Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Dom Historii Europejskiej. Kto nie zrozumiał treści wystawy

Niemcy, sprawcy wojny, twórcy obozów œmierci, czy też poszkodowani „wypędzeni”? Jak ich zapamiętajš mieszkańcy Starego Kontynentu? (na zdjęciu fragment ekspozycji w Domu Historii Europejskiej)
Reuters/Forum
Europarlamentowi nie spodobało się krytyczne spojrzenie „Rzeczpospolitej" na Dom Historii Europejskiej. Polemika: Rzecznik PE Jaume Duch Guillot - Anna Słojewska.

Po latach starań kolejnych przewodniczšcych Parlamentu Europejskiego w Brukseli wiosnš tego roku otwarto ekspozycję, która w założeniu autorów miała pokazać prowadzšcš do zjednoczenia Europy historię naszego kontynentu. W Polsce wystawa wywołała ogromne kontrowersje, o których w „Rzeczpospolitej" pisało kilku autorów. Prof. Wojciech Roszkowski, który ujrzawszy, w jakim kierunku idzie projekt muzeum, zrezygnował z członkostwa w jego radzie nadzorczej, powiedział nam: – W historii naszego kontynentu należałoby podkreœlić przede wszystkim jego korzenie, czyli filozofię greckš, prawo rzymskie, chrzeœcijaństwo czy rolę państw narodowych. A to muzeum ukazuje Koœciół i religię jako problemy konieczne do przezwyciężenia. Tak samo traktuje ideę narodu, a przecież zjednoczona Europa to unia państw i narodów, z których każdy wnosi do niej jakieœ dziedzictwo, wartoœci. Ale tego twórcy wystawy nie pokazujš, za to uciekajš w jakieœ bezkształtne pseudowartoœci. We wrzeœniu wystawę szczegółowo opisała nasza brukselska korespondentka Anna Słojewska. Jej relacja nie spodobała się urzędnikom Parlamentu Europejskiego, któremu formalnie podlega Dom Historii Europejskiej. Ich stanowisko, które nazywajš sprostowaniem, publikujemy w przekonaniu, że warto zapoznać polskiego czytelnika ze sposobem myœlenia przedstawicieli unijnych instytucji o historii, wolnoœci słowa oraz o wrażeniu, jakie powinna wywierać na zwiedzajšcych wystawa. Anna Słojewska zaœ po raz kolejny jš obejrzała i podtrzymuje swoje stanowisko.

Rzecznik europarlamentu Jaume Duch Guillot: Nie oddaliœcie treœci wystawy

W ostatnich dniach w „Rzeczpospolitej" ukazała się seria artykułów z komentarzami na temat wystawy stałej Domu Historii Europejskiej, otwartego 6 maja bieżšcego roku w Brukseli. Jednym z celów muzeum jest uczynienie z niego miejsca debaty nad historiš Europy, dlatego też z zadowoleniem przyjmujemy głosy zainteresowania. Jednakże zarówno wyrazy krytyki, jak i uznania muszš być oparte na faktach. Z przykroœciš stwierdzamy, że zarzuty opublikowane w artykule Anny Słojewskiej „Dom Historii Europejskiej: Co najbardziej grozi Europie" z 5 wrzeœnia 2017 r. nie oddajš w sposób właœciwy treœci wystawy stałej muzeum. Dlatego też prosimy o publikację naszego sprostowania.

Hasłem przewodnim artykułu jest twierdzenie, że ekspozycja odzwierciedla „zachodni", a nawet „niemiecki", sposób widzenia historii. Nie wchodzšc w szczegóły osobistych zapatrywań Autorki, przypominamy, że zawartoœć i koncepcja wystawy zostały w całoœci przygotowane przez zespół historyków i specjalistów w dziedzinie muzealnictwa z wielu krajów Europy, doradzał im zaœ międzynarodowy Komitet Naukowy. Zarówno na czele naszego Komitetu Akademickiego, jak zespołu przygotowujšcego wystawę stałš stojš osoby pochodzšce z Europy Œrodkowej.

Dziennikarka „Rzeczpospolitej" krytykuje wystawę za niedostateczne uwzględnienie faktów z drugowojennej historii Europy Œrodkowej i Wschodniej. Tymczasem w częœci wystawy na temat II wojny œwiatowej co najmniej 50 proc. materiałów ukazuje wydarzenia w tym regionie. Wœród wielu eksponatów wspomnijmy choćby o kopii notatki Ławrientija Berii do Józefa Stalina z 5 marca 1940 r. z propozycjš zamordowania polskich jeńców wojennych czy oryginalnym notatniku i dyplomie z warszawskich tajnych kompletów, ukazanych jako przykłady oporu wobec okupacji niemieckiej.

Autorka twierdzi też, że wystawa pomija powojenne wydarzenia z historii Europy Œrodkowej i Wschodniej. To nieprawda. Informujemy nie tylko o dominacji Zwišzku Radzieckiego, który siłš narzucił w krajach regionu reżim komunistyczny, ale także o oporze wobec tego systemu. W zwišzku z tym na naszej wystawie znalazły się informacje i eksponaty na temat powstania węgierskiego w 1956 r., wydarzeń w Czechosłowacji w 1968 r., drugiego obiegu wydawniczego, strajków robotniczych, Solidarnoœci, rozmów Okršgłego Stołu oraz wyborów w 1989 r. w Polsce, a nie tylko, jak wynika z tekstu artykułu, upadku muru berlińskiego.

W przeciwieństwie do postawionego nam zarzutu wystawa podkreœla też znaczenie Jana Pawła II. Informujemy, iż wybór polskiego papieża w 1978 r. przyczynił się do moralnego umocnienia postaw antykomunistycznych, zaœ Koœciół katolicki wspomagał działania opozycyjne swojš silnš strukturš i sieciš organizacyjnš.

Autorka stwierdza, że wystawa stworzona została przez „przeciwników państw narodowych". W rzeczywistoœci w częœci poœwięconej wiekowi XIX w. ukazujemy ruchy narodowe i ideę państwa narodowego, która stała się wiodšcš koncepcjš politycznš w Europie. Wystawa wyjaœnia, jak język i językoznawstwo stały się ważnym elementem w rozwoju œwiadomoœci narodowej. Podobnš rolę pełniły powieœci, ksišżki historyczne, podania o przeszłoœci oraz symbole narodowe. Informacje na ten temat przekazujemy neutralnie i opisowo. Twórcy wystawy nigdzie nie stwierdzili, że istnienie narodów europejskich jest z definicji zjawiskiem negatywnym. Co więcej, Autorka wprowadza w swoim tekœcie wyrażenie „ekspansjonizm słowiański", które jest dla nas niezrozumiałe i nieznane. W żadnej częœci naszej wystawy nie stosujemy takiej terminologii.

Z artykułu dowiadujemy się, że częœć poœwięcona tematyce Holokaustu jest niewielka i ogranicza się do jednej gabloty. Tymczasem historię Holokaustu zaprezentowano obszernie w kilku różnych częœciach wystawy. Stanowi ona immanentnš częœć sekcji poœwięconych nazizmowi i II wojnie œwiatowej, w których zgromadziliœmy ponad 70 zdjęć i eksponatów zwišzanych z tym tematem, oraz ważnš częœć sekcji o charakterze kontemplacyjnym „Dzieło zniszczenia". Pamięć o Shoah w Europie stanowi również temat osobnej sekcji, ukazana jako niezmiernie istotny element europejskiej kultury pamięci.

Zdaniem Autorki Dom Historii Europejskiej posługuje się terminem „stalinizm", zamiast pisać o komunizmie. W rzeczywistoœci posługujemy się oboma terminami, w zależnoœci od kontekstu. Wystawa ukazuje, jak totalitarne ideologie, czyli nazizm niemiecki i stalinizm, doprowadziły do wybuchu II wojny œwiatowej. Oba systemy istniały równolegle, a więc naturalne jest zestawienie ich w narracji muzealnej. Częœć wystawy na temat stalinizmu poprzedza natomiast sekcja poœwięcona rewolucji w Rosji. Prezentujemy tam m.in. zjawisko terroru rewolucyjnego. Podajemy też fakty na temat prób ustanowienia systemu komunistycznego w innych krajach Europy.

Autorka zarzuca nam, że informujšc o kwestii przymusowych migracji powojennych, wymieniamy jedynie Niemców. Tymczasem w sekcji powojennej wystawa ukazuje historie ludzi, którzy musieli opuœcić dotychczasowe miejsca zamieszkania, na tle mapy, na której widniejš powojenne zmiany granic i zwišzane z nimi ruchy ludnoœci w całej Europie. Eksponaty pochodzš zaœ z różnych krajów.

Na koniec pragniemy wyjaœnić, że Dom Historii Europejskiej uzupełnia ofertę muzealnš, nie usiłujšc zastšpić narodowych prezentacji historii, z którymi zwiedzajšcy mogš się zapoznać w muzeach krajowych. Tak samo jak muzea regionalne i lokalne uzupełniajš ofertę muzealnš na poziomie krajowym, tak i my oferujemy spojrzenie z innej perspektywy. Muzeum nie składa się z sal poœwięconych poszczególnym krajom, ale zwraca uwagę na procesy historyczne, które rozpoczęły się w Europie, rozprzestrzeniły na kontynencie i majš wpływ także na dzisiejszš rzeczywistoœć.

Goršco zachęcamy Autorkę do odwiedzenia Domu Historii Europejskiej jako dobrego wstępu do próby opisu wystawy, by następnie kontynuować dyskusję opartš na faktach.

Anna Słojewska: Lekcja historii unijnych urzędników

Ze zdumieniem przeczytałam list rzecznika Parlamentu Europejskiego w sprawie mojego artykułu o Domu Historii Europejskiej (DHE). Naiwnie myœlałam, że to miejsce refleksji nad historiš naszego kontynentu, którš każdy z nas może inaczej postrzegać. Otóż nie. Jak się okazuje mój tekst „nie oddaje w sposób właœciwy treœci wystawy". I dlatego parlament, czyli unijna administracja, pisze sprostowanie. Swojš drogš, czy ktoœ wyobraża sobie sprostowanie pisane przez mocodawców jakiegokolwiek innego muzeum? Że np. niewłaœciwe odczytałam jakiœ obraz?

Wbrew temu, co insynuuje autor listu, który zaleca mi zapoznanie się z wystawš, przed napisaniem tekstu spędziłam w DHE cztery godziny. Myœlę, że to więcej niż przeciętny zwiedzajšcy. A na pewno więcej niż autor listu, który pomieszał nieprawdy z półprawdami. Odpowiadam na nie poniżej w kolejnoœci stawianych zarzutów.

1. Napisałam, że ekspozycja odzwierciedla zachodni, a nawet niemiecki, punkt widzenia. Dowody znaleŸć można w moim pierwotnym tekœcie, nie chcę ich tutaj powtarzać. Autor listu odpowiada na to, że koncepcję wystawy przygotował zespół historyków, w tym również z Europy Œrodkowej. Tak, nawet napisałam, że szefem Rady Akademickiej jest polski historyk Włodzimierz Borodziej. Ale czego to dowodzi?

2. Autor przekonuje, jak bardzo jest wyeksponowana Europa Œrodkowo-Wschodnia w częœci dotyczšcej II wojny œwiatowej. Ja to odebrałam inaczej. I nie zmieniš tego setki eksponatów. Każdy bowiem, kto był w DHE, zrozumie, że nie chodzi o liczbę eksponatów – tych jest mnóstwo na każdy temat i przeciętnemu odwiedzajšcemu trudno zrozumieć ich znaczenie – ale o wštki wiodšce, dla których tworzone sš odrębne gabloty.

3. Następnie list wylicza wydarzenia z naszego regionu Europy zobrazowane w częœci dotyczšcej okresu powojennego. I znów mówimy o pojedynczych, mało zrozumiałych eksponatach. Na osobnš tematycznš gablotę zasłużył upadek muru berlińskiego i on właœnie jest symbolem wielkiej zmiany w 1989 r. Ja nawet nie krytykuję za to autorów wystawy. Mówię wręcz o porażce polskich historyków i dyplomatów, którzy nie byli w stanie przebić się z konkurencyjnym  przekazem o kluczowej roli Solidarnoœci.

4. Nie wiem, gdzie autor listu widział wyeksponowanš rolę Jana Pawła II. Ja znalazłam tylko znaczek z papieżem (taki do wpinania w klapę) w jednej z gablot poœwięconych opozycji w naszej częœci Europy.

5. Czy autorzy wystawy sš przeciwnikami państw narodowych? Dałam w swoim tekœcie ewidentnie na to wskazujšce dokładne cytaty z opisów dotyczšcych przyczyn wybuchu obu wojen œwiatowych. Na to autor listu odpowiada wydarzeniami z XIX wieku i rolš językoznawstwa. Chyba nie tego dotyczy problem. Mam wrażenie, że rzecznik PE w ogóle w tym muzeum nie był, skoro twierdzi nawet, że zacytowane przez mnie pojęcie „ekspansjonizmu słowiańskiego", jako jednego z czynników prowadzšcych do wybuchu I wojny œwiatowej, nie znalazło się w żadnej częœci wystawy. Czyżby? „Narastajšcy nacjonalizm i ekspansjonizm słowiański przyczynił się do radykalizacji mieszkańców i stworzył warunki, które umożliwiły zamach w Sarajewie, co przyspieszyło wybuch I wojny œwiatowej". To tekst wprowadzajšcy do częœci wystawy poœwięconej Wielkiej Wojnie. Polecam autorowi wysłuchanie całoœci, to usłyszy też krytykę państw narodowych, której rzekomo w DHE nie ma.

6. Dalej w liœcie jest polemika z moim opisem potraktowania problemu Holokaustu. Podtrzymuję: zdumiewajšce jest, że poœwięcona jest temu jedna gablota. Temu zadziwiajšcemu przeoczeniu poœwięcony był zresztš artykuł opublikowany przez belgijski dziennik „Le Soir" pod znaczšcym tytułem: „Dom Historii Europejskiej: muzeum, w którym brakuje ťwielkiegoŤ detalu". Wiem, że w tej sprawie Parlament Europejski nigdy sprostowania nie wysłał. Czyżby belgijski dziennikarz miał prawo do własnej oceny wystawy, a polski już nie?

7. Nieprawdš jest, jakobym napisała, że w całym muzeum używane jest tylko słowo „stalinizm", a nie „komunizm". Wspomniałam, że w kontekœcie zbrodni używane jest słowo „stalinizm". Na to rzecznik PE odpowiada, że o komunizmie mowa w częœci dotyczšcej idei. No i właœnie tego dotyczy spór historyków, o którym wspomniałam: czy to komunizm był zbrodniczy, czy tylko stalinizm? W DHE prezentowana jest ta druga perspektywa, która jest zachodnim punktem widzenia.

8. Dalej czytam, że niesłusznie zarzucam DHE skupianie się na wypędzeniach Niemców. Bo przecież eksponaty w gablocie pochodzš z wielu różnych krajów. Ale eksponaty obrazujš wyłšcznie wypędzenia Niemców oraz przymusowš slawicyzację Węgrów, czyli sojuszników Hitlera. Jeœli to nie jest niemiecki punkt widzenia to jaki? Węgierski?

I na koniec osobista historia. Jest rok 1943. Rodzinę Słojewskich, cudem ocalonš z rzezi wołyńskiej, Niemcy wywożš na roboty przymusowe na Mazury. Ich najmłodszy syn, niespełna trzyletni Ignaœ, jest bliski œmierci z niedożywienia. Ratuje go, z narażeniem życia, mazurski gospodarz o nazwisku Rozentalski. Gdy w styczniu 1945 roku Armia Czerwona dociera na Mazury, żołnierze stawiajš Rozentalskiego pod œcianš. Bo to Niemiec. Ojciec rodziny Słojewskich, mój dziadek Szczepan, biegle posługujšcy się rosyjskim, tłumaczy czerwonoarmistom, że to „dobry Niemiec", który pomagał Polakom. Rosjanie odstępujš od egzekucji, wywożš go na Kołymę.

Mały Ignaœ to był mój Tata, można więc powiedzieć, że wypędzonemu Rozentalskiemu zawdzięczam swoje istnienie. Tę historię o dobrym Niemcu, który pewnie zamarzł na Kołymie, słyszałam wielokrotnie od babci jako dziecko w latach 70. Ale jest jeszcze epilog. Rok 1982. Do mojej babci, która po wojnie osiadła w Ostródzie na Mazurach, przychodzi list z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Rodziny Słojewskich poszukuje obywatel Niemiec, niejaki Rozentalski (a może już wtedy Rosenthal). Widział w telewizyjnych wiadomoœciach obrazki ze stanu wojennego i przypomniał sobie o tej polskiej rodzinie, z którš nawzajem ratowali sobie życie. W tym momencie zaczyna się wysyłanie paczek z żywnoœciš. Rozentalski zaprasza mojš babcię do siebie, do Niemiec, do których przyjechał z Kołymy w latach 50., a ta po raz pierwszy, nie liczšc wojennej wywózki z Wołynia na Mazury, udaje się w podróż zagranicznš. Rozentalski jest schorowany, umiera kilka miesięcy póŸniej przy mojej babci. Chciał, żeby towarzyszyła mu w chwili œmierci, bo była jego łšcznikiem z ojczyznš, ukochanymi Mazurami.

Nie jestem historykiem, ale moja pamięć to mój prywatny dom historii europejskiej. Wiem, że każdy mieszkaniec Europy ma swojš pamięć, innš od mojej. Na szczęœcie do nich Parlament Europejski sprostowań nie wysyła.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL