Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Maryla Rodowicz: Jak nie zostałam bojowniczkš

Daniel Nejman
Nawet na plaży odgradzamy się parawanami... Te podziały sš okropne, bo osłabiamy swojš siłę, a narodem podzielonym łatwiej manipulować. Aczkolwiek potrafimy też się jednoczyć. Mam na myœli ostatnie marsze w obronie sšdów - mówi Maryla Rodowicz, piosenkarka.

Plus Minus: Nagrała pani znakomity album, ale wzdychajšc za paniš, powtarzajšc tytuł „Ach œwiecie..." – muszę zaczšć od festiwalu opolskiego. Na tle pani koncertu doszło do perturbacji, przecieków o czarnej liœcie prezesa TVP Jacka Kurskiego i bojkotu rozpoczętego przez Kayah. Festiwal w czerwcu odwołano, a potem przeniesiono na wrzesień. Jak było naprawdę?

Zacznijmy od tego, że festiwal odbędzie się w dniach 15–17 wrzeœnia, a ja otworzę pierwszy dzień moim jubileuszem z udziałem licznych goœci, który potrwa półtorej godziny. Zmiana terminu spowodowała jednak, że kilku artystów nie przyjedzie, sš bowiem już od dawna zaangażowani w innych miejscach, bo to czas ostatnich tego roku plenerowych występów. Zabraknie Kayah, która zaplanowała tournée z Bregoviciem, a także Margaret.

A ja zapytam, w czyjš wersję wierzyć: że nie było czarnej listy, co mówił prezes Kurski, który wczeœniej zasłynšł frazš „to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud uwierzy", czy Kayah, która mówiła, że znalazła się na czarnej liœcie prezesa?

Kayah napisała w internetowym oœwiadczeniu, że protestuje przeciwko cenzurze, również w imieniu tych artystów, którzy nie majš siły przebicia, czyli aktorów teatrów dramatycznych, gdzie zmieniono dyrektorów i mieszano się w repertuar. Za jej głosem poszła Katarzyna Nosowska. Lista protestujšcych rosła z dnia na dzień, dotyczyło to również AudioFeels, goœci mojego koncertu.

Ale czy była czarna lista Kurskiego?

Poszłam do prezesa Kurskiego w tej sprawie, tylko dlatego, że dzień wczeœniej rozmawiałem z Kayah. Powiedziałam, że wybieram się do Kurskiego, żeby jej bronić. Szkoda, że nie uprzedziła mnie o swoim bojkocie, który ogłosiła następnego dnia. Nie powiedziała: „Nie idŸ, bo i tak nie wystšpię". W czasie spotkania z Kurskim od razu zapytałam, czy jest czarna lista. Odpowiedział pytaniem: „Jaka czarna lista?".

A co miał zrobić? Jest politykiem. PiS podobno też mu nie wierzył i prowadził własne œledztwo poprzez spin doctorów.

Być może œciemnił, a ja dałam się wpuœcić w maliny. Powiedział, że będzie szczęœliwy, jak pani Kayah wystšpi w Opolu, bo jš uwielbia, a poza tym jest częstym goœciem w TVP w różnych programach. Zbaraniałam. Faktem jest, że żadnych twardych dowodów chyba nie było. Były tylko korytarzowe plotki.

Bioršc pod uwagę, że prezes Kurski nie dopuszczał do emisji spektakli, w których grajš osoby zaangażowane w projekty krytykowane przez œrodowisko PiS – można mówić o cenzurze.

Myœlę, że mogły być w TVP próby tworzenia listy „swoich" artystów, a to, że wybuchł strajk generalny w mojej branży, jest pierwszym przypadkiem w historii. Miewaliœmy bojkot aktorów, ale wokaliœci się do niego nie włšczali. Nagle to się zmieniło i miało swojš siłę.

TVP Kurskiego nie boi się aktorów, tylko gwiazd pop. Pamiętajmy też o wypowiedziach prezesa, który mówił, że festiwal można zorganizować gdziekolwiek, a prezydent Opola będzie prosił TVP na kolanach o powrót do jego miasta.

Wszyscy podejrzewajš, że były zapisy i szeptana cenzura wobec niektórych artystów. Protest odniósł skutek. Ale nie wiem jaki.

A taki, że może pani zaprosić do koncertu nawet tych artystów, których opinie nie podobajš się partii rzšdzšcej. Czy obecna sytuacja przypomina jakiœ okres z przeszłoœci?

Żaden. Sprawdziłam to, z ciekawoœci. Na przykład w 1983 roku, tuż po zakończeniu stanu wojennego, odbył się w Opolu koncert rockowy, w którym wzięli udział Perfect, Republika, Lombard, tak zwani wszyscy. Był też koncert popowy. Œpiewał Zbyszek Wodecki, Alicja Majewska, Zdzisława Soœnicka, Ewa Bem, Andrzej Zaucha, Pod Budš, Bajm. Masa artystów. Do 2017 roku festiwal nie odbył się tylko w 1982 roku, ale wtedy był stan wojenny.

Czy pamięta pani z dekad swojej działalnoœci tak duże napięcia w sferze piosenki, żeby kogoœ próbowano sekować?

W sferze piosenki to się chyba nie zdarzało, a może nie pamiętam. Cenzurowano raczej pisarzy i kabareciarzy. Sama byłam œwiadkiem kłopotów Jacka Kleyffa, na którego był zapis. Spytał, czy może się podłšczyć do mojego koncertu. Zgodziłam się i Jacek œpiewał wszystkie swoje polityczne numery, a ludzie reagowali z radoœciš. Do momentu, kiedy cenzura się obudziła i postawiła szlaban.

Mamy więc do czynienia z bezprecedensowym upolitycznieniem kultury.

Jeżeli chodzi o media – tak. A ma być jeszcze gorzej, gdy wejdzie w życie nowa ustawa. PiS odgraża się, że jesieniš się za was weŸmie.

Wiele osób mówi, że Jarosław Kaczyński ma wizję politycznš zbieżnš w wielu punktach z tym, co robił Wiesław Gomułka. Można porównać obecny czas ze schyłkiem jego dekady czy to jednak nadużycie?

Pamiętam, jak zagrałam w 1968 roku w filmie muzycznym „Kulig" i, wracajšc z Zakopanego do Warszawy, dowiedziałam się w pocišgu, że doszło do rozprawy milicji ze studentami z antysemickimi hasłami w tle. W pocišgu panowało przerażenie, nie wiadomo było, jak to wszystko się skończy i jaki będzie miało zasięg. W Warszawie od razu pobiegłam na uniwersytet. Wzięłam udział w mityngu protestacyjnym. Panowała atmosfera rewolucji. To były czasy, kiedy kluby studenckie były mocno zaangażowane w kulturę. Działały kabarety, zespoły muzyczne, teatry, kluby filmowe. Ale poza œrodowiskiem studenckim polityka nie była najważniejszym tematem. W Opolu o takich rzeczach się tylko szeptało. Polityka nie sšczyła się tak wyraŸnie do œwiata muzyki.

A w drugiej połowie lat 70., już po wpisaniu do konstytucji PZPR i sojuszu ze Zwišzkiem Radzieckim, po Radomiu i powstaniu ROPCiO oraz KOR, muzycy miewali polityczne dylematy?

To dotyczyło jednak głównie pisarzy i aktorów. Byłam wtedy narzeczonš Daniela Olbrychskiego, wynajmowaliœmy mieszkanie w alei Szucha i przyszedł do nas Andrzej Seweryn, który był bardzo zaangażowany w KOR, podobnie jak Daniel. Rwałam się do tego, żeby podpisać protest, jaki przyniósł, chciałam być bojowniczkš. Obaj panowie powiedzieli, że nie mogę tego zrobić, ponieważ bardzo łatwo będzie mnie wykluczyć i ukarać, nie puszczajšc moich piosenek w radiu. Była jedna firma fonograficzna, jedna telewizja i jedno radio. „Nam nic nie mogš zrobić" – przekonywali Daniel i Andrzej.

Z kolei w latach 80. Agnieszka Osiecka napisała, że gdybym chodziła po mieszkaniach i roznosiła ulotki, ludzie umarliby ze œmiechu, bo nie byłabym wiarygodna. Widocznie podkasana muza nie kojarzy się z najpoważniejszymi sprawami.

Teraz przynajmniej samorzšdy sš zróżnicowane. Jeżeli nie zaprosi pani na koncert burmistrza z PiS, może to uczynić ktoœ sympatyzujšcy z opozycjš. Czy przy okazji takich wydarzeń jak festiwal piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu zdarzały się polityczne naciski?

W 1971 roku œpiewałam „Gdy piosenka szła do wojska". Reżyserem był pan Aleksandrowicz i gdy mój zespół wyszedł na estradę, krzyczał, że majš natychmiast spišć długie włosy. Głównie straszyli mnie tym, że nie pojadę do Ameryki na koncerty polonijne. Pojechałam dopiero w 1978 roku. Wczeœniej miałam tak dużo kontraktów w Czechosłowacji i NRD, że nie byłam zainteresowana wyjazdem do Stanów. We wschodnich Niemczech nagrałam ze 40 swoich piosenek po niemiecku, wydawałam płyty. Podobnie w Czechosłowacji. Grałam dwumiesięczne trasy koncertowe w największych halach. To pozwalało mi odwlekać wyjazd do Rosji, a w tej kwestii też naciskano. W NRD zarabiało się relatywnie duże pienišdze, no i można było przejœć do Berlina Zachodniego. Za każdym razem trzeba było jednak iœć do urzędnika w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Jeden z nich zaproponował mi współpracę i informowanie o tym, kogo za granicš spotykam. Odpowiedziałam, że chodzę głównie do sklepów indyjskich, gdzie kupowałam ciuchy, które były moimi kostiumami, oraz na pizzę, bo w PRL jej nie było. Marki trzeba było przemycać, najlepiej w butach, bo zdarzały się rewizje. Seweryn Krajewski opowiadał, że w takich okolicznoœciach stawał  się nagle wysokim mężczyznš!

Czy większa popularnoœć wišzała się z politycznymi znajomoœciami?

Ależ skšd. Graliœmy w Polsce bardzo dużo, nawet dwa razy dziennie, również dlatego, że sale były małe. Regułš było więc 30 koncertów w dwa tygodnie, a potem dwa tygodnie przerwy. Właœciwie nasze drogi się nie przecinały, spotykaliœmy się jedynie  w Opolu. Dlatego tak bardzo cieszyliœmy się z powodu festiwalu, ze spotkania ze sobš i wspólnych bankietów, na których œpiewaliœmy do rana. To było urocze. To był jedyny taki moment w roku. W tym roku w czerwcu go zabrakło.

Najszczytniejsze ideały bywajš dla jednych przedmiotem autentycznego kultu, dla innych zaœ kolejnym przemysłem, na którym można zarobić pienišdze. Czy dostrzega pani teraz próby odcinania kuponów od dramatu powstania warszawskiego?

Muszę powiedzieć o Legii i słynnej powstańczej oprawie. Byłam na tym meczu, zrobiłam zdjęcie banneru wiszšcego na Żylecie i od razu wrzuciłam  na Facebooka, piszšc o moim wzruszeniu. Zalała mnie fala hejtu, padły pytania, jak może mnie wzruszyć widok hitlerowca przystawiajšcego dziecku pistolet do głowy. A mnie autentycznie poruszyła oprawa przygotowana przez kibiców. Do tego napis przypominajšcy 160 tysięcy niemieckich ofiar, powstańców, w tym dzieci. Na stadionie zawyła syrena, a potem wszyscy odœpiewali hymn. To wszystko dało porażajšcy efekt. Oprawa przypomniała œwiatu, że było powstanie warszawskie. Cały œwiat o tym pisał.

Jeżeli robiš to ludzie, którzy uwielbiajš każdy rodzaj zadymy – mam wštpliwoœci co do szczeroœci intencji.

Trzeba odróżniać  kibiców od kiboli. Na stadion Legii przychodzi 31 tysięcy widzów i z tego 31 tysięcy to kibice, prawdziwi fani piłki nożnej. Kibole, bandziory to margines.

W „Piosence dla przyjaciela" œpiewa pani na nowej płycie „Jak się czujemy/ Z naszš wolnoœciš jak z rybiš oœciš/ Co w gardle tkwi". W tej piosence jest też fraza „Popatrz, co się stało z nami/ wcišż grodzimy się murami". Skšd się to bierze, że zawsze musimy być podzieleni, skłóceni, nie potrafimy uszanować poglšdów drugiej strony?

Nawet na plaży odgradzamy się parawanami... Te podziały sš okropne, bo osłabiamy swojš siłę, a narodem podzielonym łatwiej manipulować. Aczkolwiek potrafimy też się jednoczyć. Mam na myœli ostatnie marsze w obronie sšdów.

Zwolennicy PiS też protestowali?

Mogło tak być.

Który z miłoœciwie nam panujšcych sekretarzy, premierów, prezydentów, prezesów – był pani zdaniem najlepszy?

Jako pierwszy pozytywny wizerunek miał Edward Gierek, który dbał o to, by w Polsce było więcej Zachodu. Wpuœcił do kraju trochę  œwieżego powietrza. Przyjechała ABBA, pojawił się maluch, Fiat.

Długi płacimy chyba do dziœ.

Ale po Gomułce to była zdecydowana zmiana.

Miała pani okazję spotkać Gierka?

Nigdy w życiu. Za to  w latach 70., jeszcze jako minister obrony narodowej, generał Jaruzelski zaprosił artystów na pokazowe manewry w Drawsku Pomorskim. O pištej rano wsadzono nas do samolotu transportowego Ukraina, gdzie siedzieliœmy pod œcianš jak spadochroniarze. Pamiętam, że był Adam Hanuszkiewicz, Ernest Bryll, same tuzy. Potem lał  deszcz, a my obserwowaliœmy budowę mostu pontonowego w asyœcie samolotów. Wtedy widziałam Jaruzelskiego, z daleka. Przywódcy PRL byli raczej chronieni i nie bratali się z ludem. Pierwszym prezydentem, którego poznałam, był Aleksander Kwaœniewski. Organizował swoje urodziny na tysišc osób w Pałacu Prezydenckim. Było bardzo wesoło. Rej wodził Szymon Szurmiej, otoczony wianuszkiem słuchaczy, bo opowiadał fantastyczne dowcipy. Kwaœniewski to był prezydent inteligent. Z przyjemnoœciš słucham, jak mówi – dobrš polszczyznš, sensownie. Lecha Kaczyńskiego widziałam jeden raz. Był przemiłym człowiekiem. Spotkałam go kiedyœ w radiu. Przywitaliœmy się „na misia". A podczas spotkania w Belwederze z okazji œwięta odzyskania niepodległoœci pani Maria Kaczyńska poprosiła mnie o zaœpiewanie „Było ciemno", choć w planie były pieœni patriotyczne. Poznałam też Lecha Wałęsę, zanim został prezydentem. To było podczas pierwszego zjazdu Solidarnoœci w Hali Olivia. Zapoznał mnie z nim kolega, który był złotnikiem i oprawiał bursztyn, a jednoczeœnie działaczem zwišzkowym. Tak to wyglšdało.

To skšd się wzišł wizerunek Maryli Rodowicz, która jest z władzš zawsze za pan brat?

Być może  stšd, że brałam udział w  różnych imprezach, koncertach – na przykład dożynkowych czy barbórkowych. Wszyscy artyœci występowali. Pamiętam koncert barbórkowy w katowickim Spodku, kiedy œpiewałam przyœpiewki œlšskie.

To było przy okazji VII zjazdu PZPR.

Œpiewała wtedy ze mnš Irena Jarocka, Ania Jantar, chyba też Halinka Fršckowiak. W eksponowanych rzędach siedzieli przedstawiciele partii i rzšdu – Gierek i Jaroszewicz. Koncert został zarejestrowany, można go zobaczyć na YouTubie. A to utrwala stereotypy. Nie bez znaczenia jest też to, że przetrwałam wszystkich politycznych bonzów i odżyłam w latach 90. – po bardzo trudnym okresie, gdy powstały nowe media i firmy fonograficzne, a mnie i moich rówieœników nie rozpieszczano, bo nikt nie był zainteresowany reliktami poprzedniej, słusznie minionej, epoki. Pomógł mi wtedy mšż, który został wydawcš moich płyt, a potem sprzedał katalog nagrań koncernowi Universal.

W jednej z piosenek  œpiewa pani: „Kawa i papieros z rana/ Ja taka nieposkładana/ W lustro też nie patrzę/ Boję się, co zobaczę/ Nie trzeba było, nie trzeba/ Cóż kiedy była potrzeba". Miała pani takie poczucie, że pewne rzeczy trzeba zrobić, żeby być w centrum zainteresowania? O co chodzi – o mężczyzn, o popularnoœć?

W tej piosence to chyba chodzi o seks. Ostatni dwuwiersz jest bardzo œmieszny.... nie trzeba było, nie trzeba, cóż kiedy była potrzeba...

Często inspirowała pani autorów. A jak było teraz?

Piosenki były napisane dużo wczeœniej przez Witka Łukaszewskiego.

Œwietny poeta, kompozytor i gitarzysta w jednej osobie.

To prawda. Poznała mnie z nim Pućka, czyli Marysia Szabłowska, dziennikarka radiowa. Wczeœniej przysłała mi dwie jego piosenki. Złapały mnie za gardło. Potem Witek przyjechał do Warszawy i zaprezentował mi multum swoich utworów. Powiedziałem, że sš jakby dla mnie pisane. Był bardzo szczęœliwy. Zażartował, mówišc: „Może będę w końcu sławny, bo teraz mieszkam na zadupiu!". A mieszka pod Poznaniem, na wsi, a nawet poza niš. Ma siłownię bez œcian, a gdy pada œnieg, jest cały zasypany. To oryginał, poeta, gitarzysta. Nie miałam w planie nagrywania płyty. Ale nasze spotkanie moje plany zmieniło.

Zaczynajšc karierę, œpiewała pani „Jak cię miły zatrzymać". Co teraz jest najważniejsze dla kobiety?

Dobre samopoczucie, żeby można było spokojnie spojrzeć w lustro. Ostatnio moje dobre samopoczucie zostało mocno zachwiane. W końcu zostawił mnie mšż dla młodszej kobiety. Ale myœlę też, że kobiety sš dobre w oszukiwaniu siebie. Umiem tak stanšć, żeby w lustrze wyglšdać dobrze. Ale kiedy jest złe œwiatło, „pudelki" mogš zrobić mi fatalne zdjęcie. Lubujš się w katowaniu ludzi najgorszymi zdjęciami w stylu „upiór z Luwru".

Na nowej płycie œpiewa pani też: „Ogólnie rzecz bioršc/ To mam fart/ Wybrałam asa/ Z talii kart".

Tak mi się wydaje. Spotykałam właœciwych ludzi na swojej drodze. Pierwszy był Wojtek Młynarski, który był w jury na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie, który wygrałam w 1967 roku. To była pierwsza edycja transmitowana w telewizji. Pamiętam, że gdy wyszedł z obrad jury, spojrzał na mnie i pokazał mi prostokšt. To znaczyło, że dobrze prezentuję się w telewizorze. Pracował wtedy w radiowym Studiu Piosenki razem z Agnieszkš Osieckš w Trójce i wymyœlił, żebym spróbowała amerykańskiego folkowego repertuaru. Napisał polskie teksty i skompletował repertuar, z Dylanem włšcznie. Pchnšł mnie we właœciwym kierunku. Potem Agnieszka Osiecka chciała dla mnie pisać. Poczštkowo dawała mi piosenki polityczne, zaangażowane, w stylu STS. Wolałam inne – buntownicze, ale egzystencjalne. Pisała i mówiła, że jest jak krawcowa – że szyje teksty dla mnie na miarę. PrzyjaŸniłyœmy się, wiedziałyœmy o sobie wszystko. Wczeœniej wpadłam w ręce Kasi Gaertner, która współpracowała z Ernestem Bryllem. Potem był Seweryn Krajewski, Jacek Mikuła.

I wielu innych, którzy się do pani dobijali, bo jest pani wspaniałym medium.

Tak mi się wydaje. Stworzyłam wizerunek, który był doœć oryginalny. Nosiłam hipisowskie spódnice, na które teraz się mówi „marylki", wychodziłam na scenę boso. Kiedy nagrywałam singla w Londynie, mówiono, że jestem folkowš dziewczynš z gitarš, i wróżono mi karierę. Tę szansę akurat zmarnowałam.

Ale i tak kojarzy się pani z najwspanialszymi momentami. W 1974 roku œpiewała pani „Futbol" na rozpoczęcie mistrzostw œwiata w Monachium, gdzie zdobyliœmy bršzowy medal.

O tym, że mam jechać, zdecydował Wydział Kultury KC. Uznano, że jestem słowiańskš nimfš z gitarš. Ubrani w krakowskie stroje ludowe, przejechaliœmy ulicami Monachium wozem  drabiniastym wyœcielonym słomš, a potem wyszliœmy z gigantycznej piłki na murawę stadionu. Byłam uratowana, bo w œrodku skorupy było duszno, a koledzy ziali oparami alkoholu.

Wyczuwała pani też zmiany muzycznych mód. „Dentysta sadysta" był parodiš czy próbš dołšczenia do rockowych gwiazd?

To był pomysł mojego muzyka  Florka.

Ale czy czuła się pani zagrożona przez nowe pokolenie rockowych gwiazd?

Ależ absolutnie tak. W kraju pachniało rewolucjš. To się łšczyło z Solidarnoœciš, czasami buntu. Ludzie byli nabuzowani i chcieli słuchać buntowniczych tekstów z przemycanymi podtekstami politycznymi. Zespół Różowe Czuby, który wykonywał „Dentystę", miał przerysowany wizerunek. Mieliœmy różowe peruki postawione na cukier, pomalowane twarze, kłódki w uszach, a w zębach żyletki. Nagraliœmy tę piosenkę do telewizyjnej listy przebojów, zajęliœmy pierwsze miejsce i od razu nas wycięto. Ciemne okulary miały być rzekomo aluzjš do generała Jaruzelskiego, a nazwa grupy – do komisarza wojskowego Czuby, który rzšdził telewizjš.

Pod koniec lat 70. wykonała pani własnš wersję „Kolorowych jarmarków" Janusza Laskowskiego popularnego poza głównym obiegiem. Ale nigdy nie flirtowała pani z disco polo. Skšd się wzišł występ z Zenonem Martyniukiem?

Padł pomysł, żebym wystšpiła w sylwestra o północy, a ja nie chciałam po raz kolejny œpiewać „Małgoœki" czy „Ale to już było". Odmówiłam. Wtedy spotkał się ze mnš reżyser Konrad Smuga i zaproponował, żebym wykonała „Hej, sokoły", a w duecie z Zenkiem „Oczy zielone". Nie znałam tej piosenki, ale przypomniałam sobie film z szatni naszych piłkarzy, gdzie puœcił jš Kamil Grosicki, po meczu z Irlandiš, po tym jak awansowaliœmy na Euro we Francji. Poszukałam teledysku na YouTubie i pomyœlałam, że jeœli moi muzycy zrobiš nowš aranżację, odejdziemy od disco polo. Zależało mi na stylu disco z lat 80., a dokładnie na atmosferze „One Way Ticket" The Eruption.

W piosence „Zajšczek słońca" pojawiajš się bohaterki z polskich szlagierów – Ewka, Jolka, a także Stachura i Wysocki. Przeżyła pani Niemena, Młynarskiego, Osieckš, Wodeckiego. Czuje się pani naszym McCartneyem w spódnicy?

Wolałabym porównanie do Jaggera. On i The Rolling Stones żegnajš się z estradš już ze 20 lat. Generalnie nie analizuję mojej sytuacji. Dla mnie najważniejsze jest granie koncertów. Każdy artysta wtedy się spełnia. Moje tournée od wrzeœnia do stycznia będzie nazywać się „Finałowa Trasa". To będzie podsumowanie 50 lat na estradzie. A w styczniu zaczynam nowš pięćdziesištkę.

Œpiewa pani: „W sumie nie jest Ÿle/ No bo cóż/ Ręce sprawne mam/ I parę nóg/ Głowa kręci się/ Szyja też/ Powoli przesuwam się". Czy to będzie nowy hymn seniorów?

Z jednej strony czuję upływ czasu, a z drugiej nie zajmuje mi to głowy. Dlatego, że nie chcę o tym rozmyœlać. Dla mnie, jeżeli o czymœ nie myœlę, to tego nie ma. Moim zdaniem ta piosenka jest zabawna i optymistyczna! Dopiero tak naprawdę œmierć mojej mamy w maju uzmysłowiła mi pewne nieodwracalne procesy. Był człowiek i nagle go nie ma. Do tej pory nie mogę tego zrozumieć.

Pocieszeniem jest nowa piosenka: „Dotykam głowy/ I reszty ciała/ I chyba dobrze/ Wszystko działa".

Działa. Codziennie katuję się półtoragodzinnš grš w tenisa. A po wywiadzie mam lekcję tańca, bo podczas jubileuszu opolskiego zatańczę z Jankiem Klimentem do rumby z mojej nowej płyty.

A może pani zaapeluje z estrady opolskiej do Polaków, żeby „suweren" nie kłócił się o wszystko?

Marzę o tym. Ale muszę też dodać, że Jurek Owsiak, którego bardzo cenię, niepotrzebnie dolał oliwy do ognia. Kiedy odwołano festiwal w czerwcu, napisał na FB, że mnie zaprasza na Przystanek Woodstock. W œlad za tym nic jednak nie poszło. Tymczasem w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" powiedział, że jest oburzony tym, że wystšpię w Opolu we wrzeœniu, a jego zlekceważyłam. A tyle mówił o tolerancji. I jeszcze jedno: Kuba Wojewódzki napisał, że mam słaboœć do dyktatorów, bo się sfotografowałam z Fidelem Castro. Kiedy byłam z innymi artystami na festiwalu młodzieży i studentów na Kubie, Fidel zjawił się na bankiecie w ambasadzie po polskim galowym koncercie niespodzianie, zrobił sobie zdjęcie z nami i poszedł. Wszystkie dziewczyny były zachwycone wysokim przystojniakiem w mundurze.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL