Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Tajemnica chińskiego znaku te

Fotorzepa, Robert Gardziński
Zawsze mnie zastanawiało, skšd ta niebywała celebra zwišzana z parzeniem herbaty. Z kawš jest odwrotnie. Ta gliniasta ciecz, przepuszczana przez wnętrznoœci błyszczšcej maszyny, przesypywana, gruchotana i syczšca, należy do najniższej kasty napojów.

W przypadku herbaty mamy za to do czynienia z czymœ niemal boskim. Czyżby to wpływ chińskich cesarzy? A może samego Buddy, który w herbacie zasmakował, uczšc się od pasterzy, że wrzštek zaprawiony jej liœciem upiększa barwy œwiata?

Trudno mi sobie przypomnieć, kiedy pierwszy raz spróbowałem herbaty, ale pamiętam jš doskonale z póŸniejszego dzieciństwa. Mama przygotowywała jš zwykle w poœpiechu, najpierw buchał parš ogromny aluminiowy czajnik, potem szczyptę herbaty wrzucano do porcelanowego imbryka. W końcu na dnie mojego kubka lšdowało kilkadziesišt kropel esencji, którš mama zalewała mlekiem. Sam, od kiedy sobie z tym radziłem, dosypywałem dwie, a czasem i trzy łyżeczki cukru. Dopiero po latach dowiedziałem się, że tak przyrzšdzana herbata nosi nazwę „bawarka" i jest bliskš krewnš sposobów sporzšdzania herbaty w Mongolii i Tybecie. Na stepach od tysišcleci gotowano zielonš, prasowanš herbatę w mleku, z dodatkiem masła, mški i soli, w Tybecie zaœ do gotowanej w wodzie herbaty po prostu dolewano mleka jaka i doprawiano solš.

Kiedy całe to szaleństwo się zaczęło? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast gdzie. Ojczyznš herbaty sš Chiny, a legenda mówi, że pierwszy napar przypadkiem sporzšdził niemal 5000 lat temu legendarny cesarz Shennong. Dowody piœmiennicze zwišzane z używaniem herbaty pojawiajš się w X w. przed Chr., a w VIII po Chr. pierwsze księgi instruktażowe. Wtedy œwiatowa kariera herbaty trwała już na całego. W Azji Wschodniej i Œrodkowej pije się jš powszechnie. Do Japonii trafia na poczštku IX wieku, a jej parzenie natychmiast obrasta wyjštkowym rytuałem. W Indiach znana jest jako masala czaj. Cywilizacja herbaciana do Europy trafia przez Rosję. A komercyjny sukces zawdzięcza Holendrom, którzy kupowali jš od kupców indyjskich i arabskich. W wieku XVII jest już powszechnie obecna niemal w całej Europie, choć popularnym napojem stała się dopiero sto lat póŸniej.

Wróćmy jednak do Chin, gdzie kulturę picia herbaty cišgle trzyma się na wyjštkowo wysokim poziomie, a jej rzadkie gatunki osišgajš zawrotne ceny. Mało kto wie, że na polach herbacianych na potrzeby wytworzenia jakoœciowej herbaty zrywa się tylko dwa najmłodsze listki, a fusy zbiera i pieczołowicie nawozi nimi grzšdki. Mało kto wie, że mistrz parzenia herbaty, przygotowujšc napar, musi doskonale panować nad temperaturš wody. Herbatę czarnš zalewa się wrzštkiem i parzy przez nie więcej niż pięć minut dla uwolnienia kofeiny i tanin. Zielonš, w niższej temperaturze i dwakroć krócej, za to można jš parzyć wielokrotnie, za każdym razem uzyskujšc inne efekty smakowe. Białš, żółtš i ulung też w niższych temperaturach, dłużej bšdŸ krócej, zależnie od gatunku i jakoœci. Przede wszystkim liczy się jednak – jak mi opowiadał mistrz z Tajpej – nabożeństwo. Spokój i równowaga żywiołów, co symbolizujš doskonale zrównoważone połówki jin i jang. Na stoliku w herbaciarni buchał czajnik z wodš, a wypełniony po brzegi rozmoczonym suszem imbryk był wielokrotnie uzupełniany i obmywany z zewnštrz wodš. A wiecie, że za picie cesarskiej herbaty można było stracić głowę? – pytał i pokazywał sprasowane brykiety ozdobione wytłoczonym znakiem smoka lub tygrysa. To była herbata na dwór cesarski. Niedostępna dla ludu.

Z Tuaregami z pustyni Ubari pijałem herbatę pod rozsypanymi na niebie saharyjskimi gwiazdami. Pamiętam, jak siadywaliœmy wokół maleńkiego, podsycanego zeschłymi patykami ogniska i parzyliœmy herbatę. Cóż to była za herbata. Zielona, słodka, zaprawiana œwieżš miętš. Tajemnicza, o niespotykanym aromacie. Mistrz ceremonii setki razy, absolutnie bezbłędnie, przelewał cierpko pachnšcy napój z jednego pojemniczka do drugiego. Ani jedna kropla nie pryskała w ciemnoœć nocy. Bursztynowy, lekko mętny płyn wystrzeliwał ciepłš smugš z jednego naczynia, by trafić do drugiego. Odbijajšc refleksy ogniska, pozostawiał po sobie mgiełkę miodowego, cierpkiego zapachu. Skšd ta herbata? Z Mali i Nigru. Pierwsza szklaneczka jest sroga jak œmierć. Druga słodka jak życie. Trzecia lekka jak miłoœć – opowiadał. Piliœmy tę herbatę z maleńkich szklaneczek. Płyn był już ledwie ciepły. Słodki i cierpki. Gęsty i powłóczysty. Na końcu języka zostawiał delikatne pieprzowe mrowienie. Pachniał intensywnie miętš. Pewnie nigdy nie napiję się już herbaty na Ubari. Może jeszcze kiedyœ wrócę do mistrza z Tajpej. I na pola herbaciane w Kericho, u stóp płaskowyżu Mau. Zawsze chciałem napisać o herbacie, więc wybaczcie państwo, że skorzystałem z szansy.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL