Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Jak nie zostaje się gwiazdš piłki

Jeszcze razem w drużynie. Adrian Doherty (pierwszy z prawej w dolnym rzędzie) i Ryan Giggs (stoi obok bramkarza). Juniorzy Manchesteru United, 1990 r.
Getty Images
Adrian Doherty mógł być drugim Giggsem lub Messim. Talent i determinacja jednak nie wystarczyły. Dziœ nikt o nim nie pamięta. Zrobić karierę w piłce nożnej nie jest wcale łatwo. W Anglii udaje się to jednemu chłopakowi na 8 tys. poœwięcajšcych młodoœć na treningi.

Kiedy 8 paŸdziernika 2016 r. w 40. minucie meczu eliminacji do mistrzostw œwiata w Rosji Arkadiusz Milik odniósł kontuzję w starciu z Duńczykiem Jannikiem Vestergaardem, było jasne, że czeka go trudna rehabilitacja i długa walka o powrót do formy. Milik rozgrywał właœnie niezły mecz w barwach reprezentacji, a co ważne, œwietnie przyjšł się w nowym klubie. Po niezbyt dla niego udanych mistrzostwach Europy, gdzie mimo jednej strzelonej bramki daleko mu było do roli jednego z liderów kadry, jakš odgrywał w trakcie eliminacji, przeniósł się z Ajaksu Amsterdam do SSC Napoli za 35 mln euro.

Transfer robił wrażenie nie tylko kwotš, ale i skalš wyzwania, Milik miał bowiem zastšpić króla strzelców Serie A, Argentyńczyka Gonzalo Higuaina, który zamienił Neapol na Turyn. Wychowanek Rozwoju Katowice z miejsca zaczšł zdobywać bramki. Tuż przed kontuzjš był najbardziej wydajnym napastnikiem w Europie: gola strzelał co 53 minuty, częœciej niż Messi. Zerwane więzadło w lewym kolanie oznaczało przynajmniej kilka miesięcy przerwy.

Dwa dni po spotkaniu z Daniš napastnik przeszedł operację w Rzymie. Wydawało się, że ma z głowy większš częœć sezonu, jednak już w styczniu wrócił do treningów, a na poczštku lutego znalazł się po raz pierwszy w kadrze meczowej Napoli. Drugš połowę sezonu miał wprawdzie dużo gorszš od pierwszych miesięcy, ale letnie sparingi, w których regularnie strzela, wskazujš, że w zaczynajšcym się niebawem sezonie powinien stanowić o sile klubu i reprezentacji.

Najlepszy z najlepszych

25 lat wczeœniej podobnej kontuzji doznał Adrian Doherty. 23 lutego 1991 r. w meczu rezerw Manchesteru United i Carlisle United 17-latek z Irlandii Północnej uszkodził więzadło krzyżowe w prawym kolanie. Gdyby nie uraz, najpewniej już 2 marca debiutowałby w przetrzebionej kontuzjami pierwszej drużynie w meczu z Evertonem wraz z Ryanem Giggsem i synem Alexa Fergusona, Darrenem. Nazwisko Doherty'ego nic dziœ czytelnikom nie powie. Inaczej niż nazwiska jego rówieœników i chłopców o rok młodszych, którzy sš dziœ znani jako „Class of '92", najsłynniejsza grupa wychowanków w historii Czerwonych Diabłów. Zalicza się do niej wspomnianego Giggsa, Paula Scholesa, braci Phila i Gary'ego Neville'ów, Davida Beckhama i Nicky'ego Butta. Cała szóstka osišgnęła w futbolu klubowym właœciwie wszystko, co możliwe. Ale to właœnie Doherty'emu pisano największš karierę. Porównywano go – jak każdego ponadprzeciętnie utalentowanego chłopaka z Ulsteru – z George'em Bestem. Dla wielu był jak Andriej Kanczelskis, Cristiano Ronaldo i Ryan Giggs w jednym. Ten ostatni przyznawał zresztš, że to Adrian miał prawdopodobnie większy talent.

Gary Neville, wspominajšc jeden z meczów juniorów United, do których miał niebawem dołšczyć, stwierdził, że nigdy czegoœ podobnego nie widział. „Trzeba uważać, gdy robi się tego rodzaju porównania, ale z piłkš przy nodze zachowywał się jak Messi. Doc (przydomek Doherty'ego – red.) byłby jak Messi albo David Silva. Był nieziemski".

Trudno oczywiœcie wróżyć, jak potoczyłaby się kariera Doherty'ego, ale nawet jeœli traktować powyższe porównania z dużym dystansem, musi być w nich ziarno prawdy – padajš z ust wszystkich, których na potrzeby znakomitej biografii „Forever Young: The Story of Adrian Doherty, Football's Lost Genius" („Wiecznie młody. Historia Adriana Doherty'ego, straconego piłkarskiego geniusza") przepytał Oliver Kay. Zresztš najlepszym dowodem na wyjštkowy talent pochodzšcego ze Strabane (położonego niedaleko Derry) chłopaka jest to, że właœnie on jako pierwszy z Class '92 podpisał zawodowy kontrakt. Choć Alex Ferguson proponował mu umowę na pięć lat, Doherty odmówił, wywołujšc konsternację szkockiego menedżera. Najpierw zasugerował, że lepsza byłaby umowa na rok, ostatecznie zgodził się na trzy. Od zawsze chadzał własnymi œcieżkami. Nie był pewien, czy jako 21-latek będzie jeszcze chciał grać w piłkę. Z drugiej jednak strony mówił ojcu, że w tym wieku będzie najlepszy na œwiecie.

Możliwe, że tak by się stało, gdyby nie to, że na poczštku lat 90. zerwanie więzadła było niemal jak wyrok, szczególnie dla nastolatka. W 2016 r. Milik potrzebował trzech miesięcy rehabilitacji, a do gry wrócił po czterech miesišcach. Ćwierć wieku wczeœniej Doherty stracił dwa lata, w dodatku te najważniejsze w piłkarskiej karierze, bo to właœnie między 17. a 19. rokiem życia, gdy następuje przejœcie z piłki juniorskiej do seniorskiej, zwykle rozstrzyga się przyszłoœć młodych zawodników.

Dlaczego tak się stało? Trudno powiedzieć, czy to kwestia błędnej diagnozy czy tylko pecha. Więzadła krzyżowego nie zoperowano, czekano aż kolano dojdzie do siebie. Po kilku miesišcach Adrian wrócił do treningów. Ból dawał o sobie znać, ale zdawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. W paŸdzierniku Doherty wznowił treningi. Powrót na boisko okazał się jednak poczštkiem końca. W meczu z Marine Youth 7 grudnia 1991 r. nadwerężone więzadło uległo zerwaniu. Dopiero niespełna rok po pierwotnej kontuzji, dokładnie 17 lutego 1992 r., Doherty przeszedł operację. Dziœ to zabieg niemal rutynowy. Wišże się z długš przerwš, ale gwarantuje powrót do zdrowia.

W przypadku młodego juniora Manchesteru operacja „nie zakończyła się powodzeniem", jak ujšł to Jim McGregor, były fizjoterapeuta United. Doherty nigdy nie odzyskał pełni sprawnoœci. Kiedy w 1993 r. wrócił do gry, Czerwone Diabły były na fali. Klub miał właœnie zdobyć pierwszy tytuł mistrzowski od 1967 r., a juniorzy z Beckhamem, Buttem, Scholesem i Garym Neville'em w składzie sięgali po młodzieżowy Puchar Anglii. Doherty nie mógł się odnaleŸć w nowym otoczeniu, nie przypominał zresztš szesnastolatka z niesamowitym startem do piłki, który przeciwników mijał jak tyczki. W czerwcu dobiegał końca jego kontrakt. Alex Ferguson nie był zainteresowany przedłużeniem umowy. Mimo kilku niezłych występów pod koniec sezonu, najbardziej utalentowany do niedawna junior nie rokował większych nadziei. I jak tysišce innych chłopców, nie dostał drugiej szansy.

Dusza artysty

To, co dla większoœci nastolatków jest końcem œwiata, dla Doherty'ego było poczštkiem nowego, spokojniejszego życia. Wprawdzie po zwolnieniu z Manchesteru Adrian próbował jeszcze sił w piłce, strzelił nawet gola dla Derry City (jedynego w seniorskiej karierze!) po pięknym rajdzie prawš stronš, lecz po miesišcu gry uznał, że wielki futbol się dla niego skończył. Pewnie bez trudu znalazłby zatrudnienie w lepszej lidze niż irlandzka, być może z czasem przebiłby się nawet do któregoœ z klubów Premier League, a potem reprezentacji Irlandii Północnej (choć jako katolik nie czuł się najlepiej w kadrze młodzieżowej, w której przeważali protestanci z Belfastu). Postanowił jednak zatrudnić się w fabryce czekoladek w Preston.

Mogłoby się wydawać, że opuœcił rodzinne Strabane, by nie słyszeć na ulicach, że to „ten, któremu nie wyszło w United", że porzucił piłkę, by nie zmagać się z łatkš niespełnionego talentu. To tylko częœć prawdy. Futbol dla Doherty'ego nigdy nie był całym œwiatem. Owszem, poœwięcał mu się bardzo, przed przenosinami do Manchesteru trenował z zapałem, szybkoœć wypracował sam – nie była w jego przypadku cechš wyłšcznie wrodzonš. Ale za pierwsze odłożone w Manchesterze pienišdze kupił gitarę i maszynę do pisania, a nie jak jego rówieœnicy – krzykliwe ciuchy. Na treningi jeŸdził rowerem, podczas gdy koledzy z juniorskiej drużyny czekali tylko, aż w końcu kupiš pierwszy samochód. Im droższy, tym lepiej. Doherty rzadko też zaglšdał do modnych klubów, wolał spędzać czas w knajpkach, w których różni młodzi wykonawcy prezentowali swoje utwory. Słuchał Boba Dylana, zdarzało się, że szedł z gitarš do miasta, by œpiewać „Like a Rolling Stone" czy „All Along The Watchtower". Nie dla pieniędzy, nigdy mu na nich nie zależało, poza tym i tak dostawał wysokš jak na nastolatka tygodniówkę. Dla przyjemnoœci – muzykę i literaturę kochał w równym stopniu co piłkę.

W United Doherty uchodził za dziwaka, choć warto dodać, że dziwaka bardzo lubianego. 16-letni Ryan Giggs nie miał pojęcia, kto to taki ten cały Dylan. Juniorzy interesowali się tym, czym zwykle interesujš się chłopcy w ich wieku – piłkš i dziewczynami. Adrian czytał rosyjskich i francuskich klasyków, pisał piosenki i wiersze, a na poczštku kariery w Manchesterze wzišł się do, ostatecznie nieukończonej, powiastki filozoficznej „Przygody Humphreya i Bodegarda", która w zachowanych fragmentach przypomina nieco – zachowujšc wszelkie proporcje – skrzyżowanie Wolterowskiego „Kandyda" z „Bouvardem i Pecuchetem" Flauberta. Piosenki i wiersze Doherty'ego zwiastujš niewštpliwy talent: sš błyskotliwe, często oparte na efektownych grach słów, a przede wszystkim skrzš się humorem.

Latem 1992 r. przechodzšcy żmudnš rehabilitację Adrian poleciał do Nowego Jorku. Niebawem dołšczył do niego przyjaciel muzyk Leo Cussons. Doherty postanowił poszukać szczęœcia i nagrać płytę. Kontraktu wprawdzie nie udało się podpisać, ale koncertowanie w Nowym Jorku i życie wœród tamtejszej bohemy było bodaj najszczęœliwszym czasem w życiu młodego piłkarza.

W Preston Adrian zarabiał wystarczajšco, żeby się utrzymać. Nie potrzebował więcej. Każdš kolejnš pracę traktował poważnie, ale do żadnej się nie przywišzywał. Co pewien czas wracał do Strabane, do kochajšcych rodziców i rodzeństwa, a potem znów wyjeżdżał. Czasem decydował przypadek, jak wtedy, gdy przesuwał palcem na mapie i trafił na Preston, innym razem było to starannie zaplanowane. W 2000 r. postanowił spróbować sił w Holandii. Za poœrednictwem agencji dostał pracę w firmie meblarskiej. W weekend wybrał się do Hagi. Rankiem w niedzielę 7 maja wpadł do kanału. Nie umiał pływać. Wyłowiono go, ale nigdy nie wybudził się ze œpišczki. Zmarł 9 czerwca. Dzień póŸniej, w dniu jego 27. urodzin, w Brukseli rozpoczęły się mistrzostwa Europy, które rozgrywano w Belgii i Holandii.

Szybko pojawiły się plotki, że z powodu złamanej kariery sięgał po butelkę, ale z raportu policyjnego jasno wynika, że był to nieszczęœliwy wypadek. Jak w Dylanowskim „Like a Rolling Stone" Adrian Doherty snuł się „bez domu i celu". Na pogrzebie jego młodszy brat zagrał innš, stosowniejszš do okolicznoœci piosenkę Dylana, „Forever Young", która zaczyna się od słów „Oby Bóg zawsze cię błogosławił i strzegł".

Kariera dla nielicznych

Tragiczna historia Doherty'ego nie należy do wyjštków. Grajšcy w juniorach Tottenhamu Hotspur Josh Lyons, po tym, jak klub zwolnił go w wieku 16 lat, wpadł w depresję, z której nigdy nie wyszedł. W wieku 26 lat popełnił samobójstwo. Młodzi piłkarze, szczególnie ci najbardziej utalentowani, którym wróży się wielkš karierę, zmagajš się z presjš nieznanš zwykle ich rówieœnikom i często narażeni sš na wielkie rozczarowanie. Kiedy trafiajš do wielkich klubów w wieku kilku albo kilkunastu lat, liczš, że podbijš œwiat. W rzeczywistoœci jednak sš tylko trybikami w wielkiej machinie generujšcej niewyobrażalne dochody. Wszyscy chcš na nich zarobić – kluby, trenerzy, agenci, nierzadko także sami rodzice. Jak podaje Michael Calvin w ksišżce „No Hunger In Paradise: The Players. The Journey. The Dream" („Nie ma głodu w raju. Piłkarze. Podróż. Marzenie"), jedynie 0,5 proc. tych, którzy w wieku dziewięciu lat sš częœciš angielskiego systemu szkolenia, wystšpi w drużynie seniorów. Dalej jest nie lepiej: 98 proc. tych, którzy w wieku 16 lat otrzymajš stypendium klubowe w jednej z drużyn z pierwszych pięciu poziomów rozgrywkowych, nie robi profesjonalnej kariery. Z 400 zawodników, którzy w wieku 18 lat podpisujš profesjonalny kontrakt z drużynš z Premier League, jedynie oœmiu gra na tym samym poziomie rozgrywek w wieku lat 22. Albo ujmujšc rzecz inaczej: z 1,5 miliona chłopców grajšcych w zorganizowanych strukturach juniorskiej piłki do Premier League trafia tylko 180. Szansa zrobienia prawdziwej kariery to 0,012 proc.

W œwiecie piłki nigdy nie było takich pieniędzy jak dziœ. Chłopcy, którzy nie zagrali poważnego meczu, zarabiajš po 10–20 tysięcy funtów tygodniowo. Everton sprowadził właœnie 17-letniego obrońcę Lewisa Gibsona i 18-letniego skrzydłowego Josha Bowlera łšcznie za 10 milionów funtów. Nie wiadomo, czy którykolwiek z nich zagra kiedykolwiek w Premier League. Przez cztery lata liga angielska zainwestowała 400 milionów funtów w program szkolenia juniorów. Do 2020 r. zainwestuje kolejnych 400.

Kluby coraz częœciej zatrudniajš psychologów, dysponujš wspaniałymi oœrodkami treningowymi rodem z Disneylandu, stwarzajš wprost idealne warunki do rozwoju, ale nadal traktujš zawodników jak towar, możliwoœć zarobku. Obiecujš wspaniałe kariery, œcišgajš setki chłopaków, choć niewielu z nich dostanie szansę gry, i dajš im złudzenie uczestnictwa w czymœ wielkim. Gdy potrzebne jest ich wsparcie, zamykajš im drzwi przed nosem, jak Manchester United Doherty'emu. A przecież nawet najbardziej utalentowany 15-latek nie może być pewien, że wdrapie się na szczyt. Josep Colomer, jeden z trenerów Messiego, mówi, że widział wielu chłopców równie utalentowanych co Argentyńczyk. Oprócz talentu potrzeba bowiem odpowiednich ludzi w najbliższym otoczeniu, umiejętnoœci radzenia sobie z presjš, mentalnoœci zwycięzcy, cierpliwoœci, pracowitoœci, poœwięceń (zwykle rezygnacji z pozapiłkarskiego życia towarzyskiego i wykształcenia) i mnóstwa szczęœcia. Nawet to niczego jednak nie gwarantuje.

Dziesięcioletni Nathaniel Clyne usłyszał w Arsenalu, że jest za mały. Dziœ gra w Liverpoolu i reprezentacji Anglii. Freddy Adu miał zostać nowym Pele, w wieku 14 lat grał z dorosłymi, strzelał bramki w amerykańskiej Major Soccer League i podpisywał rekordowe kontrakty z Nike. W pewnym momencie chciał go nawet œcišgnšć Alex Ferguson. 31 sierpnia Adu, już 28-letni, przyjechał na testy do beniaminka polskiej Ekstraklasy, Sandecji Nowy Sšcz, tylko po to, żeby ostatecznie nie dostać nawet szansy zaprezentowania umiejętnoœci. Maciej Korzym gra dziœ właœnie w Sandecji, której jest wychowankiem. Nikt nie wróżył mu takiej kariery, jakš przepowiadano Adu, ale jako szesnastolatek przebijał się do pierwszego składu Legii Warszawa, zaliczył testy w Chelsea Londyn i grał w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Wielkiej kariery nie zrobił, jednak na tle większoœci rówieœników osišgnšł sukces: żyje z piłki, nie został przemielony i wypluty przez system.

Calvin podaje liczne przykłady patologii: od zwolnienia 16-letniego bramkarza, który od pištego roku życia zwišzany był z klubem, za poœrednictwem strony internetowej (dodatkowo z błędem w nazwisku), przez ojca wydzierajšcego się na szeœciolatka po słabym treningu w Manchesterze United, po szemranych agentów, którzy obiecujš 12-latkom i ich rodzinom miliony funtów i znikajš, gdy tylko coœ się nie układa, skautów Manchesteru City, chcšcych œcišgnšć do klubu trzylatka (!), którego matka wrzuciła filmik na Facebooka, i wreszcie łapówki za przyjęcie do klubu. I na koniec ujawniony w paŸdzierniku 2016 r. skandal pedofilski z udziałem trenerów pracujšcych w latach 70., 80. i 90., w ramach którego do 30 czerwca 2017 r. zidentyfikowano 276 podejrzanych, 741 ofiar i 1886 przypadków molestowania. Odrzuceni przez kluby piłkarze nie majš pomysłu na życie ani alternatywy, wpadajš w depresję, czasem kończš jako członkowie gangów. „Nie jestem w stanie oglšdać dziœ piłki – mówi jeden z ojców w ksišżce Calvina – bo za każdym razem, gdy widzę młodego zawodnika, zastanawiam się, ile było ofiar".

Sytuację młodych zawodników bodaj najlepiej podsumowuje Chris Ramsey, który w 1999 r. zdobył z reprezentacjš Anglii do lat 20 młodzieżowe mistrzostwo œwiata i trenował takie gwiazdy jak Steven Gerrard, Ashley Cole czy Jonathan Woodgate: „Pomyœlcie o dzieciaku, który trafia do klubu w wieku siedmiu lat i zostaje zwolniony jako 18-latek. Przez wszystkie te lata trenuje cztery razy w tygodniu i gra mecze, które – jak mu powtarzajš – majš znaczenie. Spędza cały ten czas na dojazdach, pewnie z nazbyt gorliwym ojcem nad głowš. Towarzyszy mu rodzeństwo, a on żyje sezonami, choć nie jest jeszcze piłkarzem. (...) Uwielbiam obserwować chłopców przebijajšcych się do pierwszej drużyny. Kocham to. Nienawidzę tylko tego, co temu towarzyszy. Nie cierpię wszystkich tych oszustów. Interesuje mnie chwila, gdy stoję przy linii, krzyczšc na chłopaków i wspierajšc ich. Bywam dla nich bezwzględny. Bywam ich przyjacielem. Uwielbiam ich, kieruję nimi, jestem dla nich psychologiem. Ale po prostu nie mogę znieœć pieniędzy, kłamstw, całej tej okropnej strony gry". Legendarny dyrektor akademii Middlesbrough F.C. Dave Parnaby, który postanowił w wieku 62 lat zakończyć pracę przy szkoleniu juniorów, lapidarnie podsumowuje: „To wspaniały sport, tylko branża do kitu".

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL