Irena Lasota: Przyjaciele naszych przyjaciół. Donald Trump i Rosjanie

aktualizacja: 14.07.2017, 23:14
Foto: Fotorzepa/ Darek Golik

Trzeba przyznać, że przemówienie prezydenta Trumpa w Warszawie, wyjęte z kontekstu politycznego, było całkiem dobre. Koherentne, zawierało mniej więcej wszystko, co Polacy chcieli usłyszeć, a sam sposób wygłoszenia był na dużo wyższym poziomie niż jego występy wiecowe.

REDAKCJA POLECA

Oczywiście bardzo pomógł teleprompter. Jaki jest prezydent USA bez telepromptera, można było zobaczyć na krótkiej konferencji prasowej, gdzie nie odpowiadał na pytania, powtarzał to samo zdanie kilkakrotnie i ujawniał swoje obsesje. Ciekawe, że prezydent Andrzej Duda wpadł w trumpowy-egocentryczny nastrój i odpowiadając na pytanie o ograniczanie wolności słowa w Polsce, zaczął od poskarżenia się, że jakaś stacja telewizyjna nie odnotowała jego wizyty w Chorwacji. Obawiam się, że nie tylko w Ameryce, ale i w Polsce mogło się to wydać troszkę dziwaczne. To, że Trump zadeklarował miłość do Polski, nie zmieni negatywnych poglądów mediów amerykańskich na wolność słowa w Rzeczypospolitej, ale konkretniejsza odpowiedź mogła była odnieść jakiś efekt.

Spójrzmy na kontekst polityczny ostatniego tygodnia. Z Polski Trump poleciał do Hamburga, gdzie jak zwykle na spotkaniach G20 nic się nie działo poza ogólną roszadą, kto kogo jak wita i kto koło kogo stoi. W Polsce Trump mówił o naszej-zachodniej-lepszej-od-innych-cywilizacji, której, jak wszyscy doskonale wiedzą, zagrażają muzułmanie. W G20 skupieni są przywódcy najbogatszych krajów świata, wszelkich możliwych wyznań, a nawet ateiści. Hamburg zaś w czasie ich spotkania demolował, podpalał i rabował wielotysięczny tłum białych ludzi, czasem w maskach zamiast hidżabów. Muzułmanów wśród nich nie zauważono, ale też nie znalazłam w prasie żadnych refleksji na ten temat. Dysonans poznawczy, na który coraz bardziej cierpi nasza cywilizacja.

Jedynym ciekawym punktem spotkania G20 była długa, podobno serdeczna i rzeczowa, rozmowa Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Jak to zazwyczaj bywa z amerykańskimi prezydentami, Putin wywarł na Trumpie równie miłe wrażenie jak Stalin na Roosevelcie. Trump powiedział, że Putin, pytany, czy Rosja wtrącała się do wyborów amerykańskich, zaprzeczył – nawet dwukrotnie, i w związku z tym sprawę można uznać za zamkniętą.

Po powrocie do Stanów wybuchła jednak kolejna bomba, i to nie koreańska, ale amerykańsko-rosyjska. Jak wiemy, Trump i jego otoczenie zaprzeczają, że mają czy mieli jakiekolwiek kontakty czy związki z Rosją Putina, chociaż kilkoro najbliższych ludzi prezydenta musiało odejść właśnie z tego powodu. Najnowszą sensacją, gdy piszę te słowa, jest sprawa Donalda Trumpa juniora, która wygląda jak cały sezon serialu „The Americans". Najpierw junior zaprzeczał jakimkolwiek kontaktom z Rosją, ale w miarę jak prasa ujawniała szczegóły, przypomniał sobie, że spotykał się z rosyjską prawniczką w sprawach adopcji. Prawniczka, urodziwa Natalia Weselnicka, która w Hollywood mogłaby grać rolę „wróbelka" KGB, znana jest jako związana z Putinem prawniczka mafii, a „sprawy adopcji" dotyczyły zniesienia sankcji amerykańskich nałożonych na Rosję, w odwecie za które Putin zabronił Amerykanom adoptowania rosyjskich dzieci. Spotkanie, zapowiadane jako kontakt z przedstawicielką władz Rosji, które chciałyby widzieć Trumpa jako prezydenta USA, zorganizował Brytyjczyk, impresario piosenkarza Emina Algarowa, który z kolei jest synem Arasa Algarowa, jednego z większych mafiozów rosyjskich, zwanych zazwyczaj oligarchami. Aras jest przyjacielem Putina i był do niedawna mężem córki Ilhama Alijewa, dyktatora Azerbejdżanu. Ilham też jest wielkim przyjacielem Polski, odwiedzał ją niedawno i ponieważ powiedział kilka dobrych słów o naszym kraju i o prezydencie Lechu Kaczyńskim, ludzie, których o to nie podejrzewałam, zachwycili się nim.

Dziennikarskie śledztwa, nie tylko „New York Timesa", ujawniają teraz całą sieć biznesowych powiązań imperium Trumpa z Rosją, Azerbejdżanem i Kazachstanem. Kilka lat temu Algarow dogadał się z Trumpem w sprawie budowy hotelu w Moskwie. Amerykańskie sankcje to uniemożliwiły. I tak wracamy do pięknej Natalii. A sezon dopiero się zaczyna. W zapowiedziach kolejnych epizodów: jak Ivanka Trump budowała, choć nie zbudowała, hotel, który prał irańskie pieniądze.

PS I wcale nie uważam, że Hillary Clinton byłaby lepszym przyjacielem Polski.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

POLECAMY

KOMENTARZE