Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Dariusz Rosiak o tajemnicy Sat-Okha

Forum, Daniel Pach
Czy jedna strona koœlawej polszczyzny wystarczy, by uznać Stanisława Supłatowicza za kłamcę albo mitomana, a rzesze wielbicieli Sat-Okha za nabitych w butelkę naiwniaków? Niekoniecznie.

Na poczštku 1952 roku reporter „Dziennika Bałtyckiego" Franciszek Fenikowski relacjonował: „Jesieniš ubiegłego roku jeŸdziłem po Wybrzeżu z albańskim dziennikarzem Niko Nishku. Po porcie gdyńskim, gdzie właœnie wydobyto wrak Gneisenau, obwoził nas motorówkš motorzysta PRO (Polskiego Ratownictwa Okrętowego) Stanisław Supłatowicz. Przy tej okazji dowiedziałem się niezwykłych kolei życiowych gdyńskiego ťportowcaŤ. Supłatowicz urodził się daleko od Polski. Matka jego była Polkš, ojciec Indianinem. Poza metrykš œwiadczš o tym zresztš rysy Stanisława, którego twarz żywo przypomina znanych nam dobrze z ksišżek Coopera czy Curwooda bohaterskich Mohikanów i Inkasów. Ale nie o tym chciałem mówić. Supłatowicz, przyjechawszy przed wojnš do ojczyzny, marzył o tym, żeby dostać się do którejœ ze szkół artystycznych. Pocišgała go bowiem plastyka. Niestety, marzeń tych nie udało mu się zrealizować. Po długim poszukiwaniu znalazł zajęcie w... cyrku. Dopiero po wojnie, kiedy rozpoczšł pracę w Gdyni, może rozwijać swój talent w ognisku plastycznym".

W dalszej częœci artykułu autor pisze o rozwoju ognisk artystycznych na powojennym Wybrzeżu, dzięki czemu tacy zdolni samoucy jak Stanisław Supłatowicz mogš rozwijać talent w socjalistycznej ojczyŸnie. Fenikowski dodaje kolejnš legendarnš kartę do przedwojennego życiorysu Supłatowicza w Polsce, czynišc z niego pracownika cyrku. Właœciwie cała legenda Sat-Okha będzie budowana w ten właœnie sposób: przez dokładanie do niej najbardziej nieprawdopodobnych elementów, zwykle bez powoływania się na jakiekolwiek Ÿródła. (...)

Wbrew legendzie Sat-Okha po rozwišzaniu Armii Krajowej rozkazem generała Leopolda Okulickiego z 19 stycznia 1945 roku Supłatowicz nie został w lesie ani nie trafił do więzienia. Nie siedział również w latach pięćdziesištych: jeœliby siedział, to œlad po wyroku musiałby się znaleŸć w jego dokumentach wojskowych czy pracowniczych, a żadnych takich œladów nie ma.

Tuż po wyzwoleniu Radomia w styczniu 1945 roku Supłatowicz zgłasza się na ochotnika do wojska i 10 marca rozpoczyna naukę w Centralnej Szkole Oficerów Polityczno-Wychowawczych w Łodzi. To była kuŸnia oficerów politycznych „Odrodzonego Wojska Polskiego", jak wówczas nazywano polskš armię. Kształtowała się w czasie ofensywy Armii Czerwonej i I Armii Polskiej. Powstała 15 lipca 1944 w Boguni pod Żytomierzem, zastępujšc prowadzone dotychczas szkolenia: Kurs Oficerów Polityczno-Wychowawczych i Frontowe Kursy Oficerskie. (...)

Wraz z postępem frontu szkoła zmieniała siedzibę. Do kwietnia 1945 znajdowała się w Lublinie, a potem przeniesiono jš do Łodzi. Trafiali do niej głównie sprawdzeni członkowie komunistycznych organizacji z rodzin chłopskich i robotniczych, choć sporadycznie zdarzali się ludzie z przeszłoœciš w Armii Krajowej i Batalionach Chłopskich. Supłatowicz wielokrotnie twierdził, że poszedł do wojska w celu uniknięcia szykan ze względu na AK-owskš przeszłoœć, i być może tak było. Na jego korzyœć œwiadczy z pewnoœciš fakt, że kompletnie nie nadawał się do szkoły kształcšcej oficerów propagandy i dowódcy błyskawicznie zdali sobie z tego sprawę. Już po trzech miesišcach służby rozkazem dziennym numer 146/45 Stanisław Supłatowicz zostaje zwolniony jako „nienadajšcy się do Szkoły" i odkomenderowany na „punkt przesyłkowy" dla żołnierzy, gdzie w czerwcu zostaje skierowany do Marynarki Wojennej (co akurat było częstym przydziałem w przypadku byłych żołnierzy AK).

Trafia do Batalionu Saperów Morskich, którego główne zadanie polegało na rozminowywaniu polskich portów. Stacjonuje w Wejherowie, potem w Ustce. W 1947 roku kurs podoficerski na Oksywiu kończy ze stopniem bosmanmata. Niewielu kursantów otrzymywało tak wysoki stopień. 10 marca 1947 roku zostaje zawodowym podoficerem.

Dowódcy nie wišzali z nim wielkich nadziei

W pierwszej krótkiej opinii z listopada 1946 roku dowódca jednostki numer 3612 uznaje Supłatowicza – wówczas jeszcze mata – za „bardzo dobrego oficera", wskazujšc przede wszystkim na jego „bardzo dobry" rozwój fizyczny i „bardzo dużš" dyscyplinę. W opinii z lutego 1948 dowódca pisze: „Inteligentny, interesuje się przejawami życia społeczno-politycznego, chętny do pracy pol.[ityczno] wych.[owawczej]. Dobrze zorientowany politycznie. Oblicze moralne bez zastrzeżeń. Poglšdów postępowych. Wywišzuje się należycie ze swych obowišzków. Ogólnie bardzo dobry podoficer".

Do końca służby nie ma wštpliwoœci co do zaangażowania ideowego bosmanmata Supłatowicza, aktywnego członka ZMP, choć w opinii obejmujšcej okres od marca 1945 do stycznia 1949 dowódca stwierdza, że „nie bierze udziału w pracy politycznej poza jednostkš. [...] Wojskowo wyszkolony œrednio. Mało zdyscyplinowany. [...] Brak zdolnoœci dowodzenia. [...] Jako bosmanmat nie umiał sobie wyrobić autorytetu". Ogólna ocena – dostateczna.

Dowódcy zwracajš uwagę na „talent do rysunków" Supłatowicza i ponadprzeciętne zdolnoœci sportowe, zwłaszcza do biegów sprinterskich i œredniodystansowych, w których zaczšł osišgać bardzo dobre wyniki. Zdobył nawet wicemistrzostwo Polski w biegu na sto dziesięć metrów przez płotki, biegał w Spójni Gdańsk, boksował, uprawiał zapasy klasyczne. Był mistrzem Wojska Polskiego w rzucie granatem. W trakcie służby skończył kurs podoficerski wychowania fizycznego i sportu. Podczas służby skończył także dwa kursy motorzystów, we Flotylli Trałowców służył jako kierownik działu maszyn, a potem przeniesiony na własnš proœbę do Dywizjonu Okrętów Podwodnych, był tam kierownikiem działu diesla.

Mimo tych promocji Supłatowicz nie wyróżniał się specjalnie jako żołnierz i dowódcy nie wišzali z nim wielkich nadziei – słusznie, jak się miało okazać. W 1951 roku bosmanmat Stanisław Supłatowicz odchodzi do rezerwy na własnš proœbę.

Z zapisów w jego teczce personalnej nie wynika, że Supłatowicz wspominał oficjalnie o swoim indiańskim pochodzeniu. We wszystkich dokumentach z okresu wojska w rubryce podawana jest ta sama data urodzenia: 15 kwietnia 1925, a w rubryce miejsce – Aleksiejewka lub Aleksiejewsk, gubernia irkucka, obwód Kireńsk.

W życiorysie z 14 stycznia 1949 roku pisze:

„Ja bosmat zaw. Stanisław Supłatowicz syn Leona. Urodziłem się 15-IV-1925 w Aleksiejewsku, pow. Irkucki. Zawód cywilny uczeń gimnazjum humanistycznego. Zawód ojca majster garbarski zesłany wraz z matkš na Sybir za udział w ť5 bojówkachŤ. Ojciec mój zaginšł na Syberii a ja wraz z matkš wruciłem do Polski w 1935 roku. Matka moja kierowała się nostalgiš za Ojczyznš i chęciš pomocy dla niej. Po powrocie do kraju matka moja zapisała się do P.P.S. gdzie i teraz po wojnie należała. Do szkoły powszechnej chodziłem w Radomiu, gdzie mi utrudniali naukę i przezywali ťBolszewikiemŤ. Po ukończeniu szkoły powszechnej zaczołem chodzić do gimnazjum, które ukończyłem w 1940 roku na kompletach. W roku 1941 zostałem zamknięty w gestapo Radomskim za gazetki gdzie siedziałem 10 miesięcy, a potem wywieziony do Oœwięcimia. W czasie drogi uciekłem z transportu i ukrywałem się w lasach Borkowickich w oddziale ťSybirakówŤ pod d-ctwem kap. rosyjskiego ťLońkiŤ. Z lasu wyszedłem w 1944 r. gdzie potem ukrywałem się w Radomiu aż do chwili w kroczenia Wojska Polskiego, gdzie zaraz zgłosiłem się do służby jako ochotnik. Przydzielono mnie do Centralnej Szkoły Oficerów Pol-Wych. Na mojš proœbę przedzielono mnie do Mar. Woj. gdzie pragnšłem służyć od najmłodszych lat. W roku 47 I-1 zostałem zawodowym oficerem. Zwišzek małżeński zawarłem w 1948 r. 12 grudnia [w rzeczywistoœci 12 lutego]. Zawód żony ekspedientka. Ojciec żony inwalida z powstania Wielkopolskiego który otrzymuje rentę i pracuje w porcie-Gdynia. Zamieszkuje w Orłowie. Jest on robotnikiem i żadnej własnoœci [nieczytelne słowo] nieposiada. Ja ostatnio byłem na O.R.P. „Kania" jako zastępca kierownika maszyn. Polubiłem swój zawód i pragnę dalej pracować i pogłębiać swojš wiedzę fachowš w Odrodzonej Marynarce Wojennej. Poœwięciłem się służbie na morzu i pragnę służyć na nim do końca życia. Pragnołbym się zapoznać ze sztukš rzeŸbiarskš i malarskš do której mam pewne zdolnoœci. Supłatowicz"

Nic nie mieli, może parę ruskich echosond

Czytałem życiorys w siedzibie Archiwum Marynarki Wojennej na Oksywiu i zastanawiałem się, co znaczy ten dokument. Czy zadaje ostateczny cios legendzie Sat-Okha? Napisany przez Supłatowicza odręcznie, w czasie kiedy ani on sam, ani nikt inny nie wiedział, jak potoczš się jego losy. Nie wspomina nic o ojcu Wysokim Orle ani o Kanadzie. Stwierdza, że powrócił do Polski z Syberii w 1935 roku, a potem rozpoczšł normalnš naukę w szkole w Radomiu. Czy ta jedna strona koœlawej polszczyzny wystarczy, by uznać Stanisława Supłatowicza za kłamcę albo mitomana, a rzesze wielbicieli Sat-Okha za nabitych w butelkę naiwniaków?

Niekoniecznie. W każdym razie ten jeden dokument to z pewnoœciš za mało, żeby stwierdzić jednoznacznie, jakie było pochodzenie Stanisława Supłatowicza. Wkrótce miałem przekonać się, że produkował on znaczšco różnišce się od siebie życiorysy dla różnych instytucji na różnych etapach życia.

Nic dziwnego. Rok 1949 to nie był czas, kiedy młody żołnierz stojšcy u progu kariery chciał się chwalić kanadyjskim pochodzeniem. Bezpieczniej było napisać o tym, że koledzy przezywali go „Bolszewikiem". Z pewnoœciš jako były żołnierz AK miał prawo obawiać się podejrzeń: częœć jego kolegów z oddziału, w tym dowódca Kazimierz Załęski „Bończa", siedziała w stalinowskich więzieniach. Inni, na przykład Tadeusz Barszcz „Piorun", nie wyszli z lasu.

Być może dlatego Stanisław Supłatowicz bał się pisać o rzeczach, które zapamiętał z dzieciństwa. A może wymyœlał siebie na nowo, może nie wiedział, kim jest, i nie miał nikogo, kto by mu o tym powiedział. Może nosił w sobie puste miejsce zamiast dzieciństwa, był jednym z setek tysięcy dzieci i młodych ludzi wychodzšcych z wojennej traumy z przetršconš tożsamoœciš. Historie ich życia były tak okrutne, że proœciej było o nich zapomnieć, przerobić na nowe, lepsze, ciekawsze i mniej bolesne, niż dršżyć i tłumaczyć innym. To był czas, w którym wyobraŸnia rozszerzała swoje granice jak balon pod oddechem człowieka spragnionego lepszego życia. A prawda? Kogo interesowała prawda w czasach stalinowskich?

W kolejnych życiorysach składanych w różnych miejscach pracy i organizacjach Supłatowicz będzie zmieniał szczegóły, dodawał wštki i nazwiska. Zniknie rosyjski „kap. Lońka", pojawiš się pseudonimy polskich dowódców. W życiorysie z 24 stycznia 1954 roku złożonym wraz z podaniem o przyjęcie do pracy w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni pisze, że wrócił z matkš do Radomia już w 1928 roku. „Matka pracowała jako kierowniczka domu dziecka w Radomiu. Do 1939 roku chodziłem do szkoły i ukończyłem 7 klas szkoły powszechnej i 2 gimnazjum. W czasie okupacji uczyłem się na kompletach i do 1941 roku zrobiłem małš maturę". Dalej historia z grubsza zgadza się z poprzednim życiorysem. Tylko że dwa poprzednie zdania z tego tekstu wywracajš jednak całš historię Sat-Okha do góry nogami. Tak bywa, gdy zacznie się grzebać w archiwach.

W 1959 roku w życiorysie złożonym w przedsiębiorstwie Polskie Linie Oceaniczne Supłatowicz podaje jeszcze inne miejsce urodzenia: „na półwyspie Czukczu" – zapewne ma na myœli Półwysep Czukocki. I dalej pisze: „Ojciec mój jest Indianin z plemienia Shawnee, a matka Polka, która została zesłana na Sybir za udział w ruchu politycznym przeciw carowi". Inaczej też opisuje swojš walkę w partyzantce. W tej wersji po ucieczce z transportu do Oœwięcimia Supłatowicz ukrywa się we wsi Petrykozy koło Opoczna. „W czasie sformowania oddziału partyzanckiego przez chłopów z okolicznych wiosek, wstšpiłem do tego oddziału i przebywałem w nim aż do chwili wkroczenia Armii Radzieckiej".

Co ciekawe, w życiorysie z 9 listopada 1980 roku Supłatowicz wraca do wersji, według której urodził się w Aleksiejewsku pod Kireńskiem „z matki Stanisławy z domu Okólska i Leona". W tej historii Supłatowicz wraca do Polski – nie pisze skšd – w 1938 roku. Wspomina, że w Radomiu w czasie okupacji uczęszczał na tajne komplety u profesora Dšbkowskiego i pracował na poczcie. Po ucieczce z transportu walczy w partyzantce i tutaj pojawiajš się bliższe dane: „Od marca 1943 do 16 I 1945 przebywałem w leœnych oddziałach AK 25 pp i 72 pp, gdzie byłem kilkakrotnie raniony".

Te życiorysy pisane przez Stanisława Supłatowicza pokazujš jeszcze jednš istotnš rzecz, zwłaszcza jeœli wiemy, że mamy do czynienia z póŸniejszym pisarzem. Najdelikatniej mówišc, nie był on mistrzem stylu – ani w 1949 roku, ani póŸniej.

Jednak dla żołnierzy, z którymi służył, nie literacki styl był najważniejszy, ale charakter i zaufanie. Supłatowicz nie afiszował się ze swoim indiańskim pochodzeniem w oficjalnych dokumentach, ale w rozmowach z żołnierzami już wtedy mówił, że jego ojciec jest Indianinem. Był gawędziarzem i opowiadał, jeœli ktoœ chciał go słuchać. W wojsku znalazł takich ludzi.

– Ojciec mówił, że spali łóżko w łóżko – mówi mi Robert Falkowski, który mieszka dziœ w Wawrze i pielęgnuje tradycje rodzinne. Jego dziadek Józef był legionistš Piłsudskiego, kawalerem Orderu Virtuti Militari i Krzyża Walecznych, w czasie wojny walczył w AK, wpadł w ręce Gestapo, ale przeżył wojnę. Ujawnił się w 1947 roku, po aresztowaniu pod zarzutem współpracy z Niemcami przesiedział półtora roku, następnie zginšł w niejasnych okolicznoœciach, najprawdopodobniej wyrzucony z pocišgu przez „nieznanych sprawców". Syn Józefa, Aleksander, ojciec mojego rozmówcy, walczył w AK w rejonie Pruszkowa. Po tym, jak ujawnił się w 1947 roku, został powołany do Marynarki Wojennej i trafił do Batalionu Saperów Morskich, gdzie poznał Supłatowicza. (...)

Batalion Saperów Morskich stacjonował najpierw w Ustce, póŸniej przeniesiono go do Wejherowa, większoœć czasu saperzy spędzali na budowaniu stanowisk dla artylerii nadmorskiej obrony Wybrzeża i rozminowywaniu portu w Gdyni. Robert Falkowski relacjonuje opowieœć ojca:

– Nic nie mieli, może parę ruskich echosond. Bagnet, drut na dršgu, takie były ich przyrzšdy. Jak się szuka min bagnetem, to wiem, ojciec mi pokazywał. Dzielili je na możliwe do rozbrojenia i te, które nadawały się tylko do zdetonowania. Najtrudniejsze były miny pływajšce, bo ich ruch był nieprzewidywalny. Spotykali też miny palczaste – dopóki nie wycišgnęło się z nich ostatniego zapalnika, mogła wybuchnšć. Jeœli mina była zakotwiczona, to rozbrajali kotwę i detonowali, zwykle za pomocš strzału. Pamięta pan, jest taka scena w „Czterech pancernych", jak gdzieœ płynš barkš i któryœ z bohaterów strzela do min? Ojciec kiedyœ oglšda ten film i mówi: A widzisz, to tak żeœmy rozbrajali miny.

Już w wojsku planował swojš przyszłoœć

Oddział Supłatowicza rozbrajał także niewybuchy na lšdzie, między innymi na Westerplatte.

– Ojciec mówił, że w piwnicach bunkrów znajdowali nawet ciała żołnierzy z 1939 roku. Niewybuchy znosili do jakiegoœ budynku, do piwnicy dobrze obetonowanej, a jeden niewybuch ustawiali przed wejœciem w taki sposób, żeby można było w niego trafić. Z daleka strzelali seriš, a wszystko pierdut! w powietrze. Robili sobie zawody strzeleckie, a przy okazji to był sposób na utylizację niewybuchów. (...).

Stanisław Supłatowicz brał również udział w podniesieniu niemieckiego okrętu Gneisenau i innych wraków, które blokowały wejœcie do portu w Gdyni. Gneisenau został zatopiony przez Niemców jako element blokady portu w Gdyni w marcu 1945 roku. (...). Demontaż był niezwykle skomplikowany i zakończono go dopiero pod koniec 1951 roku. Supłatowicz pracował już wówczas w PRO, które zajmowało się właœnie tego typu robotami. NajwyraŸniej ceniono jego kwalifikacje, bo we wrzeœniu 1951 roku został odznaczony Bršzowym Krzyżem Zasługi za pracę przy podnoszeniu wraku SMS Zähringen, zatopionego przez Niemców w tym samym czasie co Gneisenau. (...)

Według Aleksandra Falkowskiego Sat-Okh już w wojsku planował swojš przyszłoœć. Jego ostatecznym celem był wyjazd do Kanady. Marynarka Wojenna dawała ograniczone możliwoœci poruszania się i on chciał służyć w handlowej. Dšżył do tego, żeby się zaokrętować na jakimœ statku. Chciał wrócić do swoich.

23 sierpnia 1950 roku Supłatowicz zwraca się do dowództwa o przeniesienie do rezerwy. Proœbę motywuje tym, że jego żona znajduje się w „poważnym" stanie, a jego matka, „70-letnia staruszka", jest całkowicie na jego utrzymaniu. Dodaje, że chciałby podjšć dalszš naukę, którš w trakcie służby zaniedbał. Dowództwo przychyla się do proœby i 23 marca 1951 Stanisław Supłatowicz kończy służbę. Ale nie kończy z morzem. Dopiero zaczyna.

Po odejœciu z wojska szuka dla siebie miejsca. Na kilka miesięcy wyjeżdża do Krakowa, gdzie pracuje w Fabryce Wyrobów Blaszanych, wraca w listopadzie 1952 roku i zatrudnia się na kolejny rok w gdyńskiej spółdzielni Dalmor. Potem od kwietnia 1954 roku do 1955 pracuje jako mechanik w Bałtyckiej Agencji Artystycznej, o tym jeszcze będzie mowa. W marcu 1956 roku wraca na kutry rybackie, pracuje dla spółdzielni rybołówstwa morskiego Jednoœć Rybacka. Tam przetrwa tylko rok, w marcu 1957 zostaje zatrudniony jako motorzysta na Darze Pomorza, legendarnej fregacie Szkoły Morskiej w Gdyni. Wreszcie 21 maja 1960 roku rozpoczyna służbę w Polskich Liniach Oceanicznych i zaczyna pływać na statkach handlowych.

Fragment ksišżki Dariusza Rosiaka, „Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha", która ukaże się za kilka dni nakładem Wydawnictwa Czarne. Autor jest dziennikarzem, przez lata zwišzany z „Rzeczpospolitš", publikował w „Plusie Minusie". Prowadzi w radiowej Jedynce magazyn „Więcej œwiata", a w Trójce „Raport o stanie œwiata". Napisał m.in. „Ziarno i krew. Podróż œladami bliskowschodnich chrzeœcijan" – za tę ksišżkę był w 2016 roku nominowany do Nagrody Literackiej Nike.

Œródtytuły pochodzš od redakcji

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL