Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Jan Bończa-Szabłowski: Karawana Gołdy Tencer

Fotorzepa, Ryszard Waniek
W lipcu tego roku minie dokładnie 60 lat od słynnej polskiej premiery sztuki Bertolta Brechta „Matka Courage i jej dzieci". Odbyła się w Teatrze Żydowskim, a w roli tytułowej wystšpiła legendarna Ida Kamińska, jedna z największych ówczesnych tragiczek teatru. Jan Kott poruszony spektaklem zakończył recenzję słowami „Ida Kamińska tym razem nie potrzebowała uczyć się roli. Ona była i jest żydowskš Matkš Courage".

Kiedy myœlę o głównej bohaterce dramatu Annie Fierling, okreœlanej mianem Mutter Courage, czyli Matki Odwagi, mam nieodparte wrażenie, że dziœ idealnš odtwórczyniš tej postaci byłaby Gołda Tencer. Jestem nawet przekonany, że podobnie jak Jan Kott mógłbym powiedzieć Gołda Tencer tym razem nie potrzebuje uczyć się tej roli. Ona jest żydowskš Matkš Courage.

Gra swš rolę w szczególnych okolicznoœciach, bo w teatrze życia. Wkrótce po œmierci męża Szymona Szurmieja zaczęła „matkować" pogršżonemu w żałobie zespołowi Teatru Żydowskiego i czekał jš kolejny cios. Teatr, z którym od 1969 roku zwišzała się na dobre i na złe, stracił siedzibę, a zespół praktycznie wyrzucono na ulicę. Cios był o tyle boleœniejszy, że otrzymany od swoich. Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, postanowiło sprzedać prywatnej spółce budynek, którego częœciš był teatr. O eksmisji mówiono już od pewnego czasu, ale w ubiegłym roku stała się ona faktem. Władze Warszawy poœpieszyły Gołdzie Tencer z pomocš, poszukujšc tymczasowej siedziby, ale jednak dzisiejszy Teatr Żydowski bez stałego adresu bardzo przypomina wóz wędrowny kierowany przez Matkę Courage.

Gołda Courage porusza się nim z podziwu godnym uporem, nie traci optymizmu, a przede wszystkim woli walki. W tej podróży zabiera na pokład reżyserów, majšc nadzieję, że kiedy na chwilę odda im lejce, pokierujš  pojazdem w rejony dotychczas nieznane, a podróż stanie się atrakcyjna zarówno dla aktorów, jak i widzów.

Czasem bywa jednak, że lejce odda woŸnicy, który poprowadzi na manowce. Tak było choćby w przypadku Mai Kleczewskiej, która po udanym „Dybuku", realizujšc „Malowanego ptaka", wyprodukowała rzecz pozbawionš głębszej refleksji, ze z góry ustalonš tezš.

W kilkuletnim oczekiwaniu na nowš siedzibę dla teatru Gołda Courage odwiedza ze swš karawanš wcišż nowe miejsca. Jak dotšd zatrzymała się na chwilę w dawnej loży masońskiej od lat użytkowanej przez Warszawskš Operę Kameralnš z poruszajšcš sztukš „Szosza". Na dłużej zagoœciła w wyremontowanej sali Klubu Garnizonowego, by w trudnych czasach zaprezentować coœ dla œmiechu, choćby „Szabasowš dziewczynę" Daniela Simona, o którym jego uczeń Woody Allen powiedział: „Tego, co wiem o komedii, nauczyłem się od Simona". W Klubie Garnizonowym jest też okazja posłuchać jednego z największych œwiatowych musicali, czyli „Skrzypka na dachu", poznać smak „Wielkiej wygranej". Gołda Courage słusznie uważa, że kierowany przez niš teatr nie może być jedynie „żydowskš cepeliš", wie także, że w kierowanie takš placówkš wpisane jest artystyczne ryzyko. O bolesnych rozdziałach naszej wspólnej historii mówi z pewnoœciš spektakl „o wstydzie i o dumie, czyli „Aktorzy żydowscy", a także poruszajšce „Matki".

Miejsc postoju mogłoby być oczywiœcie więcej. Choćby muzeum Polin, którego sala widowiskowa po pewnej modernizacji stałaby się najbardziej logicznym miejscem prezentacji niektórych spektakli.

Wymyœlony przez Gołdę Courage festiwal Warszawa Singera uczynił ze stolicy, miasto sztuki i tolerancji. Zaczynał od okolic placu Grzybowskiego, a potem pięknie zaistniał w innych miejscach. Myœlę, że to dobry pomysł na przyszłoœć Teatru Żydowskiego. Zanim powróci na plac Grzybowski, co inwestor obiecał umożliwić, mógłby zagoœcić na Pradze w dawnej Fabryce Trzciny, która potem stałaby się jego filiš. Centrum artystyczne wyczarowane niegdyœ przez Wojciecha Trzcińskiego w dawnych zabudowaniach fabrycznych na warszawskiej Pradze to przecież teren tzw. szmulowizny. A nazwa pochodzi od Szmula (Samuela) Sonnenberga, najbogatszego Żyda warszawskiego, kupca, bankiera, faktora, protegowanego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, protoplasty rodu Bergsonów, w tym filozofa Henryka Bergsona.

Z takš historiš oraz przy niezwykłej pracowitoœci i osobistym zaangażowaniu Gołdy Tencer miejsce to ma szansę stać się dla Warszawy tym, czym dla Krakowa Kazimierz.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL