Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wyidealizowane Wielkie Księstwo Litewskie

Józef Mackiewicz był zwolennikiem Litwy wielu narodów. Na zdjęciu wraz z członkami redakcji wileńskiej „Słowa" (w œrodku).
NAC
„Krajowcom" zarzucano prywatę, służalczoœć, nielojalnoœć czy wręcz zdradę. A oni chcieli jedynie powrotu do normalnoœci, co w okresie gwałtownych przemian, jakie niosła wojna, było trudne, a może wręcz niemożliwe.

Poczštki tzw. idei krajowej sięgajš przełomu XIX i XX w. Koncepcja ta, sformułowana niemal jednoczeœnie w œrodowisku konserwatywnego ziemiaństwa i postępowej inteligencji wileńskiej (demokratów), zakładała równorzędnoœć oraz potrzebę dobrosšsiedzkiego współżycia i współpracy ludów zamieszkałych na obszarze Litwy historycznej. Naczelnš jej zasadš nie był nacjonalizm, lecz odwołanie do wyidealizowanego Wielkiego Księstwa Litewskiego, do kraju, w którym mogliby zgodnie żyć Polacy, Białorusini, Litwini, Żydzi, Tatarzy czy Karaimi. Wobec triumfujšcego nacjonalizmu anachroniczne poglšdy krajowców były nie do zaakceptowania, a nawet nie były zrozumiałe dla żadnej ze stron, a sama koncepcja – właœciwie już w momencie narodzin – należała do przeszłoœci. Przeszłoœć była zresztš kategoriš, do której krajowcy najczęœciej i najchętniej się odwoływali, którš po prostu żyli. W epoce, w której burzono zręby przeszłoœci, oni dšżyli do jej odbudowania.

My czekać nie mamy czasu...

Nazwa „kraj" dotyczyła ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Obszar ten krajowcy traktowali jako integralnš całoœć terytorialnš i ekonomicznš, podkreœlajšc jego tradycje historyczne, odrębnoœć kultury i złożonš strukturę narodowš zamieszkałej tam ludnoœci. Słowa „krajowiec" używano zaœ w znaczeniu „autochton", „tutejszy".

Œrodowisko skupione wokół „Gazety Codziennej" podjęło próbę kontynuacji idei krajowej w poczštkowym okresie II wojny œwiatowej, w dobie litewskiej okupacji Wilna. Pismo było jednš z dwóch polskich gazet (polskich nie tylko z nazwy), wydawanych legalnie w Wilnie od końca listopada 1939 r. do połowy następnego roku. Było to swoistym fenomenem w przypadku okupowanych ziem polskich. Wydawcš i redaktorem naczelnym (do połowy kwietnia 1940 r.) „Gazety Codziennej" był Józef Mackiewicz, były dziennikarz wileńskiego „Słowa" i znany już przed II wojnš reportażysta, autor wydanej w 1938 r. ksišżki „Bunt rojstów".

Na łamach „Gazety Codziennej", szczególnie w poczštkowym okresie, pojawiała się bogata publicystyka przedstawiajšca elementy koncepcji krajowej. Już w pierwszym numerze pisma Mackiewicz wyłożył podstawowe założenia ideowe grupy: „Tuœmy wroœli od wieków, w tę Ziemię Wileńskš i nikt jej obrazu z serca nam wyrwać nie jest w stanie. I po największej nawet burzy, ci z nas, co się ostali, zdrowi czy ranni, z okopów, lasu czy piwnic, z zagranicy czy tylko z domu, wrócimy do swej ziemi i będziemy jš orać. Nie dla nas jest hasło: wyczekać, przemilczać, przeczekać. Niech ono zostanie słusznem hasłem dla tych, dla których Wilno jest miejscem chwilowego postoju czy schronienia na rozdrożu. My czekać nie mamy czasu. My przemilczać nie mamy czego. My jesteœmy u siebie w domu i musimy pracować i mieć prawo do głoœnego mówienia".

W dalszym cišgu artykułu Mackiewicz, wyrażajšc radoœć z opuszczenia miasta przez bolszewików, wzywał jednoczeœnie do aktywnej pracy na rzecz „kraju" (Wilna), niezależnie od tego, iż znalazł się on pod władzš litewskš. Rozumował, iż lepiej jest żyć w Wilnie rzšdzym przez Litwinów niż przez Sowietów.

Najpełniejsze ujęcie ideologii i dšżeń krajowców znalazło wyraz w dwuczęœciowym artykule Ludwika Chomińskiego „Krajowcy". Warto więc przytoczyć jego obszerne fragmenty. Odpowiadajšc na pytanie, kim sš wileńscy krajowcy, pisał: „Sš to ci, co ukochanie oraz interes kraju w pierwszym rzędzie podkreœlajš. Lecz cóż to jest kraj? Czy to ten dzisiejszy wšski ťkraj wileńskiŤ, nienaturalnie zbyt szczupło wykrojony? Czy Litwa w dwudziestoletnich granicach, czy wedle map lipcowych 1920 roku? Nie. Nasze pojęcia sš szersze. Kraj nasz – to ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego – to tradycja ludów, które niegdyœ w Wilnie miały swš stolicę – to amalgamat krwi litewskiej, polskiej, białoruskiej, przemieszany z Żydami, Tatarami, Karaimami, starowiercami. (...) Krajowcy w naszem rozumieniu sš to właœnie ci, co poprzez nacjonalizmy, poprzez splštanš sieć sporów i walk poszczególnych wiar narodowych, religijnych, społecznych, ideowych – pragnš spójni, a nie podziałów, zgody, a nie waœni, złšczonych we wspólnym wysiłku ramion, a nie ziejšcych nienawiœciš oczu i wysuniętych pięœci o wyłšczne posiadanie wspólnego skarbu. (...) Jakże ich mało – takich krajowców. Jak sš niezrozumiani, jacy œmieszni w swej donkiszoterii, jacy nieżyciowi. (...) A jednak sš i trwajš".

I dalej pisał Chomiński: „Wielka idea [krajowa], przez wieki współżycia i wspólnie wyniesionej tradycji rozwinięta, przetrwała twór państwowy, który jš wytworzył, przetrwała lata zaboru i ucisku rosyjskiego, przetrwała szczštkowo po dziœ dzień. Ale skończyła swe panowanie w wieku dwudziestym, w wieku rozbudzonych nacjonalizmów. I stało się, ponieważ Wilno było zawsze tej idei oœrodkiem, że my, Wilnianie, pozostaliœmy jej stróżami i kapłanami. My, niemal wyłšcznie Polacy tutejsi, przechowaliœmy ten znicz idei krajowej, otwartej przecie dla wszystkich. [...] Wierzymy, że z tego cudnego Wilna utworzymy pomost zgody dla wszystkich krajowych narodów Polaków, Litwinów, Białorusinów, Żydów – a nie jabłko niezgody".

Krajowcy chcieli powrotu do normalnoœci, co w okresie gwałtownych przemian, jakie niosła wojna, było trudne, a może wręcz niemożliwe. Wileńscy Polacy, stanowišcy zdecydowanš większoœć mieszkańców miasta, uważali rzšdy litewskie za krótkotrwały i przejœciowy epizod. W przeciwieństwie do władz litewskich dšżšcych do szybkiej lituanizacji i asymilacji okupowanego regionu z resztš Litwy. W możliwoœć kompromisu chcieli wierzyć i wierzyli tylko wileńscy krajowcy. Była to jednak grupa nieliczna i, jak się okazało, z racji swojego odmiennego stanowiska tak od polskich, jak i litewskich dšżeń, atakowana z dwóch stron.

Cudowne miasto Wilno

Michał Römer, profesor uniwersytetu w Kownie, w przeszłoœci jeden z prekursorów idei krajowej, od blisko dwudziestu lat utożsamiajšcy się już jednak z państwowoœciš litewskš, zaniepokojony pogłębiajšcym się antagonizmem polsko-litewskim, zanotował w swoim „Dzienniku" pod datš 20 listopada 1939 r.: „Kompleks spraw wileńskich jest trudny. Czynniki polskie w Wilnie konsolidujš się. Narasta w nich opór bierny, który twardnieje i staje się coraz złoœliwszy. Skšdinšd w społeczeństwie litewskim, tak w starej Litwie, jak i wœród Litwinów Wileńszczyzny, narasta impet zdobywczy, niecierpliwa agresja, nie chcšca się liczyć z przesłankami psychicznymi Polaków wileńskich i żšdajšca kategorycznie natychmiastowego, 100% przystosowania się ich do wszystkich konsekwencji państwowoœci litewskiej, którš oni jeno stopniowo przetrawić mogš. Ta niecierpliwoœć i radykalizm może pchnšć pewne elementy umiarkowane w objęcia nieprzejednanych i złoœliwych wrogów Litwy, których nie brak i którzy swe sidła zastawili".

Miejsce szczególne w koncepcji krajowej zajmował zmitologizowany obraz „cudownego miasta" – Wilna. Dał temu wyraz m.in. poeta i publicysta Teodor Bujnicki w artykule pod znamiennym tytułem „Kochamy Wilno", jak i Ludwik Chomiński, piszšc: „Wilno... oœrodku cudowny, do którego tęskniš z południa i północy, ze wschodu i zachodu! Miasto dziwne... niby zwykłe, niby codzienne, tak swojskie, a przy tym takie jakieœ œwišteczne, uroczyste, takie godne, pocišgajšce, po prostu œwięte... Niby różnoplemienne, różnolite, a tak bardzo jednoœć, jednolitoœć wnoszšce, że pół œwiata przejdziesz, a prawdziwego Wilnianina tam jak brata do serca przyciœniesz, choćby innej był wiary i języka! Wilno, miejsce œwięte, wspólna własnoœć ideowa tylu ras i wiar, tradycyj i legend, nienawiœci i ukochań! Dokšd dšżysz, czego pragniesz, co ci się œni – miasto nasze jedyne".

16 lutego 1940 r., w œwięto niepodległoœci Litwy, redaktor naczelny „Gazety Codziennej" Józef Mackiewicz pisał: „Litwa jest dla nas pojęciem tak bliskim, jak miłoœć rzeczy, którš się ukochało nie rozumem, nie miarš, nie wagš kupieckš, a słowem słyszanem od kołyski, wyobraŸniš oczu wpatrzonych w pole, łškę i las za niš siniejšcy na horyzoncie. W œnieg albo w trawę. W ptaki i zwierzęta. I nawet deszcz i mróz, słota i burza, jeœli jest zła i niepotrzebna, przecie jest nasza i swoja. (...) Jeżeli zaœ chodzi o nasze tu, w wileńskim podwórku snute uczucia, to wiedzcie panowie, że obraz Litwy widziany jest przez nas w koronie ideału. (...) Nie wydrš go żadne burze dziejowe ani złoœć ludzka, ani huk strzałów, ani niesmak słów wypowiedzianych, ani groŸby, ani pochlebstwa". Mackiewicz przypominał jednak (pamiętajmy o litewskiej cenzurze): „Nasze stanowisko jest oczywiœcie inne niż wykrystalizowanej w dwudziestodwuletnim niepodległym bycie narodowoœci litewskiej. (...) My się nie zgadzamy, niestety aż z wieloma z tych opinii, tych politycznych tez i wypływajšcej z nich polityki, która dziœ w Wilnie jest wyrazicielem litewskiej Solenizantki".

Jeszcze dobitniejsze i wyraŸniejsze słowa krytyki pod adresem szowinistycznej polityki rzšdu litewskiego względem ludnoœci polskiej skierowała towarzyszka życia Mackiewicza – Barbara Toporska. Słowa jej przepełnione były goryczš i żalem. Oddajš również trafnie poglšdy krajowców, dla których celem było porozumienie i obustronny kompromis, a nie podporzšdkowanie i uległoœć. Na łamach „Gazety Codziennej" Toporska pisała: „Broniliœmy przed wojnš interesów obywateli tej ziemi przed przerostami centralistycznej administracji [polskiej]. Staliœmy na straży zarówno spraw Polaków tutejszych, jak i Białorusinów, jak i Litwinów. Dziœ ci ostatni nie potrzebujš naszej pieczy. W ten sposób w imię tej samej krajowoœci chcemy dziœ bronić w pierwszym rzędzie interesów Polaków tutejszych. W pewnej rozmowie z wyższym urzędnikiem [litewskim] usłyszałam (...), że Polacy muszš się zasłużyć w pewnej mierze dla dobrego i miłego współżycia. Odpowiadamy: Nie przyjechaliœmy tu ani z księżyca, ani z Ameryki, ani ze Œlšska. Rodzimy się i umieramy od wieków na tej ziemi, a w Wilnie wiele koœciołów, naszemi rękami wzniesionych, Boga chwali i wiele naszych nazwisk czernieje na cmentarnych nagrobkach. I to sš między innemi prawa nie nabyte, a odziedziczone przez nas, wystarczajšce do obywatelstwa tej ziemi, skoro już inne dla Niej zasługi położone, ktoœby nam chciał kwestionować".

Pół Polacy, pół Litwini

W warunkach litewskiej okupacji Wilna coraz wyraŸniej okazywało się, że idea krajowa ma niewielkie szanse powodzenia, że jest to polityczna fantazja. Zauważyli to i sami krajowcy. Mieli jednak nadzieję, że ta niekorzystna dla współpracy sytuacja ulegnie zmianie. Poglšdom takim dał wyraz Chomiński: „Prasa litewska uznała nas za nacjonalistów polskich, bo podkreœlaliœmy naszš polskoœć, głosy polskie posšdzały nas o ugodowoœć! Nikt nic nie zrozumiał, jak widać, a i zrozumieć nie chciał. (...) Lecz idee majš to do siebie, że (...) z czasem, przy sprzyjajšcych podmuchach wiosennego wiatru, odżyć mogš na nowo i rzeczywistoœć przeobrazić. Czy i kiedy tego doczekamy?".

Program krajowców nie zyskał zbyt wielu zwolenników ani po polskiej, ani po litewskiej stronie. W dramatycznym okresie lat 1939–1940 (a i póŸniej) poglšdy te nie były aprobowane, nie były zrozumiałe dla większoœci ówczesnych mieszkańców Wilna (Polaków). Krajowcom zarzucano prywatę, służalczoœć, nielojalnoœć czy wręcz zdradę.

W lutym 1940 r. przebywajšcy w Paryżu były attaché poselstwa RP w Kownie Witold Sworakowski opracował dla premiera rzšdu polskiego gen. Władysława Sikorskiego raport o sytuacji na WileńszczyŸnie, w którym stwierdził: „Czynnikiem sprzyjajšcym poœrednio tej litwinizacji jest oportunistyczne stanowisko znanych wileńskich krajowców, wszelkich odcieni orientacyjnych. Wychodzšc z nieaktualnych obecnie założeń historyczno-sentymentalnych i regionalnych, głoszšc teorię o istnieniu jakichœ pół Polaków, pół Litwinów oraz jakiejœ ťojczyznyŤ wileńsko-litewskiej w pojęciu dawnego Księstwa Litewskiego, mšcš oni jedynie w tej chwili jasne postawienie istotnych zagadnień polskoœci na obszarze okupowanym i paraliżujš zorganizowanie jednolitego oporu ze strony polskiej".

Negatywne stanowisko wobec krajowców zajęły również władze litewskie. Po latach Józef Mackiewicz oceniał nawet, że „w tym okresie polityka litewska w Wilnie była w rezultacie bardziej antykrajowa, niŸli antypolska w ogóle". Celem władz litewskich nie było propagowanie idei krajowej. Wymagano jedynie (albo aż) podporzšdkowania się przez ludnoœć polskš państwowej idei litewskiej. Litwinów nie interesowały poetyckie rozważania nad restytucjš Wielkiego Księstwa Litewskiego, tylko proste podporzšdkowanie sobie miejscowych Polaków. Krajowcy, w ich mniemaniu, mieli być co najwyżej œrodkiem, którym chcieli się do tego posłużyć.

Dalsze wydarzenia, jak okupacja sowiecka, niemiecka i ponownie sowiecka Wileńszczyzny, rozwój polskiej konspiracji wojskowej (Armii Krajowej), spowodowały, że ideologia krajowa była tylko krótkotrwałym, acz interesujšcym epizodem w dziejach polskiej myœli politycznej w okresie II wojny œwiatowej.

Autor jest historykiem, kierownikiem Katedry Historii Najnowszej w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego. Zajmuje się polskš emigracjš politycznš i działaniami władz PRL wobec wychodŸstwa.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL