Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Reportaż o losach betanek po eksmisji z klasztoru w Kazimierzu

s. Jadwiga Ligocka
EAST NEWS
Zbuntowane zakonnice z Kazimierza Dolnego nadal wierzš, że za ich poœrednictwem nadejdzie Wiosna Koœcioła

10 paŸdziernika 2007 komornik w asyœcie policji dokonał eksmisji zbuntowanych betanek z domu zakonnego w Kazimierzu Dolnym. Przypominamy tekst archiwalny

W pištek, 3 czerwca 2011 r., autobus zabrał z Płonki Koœcielnej cztery ostatnie byłe betanki. W udostępnionym przez miejscowego proboszcza domu pielgrzyma mieszkały od 2008 r. Miejscowi mówiš, że odjechały do Częstochowy.

Po szeœciu latach życie dopisuje puentę do ich historii. W Polsce nie było wczeœniej przypadku, by niemal połowa zgromadzenia zakonnego wypowiedziała posłuszeństwo władzom koœcielnym.

Ich była przełożona Jadwiga Ligocka – która bunt zorganizowała – nie żyje od ponad trzech lat. Ksišdz Roman, który w buncie jš wspierał, od kilku lat jest wikarym w diecezji łomżyńskiej. Przez jakiœ czas uczył religii w szkole. Został jednak zwolniony po interwencji kuratorium oœwiaty. W listopadzie 2010 r. za zakłócenie miru domowego sióstr z Kazimierza Dolnego sšd skazał go na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata i niewielkš grzywnę.

Betanki, które nie przyłšczyły się do buntu, od lat walczš o odzyskanie dobrego imienia i zaufania. Organizujš dni otwarte i kiermasze.

Teatr Kreatury z Gorzowa Wielkopolskiego już w 2007 r. wystawił sztukę o zakonnicach z Kazimierza Dolnego. Dwa miesišce temu w lubelskim Teatrze im. Osterwy miał premierę kolejny spektakl inspirowany ich historiš. Na podstawie sztuki Pawła Huelle „Zamknęły się oczy ziemi" wyreżyserował go Krzysztof Babicki. Huelle nie ukrywał, że chętnie by widział pod teatrem manifestacje „moherów". Protestów jednak nie było.

We wrzeœniu ma wejœć do kin film Barbary Sass o byłych betankach „W imieniu diabła".

Matka jednej z byłych sióstr mówi: – Od czterech lat nie mam kontaktu z córkš. Codziennie się za niš modlę. Ani Koœciół mi nie pomógł, ani państwo.

Nikt też nie odpowiedział na pytanie, co się właœciwie stało w Kazimierzu Dolnym. Co spowodowało, że betanki – z zakonu otwartego na œwiat, który powstał w okresie międzywojennym w celu niesienia pomocy rodzinom i parafiom – zaczęły tworzyć sektę?

Przełożona generalna

Jadwiga Ligocka pochodziła z Krosna Odrzańskiego. Ukończyła KUL, pracowała jako katechetka w szkole, potem we Włoszech w domu opieki społecznej. ZjeŸdziła z prelekcjami Stany Zjednoczone, pomagała w parafiach. W ten sposób zbierała pienišdze dla klasztoru. Osoby, które się z niš zetknęły, wspominajš jš jako dobrze zbudowanš, silnš fizycznie kobietę.

Bez wštpienia była urodzonym przywódcš. Potrafiła się uœmiechnšć, okazać zainteresowanie cudzymi kłopotami. Rozmówca miał wrażenie, że jego życie i jego problemy sš dla niej naprawdę ważne. W maju 1999 r. betanki wybrały jš na przełożonš generalnš. Czy już wtedy miała w głowie plan Wiosny Koœcioła?

Dokładnie nie wiadomo, kiedy zaczęła chorować. To był rak jelita grubego. Nigdy jednak się nie skarżyła – nawet kiedy bardzo cierpiała. Niektórzy twierdzili, że cierpienie dodawało jej sił.

Zbuntowane betanki wymieniajš jej dokonania po kolei, jakby odmawiały różaniec. Przez szeœć lat liczebnoœć zgromadzenia się podwoiła. Wybudowała nowy dom w Kazimierzu Dolnym. Wyremontowała stary. Jeszcze jeden budynek powstał w Gdańsku. Zakładała ochronki dla dzieci. Wprowadziła œwieckich do zakonu.  Otworzyła placówki misyjne – na Białorusi, a nawet w Erytrei. Siostry zaczęły się kształcić. Studiowały prawo, języki obce, medycynę. Ligocka przeniosła siedzibę domu generalnego do Kazimierza Dolnego.

„Jadwiga jest osobš bardzo zakochanš w Bogu i tę wiarę przekazuje innym" – zeznawały w prokuraturze pozostajšce pod jej wpływem siostry. Siostra S., najstarsza w zgromadzeniu, mówi o Jadwidze z podziwem: dobra i przedsiębiorcza.

Te, które odeszły, opowiadały, że od lata 2006 r. miała niepohamowane wybuchy wœciekłoœci. Kiedy wpadała w szał, potrafiła zwyzywać od kurew i głupich wariatek.

Rodzice byłych betanek opowiadajš, że sposób, w jaki ich córki wstępowały do zakonu, mógł œwiadczyć o praniu mózgu. – Wszystko było nie tak. Córka studiowała na pierwszym roku, gdy oœwiadczyła, że rzuca uczelnię i wstępuje do zakonu. Zawsze była bardziej religijna niż przeciętna dziewczyna w jej wieku. A jednak zakony zwykle dajš czas na zastanowienie, skończenie szkoły, studiów. Tutaj wszystko szło błyskawicznie. Byliœmy pewni, że ktoœ ma na niš zły wpływ.  Sprawiała wrażenie, że mówi coœ, co kto inny jej przekazał – opowiada matka jednej z byłych sióstr. Kiedy Jadwiga Ligocka oœwiadczyła, że ofiara córki ocali ich rodzinę, zaniepokoiła się jeszcze bardziej.

Kongregacja

Zgromadzenie betanek podlega Kongregacji Instytucji Życia Konsekrowanego w Watykanie. Tam zaczęły płynšć skargi. Wydawały się na tyle niepokojšce, że Watykan zdecydował się na wizytację zgromadzenia. „Jeœli chodziło o zarzšd i prowadzenie dokumentacji, nie miałem żadnych zastrzeżeń" – stwierdził w lutym 2005 r. ksišdz wizytator. Nie doszukał się też żadnych sprzecznych z prawem poleceń. Jednak w zgromadzeniu panowała tak specyficzna atmosfera, że Watykan postanowił odwołać przełożonš Jadwigę Ligockš zaledwie na kilka miesięcy przed upływem jej szeœcioletniej kadencji. Zadecydował fakt, iż mogła wygrać wybory ponownie. Kongregacja wyznaczyła na przełożonš generalnš siostrę Barbarę Robak.

Kiedy decyzja dotarła do Polski, zgromadzenie podzieliło się prawie po połowie. Do Kazimierza przyjechały te siostry, które nie przyjęły dekretu i nadal uznawały Jadwigę Ligockš za przełożonš.

Rozmowy władz koœcielnych ze zbuntowanymi trwały do sierpnia 2005 r. Jadwiga Ligocka nie przyjmowała do wiadomoœci decyzji Kongregacji, czekała na decyzję papieża. Podczas spotkania mówiła: – W niczym nie naruszyłam decyzji Stolicy Apostolskiej, nie mogę cofnšć się z radykalnego życia Ewangeliš w duchu i prawdzie.

Utrzymywała, że dla swojej misji uzyskała papieskie błogosławieństwo, kiedy była na Eucharystii sprawowanej przez Benedykta XVI w Castel Gandolfo. – Po mszy œw. stanęłam na œrodku koœcioła przed Ojcem œw. Trzymajšc jego dłoń w swojej dłoni, patrzyłam prosto w jego oczy i powiedziałam: „Ojcze Œwięty, ja i moje współsiostry chcemy dalej radykalnie żyć Ewangeliš, tak jak nas prowadzi Duch Œw. Czy nam na to pozwolisz, Ojcze œw.?". Głęboko patrzšc w oczy, po krótkiej ciszy odpowiedział: „Tak". Wtedy przed nim uklękłam, a on uczynił znak krzyża.

Ostatni raz nowa przełożona wchodzi na teren klasztoru w styczniu 2006 r. Wręcza potwierdzone przez Watykan dekrety o wygaœnięciu œlubów nowicjuszek i upomnienia kanoniczne dla sióstr, które złożyły œluby wieczyste. Siostry składajš oœwiadczenia, że nie przyjmujš dekretów i zdajš sobie sprawę z własnej sytuacji prawnej. Mimo to decydujš się pozostać z siostrš Jadwigš. Wierzš, że Watykan wkrótce sprawę wyjaœni. Gdy za Barbarš Robak zamyka się furta, Ligocka zakazuje opuszczania klasztoru, a także wpuszczania osób postronnych. Dom w Kazimierzu zamienia się w twierdzę. Wewnštrz znajduje się 68 obrończyń, z których większoœć ma 20 – 30 lat.

Dom

Siostra A. opowiadała: – Można było poruszać się po podwórku, ale nie wychodzić za bramę. Nie uczęszczały więc na mszę. Dom – nowy, czteropiętrowy budynek z 30 pokojami, kaplicš, czytelniami, kuchniš, refektarzem, budynkami gospodarczymi i szklarniš – staje się całym œwiatem. „Kto wychodzi za furtę, jest we władaniu złego ducha" – orzeka Ligocka. Wejœcia strzegš domofon i furtianka. Od czasu do czasu, gdy wzmaga się czujnoœć siostry Jadwigi, dyżurujš nocš w drzwiach. Od kiedy betankami zaczynajš interesować się media, siostry zawsze sprawdzajš przez okno, czy ktoœ stoi na parkingu. Tylko kiedy nie ma nikogo, samochód wyjeżdża po zakupy. Jadwiga prosi czasem, by modlić się za Sponsora. Nigdy nie wymienia jego nazwiska.

Centrala telefoniczna umożliwia kontrolę połšczeń. Gdy któraœ z sióstr napomyka, że myœli o odejœciu, Ligocka przydziela jej anioła stróża do towarzystwa przy rozmowach z rodzinš. Zresztš odwiedzajšcych traktuje się jako goœci wszystkich sióstr, dlatego żadna choćby przez chwilę nie pozostaje sam na sam z bliskimi.

Kiedy w lutym 2006 r. arcybiskup Józef Życiński zakazuje odprawiania mszy œw. na terenie klasztoru, siostra Ligocka prowadzi modlitwy w kaplicy. Myœli, które przychodzš im do głowy, siostry nazywajš œwiatłami. I tymi œwiatłami spontanicznie się dzielš. Ligocka ma œwiatło, że sš przeœladowane. Że od betanek z Kazimierza zacznie się odnowa Koœcioła. Koœciół się nawróci, byle nie używać rozumu, tylko kierować się sercem. Trzeba jeŸdzić po Polsce i głosić Ewangelię.

Ligocka jest pewna, że „ma poparcie u Pana". Wyjaœnia siostrom: „Pan Bóg jest tu w zgromadzeniu w celu spełnienia ważnej misji nawracania œwiata". O Bogu mówi: „Tata Niebieski". Czasem słyszy Go w sercu, czasem On mówi do niej we œnie. Kolejne œwiatło: zgromadzenie przechodzi kryzys, ale wyjdzie z niego umocnione i œwięte.

Siostra B.: – Czasem Jadwiga wzywała wszystkie siostry do kaplicy lub do sali rekreacyjnej. Tam omawiała nasze wady. Wywoływała upatrzonš siostrę na œrodek sali. Nazywała jš manekinem. Mówiła, co się Jezusowi w niej nie podoba. Na jej przykładzie miałyœmy się uczyć.

Rzeczy, które siostry otrzymywały od rodzin, należało „przemodlić". Sprawdzić, czy pochodzš od osób w Duchu Bożym, czy też nie. W klasztornym ogrodzie płonie ognisko. Palš się torba i ksišżki przekazane przez rodzinę jednej z sióstr. „Przez te rzeczy mógł przenikać zły duch" – orzeka Jadwiga.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy tworzy się grupa modlitewna. „Trzon naszej wspólnoty" – wyzna póŸniej z dumš prokuratorowi jedna z członkiń. Jadwiga od poczštku pobytu w Kazimierzu zaprasza codziennie na modlitwę wybrane siostry. Z czasem rozmawia tylko z tymi, które jš dobrze rozumiejš. Sš jej zdaniem bardziej uduchowione, „bardziej jedno z niš". Majš dar rozeznania, w jakim stanie ducha jest dana osoba. Wkrótce grupa 13 sióstr podejmuje wszystkie decyzje. Czy raczej wspiera w nich Jadwigę.

Siostra C. jest starsza od większoœci mieszkanek domu w Kazimierzu. Należała do zarzšdu betanek odwołanego przez Watykan razem z Jadwigš Ligockš. W marcu 2006 r. dowiaduje się o chorobie ojca. Wyjeżdża i decyduje, że z ojcem pozostanie do jego œmierci. Z domem utrzymuje kontakt telefoniczny. Do Kazimierza wraca po miesišcu, trzy dni po pogrzebie. Jeszcze tego samego dnia odbywa się nad niš sšd. „Swoim nieposłuszeństwem przedłużyła cierpienie Ojcu. To zły duch wyprowadził jš z Kazimierza" – brzmi wyrok. Wtedy postanawia, że odejdzie. Razem z trzema innymi siostrami z dawnego zarzšdu informujš o tym Jadwigę Ligockš.

Ligocka zwołuje wszystkie mieszkanki domu. Stawia przed nimi cztery siostry. „Macie je przekonać, by zostały" – rzuca i wychodzi z sali. Rozpoczyna się trzygodzinna sesja błagania i płaczu. Siostry obiecujš, że zostanš. Po kilku miesišcach jedna z nich, która zna włoski, w tajemnicy dzwoni do Kongregacji, by się dowiedzieć, jakie sš watykańskie warunki rozwišzania konfliktu. Słyszy, że warunkiem powrotu do rozmów jest udział sióstr w Eucharystii. Powtarza to Jadwidze. Ta nie zmienia jednak decyzji o zakazie opuszczania klasztoru. Cztery siostry decydujš, że odejdš po cichu. Najpierw się pakujš, potem proszš o klucz furtiankę. „Kierujecie się wyłšcznie pokusami" – rzuca Ligocka na pożegnanie. Siostra C.: – We cztery byłyœmy silniejsze i mogłyœmy się temu oprzeć.

Ksišdz Roman

W czerwcu 2006 r. do klasztoru przyjeżdża franciszkanin, ksišdz Roman.  Nieco po czterdziestce, pisze doktorat na KUL. Od wielu lat przyjaŸni się z Ligockš. Jest pod silnym wpływem przełożonej. Jadwiga na długo przed buntem wyznaje jednej z sióstr, że ona i ks. Roman muszš ponieœć œmierć męczeńskš w obronie wiary. Że jej zwłoki będš nie do poznania. – Nie brałam tego na poważnie – wspominała siostra. W 2003 r. do przełożonego franciszkanów zaczęły dochodzić niepokojšce sygnały, że ksišdz Roman, prowadzšc działalnoœć rekolekcyjnš i powołaniowš, nadmiernie uzależnia od siebie kandydatki na siostry, wywiera na nie nacisk.  Ksišdz dostał zakaz pracy z betankami.

Mimo to po trzech latach zamieszkuje w klasztorze. Przełożony franciszkanów przyjeżdża do Kazimierza i po rozmowie z ojcem Romanem usuwa go z zakonu za nieposłuszeństwo.

Pewnego dnia siostra Ligocka oznajmia, że ks. Roman otrzymał od Jezusa misję i wszystko robi w jego imieniu. Jego decyzje każe traktować jak swoje. Podczas modlitwy w kaplicy siostra Ligocka każe zebranym stanšć w kręgu.  Do œrodka wchodzi kilka sióstr i ks. Roman. Majš się modlić i œpiewać. Siostra Jadwiga nakłada ręce na głowę ks. Romana i mówi, że został wybrany na ojca Wiosny Koœcioła. Ma dojœć do „ostatecznego tak". Modlitwa trwa godzinę, ksišdz nie odpowiada. Siostra I. proponuje, żeby modlić się dalej. Ligocka twierdzi jednak, że do „tak" doszło. Ksišdz kładzie się na wznak na podłodze. Jadwiga każe każdej z sióstr pocałować go „w miejsce ran Chrystusa". – Każda sama wybierała sobie miejsce, gdzie go całuje. Siostry całowały po dłoniach, stopach, czole, sercu – opowiada siostra B.

Po modlitwie rozchodzš się do pokoi. Jadwiga sugeruje, że każda powinna indywidualnie porozmawiać z zakonnikiem. Na spotkania umawiajš się chętnie. Ksišdz mówi, co Jezus ma im do przekazania. „Król zaprasza cię dzisiaj do swojego pałacu. Chce cię obdarzyć wszystkim, co ma. Chce ci pokazać dziedzictwo, które przygotował dla swej córki". Innš pyta: „Co dla ciebie jest ważniejsze? Jak możesz prowadzić życie bez Pana Boga? Jak możesz iœć na dyskotekę bez chłopaka? Wybieraj, co jest dla Ciebie ważniejsze: rodzice czy Pan Bóg?".

Gdy wyczuwa wahanie: „Powiem ci teraz, jakie będziesz miała pokusy. Będziesz chciała wszystko, co tu usłyszysz, zanegować. Że to wszystko piękna bujda. Musisz wtedy spojrzeć na Niego. Musisz raz na zawsze ucišć ogon racjonalizmu, sceptycyzmu, niewiary w Jego plan". Siostra A. powie potem: – Wierzyłam w to, co on mówił.

Rozmowy pozwalajš księdzu Romanowi dokładnie poznać każdš z sióstr. Zwierzajš się mu, a ksišdz dzieli się tš wiedzš z Jadwigš Ligockš. – Opowiadała grupie modlitewnej o sprawach, które siostry powierzały tylko jemu – opowiadała siostra A.

Na jednym ze spotkań siostra Ligocka mówi, że w księdzu Romanie jest Jezus, który cierpi i potrzebuje pocieszenia. Majš się tym zajšć siostry z grupy modlitewnej. Siostra A. należy do tej grupy, a jeszcze nie była na indywidualnej rozmowie z księdzem. Od koleżanki słyszy: To ty powinnaœ go pocieszyć.

Ligocka wyznacza termin – po spotkaniu grupy modlitewnej. A. wchodzi do jego pokoju. Obejmuje w geœcie pocieszenia. Wtedy – jak póŸniej zeznawała – ks. Roman zaczyna jš dotykać i całować. Mówi, że tak każe mu robić Jezus. A. jest zaskoczona, nie broni się. Rozchodzš się po dzwonku na kolację. W prokuraturze opowiadała: – Wróciłam do pokoju. W nocy przeanalizowałam sytuację. Czułam się upokorzona.

Rano idzie do pokoju siostry Ligockiej. Zastaje tam księdza Romana. Poprosi o rozmowę na osobnoœci. I słyszy, że skoro sprawa dotyczy księdza, to powinien on zostać. A. wstydzi się mówić o szczegółach. Twierdzi tylko, że spotkanie z księdzem było złe. Nie wierzy, aby Jezus kazał mu robić takie rzeczy. Jadwiga nie ma jednak wštpliwoœci: wszystko, co zrobił, było zgodne z wolš Jezusa. Nie pyta jednak, co się wydarzyło. A Roman pociesza, że tak właœnie miało być. I wyznaje, że czuł, że powinien zrobić jeszcze jednš rzecz, ale się boi. Po tych słowach Ligocka zostawia ich samych. Ksišdz znów dotyka i całuje, kładzie się na A. Wstaje, wychodzi z pokoju. A. zeznała: – Byłam w szoku.

Wieczorem na spotkaniu grupy modlitewnej A. zapowiada, że chce odejœć przez ks. Romana. Na te słowa reaguje Ligocka. „BluŸnisz" – krzyczy. I bije. Siostra A. płacze. Inne siostry patrzš bez słowa. Po chwili przyłšczajš się do Ligockiej. Sięgajš do szafy po butelki wody egzorcyzmowanej. – Była to woda z kranuj, nad którš modlił się ksišdz, co dawało jej właœciwoœci egzorcystyczne – zeznawała póŸniej jedna z sióstr. Polewajš A. i pytajš, czy wierzy, że to, co się stało, było z woli Jezusa. Wtedy postanawia uciec.

DZ domu wymknęła się rano, gdy wszyscy spali. W kieszeni miała 5 zł. Obliczyła, że ma pół godziny, zanim zacznš jej szukać, a do przystanku około kilometra. Czekała na autobus, gdy na przystanek podjechał samochód. Siostra I. przytrzymała jš za rękę, zaprosiła do samochodu, gdzie siedzieli bracia siostry I. W domu Jadwiga z Romanem zdecydowali, że A. będzie zamykana na noc, a w dzień będš się niš „opiekować" dwie siostry. Musiała oddać dowód osobisty. Gdy po trzech tygodniach poprosiła o zmianę decyzji, usłyszała, że „jeszcze nie czas". Pod koniec lipca siostra Jadwiga zawezwała księdza Romana na rozmowę i kazała mu powiedzieć, jak było. Potem zaprosiła do pokoju siostrę A. i przy niej kazała księdzu Romanowi przyrzec, że już nigdy „nie zrobi nic takiego żadnej kobiecie".

Zły duch

Zły duch opętał siostrę D. na poczštku lipca 2006 r. Ks. Roman wyznał, że nie może się już z niš dogadać. Siostra Jadwiga uderza D. pięœciami. „Wypędzajcie z niej diabła" – zachęca pozostałych. Każe przeprosić Romana. „Przepraszam, że nie widziałam w ojcu Jezusa" – mówi D. Przytula księdza. Rozchodzš się do pokoi.

Nie wiadomo, czym zawiniła E.  Chodziło o jej relacje z księdzem Romanem sprzed kilku lat. Siostra Jadwiga poleca jš zawezwać. „Pożšda ojca Romana" – orzeka. Ma na niego zły wpływ. Po kilku minutach modlitwy Jadwiga orzeka: nie pomaga. Lejš na E. wodę egzorcyzmowanš. Bijš pięœciami, szarpiš za włosy. Ale Jadwiga widzi: nie pomaga. Każe E. rozebrać się do naga. Ale E. odmawia. Jadwiga się niecierpliwi. Krzyczy więc: rozbierzcie jš. Na podłogę spada welon, habit, bluzka, bielizna. E. się broni, nie ma jednak szansy. Ks. Roman patrzy na to z boku. – Jak jej zły duch nie opuœci, to opowiem, co między nami wczeœniej się wydarzyło – rzuca.  E. leży już na podłodze, woda leje się po materacach. Jest po północy, gdy siostra Jadwiga orzekła, że trzeba to skończyć. E. wkłada habit i wychodzi. Przez tydzień ma zakaz wychodzenia z pokoju. Te, które przynoszš jej pożywienie, widzš zasinione policzki.  Bojš się, choć nie rozeznały jeszcze, czego bardziej: złego ducha czy bicia.

Jesieniš siostra Jadwiga orzeka, że zły duch umiejscowił się w siostrze F. Bicie po twarzy nie pomaga. F. wykonuje jednak grzecznie polecenia przełożonej. Sama rozbiera się do naga. Wchodzi do wanny z zimnš wodš. Jadwiga wrzeszczy na Romana: „Zrób coœ, by jš zły duch opuœcił". Roman uderza F. po twarzy, krzyczy: „Wyrzeknij się złego ducha". F. wychodzi naga z łazienki, wkłada habit, idzie do swojego pokoju. Następnego dnia ks. Roman ogłasza, że przez miesišc nie wolno się do niej odzywać.

Zimš zły duch upatrzył sobie siostrę G. Ktoœ rzucił, że Ÿle oddziałuje na wspólnotę. Jadwiga Ligocka mówi: „Widzę diabła w twoich oczach". Modlš się, bijš, polewajš egzorcyzmowanš wodš. Siostra A. nie chce bić, więc sama jest bita. Jadwiga ma bowiem œwiatło: Jezus obiecał, że tylko kiedy A. się przyłšczy, wypędzi z G. złego ducha. – Bicie nie miało na celu spowodowanie obrażeń, tylko „wypędzenie z nich złego ducha" – wyjaœniała póŸniej A.

Siostra A. odeszła w styczniu 2007 r. Nikt już jej nie zatrzymywał.

Eksmisja

Od poczštku 2007 r. Jadwiga nie wstaje już z łóżka. Po operacji nowotworu jelita grubego, którš przeszła w maju 2006 r., przerwała chemię. Nie leczyła się nigdzie. Nigdy nie rozmawiała o stanie swego zdrowia. Gdy już bardzo cierpi, siostry modlš się w jej intencji i czuwajš przy łóżku.

W paŸdzierniku 2007 r. byłe betanki zostajš eksmitowane z Kazimierza Dolnego. W eksmisji uczestniczy prawie 100 policjantów. Pod budynek przyjeżdżajš polskie i zagraniczne media. Nad miejscem kršży wynajęty przez jednš ze stacji telewizyjnych helikopter, fotoreporterzy robiš zdjęcia z wysięgnika na dŸwigu. A potem zainteresowanie się kończy.

Siostra A. zeznaje: – Ja po prostu wierzyłam w to wszystko. Myœlałam, że jest to dla ich dobra, by uwolnić ich od złego ducha. Teraz moja ocena jest inna. Sama musiałam się z tym rozliczyć w swoim sumieniu. Z biegiem czasu to, co się stało, coraz bardziej przypominało zwyczaje sekty religijnej, a nie katolickiego zakonu.

Biegły psychiatra ocenił zachowanie byłych zakonnic jako zborne, celowe i dostosowane do panujšcej sytuacji. „Kobiety nie znajdujš się ani w traumie, ani w religijnej ekstazie" – napisał.

Ks. Roman, zanim przestał mówić cokolwiek, stwierdził, że w klasztorze w Kazimierzu Dolnym nie dochodziło do żadnych nieprawidłowoœci i nieporozumień. Jedynej nieprawidłowoœci dopuœcili się jego zdaniem dziennikarze.

Jadwigi Ligockiej nigdy nie przesłuchano. Zmarła 7 listopada 2008 r.

Wyjechał Autobus Szczęœcia

Autokar przewiózł byłe betanki do Wyszkowa. Jadwiga dołšczyła do zbuntowanych w połowie grudnia 2007 r. Ks. Roman dojechał tydzień po niej.

Potem schronienie znajdujš w Płonce Koœcielnej, w domu parafialnym przy sanktuarium. Koœciół nie może przecież człowieka, nawet zbuntowanego, wyrzucić na bruk. Odkšd pojawiły się tutaj w maju 2008 r., we wsi umarł spokój. Kobiety ubrane w długie, bršzowe spódnice zaczynajš od sprzštania. Potem bez przerwy grajš na gitarach i bębnach, bawiš się na podwórku. Powtarzajš, że od nich zacznie się Wiosna Koœcioła. Miejscowi nazywajš je „bretankami".

W domu œwiatło pali się do póŸnej nocy. Siostra H. cišgle szyje na maszynie. Gałganki wstawiajš do sklepu i rozdajš mieszkańcom ręcznie robione prezenciki.

Po œmieci Jadwigi Ligockiej grupie przewodzi I., ta sama, która siostrę A. sprowadziła z przystanku autobusowego do domu w Kazimierzu. Nazywajš jš we wsi szeryfem. I. kontroluje, co robiš pozostałe kobiety. Siedzi w oknie, pilnuje. Jej przyboczna nosi telefon. Nie pozwalajš, by grupa się rozpadła. Jednš, która chciała wyjechać, œcišgajš siłš z peronu w Łapach. Mimo to odchodzi 16. Jedna zmarła. Zawiozły jš i pochowały w rodzinnej parafii.

Przychodzš do koœcioła, uczestniczš w sakramentach. Jak się modlš, to z całego serca.  Może nie być księży w koœciele ani organisty. Po wsi chodzš parami. Lub w grupie – jak przedszkolaki, tylko bez sznurka.

Odkšd w mediach pojawiła się informacja, że mieszkajš w Płonce, do mieszkańców i na plebanię dzwoniš ich najbliżsi. Proszš o powiadomienie, gdy coœ w rodzinie się dzieje. Ktoœ podchodzi w koœciele. Mówi: Siostro, jechać, bo dziadek umiera i prosi. Podskoczyła, jakby jš kto poparzył wrzštkiem. Innej zachorowała matka. Mówiš: Jechać do domu, do mamy, być jej podporš w staroœci. Ona na to, że mama dobrze się czuje. Parafię rodzina powiadomiła o zmarłej babci. Ksišdz proponuje, żeby się pomodlić. Tylko się uœmiecha i mówi, że nie wie, jak się jej babcia nazywa.

Wieœ widziała, że coœ planujš, bo tej wiosny, zamiast sadzić kwiaty w ogródku, wykopywały je. Przygotowywały się do drogi.  Potem zaczęły znikać jedna po drugiej. Było szesnaœcie, potem osiem, ostatnio cztery. Wyjechały bez pożegnania. Chodzš pogłoski, że przeniosły się do Częstochowy. Choć podobno majš swojš placówkę także w Łomży.

– Człowiek jaœniej patrzy na œwiat – mówi jeden z mieszkańców parafii. – Dziękujemy Panu Bogu, że modlitwa została wysłuchana. Matka Boża i Michał Archanioł czuwali nad nami. Wyjechał Autobus Szczęœcia.

Litery oznaczajšce bohaterki nie stanowiš inicjałów ich nazwisk

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL