Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Lutz Seiler: W NRD, czyli nigdzie

materiały prasowe
Debiut prozatorski Lutza Seilera to pierwsza wybitna powieœć poœwięcona Niemcom Wschodnim. Dobrze wpisuje się w tradycję uczciwoœci intelektualnej spod znaku Sebalda i Bölla, nie będšc przy tym jednak prostackš samokrytykš.

Nieco ponad pół wieku po upadku muru berlińskiego Niemiecka Republika Demokratyczna pozostaje właœciwie białš plamš na kulturalnej mapie Europy. Z perspektywy czasu można wręcz odnieœć wrażenie, że Niemcy Wschodnie nigdy nie istniały. Owszem, enerdowskie pływaczki trafiajš czasem do literatury (jednš z nich spotkamy w tomie opowiadań „Puls" wielkiego angielskiego pisarza Juliana Barnesa), a w Polsce dostaliœmy dwa zbiory opowiadań: „Enerdowce i inne ludzie" Brygidy Helbig oraz zupełnie nieudane „Back in the DDR i inne opowiadania" Andrzeja Kasperka. Wydaje się jednak, że podwójne enerdowskie brzemię – nazizmu i komunizmu – podlega całkowitemu wyparciu. Wišże się to zresztš bardzo mocno z wyraŸnie obecnym na wschodzie poczuciem gorszoœci, które przetrwało do dziœ, a także z niemożliwoœciš rozliczenia z historiš, bo choć wszechmocna Stasi zatrudniała ledwie 91 tys. etatowych pracowników i miała na swoich usługach niespełna 200 tys. tajnych agentów, to w społeczeństwie panowało poczucie, że służby sš wszędzie i wszystko majš pod kontrolš. Niemieckš lustrację chwalono i przeciwstawiano naszej, ale ksišżka Uwe Müllera i Grit Hartmann „Stasi. Zmowa niepamięci" dowodzi, że sukcesy naszych zachodnich sšsiadów sš głównie wizerunkowe.

Do niedawna właœciwie jedynym znaczšcym dziełem mierzšcym się z historiš NRD, które trafiło do szerszej publicznoœci, pozostawał znakomity film Floriana Henckela von Donnersmarcka „Życie na podsłuchu", nagrodzony w 2006 roku Oscarem dla najlepszego obrazu nieanglojęzycznego. „Kruso" Lutza Seilera ma szansę stać się drugim takim głosem. W samych Niemczech ta niezwykle wymagajšca ksišżka sprzedała się w niemal 400 tys. egzemplarzy. Prawa do tłumaczenia powieœci zakupiono w ponad 20 krajach, nagrodzono jš m.in. prestiżowš nagrodš Uwe Johnson Preis i najważniejszš w Niemczech Deutscher Buchpreis. Autorowi nie szczędzili pochwał także krytycy, porównujšc jego dzieło między innymi z „Mistrzem i Małgorzatš" oraz „Czarodziejskš górš". I choć może jest w tych zestawieniach nieco przesady, to trudno je uznać za całkowicie nieuprawnione. Œwiat „Krusa" rozpina się bowiem gdzieœ między fantasmagorycznoœciš „Pedro Paramo" Juana Rulfa a klaustrofobicznym więzieniem „Władcy much" Williama Goldinga.

Niewola to wolnoœć

W ojczyŸnie 54-letni Seiler uchodzi dziœ za gwiazdę pierwszej wielkoœci. Do niedawna mówiło się, że jako poeta osišgnšł już wszystko, dlatego nie dziwiło, że chce spróbować sił w prozie, zresztš już wczeœniej doceniano jego opowiadania. „Kruso" stanowił logiczny krok w jego karierze literackiej, ale tak udane przejœcia od poezji do prozy zdarzajš się wyjštkowo rzadko.

Pisarz oparł debiutanckš powieœć na swoich doœwiadczeniach z pracy sezonowej na pięknej wyspie Hiddensee, która za czasów NRD była popularnym kurortem robotniczym. Seiler spędził tam lato 1989 roku i tam też osadził akcję ksišżki, ale mimo pewnych podobieństw między autorem a głównym bohaterem lektura „Krusa" w kontekœcie biograficznym nie ma większego sensu. Powieœć zanurzona jest bowiem w œwiecie literatury. Już sam tytuł przynosi słuszne skojarzenia z „Robinsonem Crusoe". Kruso, czyli Aleksander Krusowicz, który przybył do NRD wraz z rodzicami na służbie w radzieckiej armii (ojciec generał, matka artystka, urzšdzajšca przedstawienia dla sowieckich żołnierzy), próbuje na wyspie stworzyć coœ na kształt utopii, zaprzęgajšc do jej realizacji wszystkich pracowników oœrodka wczasowego. Tutejsi pracownicy nie tylko zajmujš się goœćmi oœrodka, lecz także robiš wszystko, by pomóc rozbitkom, czyli tym, którzy przybywajš tutaj w poszukiwaniu schronienia i wolnoœci.

Zmarli nie istniejš

Główny bohater powieœci Ed Bendler, wyœniony przez Krusa Piętaszek, przerywa studia w Halle i wyrusza na północ, by zmierzyć się ze stratš ukochanej. Bendler trafia do oœrodka U Klausnera, gdzie niedawno zwolniło się miejsce „na zmywaku", ponieważ w tajemniczych okolicznoœciach zniknšł jego poprzednik. Kruso przygarnia go pod swoje skrzydła. W ten sposób zaczyna się ich naznaczona zwierzeniami i zawirowaniami przyjaŸń, w której role mistrza i ucznia ostatecznie się odwrócš.

Ważniejsze od dzieła Daniela Defoe okazujš się jednak konteksty poetyckie i poetycka wyobraŸnia, za sprawš której Seiler kształtuje rzeczywistoœć swojej powieœci. Widać to już na poziomie postaci – mamy tu Rimbauda (kelnera) i Rilkego (lodziarza), duński archiwista cytuje Heinricha Heinego, a całoœci patronuje Austriak Georg Trakl. Seiler nie ogranicza się jednak do cytatów i kryptocytatów – przywoływanie poetyckich fraz nie jest jedynie literackim popisem, lecz służy snuciu opowieœci. Ale najważniejsze jest to, że we frazie samego Seilera czuć ucho poety. Posłuchajmy zresztš: „Na krawędzi urwiska wiatr był tak silny, że odcinał im równiutko œmiech od ust, dlatego wyglšdali jak głupcy, układajšc wargi i zęby w nieme grymasy".

Kruso" zrodził się z jednego obrazu. Seiler przebywał na stypendium w Rzymie i nie dawały mu spokoju odgłosy kosiarki dobiegajšce z ogrodu willi, w której mieszkał. Kosiarka przywiodła mu na myœl obraz sowieckiego generała ze zmoczonymi nogawkami, który powrócił w powieœci. Cień Sowietów unosi się zresztš złowrogo nad całš historiš: we wstrzšsajšcym epilogu poznajemy losy tych, którzy z komunistycznego raju próbowali się wymknšć, dopłynšć z Hiddensee na duńskš wysepkę Mon. Kruso powierza bowiem swemu towarzyszowi ostatnie zadanie: pragnie, by Ed dowiedział się czegoœ o jego siostrze, która zniknęła w morskiej pianie. Bendler po otwarciu granic szuka jej œladów w kopenhaskich archiwach, gdzie natrafia na historie enerdowskich uciekinierów, ludzi z nieistniejšcego już – a zdawałoby się, że nigdy – kraju, o których nikt się nie upomina. Szczególnie mocnym echem wybrzmiewa pytanie: „Dlaczego nie drukuje się [na mapach – przyp. K.C.] mórz na czarno, takich jak oczy zmarłych, albo na czerwono jak krew?".

Niemiecki pisarz nie tworzy jednak prostej alegorii. Triumfalny „pochód socjalizmu" i wschodnioniemieckie realia – poznajemy je przede wszystkim za poœrednictwem urywków radiowych transmisji i rzuconych mimochodem uwag, jak ta o 1971 roku i jedynym razie, kiedy Ed jadł w życiu pomarańcze – ani przez moment nie dominujš. Powieœć Seilera, jak każde wybitne dzieło literackie, można interpretować na wiele sposobów. Najciekawsza jest tu wizja wolnoœci przedstawiona przez Krusa. Choć przez dużš częœć powieœci zdawać by się mogło, że dowodzšcy załogš Klausnera pomywacz udziela azylu tym, którzy nie potrafiš wpasować się w enerdowskš rzeczywistoœć i jest apologetš emigracji (zarówno realnej, jak i wewnętrznej), to ostatecznie chodzi mu nie tylko o wolnoœć przed komunistycznym reżimem: „Zadanie Wschodu, Ed, znaczy się całego Wschodu, poczšwszy od kazachskich jurt, namiotu cyrkowego mojej matki, w Karagandzie, wiesz, stamtšd aż tutaj, aż do tej wyspy, tej arki... to pokazanie drogi Zachodowi (...) tym, którzy zaszli tak daleko w dziedzinie techniki, ekonomii, infrastruktury... tym, którzy zaszli tak daleko z tymi swoimi autostradami, liniami produkcyjnymi i federalnymi parlamentami, wskazać drogę do wolnoœci, tę utraconš stronę ich... ich istnienia". Kruso dostrzega więc także zniewolenie, które widzieli w pustocie i miałkoœci Zachodu Czesław Miłosz czy korespondujšcy ze Zbigniewem Herbertem Artur Międzyrzecki.

O wielowymiarowoœci „Krusa" decyduje niedoceniana w Niemczech kwestia intelektualnej uczciwoœci. Można by zresztš tamtejszš historię literatury II połowy XX wieku opatrzyć podtytułem nawišzujšcym do Buddenbrooków Tomasza Manna. Autor „Doktora Faustusa" napisał „dzieje upadku pewnej rodziny" (portretujšc de facto zmierzch protestanckiej etyki pracy), ale gdyby zmienić ostatnie słowo na „literaturę", otrzymalibyœmy całkiem trafnš diagnozę wspomnianego okresu. Niewykluczone, że to właœnie brak rozliczeń stoi za systematycznym znikaniem niemieckich pisarzy z horyzontu literatury œwiatowej. Owszem, Heinrich Böll, mieszkajšcy w Szwajcarii Hermann Hesse czy Günter Grass przebili się do œwiadomoœci czytelników na całym globie, ale nie ma przypadku w tym, że za ostatniego wielkiego niemieckiego prozaika uważa się W.G. Sebalda, autora niezwykle krytycznej wobec zakłamujšcych historię rodaków „Wojny powietrznej i literatury", który wyemigrował do Anglii i odcinał się od niemieckich korzeni jak tylko się da, zapisujšc swoje imiona inicjałami (Winfrieda uważał za imię „prawdziwie nazistowskie"). Powieœć Lutza Seilera dobrze wpisuje się w tradycję uczciwoœci intelektualnej spod znaku Sebalda i Bölla, nie będšc przy tym jednak prostackš samokrytykš, lecz oryginalnš wypowiedziš artystycznš. I jeœli nawet „Kruso" nie podbije Europy, to powinien przejœć do historii literatury jako jedna z najważniejszych powieœci niemieckich poczštku XXI wieku.

Lutz Seiler, „Kruso", przeł. Dorota Stroińska, Wydawnictwo UJ

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL