Są więc wybrańcy losu i cała reszta, która ledwie zipie. Są bogowie sceny i rynku oraz milion żebraków, którym dzisiejsze czasy niewiele mają do zaoferowania. Zwłaszcza w Polsce, u nas, nad Wisłą. Najwięksi i najcwańsi żyją z tantiem, które heroicznie (i z niezłą marżą) zbierają dla nich ZAiKS i inne organizacje zbiorowego zarządzania prawami. Młodsi, wychowani w świecie internetu, zaczynają sobie nieźle radzić w sieci, w której też można zebrać nieco grosza. Ale to ciągle margines, węższy nawet od wspomnianego środowiska wyjadaczy z ZAiKS-u.