Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wojna PiS i PO o sšdy. Konstytucja nie jest już nietykalna

Lipcowe protesty przed Sšdem Rejonowym w Krakowie, nawołujšce prezydenta Andrzeja Dudę do zawetowania wszystkich projektów ustaw sšdowych przegłosowanych przez Sejm, trwały osiem dni.
PAP/Artur Widak
Krucjata PiS przeciwko sšdownictwu wynika z przekonania, że jest ono bastionem komunistycznej spuœcizny, zamkniętš kastš i siedliskiem patologii. Ale oparta jest na założeniu prymatu polityki nad prawem. Ta wizja jest nie do przyjęcia dla œrodowisk prawniczych. Konflikt był więc nieuchronny.

To był jeden z pierwszych wywiadów, jakich udzielił prof. Andrzej Rzepliński po tym, gdy został doœć nieoczekiwanie prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Kiedy usiedliœmy przy stole w jego œwieżo zasiedlonym, obszernym gabinecie przy al. Szucha w Warszawie, rozparł się niedbale na krzeœle, rozpoczynajšc długi i zawiły wywód. Zadawane pytania zdawały się nie mieć znaczenia. Prezes chciał po prostu o czymœ poinformować. Zawiłoœć zdań i rozwlekłoœć wštków powodowała, że podšżanie za jego myœlš z czasem zaczęło sprawiać trudnoœć.

ZapowiedŸ, że jego najważniejszš misjš jako prezesa Trybunału będzie stworzenie nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, nieco zaskakiwała. Był jednak przekonany o celowoœci tego posunięcia i swoim udziale w tej misji. Jakby nie było nic zdrożnego w tym, że przedstawiciel szeroko rozumianej władzy sšdowniczej wchodzi w buty władzy ustawodawczej, tworzšc reformę, i to jeszcze dla instytucji, którš kieruje.

Ostatecznie projekt opracowany w Trybunale trafił do prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jego zaplecze prawne było jednak intelektualnie zbyt słabe, aby zasadniczo zmienić kształt przesłanego z al. Szucha projektu. Po modyfikacjach trafił on do Sejmu, dajšc poczštek największemu konfliktowi władzy wykonawczej, ustawodawczej i sšdowniczej w III RP.

Prawo i Sprawiedliwoœć, które bezapelacyjnie wygrało wybory parlamentarne w 2015 r., wzięło z nawišzkš odwet za złamanie konstytucyjnych reguł, jakim był przyspieszony wybór nadliczbowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego przez tracšcš władzę koalicję PO i PSL (przy wsparciu SLD). Miał on ograniczyć pole manewru prawicy, kiedy było już pewne, że nic nie zatrzyma jej marszu po władzę.

Plan się nie powiódł, otworzył jednak bramy piekieł. Z czasem bowiem coraz bardziej radykalne posunięcia nowej władzy wobec Trybunału sprawiły, że uznawane dotychczas za niepodważalne, obowišzujšce rozumienie konstytucyjnych zasad przestało być nietykalne. Rozcišgane coraz bardziej, zaczęły głoœno trzeszczeć, podobnie jak dotychczasowe zasady trójpodziału władzy, budzšc przerażenie liberalnego œwiata, które je ukształtował.

Zamach na niezawisłoœć

Ani Monteskiusz, ani John Locke, uznawani za twórców idei trójpodziału władzy, nie byli demokratami. Tworzyli swoje teorie w zupełnie innej rzeczywistoœci politycznej i społecznej. Dlatego usytuowanie i pozycja władzy sšdowniczej w demokracjach Zachodu nie ma jednej uniwersalnej formy. Granice wpływu i wzajemnego oddziaływania władz sš płynne. Majš swoje uwarunkowania historyczne, zależš także od specyfiki systemu prawnego i obowišzujšcego modelu politycznego.

W takich krajach jak m.in. Niemcy, Dania, Szwecja czy Hiszpania, a nawet Litwa i Łotwa władza polityczna ma znacznie większy niż w Polsce wpływ na obsadę kadrowš w sšdach lub instytucjach władzy sšdowniczej. Na przykład w Niemczech sędziów na poziomie landów samodzielnie powołuje minister sprawiedliwoœci, również na wybór sędziów federalnych znaczšcy wpływ majš politycy. W Danii skład odpowiednika polskiej Krajowej Rady Sšdownictwa również zależy od ministra i nie wywołuje to zarzutów, że trójpodział władzy jest naruszany.

W Polsce zasadę niezależnoœci władzy sšdowniczej od ustawodawczej można zrozumieć jako stworzenie sterylnej przestrzeni dla działania sšdownictwu i zapewnienie mu nietykalnoœci. Chodzi o odseparowanie pozostałych władz od wpływu na jego wewnętrzne sprawy.

Zbyt gwałtowne próby wejœcia na „terytorium sšdownictwa" czy to przez polityków, czy też za pomocš różnego typu narzędzi kontroli społecznej były i sš traktowane przez samych zainteresowanych jako zamach na niezależnoœć sšdów i sędziowskš niezawisłoœć. Przyczynš napięć sš w szczególnoœci uprawnienia nadzorczo-administracyjne władzy politycznej w osobie ministra sprawiedliwoœci czy prezydenckie prerogatywy nominacji sędziowskich. To już samo w sobie generuje napięcia.

Sędziowie chętniej widzš bowiem w prezydencie bezwolnego sygnatariusza wczeœniejszych decyzji korporacji (KRS) niż osobę dysponujšcš najsilniejszym demokratycznym mandatem, która ma realny wpływ na to, kto zostanie sędziš, a kto nie, sprawujšc tym samym poœrednio społecznš kontrolę nad sšdownictwem. Ta kontrowersja silnie ujawniła się w 2016 r., gdy Andrzej Duda odmówił nominacji dziewięciu sędziów bez podania uzasadnienia.

Oczywiœcie ta nadwrażliwoœć sšdownictwa na zewnętrzne ingerencje ma swoje historyczne i polityczne uwarunkowania. Nietykalnoœć, którš uzyskała Temida w latach 90., praktycznie nie miała granic. Przez wiele lat niewłaœciwe było nawet krytykowanie orzeczeń sšdowych przez media i obywateli. Taki status był zapewne próbš odreagowania mrocznych czasów PRL, których Temida bywała niechlubnš częœciš. Wyeliminowanie podległoœci i politycznych wpływów miało stworzyć nowš jakoœć. Zerwać z przeszłoœciš. Być swoistš rekompensatš dla obywateli, którzy w końcu mieli dostać w pełni niezależne sšdy i godnych zaufania sędziów, odpornych na zewnętrzne naciski. Co oczywiœcie miało swoje uzasadnienie.

Zamiana tabliczek

To instytucjonalne i kadrowe przeniesienie Temidy do nowego wymiaru, wolnego œwiata, nie do końca się jednak udało. Zwłaszcza że o jej pozycji, sile wobec pozostałych władz decydować miało w dużej mierze społeczne zaufanie. A przecież trudno to zbudować poprzez prostš zamianę tabliczek z „sšd PRL" na „sšd III RP". Tym trudniej, że władza sšdownicza sama tego nie chciała. Demonstrujšc od samego poczštku skłonnoœć do alienacji i samozamknięcia.

W efekcie sšdy nigdy nie zaczęły być traktowane jako element rzeczywistoœci, który ma służyć społeczeństwu. Były raczej wyniosłymi, zimnymi gmachami, do których zwykły obywatel czuł bardziej respekt i strach niż szacunek. A przekroczenie ich murów zazwyczaj oznaczało coœ niedobrego, niezrozumiałego. Każdy, kto miał w ręku uzasadnienie sšdowego wyroku, może postawić pytanie, dla kogo właœciwie ono jest. Czemu ma służyć trudny, niezrozumiały dla laika styl, tajemniczy kod zawarty w sšdowych pismach.

Największym grzechem elit III RP jest właœnie to, że nigdy nie wykonały pracy u podstaw, tak aby sšdownictwo było postrzegane jako nierozerwalna częœć społeczeństwa. Zamiast przez dwie dekady mozolnie budować pomosty między obywatelami a sšdami, stawiać na szerokš edukację prawnš, dbać o upowszechnianie norm i zasad, uczyć szacunku dla prawa, pozwolono sędziom zamykać się w wieżach z koœci słoniowej. Tak wyniosłych, że przez lata nawet krytyka ich orzeczeń była niedopuszczalna. Uczyniono z sędziego istotę nieomylnš, stał się on wręcz kapłanem majšcym wyłšcznoœć na odczytywanie i interpretacje œwiętej księgi.

Geneza konfliktu

Temida w systemie trójpodziału władzy zawsze była młodszš, słabszš siostrš, zmuszonš odpierać ataki ekspansywnych polityków, którzy chcieli wchodzić na jej terytorium, wykorzystujšc legislacyjny oręż lub kompetencje nadzorcze ministra sprawiedliwoœci.

Konflikt między władzš politycznš a sšdami nie był domenš PiS. Jest wpisany w polskš rzeczywistoœć od ponad dwóch dekad, zmienia się tylko jego natężenie. Ale tak skrajnie ostrego starcia władzy politycznej i sšdowniczej, w którym politycy zmierzali wręcz do czystki kadrowej wœród sędziowskich elit, jeszcze nie było.

Do bardzo ostrych tarć polityków z sšdownictwem doszło już 12 lat temu, podczas rzšdów PiS (2005–2007). Ówczesny minister sprawiedliwoœci Zbigniew Ziobro, realizujšc zbyt dosłownie wyborczš zapowiedŸ „walki z układami", szybko wszedł w konflikt ze œrodowiskami prawniczymi, w tym sędziami.

Odrzucenie prawniczych elit, tworzenie reform bez wsłuchiwania się w racje œrodowisk sędziowskich (np. przy wprowadzeniu sšdów 24-godzinnych), pokazowe oskarżenia na konferencjach prasowych przeraziły prawników, którzy jednoznacznie zanegowali agresywnš wizję państwa i prawa propagowanš przez PiS.

Przegrane, przedterminowe wybory wcale jednak nie zakończyły starć w systemie trójpodziału władzy. Po objęciu rzšdów przez Platformę Obywatelskš wybuchły one z nowym impetem i do ostrych konfrontacji dochodziło przez prawie dwie kadencje. Już np. podczas urzędowania pierwszego ministra sprawiedliwoœci w rzšdzie PO Zbigniewa Ćwiškalskiego doszło do ostrego sporu o wysokoœć sędziowskich wynagrodzeń. Działania sędziów były bardzo radykalne, dotšd niespotykane – był to strajk nazwany „dniami bez wokandy". Konflikt przyniósł skutek. Władza polityczna ugięła się, wprowadzajšc bardziej korzystny mnożnik naliczania sędziowskich uposażeń.

To uspokoiło nastroje, ale tylko na chwilę. Utarczki z sędziami mieli też kolejni ministrowie Andrzej Czuma czy Krzysztof Kwiatkowski, ale apogeum konfliktu przypadło na okres, gdy ministrem był Jarosław Gowin, który wkrótce przystšpił do likwidacji małych sšdów. Pochodnš tego był bardzo poważny spór o legalnoœć przeniesień sędziów na inne miejsca służbowe podpisywanych przez podsekretarzy stanu w Ministerstwie Sprawiedliwoœci, a nie samego ministra. A Jarosław Gowin zyskał łatkę osoby „zagrażajšcej porzšdkowi konstytucyjnemu".

Konflikt odżył jeszcze w końcówce rzšdów PO za sprawš uchwalenia bardzo kontrowersyjnych przepisów dajšcych ministrowi sprawiedliwoœci prawo wglšdu w sšdowe akta. Protestujšcy sędziowie nazwali ustawę Acta II (nawišzujšc do projektu majšcego uregulować prawa własnoœci intelektualnej), podnoszšc, że to zamach na ich niezawisłoœć. Przepisy zostały finalnie zawetowane przez prezydenta.

Idš barbarzyńcy

Kiedy tuż przed wyborami PO i jego koalicjanci wybierali wbrew konstytucyjnym zasadom nadprogramowych sędziów, wielkich protestów, ani surowej krytyki nie było. Œrodowiska prawnicze czy tzw. media głównego nurtu miały innš tolerancję dla posunięć liberalnej PO niż prawicowego PiS, który w dodatku udowodnił już wczeœniej swoje cišgoty autorytarne.

Po zwycięskich wyborach parlamentarnych, kiedy w 2015 r. zjednoczona prawica uzyskała większoœć, stało się jasne, że konflikt z trzeciš władzš jest jedynie kwestiš czasu. A dziœ można zaryzykować stwierdzenie, że wybuchłby, nawet gdyby zamieszania z nadprogramowym wyborem sędziów do Trybunału w ogóle nie było. Partia Jarosława Kaczyńskiego zdobyła bowiem większoœć zdolnš do samodzielnego uchwalania ustaw, majšc jednoczeœnie prezydenta z tego samego obozu politycznego. Mogła bez przeszkód przystšpić do urzeczywistniania kolejnej figury retorycznej Jarosława Kaczyńskiego: „walki z patologiami w sšdownictwie" i przebudowy państwa.

Prawo i Sprawiedliwoœć zawsze było w kontrze do œrodowisk prawniczych, uznajšc je w dużej mierze za noœnik komunistycznej spuœcizny. Stšd też zwycięska krucjata przeciwko korporacjom prawniczym, które, pobite, musiały otworzyć szeroko podwoje przed młodymi adwokatami i radcami prawnymi.

Sšdownictwo i Trybunał Konstytucyjny w tym konflikcie odgrywało od zawsze szczególnš rolę. Prawo i Sprawiedliwoœć programowo uważa, że sšdy nigdy nie oczyœciły się z komunistycznej spuœcizny, że weszły instytucjonalnie i kadrowo do III RP z wszystkimi patologiami. Trybunał był natomiast strażnikiem tego transferu. Jak zdeterminowanym, pokazały wydarzenia w 2007 r., kiedy zablokował ustawę lustracyjnš. Grajšc politykom PiS na nosie. Podobnie jak Sšd Najwyższy, który obronił sędziów stanu wojennego, uznajšc że musieli się posługiwać dekretem o stanie wojennym, bo w czasach PRL nie można było sprawdzić, czy jest on sprzeczny z konstytucjš, czy też nie. W efekcie żaden z sędziów nigdy nie odpowiedział za swojš komunistycznš przeszłoœć.

Prawo i Sprawiedliwoœć niosło pamięć o tych haniebnych decyzjach wysoko na swoich sztandarach. Mimo że po blisko trzech dekadach argument o peerelowskich sędziach, którzy opanowali wymiar sprawiedliwoœci, brzmiał już egzotycznie, wcišż był słyszany i brany pod uwagę. Dołšczyły do niego z impetem ataki na brak kontroli społecznej nad sšdownictwem na zamkniętš kastę i siedlisko patologii.

Wykręcony bezpiecznik

Filozofia Jarosława Kaczyńskiego, którš można sprowadzić do prymatu polityki nad prawem, i wynikajšca z tej filozofii wizja państwa i prawa były nie do przyjęcia dla sędziów i szerzej: œrodowisk prawniczych. Poza tym PiS miało już opinię partii o zapędach autorytarnych, zdobytš dziesięć lat wczeœniej.

Do pierwszego starcia doszło bardzo szybko za sprawš ułaskawienia przez Andrzeja Dudę byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusza Kamińskiego, zanim jeszcze sšd wydał prawomocny wyrok w jego sprawie.

Spór o Trybunał Konstytucyjny, który przyszedł zaraz potem, rozpętał potężny konflikt o sšdownictwo. Mimo protestów, wielotysięcznych manifestacji, ostrej krytyki ze strony instytucji unijnych i międzynarodowych, a nawet administracji Baracka Obamy PiS nie ustępowało. Po roku konfliktu i przyjęciu aż szeœciu ustaw naprawczych przemeblowało tę instytucję. PiS zagwarantował sobie nie tylko wpływ na wybór nowego prezesa, ale też zapewnił z czasem większoœć, jeœli chodzi o liczbę sędziów wybranych z własnej rekomendacji.

Prawo i Sprawiedliwoœć zdobyło Trybunał, nie dbajšc ani o polityczne, ani o wizerunkowe koszty. A determinacja i bezwzględnoœć, z jakš przeprowadzono tę operację, zaszokowała nawet częœć jego własnego elektoratu. Dziœ, z perspektywy czasu, jest jasne, że opanowanie Trybunału było częœciš szerszego planu. Bez wykręcenia tego „bezpiecznika", strzegšcego ukształtowanego w latach 90. trójpodziału władzy radykalne reformy, które póŸniej forsowało PiS, byłyby nie do przeprowadzenia. Miało już wprawdzie większoœć sejmowš zdolnš do samodzielnych zmian ustaw, prezydenta z własnego obozu politycznego, ale Trybunał mógłby skutecznie pokrzyżować plany urzeczywistnienia nowej wizji państwa i prawa.

I kiedy obrońcom starego porzšdku zaczęło się wydawać, że po awanturze wokół Trybunału nic gorszego już się nie wydarzy, na horyzoncie pojawiła się reforma Krajowej Rady Sšdownictwa. Koła zamachowego Temidy, z przemożnym wpływem na sędziowskie nominacje i awanse. Zaczęło się niewinnie od próby spełnienia postulatów samych sędziów, którzy narzekali na mało demokratyczny sposób wyboru członków samej rady. Procedury faworyzowały sędziowskie elity z sšdów wyższych szczebli, natomiast sędziów sšdów rejonowych, których w sšdownictwie jest ponad 70 proc., w KRS praktycznie nie było. Dlatego zapowiedzi zmian spotkały się z przychylnym przyjęciem.

Wolta Zbigniewa Ziobry nastšpiła nagle. W kolejnej wersji projektu ustawy o KRS okazało się, że to już nie sędziowie będš wybierać swoich przedstawicieli w demokratyczny sposób, ale politycy, a dotychczasowa kadencja KRS zostaje skrócona.

Kolejne projekty nie pozostawiały złudzeń: zmiany w wymiarze sprawiedliwoœci miały być głębokie. Skierowany do Sejmu projekt nowelizacji ustawy „Prawo o ustroju sšdów powszechnych" nie tylko zakładał większš transparentnoœć sšdownictwa (losowanie spraw, niezmiennoœć składów orzeczniczych), ale rozbudował także w sposób bezprecedensowy nadzór administracyjny ministra sprawiedliwoœci.

Ustawa dała ministrowi prawo odwołania prezesów i wiceprezesów w sšdach wszystkich szczebli w Polsce bez podawania uzasadnienia, i powoływania na ich miejsce swoich kandydatów. Prawdziwym szokiem okazała się jednak ustawa dokonujšca resetu kadrowego w Sšdzie Najwyższym, uzależniajšca od decyzji polityków, kto w dalszym cišgu będzie mógł być sędziš, a kto zostanie przesunięty w stan spoczynku.

Ruch protestu

Sposób przeprowadzania reform, szybki, bezkompromisowy, pozbawiony merytorycznego uzasadnienia, budził grozę. Nic więc dziwnego, że szybko na ulicach zaczšł organizować się ruch protestu, a rodzaj zmian sprawił, że od poczynań PiS zaczęli się dystansować ludzie zwišzani z tym samym obozem politycznym, np. Jan Olszewski.

Prezydenckie weta dwóch ustaw: o KRS i SN, były dla partii Jarosława Kaczyńskiego kubłem zimnej wody, sygnałem, że taki sposób prowadzenia reform jest nieakceptowany nawet dla ludzi z tego samego œrodowiska.

Reformy na razie zostały powstrzymane, chociaż tak naprawdę najpoważniejsza z nich, dajšca Zbigniewowi Ziobrze prawo wymiany kadry kierowniczej w sšdach, weszła w życie. Reformatorska pałeczka jest teraz w rękach prezydenta. Jedno jest pewne: wyłom w dotychczasowym systemie trójpodziału władzy został na trwale dokonany i od Andrzeja Dudy zależy teraz, jak będzie głęboki.

Wydaje się jednak, że działania PiS uruchomiły już nieodwracalny proces zmierzajšcy do dalszego ograniczenia samodzielnoœci władzy sšdowniczej, jej organizacji i doboru kadr. Silnego zaakcentowania w niej czynnika politycznego i społecznej kontroli. Co stawia Temidę w zupełnie nowej rzeczywistoœci niż to miało miejsce w ostatnim 20-leciu, ograniczajšc jej niezależne terytorium.

A sšdownictwo? Dziœ płaci ogromny rachunek za dekady alienacji. Kruszenie fundamentów systemu ukształtowanego po 1989 r. odbywa się przy dużej biernoœci społecznej. Mimo protestów obywatelskich PiS nie otrzymało od wyborców żółtej kartki za swoje radykalne działania w postaci spadku poparcia.

Utratę niezależnoœci od pozostałych władz Temida mogła nadrobić tylko jednym: by poczuć się bezpieczna, powinna budować zaufanie i społeczny autorytet na tyle mocny, aby żaden polityk nie mógł sobie harcować po jej terytorium bez ryzyka, że straci to, co najważniejsze: społeczne poparcie.

Nie zadbała o to. Sędziowie nigdy nie weszli w rolę budowniczych społeczeństwa obywatelskiego, a lokalne sšdy nigdy nie spoiły się z społecznoœciami, by zbudować sobie autorytet i swoisty bufor chronišcy przed niebezpiecznymi zakusami.

Ugruntowała się natomiast alienacja, brak zaufania i niezrozumienie. A politycy budujšcy na jednostkowych przykładach patologii obraz całego sšdownictwa jeszcze bardziej podmyli i tak już niskie zaufanie społeczne do Temidy. Ugruntowali za to i tak już sporš niechęć i stereotypy dotyczšce sędziowskiego œrodowiska.   —Tomasz Pietryga

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL