Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Jak Internet wygrywa z demokracjš

Fotorzepa, Waldemar Kompała
1 listopada może dojœć – według amerykańskich mediów – do niezwykłego wydarzenia. Na ten dzień przedstawiciele Google'a, Facebooka i Twittera zostali wezwani przez specjalnš komisję œledczš Senatu i Izby Reprezentantów, która bada wpływ Rosjan na ubiegłorocznš kampanię wyborczš prezydenckš w USA.

Im dłużej trwa œledztwo w tej sprawie, tym więcej faktów wychodzi na œwiatło dzienne. Przed kilkoma tygodniami Facebook poinformował, że odkrył rosyjskie zagłębie tzw. trolli, którzy byli aktywni podczas zmagania Donalda Trumpa z Hillary Clinton. Kilkaset powišzanych z Kremlem posiadaczy kont na FB wykupiło reklamy za 100 tys. dolarów. Zawierały one treœci, które – jak czytamy w amerykańskich mediach – miały na celu antagonizowanie różnych grup społecznych i podsycanie napięcia rasowego, religijnego oraz wzbudzać kontrowersje w takich sprawach jak imigracja, homoseksualizm itp. Facebook szacuje, że reklamy te mogły dotrzeć aż do 10 mln Amerykanów, ale według ekspertów, na których powołuje się „Washington Times", może chodzić nawet o 70 mln osób.

Drugi społecznoœciowy gigant Twitter poinformował, że zamknšł 200 kont powišzanych z Moskwš, których właœciciele wykupili reklamy za 270 tys. dolarów. W ostatnich dniach „Washington Post" ujawnił, że również Google odkrył podejrzanš aktywnoœć Rosjan w swoich serwisach w czasie kampanii, w efekcie czego spreparowane komunikaty docierały do Amerykanów jako reklamy w wyszukiwarce Google, w poczcie elektronicznej Gmail, a także przy okazji oglšdania filmów na YouTube.

Choć œledztwo trwa, już to, co wiemy dziœ, pozwala wycišgnšć alarmujšce wnioski. Przypomnijmy, że ostatnia rewolucja internetowa, która wyniosła na szczyt Google'a i Facebooka, polegała, z grubsza rzecz bioršc, na zmianie kierunków, którymi płynęły pienišdze z reklam. Miliardy dolarów wydawane na reklamy zostały przekierowane z mediów tradycyjnych do sieci, ponieważ Google czy Facebook obiecywały reklamodawcom znacznie większš skutecznoœć. Po co – mówili – masz wykupywać kampanię reklamowš i nie wiedzieć, do kogo ona dotrze, skoro możesz skierować jš dokładnie do ludzi, którzy potrzebujš twojego produktu albo usługi. Na dodatek koszty takiej reklamy były wyraŸnie niższe niż dotychczas.

Ale jak widać, to zjawisko ma też nowe i bardzo groŸne oblicze. Sztaby kandydatów w wyborach na prezydenta USA miały zebrać w sumie niemal 2 mld dol. Czymże przy tym jest 100 tys. dol., które Rosjanie wydali na reklamy na FB, które miały dotrzeć do dziesištek milionów Amerykanów? To zaœ oznacza, że nie tylko koszt reklam, ale również koszt ingerencji w kampanie wyborcze się obniżył.

Oczywiœcie najważniejsze pozostaje pytanie, dlaczego Rosjanie chcieli wspierać Donalda Trumpa. Ale może trzeba to rozumowanie odwrócić – może wcale nie chodziło o samego Trumpa, który, jak widać, okazał się mało sterowalny, nawet dla swoich doradców. Może kampania wyborcza w USA miała być tylko poligonem, na którym Rosjanie chcieli przećwiczyć mechanizm wpływania na wyniki wyborów w erze mediów społecznoœciowych i być może w ten sposób zachwiać wiarę zachodniego œwiata w sens procedur demokratycznych? Jedno jest pewne: w tej rozgrywce Rosjanie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL