Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Co bardziej porusza od ksišżęcego ślubu

AFP
W 1981 roku 700 mln osób na œwiecie zasiadło przed odbiornikami telewizyjnymi, by oglšdać œlub księcia Karola i Diany Spencer. Transmisję œlubu ich syna Williama z Kate oglšdało siedem lat temu na żywo już ponad dwa miliardy ludzi. Wiele wskazuje na to, że sobotnia ceremonia z udziałem jego młodszego brata i Amerykanki Meghan Markle cieszyć się będzie podobnš popularnoœciš.

Można zrozumieć fascynację życiem rodziny królewskiej w krajach, które kiedyœ znajdowały się pod rzšdami brytyjskiej korony, ale zjawisko to znacznie wykracza poza Wspólnotę Narodów. Dlaczego?

Widzowie serialu „The Crown" mogli œledzić, jak za czasów królowej Elżbiety II, choć jej panowanie było œwiadkiem rozpadu brytyjskiego imperium, to właœnie korona stała się dla Brytyjczyków symbolem jednoœci. Konserwatyœci, lewica, liberałowie – bliżej lub dalej od Pałacu Buckingham – właœnie z korony czerpali poczucie dumy i odrębnoœci.

Rodzina królewska bardzo szybko zrozumiała, czego zresztš „The Crown" jest œwietnš ilustracjš, jak wielkie zainteresowanie czytelników kolorowych gazet i magazynów budzš jej członkowie. Wszak nad Tamizš powstały pierwsze tabloidy. Choć i wczeœniej w rodzinie królewskiej nie brakowało skandali przycišgajšcych uwagę opinii publicznej (był nim niewštpliwie zwišzek króla Edwarda VIII z amerykańskš aktorkš), ale to właœnie œlub Elżbiety stał się wydarzeniem powstajšcej właœnie medialnej popkultury. Swojš rolę w niej rozumiała doskonale Diana, która wprowadziła do rodziny królewskiej celebrytyzm w jego postnowoczesnym wydaniu.

Jest to zresztš pewien paradoks, że dziœ, w czasach, w których równoœć i demokratyzacja (rozumiana jako odchodzenie starych elit do przeszłoœci) œwięcš największe tryumfy w historii ludzkoœci, to właœnie życie rodziny królewskiej potężnej niegdyœ Wielkiej Brytanii staje się tak ważnym wydarzeniem. Czyżby powszechnie obowišzujšcy egalitaryzm nie zatarł w œwiadomoœci miliardów ludzi na œwiecie tęsknoty za hierarchiš, za pewnym starym porzšdkiem, którego odzwierciedleniem jest rodzina królewska? Następcy tronu i ich najbliżsi sš władcami masowej wyobraŸni, kształtujš mody i wzbudzajš aspiracje nawet poza krajami znajdujšce się pod rzšdami brytyjskich monarchów.

Również w Polsce największe telewizje obiecały swoim widzom transmisję ze œlubu Harry'ego i Meghan. Czyżby również nad Wisłš istniała taka paradoksalna egalitarno-konserwatywna tęsknota z porzšdkiem i hierarchiš, którš uosabiajš monarchowie? Czy to już może zwykły mechanizm importu popkulturowych mód doby globalizacji, gdy nowoczesne media sprawiajš, że wyobraŸnia dzieci z podhalańskiej wsi ma znacznie więcej wspólnego z wyobraŸniš młodego Niemca, Amerykanina czy Pakistańczyka lub Hindusa niż z imaginarium jego własnego dziadka czy pradziadka? Trudno powiedzieć.

Dla mnie bohaterami ostatnich dni wcale nie sš brytyjscy ksišżęta. Nie widzę w fascynacji nimi nic złego, ale moimi cichymi bohaterami sš wspaniali ludzie, którzy przez ostatnich kilkaset godzin, ryzykujšc własne życie, kilkaset metrów pod ziemiš najpierw prowadzili akcję ratunkowš, a póŸniej poszukiwawczš swoich zaginionych kolegów – górników z kopalni Zofiówka. Znacznie bardziej wzruszały mnie zdjęcia pokazujšce piekielne warunki, w jakich nieœli pomoc swym bliŸnim, niż kolejne doniesienia o kreacjach i menu, jakie wybrali przyszli ksišżęta. Wybacz, ksišżę Harry!

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL