Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Poezja Krzysztofa Kuczkowskiego. Ocalenie jest realne

Krzysztof Kuczkowski
PAP
W jaki sposób dziœ – w œwiecie po katastrofie, w œwiecie po „œmierci Boga" – mówić o doœwiadczeniu religijnym? Poetycka dykcja autora „Kładki" jest dla mnie osobiœcie ważnš odpowiedziš na to pytanie.

Mieliœmy w ubiegłym stuleciu co najmniej kilku wybitnych, charyzmatycznych redaktorów pism literackich. Trudno sobie wyobrazić „Kulturę" bez Jerzego Giedroycia czy „Wiadomoœci Literackie" bez Mieczysława Grydzewskiego, ale przecież „Twórczoœć" bez Jarosława Iwaszkiewicza też jakby nie ta sama, a i „Tygodnik Powszechny" bez Jerzego Turowicza jakby mniejszy. Choć każdy z wymienionych redaktorów dysponował œwietnym piórem (œwiadczy o tym ich obfita, częœciowo już opublikowana korespondencja), najczęœciej nie uważali się za pisarzy. Wyjštkiem jest oczywiœcie Iwaszkiewicz, który objšł funkcję naczelnego redaktora, gdy jego literacka sława była już ugruntowana. Czy gdyby był poczštkujšcym poetš, rola redaktora – ważna i społecznie chyba bardziej noœna niż pisarska – przesłoniłaby jego osišgnięcia literackie i dziœ pamiętalibyœmy wyłšcznie o tym, że prowadził najbardziej prestiżowe literackie czasopismo w kraju? OdpowiedŸ wcale nie jest oczywista. Nie może być oczywista dziœ, gdy redaktorami czasopism literackich stosunkowo często bywajš właœnie poeci i coraz częœciej funkcja ta przesłania krytykom ich wiersze. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów działania takiej osobliwej zasłony jest recepcja twórczoœci poetyckiej Krzysztofa Kuczkowskiego.

Założyciel i redaktor naczelny „Toposu" od dawna znany jest przecież ze swej charyzmy w prowadzeniu pisma. To dzięki niemu można dziœ mówić o czymœ takim, jak pisarskie i krytycznoliterackie œrodowisko tego literackiego dwumiesięcznika, jemu swe istnienie zawdzięcza grupa literacka „Topoi", on też powołał do życia i do dziœ prowadzi kilka już serii wydawniczych, zwanych „bibliotekš Toposu". To on wreszcie organizuje poetyckie festiwale i konkursy, które na stałe wpisały się w kulturalnš mapę Polski.

Wszystko to jest jednak pracš akuszera, a nie poetyckiego „ja". Po ćwierćwieczu działania pisma („Topos" właœnie ukończył 25 lat) długo trzeba by było wymienić krytyków, poetów i prozaików, dla których stało się ono trampolinš do skoku na najwyższe półki literackie. Czy jednak skorzystał z niej również ten, kto jš zbudował? Czy nie powinno być tak, że to on powinien odbić się od niej jako pierwszy? No cóż... Czujemy, że powinno, ale wiele wskazuje na to, że tak się nie stało. Poetycka twórczoœć Krzysztofa Kuczkowskiego wcišż pozostaje w cieniu jego wybitnych osišgnięć akuszerskich i organizacyjnych. Czyżby na nic innego nie zasługiwała? Skšdże. Krzysztof Kuczkowski jest dziœ jednym z najbardziej oryginalnych polskich poetów religijnych.

Skok ponad otchłaniš

Dyskretnie, ale konsekwentnie Kuczkowski sam wyznacza taki właœnie trop lekturowy. „Kładka" to wiersze wydestylowane z jego obszernej twórczoœci lirycznej, wybrane przez autora, uznane za najważniejsze. Właœnie dlatego uderza fakt, że poeta konsekwentnie eliminuje teksty, w których słabiej niż w innych manifestuje się wrażliwoœć na tajemnicę, słabiej zaznacza swš obecnoœć wola poszukiwania istoty rzeczy, decyzja podróży w stronę religijnych horyzontów życia. Frazę „po prostu rzeczywistoœć" – rozpoczynajšcš wiersz „Miłoœć w Busku (I)" – można uznać za poetyckie credo pisarza. Kiedy go pytamy o jego zajęcia, mówi: „Przekopujemy się przez noc/ dršżymy w niej tunele, przesypujemy jš/ przez sito Pisma". Celem starań Kuczkowskiego nie jest jedynie dotarcie pod powierzchnię zjawisk, ale i poszukiwanie czegoœ cennego.

Tak jest też w lirykach, w których pojawia się motyw drogi. Podróże bohaterów tej poezji sš w dużej mierze podróżami wewnętrznymi czy nawet duchowymi. Wiersz „Mysterium resurrectio" zaczyna się od słów: „Œnił mi się pielgrzym,/ tak jak zobaczyłem go na starej rycinie/ w dzieciństwie -/ wychylony poza œwiat widzialny". Ulubionš postaciš poety staje się właœnie on: nie turysta, lecz ktoœ, kto przekracza horyzont codziennoœci, przeżywa spotkanie z Niepojętym. „Czy ujrzał to, czego oko/ nie widziało/ i ucho nie słyszało" (tamże) – pytamy razem z autorem. I nagle pod koniec okazuje się, że wiersz tak naprawdę opowiada o nawróceniu. O tym, że ktoœ pokonał jakieœ przestrzenie nicoœci i zwrócił się w stronę sensu.

Tak już w tej poezji jest, że jej podmiot to często człowiek wydršżony, spadajšcy w pustkę. Nie jest jednak ona czymœ wobec niego zewnętrznym. Jest w nim. „Chodzi o skok ponad pożerajšcš wszystko otchłaniš/ którš sam jestem" – czytamy w jednym z liryków. Wiersz „Dajemy się jak dzieci prowadzić nicoœci" przesycony jest gorzkš ironiš: to nieprawda, że panujemy nad œwiatem i sobš, że mamy pewnš wiedzę o „tam", ku któremu zmierzamy, nieprawda, że prowadzimy jakieœ sprawy i interesy, jest raczej tak, że jesteœmy prowadzeni i wbrew naszej woli przestajemy istnieć. Żyjemy, ale tak naprawdę jesteœmy umarli. Próbujemy coœ mówić, ale tak naprawdę został nam tylko bełkot, puste frazesy, które nie odsyłajš już do żadnej rzeczywistoœci. Wcišż udajš swoje performatywne, sprawcze funkcje, ale nie mogš ich już spełnić. Mówienie staje się absurdem.

Wštki tej historii wiodš przez rozmaite wiersze Kuczkowskiego. Każdy z nich odsłania jakiœ rodzaj rozkładu, wydaje się jednak, że ich ostatecznym horyzontem nie jest rozpacz lub katastrofizm, lecz nadzieja. Okazuje się, że dotknięcie œmierci duchowej ma w twórczoœci sopockiego poety moc wyzwalajšcš. Stawia przed nieuchronnš koniecznoœciš radykalnego wyboru. Każe spojrzeć w przepaœć nicoœci i w bezmiar pełni. Otwiera możliwoœć skoku wiary.

Pieœni doœwiadczenia

Nie wiem w zwišzku z tym, czy Krzysztof Kuczkowski życzyłby sobie, by oklejać jego twórczoœć etykietš religijnš. Nie po to też piszę, by jš wyprodukować. Nie. Wiem, że to, co religijne, często bywa dziœ obiektem szyderstw lub lekceważenia. I że właœnie etykieta religijnoœci służy czasem do podduszania literackich przeciwników.

Etykietyzacja to wstęp do wykluczenia. Jasne. Ale po lekturze tomu „Kładka" równie jasne jest dla mnie to, że właœnie religijny sposób odczuwania œwiata jest osiš poezji Kuczkowskiego. Poetyckim zapisem dotknięcia duchowoœci wydaje się zwłaszcza cykl „anielskich" liryków, spoœród których do „Kładki" trafiły jedynie „Anioł Gaudiego" i „Anioł Jeffa Buckleya". W obu przypadkach poeta odwołuje się do naszych kulturowych kompetencji, sprawnie posługuje się intertekstem biografii i twórczoœci obu artystów, łšczšc ich dokonania i ich kontekst w jeden wielowarstwowy tekst zadany naszej interpretacji. Ale też buduje własnš wersję mitu obu artystów, w kilkunastu wersach stara się uchwycić coœ, co w subiektywnym doœwiadczeniu odczuwa jako ważny aspekt lub nawet samš istotę ich losu. Jego Anioły stajš się upostaciowaniem duchowoœci opisywanych bohaterów.

Artyœci naszych czasów przyzwyczaili nas do tego, że ich twórczoœć charakteryzuje się tak indywidualnym kształtem życia duchowego (często pozakonfesyjnego czy nawet pozareligijnego), że nie da się go wytłumaczyć za pomocš klucza teologii. Intuicja podpowiada, że także wówczas kategorie czerpane z religii nie sš jednak zupełnie bezużyteczne – mogš służyć ukazaniu „miejsc wspólnych" indywidualnej duchowoœci artysty (jak Gaudi) i duchowoœci religijnej. Wie Kuczkowski, że także duchowoœć indywidualna zawsze kształtuje się w pewnym œrodowisku, nie pozostaje w izolacji od kultury, z której wyrasta. Być może właœnie dlatego cierpliwie wydobywa z tekstu i twórczoœci swoich bohaterów, to, co bliskie jest duchowoœci chrzeœcijańskiej.

Jego interpretacje za każdym razem wydajš się przecież zaskakujšce. Poeta odkrywa pokłady spirytualistycznych odniesień tam, gdzie ich do tej pory nieomal nikt nie szukał. Obszarem jego eksploracji nie jest bowiem wyłšcznie kultura wysoka, ale także popularna. W wierszu „Anioł Jeffa Buckleya" teledysk staje się Ÿródłem medytacji o niemal religijnym charakterze. Nie jestem pewien, czy istniejš w naszej poezji teksty odwołujšce się do teledysków. Jeœli nie sš zbyt liczne, tekst Kuczkowskiego ma charakter prekursorski. Także ze względu na swš wymowę, bo przedmiotem opisu jest dokonany przez Buckleya remiks „Hallelujah" Leonarda Cohena.

Sam utwór dziœ wydaje się szczytem kiczu – nieoczekiwanie zbanalizowany przez twórców filmu „Shrek", a ostatnio także przez naszych rodzimych grajków podczas œlubów. Tymczasem, zmieniajšc oparty na proœciutkich rozwišzaniach harmonicznych beat Cohena, odmieniajšc tonację i całkiem sporo innych muzycznych detali, Jeff Buckley – popularny w kręgach alternatywnego rocka – balladowy melodramat przemienił w spektakl niemal mistyczny. Œwietnš pracę wykonał reżyser teledysku. Całoœć uderza swoistš ascezš. Nie tylko muzyka (głosowi Buckleya towarzyszy wyłšcznie specyficznie wykorzystana gitara elektryczna), ale także kolorystyka – utrzymana w ciemnych sepiach – gra œwiatła i cienia, powœcišgliwy ruch kamery skupiajšcy się przede wszystkim na twarzy wokalisty, na jego ustach – wszystko to buduje klimat surowy i przejmujšcy. Tak jest też w wierszu Kuczkowskiego. I tu także oko patrzšcego skupia się na twarzy: „jaki anioł jest bardziej prawdziwy od tego, który / mieszka w ustach?".

Œwiatło prowadzone jest w teledysku w taki sposób, że połowa twarzy Jeffa Buckleya pozostaje w blasku, drugš zaœ skrywa nieprzenikniona ciemnoœć. Tekst i muzyka songu opowiadajš właœnie o tym – o uwikłaniu w ciemnoœć, o bólu, rozczarowaniu i tajemniczym, rosnšcym gdzieœ w głębi okrzyku „hallelujah!". „I'll stand before the Lord of Song/ With nothing on my tongue but Hallelujah". Buckley opuszcza ten ostatni wers ballady Cohena, nie ma go też w wierszu Kuczkowskiego. Jest za to coœ innego. Jest anioł, który „zbiera się w kšcikach ust" i prowadzi do gorzkiej wiedzy, że „miłoœć nie jest marszem/ zwycięstwa, ale niekończšcym się/ szeregiem klęsk, po których/ – wcišż wyżej i wyżej – wspina się/ twoje Alleluja". Inaczej niż Cohen obaj artyœci starajš się uniknšć łatwego morału. Ich głos pozostaje bardziej subtelny, silniej wydobywa dramat człowieka, daleko tu do łatwych pocieszeń. Stšd siła ich przekazu.

Wszystko to skłania do podejrzeń, że – m.in. dzięki Kuczkowskiemu – mamy dziœ do czynienia w Polsce z zupełnie innym modelem poezji religijnej niż, powiedzmy, 20 lat temu, gdy jej szlak wyznaczali poetycko uzdolnieni księża: Janusz Stanisław Pasierb, Jan Twardowski, Wacław Oszajca, Jan Sochoń i wielu innych. Na czym polega różnica? Pytanie jest ważne i tak naprawdę jest sporym wyzwaniem dla krytyków, a z czasem być może również dla historyków literatury. Ale wstępne hipotezy mogš paœć już teraz, bo pewne tendencje sš widoczne gołym okiem. Coraz częœciej mamy dziœ do czynienia z religijnoœciš mocno uwewnętrznionš. Takš, która unika deklaratywnoœci, rzadko odwołuje się do zasobów toposów i motywów biblijnych, wręcz stroni od religijnej leksyki czy frazeologii. Jej nie mniej ważnš cechš jest mocne osadzenie w realiach codziennoœci XXI wieku, głębokie zanurzenie w choroby naszego wieku. Inaczej niż w twórczoœci księży-poetów religia nie jest w tym modelu pisania czymœ danym. Przeciwnie – jest przedmiotem wyboru, jest zadaniem. Oznacza to, że czymœ fundamentalnym nie sš tu relacje z instytucjami lub obyczajami religijnymi czy uwikłanie w chrzeœcijańskš teologię i szeroko pojętš kulturę, ale osobista relacja z Bogiem, dla której kultura, w tym także popkultura, stanowi jedynie ramę. Liryka Kuczkowskiego przekonuje, że liczy się jedynie osobiste doœwiadczenie.

W stronę ocalenia

Autor „Kładki" zapisuje zatem dręczšce nas wszystkich doœwiadczenie zła na różne sposoby obecnego w œwiecie i w nas samych, ale też pokazuje, że ocalenie jest nie tylko możliwe, ale i realne. W wielu wierszach poety spoza szarej materii codziennoœci przeziera skrawek rzeczywistoœci o niebo lepszej niż ta, w której żyjemy: œwiata, w którym znikajš wszelkie głody, œwiata spełnień, nasyceń i nieustannej wdzięcznoœci. Czasem pojawia się w nich intrygujšcy obraz budowy. Tak jest w trzech lirykach zatytułowanych „Budowanie domu".

Wiersze rozpoczynajš się od malarskiego opisu budowy. Nie jest aż tak ważne, czy mamy do czynienia z poetyckim reportażem czy impresjš. Istotne wydaje się po prostu poczucie, że wszystko, o czym wspomina autor, mogło się zdarzyć naprawdę. I to w dodatku tu i teraz, w naszej przestrzeni, w naszym czasie.

Ale niebawem wszystko się zmienia. Zdanie „niedługo to trwa" odnosi się także do kompozycji cyklu. Przestrzeń ulega daleko idšcym przekształceniom. Nie pozwala się odnieœć do œwiata, który znamy. Pejzaż nabiera cech surrealistycznych. Już wczeœniej poeta wprowadzał nas w kršg znaczeń symbolicznych. Błękit wody to po prostu barwa, ale nie da się tego samego powiedzieć o niebie, które jest kulturowym symbolem zaœwiatów. Biblijne okrzyki radoœci (gloria i hosanna), nieoczekiwana aluzja do modlitwy „Ojcze nasz" – wszystko to sprawia, że realistyczny krajobraz budowlany zmienia się w wizję ostatecznej przemiany doczesnego w wieczne. Dotykalna i widzialna przestrzeń okazuje się znakiem. Symbolizuje coœ, co trwa od poczštku do końca œwiata, nieustannie – osobliwy, zwykle ukryty dla naszych uœpionych oczu proces „przebóstwienia" kosmosu... Budowa domu nie jest tu niczym innym niż tworzeniem przestrzeni ostatecznego, „niebiańskiego" zamieszkania. Gdybym miał jednym zdaniem okreœlić wiersze Krzysztofa Kuczkowskiego, mówiłoby ono właœnie o tym: o poezji jako formie zamieszkiwania œwiata – aż po jego najdalsze granice. Których nie znamy.

Poetycka dykcja autora „Kładki" jest więc dla mnie osobiœcie ważnš odpowiedziš na pytanie o to, w jaki sposób dziœ – w œwiecie po katastrofie, w œwiecie po „œmierci Boga" – mówić o doœwiadczeniu religijnym. Ważnš własnoœciš poetyki Kuczkowskiego jest dyskrecja i powœcišgliwoœć w dzieleniu się z czytelnikiem przeżyciem wiary, a zarazem dbałoœć o pokazanie uwikłania tych przeżyć w prosty, nieraz nawet groteskowy kontekst codziennoœci. W szczególny sposób przekonuje o tym najnowszy tom wierszy zatytułowany „Ruchome œwięta". Jego rdzeniem jest poemat „Wielki Tydzień", wyrastajšcy z tradycji Eliotowskiego poematu „Popielec", ale realizujšcy jš na swój niepowtarzalny sposób. Przestrzeń codziennoœci, naszych codziennych grobów i naszych codziennych œwiateł staje się w nim obszarem udzielajšcej się ludziom miłoœci Boga, Ÿródłem całej kosmicznej rzeczywistoœci i gwarancjš autentycznoœci Boskiego otwarcia na œwiat. Wœród rozmaitych, pojawiajšcych się w naszej literaturze projektów odnowy religijnego języka poezji – czy może odnowy języka poezji religijnej – próba, jakš podejmuje Krzysztof Kuczkowski, wyróżnia się samodzielnoœciš i innowacyjnoœciš. Dlatego jest ważna. Zasługuje na więcej niż niniejszy szkic.

Wojciech Kudyba - poeta, krytyk, historyk literatury. W 2008 r. objšł stanowisko profesora nadzwyczajnego w Katedrze Literatury Współczesnej UKSW. W latach 2009–2012 był dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Wydziału Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL