciec przyszedł na œwiat pod nazwiskiem Kwoka, ale zmienił je na znacznie bardziej dystyngowane i brzmišce szlachecko Krzemieniecki. Z kolei po wyjeŸdzie do USA Krzemieniecki przeistoczył się w Ardena. Jak się wkrótce okaże, syn pójdzie w jego œlady.

Młody Krzemieniecki był wychowywany przez samotnš matkę – która na dodatek, jak sam przyznaje, nieustannie przekonywała go, że jest najlepszy i że pisany jest mu sukces. I to niewštpliwie miało wpływ na burzliwš młodoœć przyszłego reżysera. – Brak męskiego autorytetu spowodował, że w ogóle nie miałem takich autorytetów i cišgnęło mnie do tego, by pokazać, że jestem 100-proc. facetem – mówi „Plusowi Minusowi". Nie ukrywa też, że jako nastolatek obracał się w niezbyt ciekawym towarzystwie. – Była tam jakaœ młodociana gangsterka, handel narkotykami, dostałem też wyrok w zawieszeniu za kradzież z włamaniem – opowiadał w rozmowie z „Goœciem Niedzielnym". Jednoczeœnie od 14. roku życia imał się różnych zajęć, pomagajšc w utrzymaniu matce – handlował m.in. nielegalnym oprogramowaniem na warszawskiej giełdzie komputerowej.

Jednoczeœnie marzył o wielkiej karierze. Vegš został w wieku 18 lat – uznał bowiem, że nazwisko Krzemieniecki będzie trudne do wymówienia przez obcokrajowców, a marzyła mu się międzynarodowa kariera. Dlaczego akurat Vega? Nazwisko zapożyczył od jednego z bohaterów „Pulp Fiction" Quentina Tarantino. Ale nie dlatego, że film ten wywarł na nim wrażenie, lecz raczej dlatego, że „szukał nazwiska, które byłoby do wymówienia nawet przez Eskimosów".

Wtedy nie było jeszcze przesšdzone, że życie zwišże z kinem. Wielkie wrażenie wywarło na nim „Milczenie owiec". Kluczowe były jednak nie walory artystyczne filmu, lecz raczej demoniczna, a zarazem fascynujšca postać Hannibala Lectera. Vega przyznawał po latach, że w tamtym czasie marzył, by zostać męskim odpowiednikiem agentki Clarice Starling i tak jak ona prowadzić grę z psychopatycznymi mordercami.

Policjantem jednak nie został, ale fascynacji tym œrodowiskiem nie stracił. Myœlał o studiach w łódzkiej Szkole Filmowej, ale ostatecznie wylšdował na socjologii w Collegium Civitas. Równolegle uczęszczał do Laboratorium Reportażu działajšcego przy Wydziale Dziennikarstwa UW. I to właœnie przez dziennikarstwo – za poœrednictwem Redakcji Filmu Dokumentalnego Programu I TVP – przekroczył bramy Pałacu Mostowskich, Komendy Stołecznej Policji. Był rok 2000.

Zło złem zwyciężać

W tym momencie jego życiowa droga skrzyżowała się z losem Sławomira Opali (głównie na nim wzorowana była postać Despero w „Pitbullu"), funkcjonariusza wydziału zabójstw stołecznej policji. To właœnie Opala był głównym bohaterem serialu „Prawdziwe psy", którego Vega był pomysłodawcš i do którego zbierał materiały, towarzyszšc funkcjonariuszom stołecznej policji w charakterze „osoby przybranej". Pracy reportera uczył go w tamtym czasie znany polski dokumentalista Andrzej Fidyk. Vega po latach wypowiada się o nim z wielkim szacunkiem, podkreœlajšc, że nauczył się od niego, iż reżyser musi kochać swoich bohaterów.

Przy pracy nad „Prawdziwymi psami" Vega mógł na własnej skórze poczuć, jak to jest być policjantem. Uczestniczył w zatrzymaniach groŸnych przestępców, brał też udział w nieformalnych spotkaniach policjantów z gangsterami, które potem odtwarzał w „Pitbullu". – Byłem „podjarany", to był kosmos – przyznawał po latach w jednym z wywiadów. Nade wszystko jednak odkrywał rzeczywistoœć pełnš różnych odcieni szaroœci – zamiast czarno-białego œwiata klasycznych produkcji o policjantach i złodziejach. Granica między Opalš i jego kolegami a gangsterami była cienka – i stanowiła jš wirtualna „barykada", o której często mówiš bohaterowie „Pitbulla". PóŸniejsze losy Opali były zresztš kwintesencjš tego pełnego dramatyzmu lawirowania na owej barykadzie – policjant został w 2011 r. oskarżony o udział w mafii, branie łapówek i wymuszenia rozbójnicze. Nie przyznał się do winy, ale dobrowolnie poddał karze. Niedługo po wyjœciu z więzienia popełnił samobójstwo.

Vega poznawał ludzi z obu stron owej barykady i – jak twierdzi – potrafił wzbudzać zaufanie po obu stronach, ponieważ gwarantował dyskrecję. Obserwujšc pracę prawdziwych policjantów poznał naturę i niejednoznacznoœć zła znacznie lepiej, niż przy oglšdaniu „Milczenia owiec".

Owocem tej pracy był nie tylko bardzo dobry dokument, ale również – nakręcony kilka lat póŸniej – „Pitbull", debiut Vegi na dużym ekranie. To właœnie ten film był przepustkš Vegi do œwiata kina, a jednoczeœnie – pod względem artystycznym – był chyba najlepszym dziełem 26-letniego wówczas reżysera.

„Pitbull" był fabularyzowanš wersjš historii, których Vega był œwiadkiem lub o których słyszał. Dzięki temu, że film jest mocno osadzony w realiach Pałacu Mostowskich, urzeka autentycznoœciš. Od dialogów, pełnych policyjnego żargonu („kwadrat" – to mieszkanie, „trapez" – to samochód etc.); poprzez sceny, w których obserwujemy spartańskie warunki pracy elity polskiej policji; aż po bohaterów, którzy sš – co do jednego – niejednoznaczni, często brutalni, agresywni i nieempatyczni, ale przez to ludzcy i wywołujšcy żywe emocje – wszystko wyglšda tak, jakbyœmy przez dziurkę od klucza podglšdali codziennš pracę Opali-Despero i spółki. Do tego dochodzi plejada znakomitych aktorów (Janusz Gajos, Andrzej Grabowski, Marcin Dorociński, Krzysztof Stroiński).

Jednoczeœnie warto zauważyć, że Vega przełamał schemat opowieœci o policjantach i złodziejach, w której dobro walczy ze złem. W „Pitbullu" mamy raczej starcie zła ze złem (funkcjonariusz Metyl grany przez Stroińskiego w pijackim amoku strzela do ciężarnej żony), ale to zło policjantów jest mniejsze i w pewien sposób okiełznywane, przez co koniec końców i tak trzymamy ich stronę, cieszšc się, że doprowadzajš sprawę do względnie szczęœliwego zakończenia. Mniejsze zło zwycięża większe – i przez to œwiat staje się trochę lepszy. Samo życie.

„Pitbull", choć doceniony przez krytykę (dwie nagrody na festiwalu „Młodzi i film", a także nominacje do Złotych Lwów i Złotych Kaczek) w porównaniu z przyszłymi, znacznie bardziej krytykowanymi obrazami Vegi, nie osišgnšł spektakularnego sukcesu. Znalazł się wprawdzie w trójce najczęœciej oglšdanych polskich filmów w tym okresie, ale Vega przecież od zawsze chciał być najlepszy... Po latach reżyser zwracał uwagę, że wejœcie na ekrany „Pitbulla" miało miejsce zaledwie tydzień po œmierci Jana Pawła II, przez co film zupełnie nie współgrał ze społecznymi nastrojami. Tak naprawdę status produkcji nieomal kultowej zagwarantował mu dopiero emitowany przez TVP serial na kanwie filmu, który do dziœ jest powtarzany przez telewizję.

„Ciacho" – czyli upadek

Niewiele brakowało, by gwiazda młodego twórcy błyskawicznie zgasła. Reżyser postanowił nadrobić lata spędzone na pracy „ponaddwuletniš nieustajšcš imprezš" (Vega przyznaje zresztš, że pił niemal nieprzerwanie przez kilkanaœcie lat – m.in. po to, by poradzić sobie z rzeczywistoœciš œwiata policji i zbrodni, w który się zanurzył). Reżyser wspominał, że dzień w dzień wypijał litr whisky i wypalał trzy paczki papierosów, sięgał też po kokainę. Nie przywišzywał wagi do sposobu żywienia, przez co w pewnym momencie miał ważyć nawet 130 kg. – Byłem odrażajšcym zwierzęciem – przyznał w rozmowie z „Goœciem Niedzielnym".

Vega twierdzi, że z drogi ku samozagładzie zszedł dzięki ingerencji Boga. Jego żona (od 2010 r.) Katarzyna Słomińska regularnie chodziła do koœcioła – Vega w czasie mszy miał czekać na niš na parkingu w samochodzie. Kiedyœ jednak do koœcioła wszedł i zaczšł się zastanawiać, czy jest dobrym człowiekiem. Kiedy udzielił sobie odpowiedzi na pytanie, zmienił swoje życie. Dziœ – jak mówi – nie pije i nie pali od dziesięciu lat. Jest też żarliwym katolikiem.

Mocne piętno odcisnšł na nim również wypadek samochodowy. W 2011 r. samochód, którym Vega jechał wraz z żonš i małym dzieckiem na Wigilię, zderzył się z innym pojazdem i dosłownie pękł na pół. Sytuacja miała wyglšdać bardzo groŸnie, ale wszyscy uczestnicy zderzenia wyszli z niego niemal bez szwanku. Vega zrozumiał wówczas, że „w sekundę może stracić wszystko i nie ma na to żadnego wpływu". – Jako katolik uważam, że jest nad nami jakiœ boski plan, z którym my się musimy zsynchronizować. Na swoje porażki patrzę w ten sposób, że były to œlepe uliczki. Wreszcie w życiu zrozumiałem, co mam zrobić – mówi dziœ „Plusowi Minusowi".

Vega znalazł się jednak również na zakręcie artystycznym. Nieoczekiwanie postanowił pójœć w stronę slapstickowych komedii – tak powstały filmy „Ciacho" i „Last Minute". I choć to ten drugi doczekał się niechlubnego wyróżnienia w postaci dwóch Węży za najgorszš reżyserię i najgorszy scenariusz, to symbolem degrengolady artystycznej Vegi było raczej „Ciacho" – słynne ze względu na scenę, w czasie której pierœcionek zaręczynowy jest wycišgany z odbytu. – Błšd polegał na tym, że zaczšłem robić filmy pod ludzi, zastanawiajšc się, co wrzucić do jednego garnka, żeby mieć milion widzów – przyznał póŸniej Vega.

Omdlenia na premierze

Drugie narodziny Vegi-filmowca to „Służby specjalne". Film, oparty na rozmowach z Jarosławem Pieczonkš, byłym oficerem kontrwywiadu wojskowego, stanowił powrót reżysera do korzeni. Znów mieliœmy duży zastrzyk autentycznoœci (wzmocniony przeplataniem w filmie wydarzeń znanych z pierwszych stron gazet, takich jak samobójstwo Barbary Blidy czy Andrzeja Leppera), niejednoznacznych moralnie bohaterów i zanurzenie się w œwiecie zła i przemocy, z którego nikt nie wychodzi bez szwanku. Film doczekał się serialowej wersji. Vega odżył.

A potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. W styczniu 2016 r. na ekrany kin trafił „Pitbull: Nowe porzšdki", kontynuacja pierwszego „Pitbulla", pokazujšca, jak zmieniły się policja i œwiat przestępczy. Zaledwie dziesięć miesięcy póŸniej miał premierę „Pitbull: Niebezpieczne kobiety". Choć wszedł do kin dopiero w listopadzie, obraz opowiadajšcy o kobietach w mundurach stał się najpopularniejszym filmem 2016 r., gromadzšc w cišgu trzech tygodni ponad 2 mln widzów. – W Polsce decyzję o zakupie biletu podejmuje kobieta, w zwišzku z czym na pewno to, że moje filmy sš o kobietach i sš do nich adresowane, wpływa na frekwencję – mówi „Plusowi Minusowi" Vega, komentujšc komercyjny sukces zarówno ostatniego z „Pitbulli", jak i „Botoksu".

Jak podkreœla reżyser, każdy z jego ostatnich filmów opiera się na zgromadzonej przez niego dokumentacji. Wprawdzie zasłyszane historie sš w autorski sposób kondensowane na potrzeby dwugodzinnej fabuły, ale większoœć wydarzeń, a nawet dialogów, ma być niemal wiernym odwzorowaniem prawdziwych. Jednoczeœnie – tak jak w czasach, gdy nastoletni Patryk podziwiał pojedynek Jodie Foster i Athony'ego Hopkinsa w „Milczeniu owiec" – wcišż najbardziej zdaje się fascynować reżysera mroczna strona rzeczywistoœci. Czasem naturalizm Vegi potrafi wręcz przerastać widzów – na premierze „Botoksu", a potem w czasie kolejnych pokazów, dochodziło do omdleń.

Wymarzonego w młodoœci Oscara Vega raczej nie otrzyma. Pod względem artystycznym jego ostatnie dzieła pozostawiajš sporo do życzenia. Kwintesencjš tego jest „Botoks" – film, w którym Vega upchnšł zarówno temat publicznej, jak i prywatnej służby zdrowia, okraszajšc to scenami z życia branży farmaceutycznej oraz pogotowia ratunkowego – wszystko naraz nie tworzy spójnej fabuły i stwarza wrażenie, że opowiadana historia jest tylko pretekstem do pokazywania szokujšcych obrazów kondycji polskiej służby zdrowia, ale i polskiego społeczeństwa z poczštku XXI wieku (bodaj najbardziej kontrowersyjna scena przedstawia skutki seksu córki policjanta z owczarkiem niemieckim).

Z drugiej strony, jak zauważa krytyk filmowy Tomasz Raczek (zastrzega, że Vega nie jest postaciš z jego bajki), metoda twórcza Vegi przypomina tę Stanisława Barei. U Barei również fabuła była jedynie pretekstem do opowiedzenia anegdoty, żartu lub nakreœlenia charakterystycznej dla PRL sceny. Raczek zauważa przy tym, że Bareja, dziœ reżyser kultowy, też spotykał się z chłodnym przyjęciem krytyki filmowej, która załamywała ręce nad upadkiem polskiej komedii. – Myœlę, że w filmach Vegi jest coœ, co oddaje klimat naszych czasów – podkreœla Raczek. I przypomina słowa Zygmunta Kałużyńskiego, który mówił, że „film poprzez pokazywanie nieprawdy mówi prawdę o œwiecie". Zdaniem Raczka tak jest właœnie z Vegš, który – nawet jeœli koloryzuje – zdradza nam pewnš prawdę o rzeczywistoœci. Dziœ ludzie urodzeni w latach 80. ubiegłego wieku i póŸniej PRL znajš głównie z przerysowanych przecież filmów Barei. Być może za kilka dekad obraz III RP będzie wyłaniał się właœnie z filmów Vegi.

On sam nazywa się dokumentalistš, który – niczym Mariusz Max Kolonko – po prostu „mówi, jak jest". Kiedy pytam go, czy nie obawia się, że w „Botoksie" nakreœlił mimo wszystko zbyt negatywny obraz służby zdrowia, odpowiada: – Przecież ten film zainspirowali sami lekarze, ratownicy, położne i pielęgniarki. To oni przyszli do mnie, opowiadajšc o bolšczkach i o ciemnej stronie medycyny. Ten film jest diagnozš rzeczywistoœci.

Medioznawca i ekspert ds. kultury masowej prof. Maciej Mrozowski, pytany o popularnoœć filmów Vegi, również zwraca uwagę na ich autentycznoœć. – Nie pudruje, rozdrapuje rany, ludzie potrzebujš rozliczenia z systemem – tłumaczy. I dodaje, że filmy te sš oparte na faktach i sama ich forma wskazuje na ich autentycznoœć. Wymienia tu pewnš „chropowatoœć" i „rwanš narrację". Jak w dokumencie – życie nie jest po prostu tak gładkie, jak filmowy scenariusz.

Obejrzałem, nie szczepię

O tym, że filmy Vegi stajš się dla widzów przewodnikiem po rzeczywistoœci, który umożliwia zajrzenie za jej kulisy, œwiadczš internetowe wpisy fanów niezgadzajšcych się z krytykš „Botoksu": „Polecam jeœli ktoœ chce się obudzić z letargu i dostrzec rzeczy, których na co dzień nie doœwiadcza lub nie doœwiadczył, lub œwiadomie udaje że nie widzi"; „Film jest dobry, pokazuje to, co ciężko tak po prostu zobaczyć na co dzień"; „Niestety takie jest życie i tak właœnie wyglšda rzeczywistoœć, takie rzeczy się dziejš i nie ma co się oszukiwać ze jest inaczej" – to tylko niektóre z nich. Sšdzšc po wpisach w sieci, na niektórych widzach film zrobił takie wrażenie, że odwiódł ich od szczepienia dzieci. To uboczny efekt nakreœlonych przez Vegę w „Botoksie" relacji między lekarzami a branżš farmaceutycznš.

Ale Vega potrafi także wcišgnšć widza w emocjonalnš grę – przede wszystkim konstruujšc żywych bohaterów, zlepionych z niedoskonałoœci, z którymi łatwiej się utożsamić niż np. z kryształowo-szlachetnymi lekarzami z „Na dobre i na złe" czy policjantami z „Kryminalnych". – Nikt z nas nie jest do końca ani dobry, ani zły – mówi nam Vega. I dodaje, że dlatego buduje postaci „budzšce ambiwalentne uczucia, których jesteœmy gotowi bać się, nienawidzić, a jednoczeœnie im współczuć". Reżyser podkreœla, że tego właœnie oczekuje widz. – Człowiek, który płaci 30 zł za bilet do kina, powinien za to dostać dobrš, emocjonalnš rozrywkę, która trwa dwie godziny. Moi bohaterowie dopomagajš w konstruowaniu emocjonalnego rollercoastera – dodaje.

Owej rozrywki brakowało Vedze np. w filmie „Dom zły" Wojciecha Smarzowskiego, ostatnim polskim filmie, który oglšdał. – Za mało się w nim działo. Doceniam, że był dobrze zagrany i wyreżyserowany, natomiast w sensie samej story uważam, że cudzoziemcy przekręciliby tę historię pięć razy w trakcie filmu, twistów (zwrotów akcji – red.) byłoby dużo więcej. Może miałem kiepski dzień, ale usnšłem na tym filmie – mówi. Smarzowski dokonuje drobiazgowej wiwisekcji zła, Vega zaœ wplata zło w wartki bieg codziennoœci. Może dlatego tego pierwszego kochajš kinomani, a tego drugiego – ci, którzy nie oglšdajš filmów nagradzanych na festiwalach.

Vega jest œwiadom, że prawdopodobnie znalazł się w szczytowym momencie kariery, i nie zamierza zwalniać tempa. W lutym 2018 r. wejdzie na ekrany kręcony przez niego obecnie film o kobietach mafii. Na 2019 r. planuje premierę filmu o œrodowisku sędziowskim: – Nie odczuwam znużenia. Gdybym robił serial, w którym miałbym odmienianie tej samej historii przez przypadki, to byłoby nużšce. Ale kiedy wskakuję nieustannie w nowe historie, w nowe œwiaty, za każdym razem to mi daje power i energię do tworzenia nowego filmu. Tempo jest szybkie, ale z drugiej strony 20 lat czekałem na to, żeby mieć możliwoœci, by to robić. Czuję, że wiatr wieje mi w żagle. I staram się płynšć. Š?

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL