Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wayne Rooney. Biały Pele z przedmieść Liverpoolu

PAP
Wayne Rooney długo był jednš z głównych postaci angielskiego futbolu, legendš Manchesteru United. Teraz wraca do Evertonu, klubu z Liverpoolu, w którym się wychował. Nie towarzyszš temu jednak wielkie emocje, bo to idol starego typu, tylko piłkarz, a nie ikona popkultury jak David Beckham.

Nawet nie wszyscy kibice Evertonu witajš go z otwartymi ramionami. Gdy w 2004 roku przechodził do United, nazywali go zdrajcš, gdyż wišzali z nim wielkie nadzieje. Mieli powody: po jednym z goli pokazał T-shirt z napisem: „Once a Blue, always a Blue" (czyli „raz Niebieski – na zawsze Niebieski"). Chociaż przez lata był wygwizdywany, ilekroć pojawiał się w czerwonej koszulce United w swoim mieœcie, to z czasem stosunki zaczęły się normalizować. W lutym 2012 roku pojawił się jako widz na meczu Evertonu z Blackpool w Pucharze Anglii. Trzy lata póŸniej zagrał ponownie w barwach klubu, któremu zawsze kibicował – był to mecz pożegnalny napastnika Duncana Fergusona, a kibice zgotowali mu owację na stojšco, bo czas leczy rany. Rok póŸniej zaprosił Everton na mecz charytatywny zorganizowany na Old Trafford.

Nie brakuje opinii, że Rooney nigdy nie wykorzystał swojego potencjału – odważne twierdzenie, jeœli spojrzy się na jego statystyki: pięć razy był mistrzem Anglii, raz zdobył Puchar Anglii, trzy razy Puchar Ligi, cztery razy Tarczę Wspólnoty. W 2008 triumfował w Lidze Mistrzów i w Klubowych Mistrzostwach Œwiata. W poprzednim sezonie dorzucił zwycięstwo w Lidze Europy. Cztery razy uznawano go za najlepszego zawodnika w Anglii, a jego gol zdobyty przewrotkš w meczu z Manchesterem City został uznany za bramkę sezonu 2011/2012. O tym uderzeniu legendarny menedżer Manchesteru United sir Alex Ferguson powiedział: – To było szokujšce. Niewiarygodne. Na tym stadionie padło mnóstwo pięknych i fantastycznych bramek. Ale czegoœ takiego nigdy wczeœniej nie widziałem.

Dzięki, Wayne, wracaj do siebie

Poczucie kibiców i wielu ekspertów, że mógł zajœć dalej, być może spowodowane jest niesamowitym zamieszaniem, jakie towarzyszyło jego pierwszym krokom w dorosłym futbolu. W trakcie Euro 2004 Steven Gerrard powiedział, że w takiej formie Rooney jest najlepszym zawodnikiem Europy. Ówczesny selekcjoner Anglików Sven Goeran Eriksson po tym, jak nastolatek doznał kontuzji i nie zagrał w przegranym ćwierćfinale z Portugališ, porównywał jego wpływ na drużynę z występem nastoletniego Pelego w finałach mistrzostw œwiata w 1958 roku. I podczas gdy większoœć kibiców, œpiewajšc póŸniej o „Białym Pelem" traktowała to z przymrużeniem oka, to tabloidowa prasa angielska złakniona wielkiego piłkarza nakręcała spiralę oczekiwań, których dzieciak z Liverpoolu spełnić nie mógł.

Po tym jak transfer do Evertonu został ogłoszony, na łamach „New York Timesa" ukazał się artykuł angielskiego dziennikarza Rory'ego Smitha, w którym autor zastanawia się, dlaczego Rooney nie jest uznawany za jednš z największych postaci angielskiej piłki, dlaczego jego odejœciu z Old Trafford towarzyszy westchnienie ulgi. Smith porównuje karierę Rooneya urodzonego w robotniczej rodzinie z Liverpoolu z innym piłkarzem celebrytš, który pochodzi z takiego samego œrodowiska – Davidem Beckhamem. Gwiazdor Realu Madryt zatrudnił sztab ludzi dbajšcych o jego wizerunek, a Rooney nigdy o takie rzeczy się nie troszczył, jego największš ekstrawagancjš był przeszczep mocno przerzedzajšcych się włosów. Beckham poza grš w piłkę (zawsze pracował ciężko, co podkreœlali wszyscy trenerzy) skupił się na byciu celebrytš, a dla Rooneya tabloidy i paparazzi byli ciężarem.

Żaden z nich nie poprowadził reprezentacji do sukcesów, ale Beckham żegnał się z futbolem jako legenda, a Rooney jest wyganiany niemal kuchennymi drzwiami. Smith pisze: „Beckhamowi nigdy nie zazdroszczono sławy i bogactwa. Utarło się, że jemu to się należy. Dokładnie w taki sam sposób, jak się utarło, iż Rooney na nie nie zasługuje".

Do Manchesteru United Wayne trafił jako 18-latek, kosztował w ówczesnych czasach fortunę (ponad 30 milionów euro). Zdobył wszystkie trofea w barwach Czerwonych Diabłów, był kapitanem United i to on będzie punktem odniesienia dla kolejnych piłkarzy zdobywajšcych serca kibiców z Old Trafford. Jest najlepszym strzelcem w historii Manchesteru United – w poprzednim sezonie wyprzedził legendarnego Bobby'ego Charltona, którego nazwiska żaden kibic United nie wymówi bez szacunku i przedrostka „sir". Na liœcie najlepszych strzelców Rooney wyprzedza także innego kawalera Orderu Imperium Brytyjskiego – Denisa Lawa, którego pomnik stoi przed jednym z wejœć na stadion Old Trafford. Rooney strzelił aż o 74 bramki więcej dla Manchesteru United niż George Best, a przecież większoœć fanów Czerwonych Diabłów uważa Irlandczyka z Belfastu za jednego z najwspanialszych zawodników wszech czasów, jego imię nosi lotnisko w stolicy Irlandii Północnej. I po tym wszystkim nie sposób pozbyć się wrażenia, że 13 lat Rooneya w United kibice, a także większoœć mediów, skwitowały krótkim: „Dzięki, Wayne, wracaj teraz, skšd przybyłeœ".

Tak samo chłodno wyglšda jego rozcišgnięte w czasie pożegnanie z drużynš narodowš, choć Rooney wyprzedził sir Charltona nie tylko na liœcie najlepszych strzelców klubu, ale także reprezentacji Anglii. Ma już 53 bramki, czyli o cztery więcej niż mistrz œwiata z 1966 roku, i o pięć więcej niż Gary Lineker. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, jakim prestiżem jest – czy też raczej powinno być – miano najlepszego strzelca w historii najstarszej reprezentacji œwiata, drużynie narodowej kraju, który wymyœlił futbol. Żaden inny piłkarz z pola nie ma też więcej meczów rozegranych w koszulce z trzema lwami na piersi od Rooneya. 125 spotkań ma bramkarz Peter Shilton, ale wcišż jest szansa, że podczas przyszłorocznych mistrzostwach œwiata w Rosji także ten rekord stanie się własnoœciš wychowanka Evertonu. Do Shiltona brakuje Rooneyowi szeœciu meczów. Do końca tego roku kalendarzowego Anglicy majš zaplanowanych pięć spotkań – cztery w ramach eliminacji i jeden mecz towarzyski. Może więc pobić rekord, pod jednym warunkiem: że będzie dla niego miejsce w narodowej jedenastce.

Po zeszłorocznych mistrzostwach Europy, gdzie Anglicy odpadli w 1/8 finału z Islandiš, mówił, że pożegna się z międzynarodowš scenš po mundialu w Rosji. Nowy selekcjoner Gareth Southgate nie powołał go jednak na marcowe spotkania eliminacyjne. Wówczas napastnik zmagał się z drobnymi problemami zdrowotnymi, więc przeszło to bez większego echa. Rooneya zabrakło jednak także na liœcie powołanych na mecze w maju. Angielskie media zaczęły nawet pisać, że to koniec kapitana w reprezentacji i jasny sygnał wysłany przez Southgate'a, że Rooney do Rosji w przyszłym roku nie pojedzie. Southgate, który nie powiadomił swojego kapitana, że nie znajdzie się w kadrze, na konferencji prasowej pytany przez dziennikarzy odparł w końcu z rozbrajajšcš szczeroœciš: – Nie potrafię tego inaczej ubrać w słowa, niż po prostu powiedzieć, że byli lepsi piłkarze na tej pozycji od Wayne'a.

Ale natychmiast też zastrzegł, że Rooney wcišż może wrócić do kadry. – Najlepiej to pokazuje przykład Jermaine'a Defoe'a, który przecież ma już 34 lata, a był w takiej formie, że dostał powołanie i okazał się dla naszego zespołu fantastyczny – mówił Southgate.

– Gareth miał rację, nie powołujšc mnie do reprezentacji – przyznał Rooney już po przeprowadzce do Evertonu. – W tamtym okresie grałem przede wszystkim zbyt mało w United, a gdy już wychodziłem na boisko, nie były to występy na poziomie uprawniajšcym do gry w reprezentacji. Za dawne zasługi nie dostaje się zaproszeń do kadry. Rozmawialiœmy i powiedział mi, że jeœli zacznę co tydzień występować w lidze i będę w odpowiedniej formie, wcišż mogę liczyć na powołania. Powrót do reprezentacji też miał znaczenie przy wyborze klubu. Gdybym poszedł do Chin, prawdopodobnie zakończyłbym reprezentacyjnš karierę – mówił Rooney, który wybierajšc klub z Liverpoolu, zgodził się też na znacznš obniżkę zarobków. Według „Guardiana" będzie dostawał teraz połowę tygodniówki, jakš miał w Manchesterze Unite, 150 tys. funtów tygodniowo. – Celem jest zaczšć znów regularnie grać w Premier League. Jeœli to mi wyjdzie, i to w dobrym stylu, Gareth mnie powoła. Albo nie...

Ważnym elementem krajobrazu angielskiej piłki Rooney był od zawsze. Głównie dlatego, że jego talent eksplodował w bardzo młodym wieku. Gdy ten pucułowaty dzieciak strzelał swojego pierwszego gola dla Evertonu – przy okazji kończšc passę 30 meczów bez porażki Arsenalu – miał 16 lat i 364 dni. Został najmłodszym zdobywcš bramki w historii Premier League (dwa miesišce póŸniej James Milner zdobył gola w meczu Leeds – Sunderland, będšc młodszy od Rooneya o cztery dni). Menedżer Arsenalu Arsene Wenger powiedział wówczas, że Rooney jest najlepszym zawodnikiem poniżej 20. roku życia, jakiego widział, od kiedy jest w Anglii. A przecież kto jak kto, ale Wenger na zdolnych dzieciakach się zna. Ale młodziutki Rooney czerwienišcy się ze wstydu przed kamerami i odpowiadajšcy na pytania dziennikarzy piskliwym głosikiem w trakcie mutacji jest już dziœ tylko odległym wspomnieniem, od tamtych chwil minęło 15 lat.

Cudowne dziecko

Po Euro 2016, w paŸdziernikowym meczu z Maltš, został przez własnych kibiców zgromadzonych na Wembley niemiłosiernie wygwizdany. Były gwiazdor reprezentacji Anglii Alan Shearer napisał w cotygodniowym felietonie w „The Sun", że już czas, by Rooney skoncentrował się wyłšcznie na klubie i nie grał w kadrze. Głos postanowił zabrać w tej kwestii także Niemiec Lothar Matthaeus i on również apelował do Anglika, by zrezygnował z gry w reprezentacji, zanim zostanie odstawiony. Po tym jak Rooney ogłosił, że karierę w kadrze zakończy po mistrzostwach œwiata w Rosji, 69 proc. kibiców w ankiecie zorganizowanej przez dziennik „Metro" powiedziało, że powinien nie ocišgać się z decyzjš i zrobić to natychmiast.

Jakby wszyscy zapomnieli, że Rooney ma dopiero 31 lat. Zlatan Ibrahimović, który był jednym z głównych powodów tego, że trener Jose Mourinho posadził kapitana reprezentacji i United na ławce, jest od niego o cztery lata starszy. Zaledwie trzy lata młodszy od najlepszego strzelca w historii reprezentacji Anglii jest Robert Lewandowski. A przecież wielu ekspertów uważa, że Lewandowski wcišż się rozwija i najlepsze przed nim. Większoœć z nas wierzy, że wkrótce będzie bohaterem wielkiego transferu (Real Madryt?).

Rooney debiutował w Premier League i bił rekordy ligi oraz reprezentacji Anglii, majšc 16–17 lat (w tym wieku Lewandowski grał w IV-ligowej Delcie Warszawa). Manchester United zapłacił za niego ponad 30 milionów euro, czynišc najdroższym nastolatkiem œwiata. Alex Ferguson twierdził, że podpisał umowę z największym talentem, jaki objawił się w Anglii od 30 lat, a młody piłkarz zadebiutował na Old Trafford w meczu Ligi Mistrzów z Fenerbahce, zdobywajšc hat-tricka, i do dziœ jest najmłodszym zawodnikiem, który zdobył trzy gole w meczu LM. 18-letni Lewandowski œwiętował awans na zaplecze ekstraklasy ze Zniczem Pruszków, Rooney był w jego wieku odkryciem Euro 2004, podczas którego zdobył cztery gole. Inna sprawa, że nigdy już podobnego występu na wielkiej imprezie nie powtórzył i głównie o to mieli do niego pretensje kibice – brał udział w trzech finałach mistrzostw œwiata i strzelił zaledwie jednego gola.

To, co było największym atutem Rooneya, gdy był nastolatkiem, stało się jego największš zmorš w ostatnich latach. Stracił niesamowitš dynamikę, przyspieszenie, na którym bazował. Wcišż jest krępy i silny, trudny do wywrócenia, ale to już nie ten sam korpulentny dynamit o niszczšcym uderzeniu. Pochodzšcy z robotniczej dzielnicy Liverpoolu chłopak nigdy nie potrafił narzucić sobie srogiego reżimu treningowego największych gwiazd futbolu i dlatego od kilku lat zsuwał się po równi pochyłej. Nie prowadził się dobrze, wszystkie zdjęcia z wakacji, jakie przeciekały do internetu, pokazywały go z nadwagš i stawały się obiektem kpin. Co i rusz wikłany był w skandale towarzyskie (najsłynniejszy, gdy zdradzał żonę, która była w pištym miesišcu cišży), przegrywał duże sumy w kasynach, pił.

Niezbyt przystojny Rooney w dużej mierze pozostał wierny swoim korzeniom - robotniczym przedmieœciom Liverpoolu. Wcišż jego ulubionš rozrywkš było uprawianie boksu, który trenował jako dzieciak i nastolatek. Z pewnoœciš znalazłby sobie klub w Stanach Zjednoczonych (jak Beckham), kusili go także Chińczycy, ale „Once a Blue, always a Blue".

Jeœli Rooney powrót do Evertonu potraktuje tylko jako powrót do korzeni, a nie zgodnie z zapowiedziami jako drogę prowadzšcš do reprezentacji i pobicia rekordu Shiltona, ta bajka może nie mieć szczęœliwego zakończenia.

Ale nawet jeœli happy endu nie będzie, rudy Wayne zasłużył chyba na więcej ciepła, niż okazujš mu rodacy.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL