Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wojenna tajemnica. Dlaczego musiał zginšć płk Reszczyński

materiały prasowe
Komendant granatowej policji w Warszawie płk Aleksander Reszczyński ginie 5 marca 1943 roku od strzału zamachowca z Gwardii Ludowej. Zarzut: kolaborant. Czy jest możliwoœć innej oceny pułkownika?

Kolejnego upalnego dnia rekordowo goršcego lata 2015 roku z Allegro nadchodzi następne tomisko z czasów PRL-u. Tym razem sš to: „Komunikaty Dowództwa Głównego Gwardii Ludowej i Armii Ludowej – dokumenty", opracowane przez „zespół pracowników Zakładu Historii Partii przy KC PZPR".

Siadam w cieniu i zaglšdam do przybrudzonego tomu. Komunikaty sš oparte na kolejnych wydaniach „Gwardzisty", a poszczególne sekcje posługujš się oryginalnymi podtytułami wziętymi wprost z organu Gwardii Ludowej.

Wzmiankę o zamachu na Reszczyńskiego („Gwardzista" 12 kwietnia 1943) znajduję w omówieniu tego numeru, w sekcji „Walka ze szpiclami".

„W Warszawie grupa bojowa G.L. wykonała wyrok œmierci na komendancie policji granatowej okręgu warszawskiego Reszczyńskim, za wysługiwanie się Niemcom i znęcanie nad ludnoœciš polskš".

Obok informacje z tego samego wydania „Gwardzisty", o zabiciu komendanta komisariatu na Żoliborzu Kierskiego oraz szeregu innych „granatowych" policjantów, urzędników gminnych, volksdeutschów, żandarmów, konfidentów gestapo i innych osób „współpracujšcych z okupantem". (...)

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad użytym przez Hankę okreœleniem œmiertelnego strzału oddanego do jej ojca, jako „typowego strzału katyńskiego". To emocjonalne sformułowanie jest jednoczeœnie niezwykle przenikliwe. Zawiera nie tylko informację niejako kryminalistycznš – „ojcu strzelono z małej odległoœci w tył głowy", ale niesie też ze sobš okreœlony ładunek ideologiczny. Według Hanki jej ojciec nie tylko został zabity w ten sam sposób, co polscy oficerowie w Katyniu, ale też przez przedstawicieli tego samego systemu i z tych samych pobudek. Rzecz jasna, 5 marca 1943 roku o Katyniu w Polsce jeszcze nikt nie słyszał. Niemcy obwieœcili œwiatu swoje makabryczne znalezisko w lasach Kozich Gór dopiero miesišc póŸniej. Ale kiedy już do tego doszło i kiedy stopniowo ujawniano, w jaki sposób ginęli Polacy w Katyniu, to skojarzenia wœród najbliższych Aleksandra Reszczyńskiego nie mogły być inne. (...)

Hanka ma rację. W pewnym sensie jej ojca spotkał katyński los, tyle że nie w 1940 w Katyniu, a trzy lata póŸniej w Warszawie. Jak inaczej okreœlić tę sytuację? Działajšcš pod auspicjami Moskwy bojówkę, nocne przesłuchanie i strzał w potylicę? Nawet jeżeli żaden z zamachowców nie miał bezpoœredniego kontaktu z NKWD, to już ich wszyscy mocodawcy z Komitetu Centralnego PPR, z jego I sekretarzem Pawłem Finderem na czele, byli szkoleni przez NKWD przed przerzuceniem do Polski.

Chociaż te analogie i powišzania personalne wydajš mi się dosyć przekonujšce, to bez wštpienia do wyobraŸni jeszcze bardziej przemawia symbolizm samej daty zabójstwa podpułkownika Reszczyńskiego.

Tak zwana „decyzja katyńska" podjęta była w marcu 1940 roku. Na miesišc przed rozpoczęciem masowych egzekucji. Sekretarz Biura Politycznego Komitetu Centralnego Partii Komunistycznej Bolszewików, Narodowy Komisarz do Spraw Wewnętrznych, Ławrentij Beria, pisze do Stalina o 24 700 polskich jeńcach wojennych i aresztowanych, twierdzšc, że NKWD, „bioršc pod uwagę, że wszyscy oni sš zatwardziałymi i niepoprawnymi wrogami władzy sowieckiej", uważa za niezbędne, by ich sprawy „rozpatrzyć w trybie specjalnym, z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary – rozstrzelania".

Stalin aprobuje. Zamaszystym podpisem na pół strony posyła Polaków na œmierć. Wszystko to ma miejsce 5 marca 1940 roku. Aleksander Reszczyński zostaje zamordowany 5 marca 1943 roku, dokładnie w trzeciš rocznicę „decyzji katyńskiej". (...)

Jeœli nie liczyć opinii Gomułki i historyków partyjnych, to umieszczenie nazwiska Reszczyńskiego w indeksie „funkcjonariuszy aparatu terroru" w ksišżce „1859 dni Warszawy" przez Władysława Bartoszewskiego było przykładem bodaj najsurowszej oceny postaci pułkownika w literaturze przedmiotu. Żaden liczšcy się historyk nie nazwał pułkownika wprost kolaborantem.

W swoim monumentalnym opracowaniu „Polska Walczšca" profesor Œlaski [Jerzy – red.] pisze o Reszczyńskim jak o „osobistoœci niewštpliwie kontrowersyjnej" i dosyć brutalnie przeciwstawia go służšcym „w szeregach policji granatowej ludziom godnym najwyższego szacunku i pracujšcym dla Polski". Sam pisze jednak dalej, że mnożenie przykładów kolaboracji z jednej strony i bohaterstwa granatowych policjantów z drugiej jest pozbawione sensu, i sugeruje, że prawda leży gdzieœ poœrodku. (...)

Robiłem to, co mi kazali

Jest luty 2016. Jadę do Londynu, osobiœcie porozmawiać z panem Januszem Cywińskim.

– Pułkownika Reszczyńskiego nie zamordował zwyczajny oddział, tylko specgrupa sztabu głównego, od specjalnych poruczeń można powiedzieć. Czy dobrze rozumiem, że pan zajmował się podobnymi zadaniami w szeregach Armii Krajowej?

– Robiłem to, co mi kazali. W jednym wypadku przeprowadzałem likwidację, razem z grupš kilku tych chłopców, którzy ze mnš pracowali u Kozubowskiego [kpt. Bolesława Kozubowskiego, szefa Kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa – red.]. Rozstrzelaliœmy czternaœcie osób. Za to, że wydawali Żydów do likwidacji Niemcom.

– Jak to wyglšdało?

– Tak, że przyszedł rozkaz likwidacji tych gestapowców i trzeba było tę likwidację wykonać w cišgu następnych kilku godzin. Kontrwywiad Armii Krajowej otrzymał informację o tych, których szukał i do których się dobierał, bo przeprowadzali likwidację Żydów, wysyłajšc ich do Hotelu Polskiego. Ustalone zostało, że szef tego oddziału [Leon (Lolek) Skosowski – red.] będzie na kolacji w małej restauracji na rogu Nowogrodzkiej i Marszałkowskiej. I to była pierwsza możliwoœć przeprowadzenia tej likwidacji, bo wczeœniej nie można było do niego podejœć. To był pierwszy taki wypadek i w zwišzku z tym był rozkaz Chruœciela [Antoni Chruœciel, komendant Okręgu Warszawa ZWZ – red.], żeby robić likwidację natychmiast. Czasu mieliœmy na to raptem dwie godziny. Za mało, żeby wydać polecenie organizacji, takiej jak Kedyw, czy tym oddziałom AK, które się tym zajmowały. I w zwišzku z tym jedyne rozwišzanie było takie, żeby [zrobiła to – red.] ta grupa u Kozubowskiego, która miała zupełnie inne zadania, ze względu na wiek (od szesnastu do osiemnastu lat) zajmowała się obserwowaniem. Tak zwana inwigilacja, to było jej jedyne zadanie. Ale to była jedyna grupa, która była pod rękš, którš można było wykorzystać. Dlatego ta grupa dostała rozkaz wykonania tych likwidacji. Strzelaliœmy w restauracji na Nowogrodzkiej, a potem w mieszkaniu prywatnym na Solcu (...)

Chodziło o skutek

Panie profesorze – pytam Andrzeja Krzysztofa Kunerta – a dlaczego właœciwie GL miałaby zastrzelić Reszczyńskiego?

– Ciężko powiedzieć...

– Bo najwybitniejsi znawcy przedmiotu, tacy jak profesorowie Œlaski i Strzembosz, piszš, że właœciwie to mogło być nieporozumienie, samowola...

– (...) była ogromna różnica, taka absolutnie ideowa, na zasadzie fundamentu, między Polskim Państwem Podziemnym i jego siłš zbrojnš a komunistami. W tym sensie, że Polskie Państwo Podziemne naprawdę robiło wszystko, co było możliwe (...) żeby działać w ramach prawa. Zdawano sobie œwietnie sprawę, że każda okupacja demoralizuje. Zdawano sobie znakomicie od poczštku sprawę, że trzeba nie tylko uregulować wymiar sprawiedliwoœci, ale że trzeba wzišć pod uwagę zwykłych ludzi, którzy muszš utrzymać rodzinę, zarobić na chleb, więc podejmujš pracę w jakichœ instytucjach mieszczšcych się w strukturach okupacyjnych...

I wymyœlono strasznie fajnš rzecz, (...) takš genialnš tezę wyrażajšcš się trzema słowami: „granice koniecznoœci życiowej". Wszystko to, co się mieœci w tych ramach, jest dopuszczalne, a wykroczenie ponad to już może być karalne, a na pewno piętnowane. To nie musi być czyn zasługujšcy na karę œmierci, to może być po prostu nadgorliwoœć na stanowisku, które samo w sobie jest dopuszczalne.

– Służenie – tak, wysługiwanie się – nie?

– Tak. (...)

W zwišzku z tym zawsze mnie œmieszyło, kiedy mówiono o „wykonaniu wyroku na Kutscherze" i tak dalej. Nie było oczywiœcie żadnych wyroków œmierci na Niemców. Wymiar sprawiedliwoœci Polskiego Państwa Podziemnego obejmował obywateli Rzeczypospolitej i naprawdę tego pilnowano. (...) Te różne legendy o przysyłaniu Niemcom wyroków œmierci na piœmie do domów to bzdura. Ale niemiecka panika, którš mamy odnotowanš w Ÿródłach, wœród tych, którzy to otrzymywali, pokazuje, że to rzeczywiœcie działało. Był taki obraz tego podziemia, które obserwuje i daje sygnał, że trzeba uważać. Nie dotyczyły Niemców kary œmierci? Nieważne. Chodziło o zjawisko, o właœciwy skutek, na jakim podziemiu zależało.

Fragment ksišżki Macieja Bernatta-Reszczyńskiego, „Niewygodny Polak", która ukaże się w œrodę nakładem Wydawnictwa Poznańskiego". Autor jest dziennikarzem od 1989 roku zwišzanym z BBC, m.in. kierował Redakcjš Ukraińskš BBC, był dyrektorem biura koordynacji programowej TVP. Jest wnukiem bohatera swojej ksišżki, Aleksandra Reszczyńskiego, komendanta granatowej policji w Warszawie

Œródtytuły pochodzš od redakcji.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL