Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Andrzej Szahaj: Praca jest chora, pracownicy sš towarem

Forum, Krzysztof Żuczkowski
Zaczynamy o sobie myœleć jako o towarze, zatracajšc własnš tożsamoœć. Staramy się zarzšdzać sobš, tak jak zarzšdza się przedsiębiorstwem. Zapominamy, że człowiek jest czymœ znacznie więcej niż tylko pracownikiem i konsumentem – mówi Andrzej Szahaj, filozof z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Plus Minus:  Pracujemy, by żyć, czy żyjemy, by pracować?

Andrzej Szahaj: W zależnoœci od kontekstu kultury i momentu historycznego podejœcie ludzi do pracy bywało różne. Ograniczajšc się wyłšcznie do kultury zachodniej, widzimy, jak mocno to podejœcie zmieniało się przez wieki. Dziœ traktujemy pracę zupełnie inaczej, niż traktowali jš starożytni Ateńczycy czy choćby nasi przodkowie sprzed kilku stuleci. Jednak mniej więcej od momentu ukształtowania się kapitalizmu praca zaczęła w zachodnim œwiecie zajmować powoli pozycję, którš ma do dzisiaj.

Ta zmiana wišzała się z rewolucjš przemysłowš?

Z całym szeregiem czynników, które stworzyły rzeczywistoœć, w której żyjemy. Przede wszystkim na arenę dziejów wkroczyła burżuazja z jej kultem pracy. Nastšpiły również przemiany natury œwiatopoglšdowej. Rozpowszechniły się idee, które wsparły narodziny kapitalizmu. Z jednej strony były to idee religijne, powstajšce głównie w obrębie protestantyzmu, o czym w ksišżce „Etyka protestancka i duch kapitalizmu" pisał socjolog Max Weber. Z drugiej rozkwitła filozofia oœwieceniowa, jak choćby liberalizm czy œwiecka moralnoœć mieszczańska, stawiajšce pracę w centrum życia człowieka.

Te nowe idee łšczyły dwie kwestie: wyraŸna pochwała pracy i jeszcze mocniejsze potępienie nieróbstwa, lenistwa. Dzięki temu zaczšł się kształtować kult pracy. Był on, oczywiœcie, bardzo na rękę rodzšcemu się kapitalizmowi, który bez wytężonej, intensywnej pracy nieomal całej populacji nie mógłby się rozwijać. Ważny był także wymiar dyscyplinujšcy pracy. Słowem, nowe doktryny dostarczały wytężonej pracy ideowej motywacji, z kolei nowy system ekonomiczno-społeczny jedynie ten kult pracy wykorzystywał i wzmacniał. Wszystkie te czynniki spowodowały, że mniej więcej od połowy XIX w. możemy mówić o nowoczesnym podejœciu do pracy: stała się ona niezwykle ważnym, wręcz fundamentalnym, elementem ludzkiego życia. I to zarówno w wymiarze indywidualnym, jednostkowym, jak i w wymiarze społecznym. Zaœ wspomniana rewolucja przemysłowa doprowadziła do sytuacji, w której o życiu zaczęto myœleć jak o jednej wielkiej fabryce, a o społeczeństwie jako zbiorze pracowników.

Co konkretnie to wszystko oznacza?

Praca stała się najważniejszym czynnikiem, który kształtuje człowieka. Raz, że zabiera nam najwięcej czasu, dwa – co jeszcze ważniejsze – w największej mierze wypełnia nasz horyzont wartoœci i poczucia sensu życia. Proces opanowywania naszego życia przez pracę z biegiem lat narastał, a swoje apogeum przeżywa w ostatnich kilkudziesięciu latach. Cywilizacja Zachodu ma prawdziwš obsesję na punkcie pracy.

Właœciwie praca stopniowo spychała na margines wszystkie inne aktywnoœci ludzkie, sposoby myœlenia o œwiecie i o sobie samym. Stała się centrum naszego życia i fundamentem funkcjonowania systemu, który swš fiksacjš na punkcie jej efektywnoœci doprowadził do tego, że dla wielu ludzi nic poza pracš się nie liczy i nie może się liczyć. Muszš pracować coraz więcej i coraz intensywniej.

Nie tylko kapitalizm postawił w swym centrum pracę. Czy komunizm nie był jeszcze bardziej obsesyjny, jeżeli chodzi o lud pracujšcy, awans społeczny przez pracę, normy i plany produkcyjne?

Oczywiœcie. Fiksacja na punkcie pracy jest cechš nie tylko jednego konkretnego systemu, ale w ogóle nowoczesnoœci, czyli epoki ukształtowanej w XIX w. Nowa pozycja pracy była zatem efektem czynników poprzedzajšcych konkretne ustroje. Problem w tym, że w pewnym momencie, już w XX w., wymagano od nas coraz bardziej intensywnej pracy, a zapomnieliœmy o motywacjach, o tym, dlaczego i po co w ogóle pracujemy. Odcięliœmy się od głębszej refleksji o charakterze filozoficznym, œwiatopoglšdowym, religijnym, która odpowiedziałaby na pytanie, czemu ma służyć praca. Pracujemy coraz więcej, lecz coraz mniej wiemy po co.

Czyli jednak żyjemy, by pracować...

Tak, ale to stosunkowo nowe zjawisko, obejmujšce głównie œwiat zachodni, i to też nie w całoœci. W wielu kulturach ludzie wcišż pracujš tylko tyle, ile muszš, żeby się utrzymać przy życiu, a resztę czasu poœwięcajš na... życie. W aspekcie indywidualnym praca stała się podstawš szacunku do samego siebie, godnoœci ludzkiej, wszelkich procesów samorealizacji, co więcej – to ona często wyznacza sens naszego życia. Zaœ w wymiarze społecznym praca jest bardzo ważnym elementem tworzšcym więzi społeczne. To dzięki niej konstytuujš się różne grupy i wspólnoty, rodzi się solidarnoœć międzyludzka, kształtujš całe społecznoœci. Z tym że trzeba pamiętać, iż ten aspekt społeczny pracy był obecny w naszej kulturze już znacznie wczeœniej, na długo przed narodzinami nowoczesnoœci. Już w œredniowieczu poprzez pracę kształtowały się rozmaite wspólnoty, ale niewštpliwie te procesy od XIX w. zdecydowanie się nasiliły. Stšd pojawiły się tak silne tożsamoœci klasowe, zawodowe, zakładowe itd.

Skupmy się na tożsamoœci poszczególnych osób. Na czym polega to, co socjolodzy nazywajš aksjologicznym wymiarem pracy? Czy to znaczy, że w zależnoœci od tego, jakš pracę wykonujemy, inaczej cenimy wolnoœć, bezpieczeństwo, inaczej patrzymy na kwestie moralne? Czy rzeczywiœcie to praca wyznacza nasze wartoœci?

Nie jest tak, że praca w całoœci determinuje nasz sposób myœlenia o œwiecie. Natomiast niewštpliwie stała się niesłychanie istotnym elementem kształtowania tożsamoœci, postrzegania siebie. Jej moralny wymiar polega m.in. na tym, że dobrze wykonana robota daje nam szacunek do samego siebie, co jest niezwykle ważnš kwestiš. Tylko że ten moralny wymiar pracy ulega od lat wyraŸnemu osłabieniu. Pracujemy dziœ prawie wyłšcznie dla zapłaty – to jedyny cel naszych wysiłków.

W tym sensie mówi się o skrajnym utowarowieniu pracy. Wyzbyta wszystkich istotnych wymiarów moralnych, stała się ona jedynie kolejnym towarem na rynku. Ten proces można nazwać moralnš degradacjš pracy. Zniknęła gdzieœ opowieœć o jej godnoœci. Osłabła też nasza motywacja do porzšdnego wykonywania swojej roboty, bo wymiar materialny okazał się niewystarczajšcy, by skutecznie motywować do większego zaangażowania. Dokonuje się alienacja pracy – zaczynamy czuć, że praca, którš wykonujemy, jest dla nas czymœ obcym – przestajemy jš akceptować. Tym bardziej że często wišże się z upokorzeniem, marnymi zarobkami i stresem.

Jeden z popularnych internetowych memów mówił, iż to nie jest tak, że nie lubimy poniedziałków, po prostu nie lubimy swojej pracy.

Alienacja pracy na płaszczyŸnie psychologicznej objawia się właœnie niechęciš, czasem wręcz nienawiœciš do niej. Wydaje się, że to zjawisko się pogłębia, jest coraz bardziej powszechne, choć nie mamy historycznych danych na ten temat. Wiemy jednak, że współczeœnie nawet dwie trzecie Polaków nie znosi swojej pracy, zatem sš wyalienowani wobec tego, co robiš. To nie może dziwić, skoro poza materialnymi motywacjami i bodŸcami praca nie daje im dosłownie niczego, a czasami wręcz coœ im odbiera: godnoœć, poczucie sprawiedliwoœci i szacunek dla samego siebie. Stajšc twarzš w twarz z rzeczywistoœciš, która jest w pełni utowarowiona, sami stajemy się towarem, który się eksploatuje do momentu zużycia, a potem się go pozbywa.

Co więcej, sami zaczynamy o sobie myœleć jako o towarze na rynku pracy, zatracajšc własnš tożsamoœć. Staramy się zarzšdzać sobš, tak jak zarzšdza się przedsiębiorstwem. Zapominamy, że człowiek jest czymœ znacznie więcej niż tylko pracownikiem i konsumentem. A przy okazji system domaga się od nas, byœmy pracowali całym sobš. To już nie czasy, gdy człowiek sprzedawał na rynku pracy jedynie częœć siebie. Nowy typ kapitalizmu wymaga od pracownika, by był w całoœci dyspozycyjny: w pełni poœwięcał pracy swoje myœli, emocje i czas. Zaciera się więc granica między pracš a niepracš, bo system postrzega ludzi wyłšcznie jako pracowników, a nie jako wielowymiarowe osoby ludzkie.

Żeby lepiej to zrozumieć: twierdzi pan, że kiedyœ oddawaliœmy jedynie częœć siebie pracy, która nas kształtowała, a dziœ mamy oddawać jej całego siebie, mimo że nie daje nam nic poza pieniędzmi i nie bardzo jš lubimy?

Z pewnoœciš sš różne zawody, różne firmy i korporacje, więc nie wszyscy ludzie wykonujš pracę, która poza wymiarem materialnym nic im nie daje. Jednak patrzšc całoœciowo, negatywne procesy, o których rozmawiamy, od lat się pogłębiajš. Do tego praca, w której czujemy się coraz bardziej wyalienowani, staje się zarazem coraz bardziej wyczerpujšca. Wymagania stawiane pracownikom sš często tak daleko posunięte, że wręcz niemożliwe do spełnienia. Wymaga się od człowieka, by pracował całym sobš właœciwie 24 godziny na dobę, bo często praca o charakterze intelektualnym, typowa dla dzisiejszego systemu, zwanego często kapitalizmem kognitywnym (w którym praca niematerialna przeważa nad materialnš – red.), to zajęcie, które angażuje emocje, całš psychikę, ale także wywiera na nas presję psychicznš przez całš dobę. Dlatego też w skali œwiata mamy do czynienia z epidemiš wypalenia zawodowego, depresji i uzależnienia od œrodków psychotropowych. To presja, której wielu z nas nie jest w stanie wytrzymać. Warto też pamiętać o wcišż obecnym znoju pracy fizycznej, często pogardzanej i słabo płatnej.

Model pracy staje się jednak coraz bardziej elastyczny. Niektórzy twierdzš, że w przyszłoœci rano będziemy rozwozić ludzi Uberem, w dzień kręcić pizzę w knajpie, a wieczorem odbierać telefony w call center.

Pytanie, ile elastycznoœci jest w stanie znieœć człowiek. To nieprawda, że możemy być w pełni elastyczni przez całe swoje życie. Być może sš w nim pewne okresy, gdy jesteœmy gotowi na dużš zmiennoœć, niepewnoœć, brak stabilnoœci. Natomiast w dalszej perspektywie dla naszej psychiki to jest po prostu niszczšce. Człowiek potrzebuje bezpieczeństwa. Kult elastycznoœci, który jest charakterystyczny dla kapitalizmu kognitywnego, został już posunięty do granic ludzkiej wytrzymałoœci, a w pewnym sensie – do granic absurdu. To wszystko poszło za daleko. Obawiam się, że koszty psychologiczne i społeczne tego typu podejœcia do pracy będš stopniowo wzrastać, choć już dziœ sš bardzo wysokie. Na dłuższš metę nikomu to się nie opłaci.

Dlatego można postawić tezę, że współczesna praca jest chora, a nawet więcej: ta zdegenerowana wręcz praca sama jest chorobš, która zaczyna nas trapić. Potrzeba dziœ naprawdę wytężonego wysiłku intelektualistów, a także namysłu ze strony polityków i œwiata biznesu, by jakoœ wspólnie położyć tamę procesom degeneracji pracy oraz zastanowić się co dalej.

W pewnym sensie możemy się pocieszać robotyzacjš, automatyzacjš i autonomizacjš narzędzi pracy, czyli możliwoœciš oddania samodzielnym robotom i komputerom dużej częœci ciężkiej i mozolnej pracy wykonywanej dotychczas przez ludzi.

To dosyć złożony problem i w naukach społecznych rozpatrywanych jest kilka scenariuszy dalszego rozwoju œwiata pracy. Oczywiœcie, pojawiajš się proroctwa, że czeka nas œwiat bez pracy: wszystko będš potrafiły robić za nas roboty. Wielu ekspertów przypomina, że takie obawy nie sš niczym nowym. Co najmniej od 150 lat nieustannie obawiamy się, że postęp techniczny i technologiczny pozbawi nas pracy, ale do tej pory konsekwencje w zasadzie każdego nowego wynalazku zawsze były takie same: pewne zawody znikały, ale rodziły się nowe. Trzeba też pamiętać, że postęp technologiczny ostatnich kilkudziesięciu lat spowodował raczej przyrost czasu i iloœci pracy niż ich redukcję. To pewien paradoks.

Czyli pracy jako takiej konsekwentnie mamy coraz więcej.

Jednak inni uczeni twierdzš, że tym razem mamy do czynienia z pewnš jakoœciowš zmianš postępu technologicznego, który w końcu naprawdę doprowadzi do tego, że spora częœć populacji zostanie pozbawiona możliwoœci pracy. Pojawia się problem, jak powinniœmy się do tego przygotować, bo to będzie zupełnie nowe wyzwanie dziejowe. Ta zmiana, jeœli rzeczywiœcie nastšpi, najmocniej dotknie najbardziej rozwiniętych krajów œwiata, czyli głównie Zachodu. Trudno nam dziœ sobie wyobrazić jej psychologiczne, społeczne i polityczne skutki.

I tutaj znowu mamy kilka scenariuszy. Karol Marks twierdził, że praca jest z definicji przekleństwem, więc w œwiecie, który osišgnie taki poziom rozwoju, że ludzie nie będš musieli pracować, będš oni mogli wreszcie rozwinšć to, co majš w sobie najlepszego. Nie będš się nudzić czy leniuchować, tylko raczej duchowo rozwijać, pracujšc dla siebie samych: rozwijajšc swoje talenty, umiejętnoœci itd.

Oœwieceniowe mrzonki...

Właœnie, dla wielu od poczštku było jasne, że to utopia. Inne scenariusze sš bardziej pesymistyczne. Wiele z nich zakłada, że jeżeli pozbawimy ludzi możliwoœci pracy, to społeczeństwo czeka degrengolada; wkroczymy w epokę, w której dominujšce będzie poczucie braku sensu, pustki, nuda, a to wszystko będzie sprzyjać narastaniu agresji. Niektórzy twierdzš, że w œwiecie bez pracy czas wypełniš nam trywialne rozrywki, jakaœ ucieczka od rzeczywistoœci, np. w œwiat wirtualny. Możliwe, że ludzie w ogóle nie będš chcieli opuszczać wirtualnej rzeczywistoœci, bo nie będš mieli po co. To może się okazać niezwykle kłopotliwe, szczególnie że częœć populacji zapewne nadal będzie pracować – ktoœ będzie prawdopodobnie zawiadywał tymi wszystkimi zautomatyzowanymi procesami. Ci ludzie na pewno będš mieli innš pozycję społecznš, zrodzi się więc nowy podział klasowy...

...na szczęœliwców z pracš i niższš kastę bez niej.

Tak, na pracujšcš elitę i masy, którym jakoœ trzeba wypełnić wolny czas, ponieważ raczej nie będš to ludzie rodem z marksistowskiej utopii, którzy chcieliby w wolnym czasie uprawiać sztukę czy prowadzić naukowe debaty. Elity będš musiały zorganizować im życie, więc pojawi się nowa funkcja dla państwa. Być może będzie jak w starożytnym Rzymie, gdzie też dostarczano ludowi rozrywek, bojšc się jego buntu. Trudno sobie wyobrazić, na czym tym razem mogłoby to polegać i do czego doprowadziłoby ludzkoœć. Ale œmiem twierdzić, że raczej nie będš to warunki sprzyjajšce rozkwitowi tego, co w ludziach najlepsze. Zamiast więc marzyć o zmierzchu pracy, może lepiej zastanówmy się, jak uzdrowić pracę, jak się niš dzielić i jak ponownie uczynić jš czymœ, co ma głęboki, pozamaterialny sens.

Prof. Andrzej Szahaj jest filozofem, historykiem myœli społecznej i kulturoznawcš, pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W latach 2008–2016 był dziekanem Wydziału Humanistycznego UMK. Jest członkiem Komitetu Nauk Filozoficznych i Komitetu Nauk o Kulturze Polskiej Akademii Nauk

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL