Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Tereska. Rozwišzujemy zagadkę słynnego zdjęcia

Tereska rysuje dom
MAGNUM PHOTOS/Forum, David Seymour
Wiadomo było tylko, jak ma na imię i że w 1948 r. zastygła na kliszy Davida Seymoura, fotografa wysłanego przez UNICEF, by dokumentować życie europejskich dzieci po wojnie. Losy dziewczynki ze zdjęcia, uznawanego za jedno z najważniejszych w historii fotografii, pozostawały zagadkš. Po prawie 70 latach udało nam się jš wreszcie rozwišzać.

Dlaczego Seymour akurat jš tak sobie upodobał, że cały arkusz 37 zdjęć podpisał na odwrocie: „Children of Europe, Poland. Tereska"?

Bo, tak jak on, była ponoć Żydówkš?

Bo, jak podawały niektóre Ÿródła, spotkał jš w swoim rodzinnym Otwocku?

Bo jej zdjęcie wyszło mocne, można się było spodziewać, że pod ciężarem spojrzenia Tereski ludzie się ugnš, przerażš, wzruszš?

Bo inne dzieci z klasy – Wojtek, Henio, Tadzio, Józio i Genia – w odpowiedzi na zadanie „to jest dom" białš kredš rysowały na tablicy okna, drzewa, uœmiechniętš mamę z kręconymi włosami, kuchenkę, stół otoczony wianuszkiem krzeseł, a tylko Tereska lewš ršczkš namalowała jakiœ bohomaz?

Bo ten bohomaz to mógł być drut kolczasty z obozu koncentracyjnego, gdzie (jak gdybali niektórzy) spędziła pierwsze lata życia, a może nawet przyszła na œwiat?

Albo ruiny jej domu, zburzonego, dajmy na to, w powstaniu warszawskim?

O Boże... To przecież nasza Niuńka

Pierwszš kostkę domina pchnšł Patryk Grażewicz, 24-letni podróżnik i wolontariusz pracujšcy w Grecji. – W grudniu zeszłego roku trafiłem w internecie na zdjęcie Tereski z przekręconym podpisem, jako „Terezka". Zanim to poprawiłem, postanowiłem pogrzebać w tym temacie. Nie dowiedziałem się właœciwie nic, historia mnie więc zainteresowała. Tak dotarłem do niemieckiej fundacji charytatywnej Tereska i dowiedziałem się, że poszukujš informacji na temat tożsamoœci dziewczynki, która stała się jej patronkš. Postanowiłem w tym pomóc.

Pod koniec lutego Patryk przyjechał do Warszawy na trzy dni, by pchnšć œledztwo do przodu. Od naszego przypadkowego spotkania, do którego wówczas doszło, poszukiwania Tereski prowadziliœmy już we dwoje, proszšc o pomoc kolejne osoby.

Helena Rembelska ze Stowarzyszenia Dzieci Holokaustu wyszukała w bazie wszystkie Teresy, zaadresowała dziesięć kopert, do każdej włożyła kserokopię zdjęcia i pisemnš proœbę o kontakt, gdyby któraœ ze stowarzyszonych rozpoznała na fotografii samš siebie.

Anna Przybyszewska-Drozd z działu genealogicznego Żydowskiego Instytutu Historycznego ostrzegła: „Będzie ciężko, to igła w stogu siana. A właœciwie w kosmosie". Doradziła jednak: – ZdobšdŸcie oryginały zdjęć Seymoura, klisze, negatywy. Może robił jakieœ adnotacje na odwrocie? Może będzie więcej zdjęć dzieci z klasy Tereski i uda się któreœ namierzyć, rozpoznać? Może inne zdjęcia wyjaœniš, co to był za budynek – szkoła, dom dziecka, placówka dla dzieci z traumš? Bo po Teresce ewidentnie widać, że nie do końca jest przytomna, jakby nie była na tym œwiecie.

Już po czterech dniach od tej rozmowy z archiwum agencji Magnum Photos w Nowym Jorku nadeszły skany zdjęć Seymoura, w większoœci nigdy niepublikowane. Dzięki nim możliwe było odtworzenie trasy, jakš przebył z Otwocka do Tereski. Kolejne budynki, na czele z małš szkołš przy ul. Tarczyńskiej 27 (obecnie, po kilku solidnych przebudowach, domem dziecka), rozpoznała grupa Warszawska Identyfikacja. Piotrek, członek tej ekipy, opowiada: – Budynek jak na szkołę wydawał się za mały, szukałem po przedszkolach, a potem także domach dziecka. Zabudowa w tle sugerowała Mokotów lub Ochotę, przejrzałem te dzielnice, na ortofotomapie przypasowałem zdjęcie do budynku przy Tarczyńskiej. Zachował gabaryty tego ze zdjęcia, no i zgadzało się tło.

32-sekundowy dokument z Polskiej Kroniki Filmowej nr 38/48 pod tytułem „Pierwszy dzień nowej szkoły" po porównaniu ze zdjęciami budynku i klasy lekcyjnej ostatecznie potwierdził, że Tereska była uczennicš Publicznej Szkoły Podstawowej nr 177 w Warszawie.

Archiwalne akta wszystkich Teresek uczęszczajšcych między rokiem 1948 a 1957 do placówki przewertowała Elżbieta Nowakowska, dyrektorka Zespołu Szkół Specjalnych nr 92 (którego częœciš stała się właœnie PSP nr 177). – Zdjęcie wydało mi się dziwnie znajome, choć nie potrafiłam zdefiniować, skšd. Od dwóch lat staramy się utrzymywać kontakt z absolwentami, a w przyszłym roku szkoła obchodzić będzie stulecie i bardzo chcieliœmy dotrzeć z tš informacjš do byłych uczniów i nauczycieli – tłumaczy. – Zdjęcie Tereski: jej twarz, drobna postura i intrygujšcy wzrok, spowodowało, że poczułam niezwykłš chęć pomocy w odnalezieniu jej.

W sobotę, 11 marca, dyrektor Nowakowska zadzwoniła bladym œwitem. – Proszę notować: Teresa Adwentowska, urodzona 9 czerwca 1940 r., ojciec Franciszek, matka Józefa, zamieszkała przy Grójeckiej 27 m. 16, tato według zapisków prowadził kiosk ze słodyczami na placu Narutowicza. Dziewczynka z niedowładem nóg i ręki prawej. Od grudnia 1948 r. nie uczęszczała do szkoły z powodu pobytu w szpitalu na badaniach, ponownie prawie cały rok szkolny 1954/1955 spędziła w szpitalu psychiatrycznym w Œwieciu, wróciła w następnym roku. Zapis kończy się na roku szkolnym 1956/1957.

Adwentowskich w Polsce jest raptem kilkanaœcioro, większoœć ma konta w serwisach społecznoœciowych. Na wiadomoœć pierwsza odpowiedziała Dagmara, dziennikarka i pisarka z Wrocławia: „To by się zgadzało, rodzina przed i po wojnie mieszkała w Warszawie i okolicach. Skonsultuję się z tatš i oddzwonię". Tata, Waldemar, opowiedział pokrótce historię rodzinnej niesnaski, po której losy braci Adwentowskich w okolicach powstania warszawskiego całkiem się rozeszły. – Ale pamiętam, że mój tata wspominał kiedyœ, w latach 60., że wuj w Warszawie ma kiosk z warzywami.

12 marca parę minut po godzinie 23 wiadomoœć odebrała również Krystyna Adwentowska. „Czy mogę zadzwonić? Nie œpi pani?", napisała. Jakieœ trzy minuty póŸniej, zbombardowana informacjami: imię, nazwisko, data urodzenia, adres zamieszkania, adres szkoły, szpital w Œwieciu, ręka, noga, kiosk, wyszeptała do słuchawki: – O Boże... To przecież nasza Niuńka.

Między odczytaniem wiadomoœci a wykręceniem numeru Krystyna zawołała męża do komputera. „Marek, patrz! Skšd ta kobieta ma zdjęcie twojej siostry Tereski?!".

Nie wiedzieli, że fotografia Tereski zjechała kawał œwiata, goszczšc w galeriach w Nowym Jorku, San Francisco, Mexico City, Zurychu, Nicei, Paryżu, Turynie, Budapeszcie, Brukseli i Łodzi. Nie wiedzieli, że analizowali jš psychologowie, próbujšc zrozumieć, co wojna robi z umysłem dziecka. Że powielały jš serwisy i blogi poœwięcone fotografii, konfliktom zbrojnym i Holokaustowi, niekiedy okrzykujšc jednym z najważniejszych zdjęć w historii. Że całymi latami nad tym, co się z Tereskš działo wczeœniej i co się stało póŸniej, dumano w Stanach Zjednoczonych, Europie, Polsce.

Nie wiedzieli też, że w 2008 r. niemiecki biotechnolog i przedsiębiorca Gregor Siebenkotten założył fundację dedykowanš „dzieciom, które cierpiš z powodu głębokich psychicznych, fizycznych bšdŸ materialnych trudnoœci, w szczególnoœci żyjšcym na terenach dotkniętych wojnš i głębokš biedš". Wreszcie – że fundację nazwał po prostu: Tereska.

Siebenkotten: – Mam już swoje lata, ale wcišż nie mogę się pogodzić z tym, jak niesprawiedliwa i okrutna jest wojna. I wcišż chcę coœ z tym zrobić. A że od zawsze interesuję się fotografiš, widziałem wiele zdjęć. Jednym z najmocniejszych, najważniejszych, najbardziej poruszajšcych jest dla mnie zdjęcie Tereski. Odkšd pierwszy raz je zobaczyłem, nie mogłem wyprzeć go z pamięci. Wybór imienia jako nazwy fundacji był więc oczywisty, choć nic o tej dziewczynce nie wiedziałem i całymi latami bezskutecznie próbowałem dowiedzieć się czegokolwiek. Pogodziłem się już z myœlš, że nigdy się to nie uda.

Bogatsza o tę wiedzę Krystyna przez telefon powiedziała: – Imiona rodziców się nie zgadzajš, nie Franciszek i Józefa, tylko Jan i Franciszka. I data urodzenia jest przekręcona, czeski błšd. Ale cała reszta... I to zdjęcie...

Dwa dni póŸniej w swoim mieszkaniu na warszawskim Bemowie Marek i Krystyna pokazujš pamištki po Teresce, czy raczej Niuńce, jak jš przez całe życie nazywali. Całš rodzinę postawili na głowie, żeby je odnaleŸć i zebrać. Na stół wykładajš kilka malutkich zdjęć. Prawie 12-letnia Tereska, spokojna, z lekkim uœmiechem, w sukience z białym kołnierzykiem i wielkš czarnš kokardš we włosach. 14-letnia z Markiem na spacerze, znów z kokardš, w sukience odsłaniajšcej łydki, bardzo szczupłe, zwłaszcza prawa, ta z niedowładem, jakby całkiem pozbawiona mięœni. Z tyłu zdjęcia niewprawnš rękš napisane: „ja muwiłam szes razy pacasz". 15-, może 16-letnia w białym wianuszku na głowie i z grymasem niezadowolenia na twarzy. Po dwudziestce, na spacerze z rodzinš, już całkiem skrzywiona.

Jest też akt urodzenia: 6 wrzeœnia 1940, Osuchów. I akt zgonu: 27 stycznia 1978, Pruszków, tworkowski szpital psychiatryczny.

Babcia już nie wróciła

Na poczštku poszukiwań Anna Przybyszewska-Drozd z ŻiH przysłała e-maila: „Przyglšdam się dziewczynce na zdjęciu i wydaje mi się, że nie była zaburzona od urodzenia i jeœli została umieszczona w oœrodku, to z powodu traumy tego, co przeżyła. Ma ogromne przerażenie w oczach, ale nie wydaje się być zaburzona nieodwracalnie".

Zdjęcie analizowała też dyr. Nowakowska: – Myœlę, że to mogło być dziecko, które jakšœ historię zaburzeń neurologicznych miało. Na zdjęciu wyglšda na siedem–osiem lat, w tym wieku taki rysunek to jest, jak my, pedagodzy specjalni go okreœlamy: bazgrot. Może pokazywać jej przeżycia wojenne, niemożnoœć opowiedzenia o tym, przez co przeszła, wyrażenia, co czuje.

Przybyrad Paszyn, znajomy historyk z Poznania: – Mnie ten rysunek wyglšda na gruzy. Pomyœl tylko: ile ona mogła mieć w czasie powstania warszawskiego lat? Cztery, góra pięć. Już wszystko musiała pamiętać. WyobraŸ sobie, że widzisz, jak twój dom jest bombardowany, obraca się wniwecz, nic nie ma, tylko sterta gruzu. A póŸniej ktoœ mówi ci: narysuj dom. No i co masz narysować, jak domu nie ma?

– To jest strzał w dziesištkę – mówi dwa tygodnie póŸniej pani Krystyna. Rozsypane elementy układanki składa w całoœć jej mšż, a Tereski brat, Marek. Urodził się w 1948 r., z opowieœci rodziców i starszej siostry Jadwigi wie, że niemal całš wojnę Jadzia razem z Tereskš spędziły u babci Michaliny, w mieszkaniu przy Towarowej 60 (to dzisiaj dwie przecznice od siedziby Muzeum Powstania Warszawskiego). Ojciec Jan Klemens działał w podziemiu, złapany przez gestapo był przetrzymywany na Szucha, podczas przesłuchania wybili mu wszystkie zęby, z wojny wyszedł ze skierowaniem do poradni zdrowia psychicznego i diagnozš: encefalopatia pourazowa. Matka Franciszka kombinowała, jak się dało, póki istniało getto, na przykład jeŸdziła tam na handel.

Marek opowiada: – Gdy wybuchło powstanie i zaczęła się rzeŸ Woli, 14-letnia Jadzia z 4-letniš Tereskš za rękę uciekły z mieszkania, za nimi biegła babcia, ale przypomniała sobie, że zostawiła w domu olbrzymi brylant, który mama znalazła wczeœniej zaszyty w sukience kupionej w getcie i jej podarowała. Babcia cofnęła się więc po niego do mieszkania. I już nie wróciła. Prawdopodobnie została zastrzelona, dom wysadzono w powietrze.

Budynek legł w gruzach, pogrzebał babcię i kilkoro tych, którzy się o te pół minuty spóŸnili. Ofiar było więcej. – Teœciowa opowiadała, że podczas bombardowania odłamek ranił Niunię w głowę – mówi Krystyna. Marek dodaje: – Od tego czasu miała uszkodzony oœrodkowy układ nerwowy, lewš półkulę mózgowš, stšd niedowład prawej ręki i prawej nogi. I stšd psychiczne problemy.

Co dokładnie Tereska widziała, tego się już nie dowiemy, żaden z naocznych œwiadków z rodziny Adwentowskich nie żyje. Zachowały się natomiast zeznania ocalonych z rzezi Woli, zebrane w publikacji „Zbrodnia niemiecka w Warszawie 1944 r.", wydanej w 1946 r. w Poznaniu.

Protokół nr 62, œwiadek Jan Brodwicz: „Od Senatorskiej cišgnie nieprzebrana kolumna wypędzonej ludnoœci; idš wszyscy: starcy, dzieci, mężczyŸni, kobiety, chorzy, ranni; cišgle rewizje i rabunki, poganianie, bicie, rozstrzeliwanie tych, którzy im się nie podobajš. Wszystko dookoła w płomieniach, walš się kamienice, ulica zasypane gruzami, a po bokach trupy, masa trupów; nad całš trasš panuje œmierć i zniszczenie".

Protokół nr 117, œwiadek Aleksandra Bajtasiuk: „Dalej pędzono nas przez plac Mirowski, Elektoralnš, w kierunku Woli. Na placu były olbrzymie doły od bomb, płonęły trupy, ulice wokoło w ogniu. Skwar słońca, żar od palšcych się domów był nie do zniesienia".

Protokół nr 141, œwiadek Jadwiga Tomaszewska: „Widziałam domy palšce się od ulicy Chłodnej do Towarowej, ludzi wystrzelano (...). Przy ul. Towarowej 60 również wystrzelano wszystkich mieszkańców, dom spalono".

Papierosy, jedzenie i kredki

W aktach szkolnych zachowały się zapiski nauczycieli, na przykład: „Tereska jest życiowo dobrze rozwinięta, załatwia sprawunki, ma trafne powiedzonka". Albo: „Tereska interesuje się pracš w klasie; w pogadankach, czytaniu i rachunkach bierze żywy udział". Wiadomo też, że najlepsze oceny, mimo niepełnosprawnoœci, osišgała z wychowania fizycznego, œpiewu, rysunku i prac ręcznych. Zawsze miała też bardzo dobre zachowanie.

Marek i Krystyna dodajš od siebie, że Tereska była bardzo obrotna. W 1954 r. starszy brat Mirek zawiózł jš do szpitala psychiatrycznego w Œwieciu, w obecnym województwie kujawsko-pomorskim. Tereska zwiała stamtšd błyskawicznie, do Warszawy wróciła pocišgiem szybciej niż brat.

Przykład kolejny podaje Marek: – W pewnym momencie zaczęło jš cišgnšć do alkoholu, jak się napiła, była wesoła, rozluŸniona. A rodzice w służbówce przy kuchni, wysoko na parapecie, trzymali gšsior z domowym winem. Tereska prawš rękę miała niesprawnš, ale była na tyle silna i sprytna, że sobie ten gšsior œcišgała, odlewała wino do metalowego garnuszka i w cišgu dnia popijała.

Krystyna dodaje: – Teœciowa opowiadała, że Tereska kolekcjonowała gazetki dla dzieci, „Œwierszczyk" i „Miœ". Kupowała je obsesyjnie, do tego stopnia, że jak nie miała pieniędzy, to z płaszczy w przedpokoju, gdy przychodzili goœcie z wizytš, podkradała drobne.

Marek ma też przykre wspomnienia zwišzane z Tereskš: – Jak przyszedłem na œwiat w 1948 r., Tereska miała już doœć mocne zaburzenia. Pamiętam, jak mnie łapała za włosy, bo takie długie blond loki miałem, i waliła mojš głowš o szafę. Myœlę, że chodziło głównie o kredki, bloki i rysunki, do których próbowałem się dobrać, a ona była wœciekła, bo to był dla niej cały œwiat. Tylko rysujšc się uspokajała. Co malowała? Kwiatki, zwierzęta, przyrodę.

Problemy spiętrzyły się, gdy Marek poszedł do szkoły przy Raszyńskiej. – Nauka mi nie szła, bo jak wracałem do domu, to Niunia mi dokuczała, a ja jej – opowiada. Rodzice podjęli więc decyzję: Marek przeniesie się do starszej siostry, z Tereskš w domu postarajš się uporać sami. Kolejne konsultacje, neurolodzy, psychiatrzy, nawet z Zachodu, z Niemiec, ze Stanów Zjednoczonych. Poza lekami uspokajajšcymi niewiele można było Teresce pomóc. Według któregoœ z lekarzy jedna półkula mózgu zatrzymała się w rozwoju na poziomie czteroletniego dziecka, a druga rozwijała się normalnie. Ciało więc rosło, dojrzewało, ale intelekt jakby się zatrzymał.

W końcu, około roku 1962, gdy Marek skończył podstawówkę i szykował się do egzaminów do szkoły œredniej, Tereska trafiła do szpitala psychiatrycznego w podwarszawskich Tworkach. Sytuacja była patowa. – Ojciec był bardzo dobrym człowiekiem, ale też nerwowym, po przeżyciach wojennych sam miał problemy na tle psychicznym. Dla Tereski był surowy, krzyczał na niš wielokrotnie, bo łamała jego zasady. Tata nie pił, nie palił, a Tereskę do tego bardzo cišgnęło – mówi Marek. – I był niezwykle uczciwym człowiekiem, to podkradanie strasznie go denerwowało – dodaje Krystyna.

Franciszka była w potrzasku: leki na uspokojenie zaczęła łykać garœciami, mšż nerwowo nie wytrzymywał, młodszy syn dostawał od Tereski regularny łomot, co było robić? – Teraz sš inne możliwoœci, domy opieki, pomocy społecznej, różne zakłady. A wtedy jedynym wyjœciem był szpital psychiatryczny – wyjaœnia Marek. – Kiedy póŸniej, już na studiach i po powrocie do Warszawy, jeŸdziłem jš odwiedzać, to miałem wrażenie, że dla niej to jest dobrodziejstwo, miała stałš opiekę, dostawała leki psychotropowe, na uspokojenie. Ale nie zdawała sobie sprawy ze swojej choroby. Nie cierpiała, nie tęskniła jak „normalny", zdrowy psychicznie człowiek. Potrzebowała tylko papierosów, jedzenia i kredek.

Krystyna: – Ja byłam u niej raz, teœciowa mi pozwoliła pojechać, ale dopiero po dłuższym czasie, wczeœniej nawet nie wspominała, że Tereska jest w szpitalu psychiatrycznym, sama to bardzo przeżywała, nie chciała o tym rozmawiać. Wrażenie ze szpitala? Koszmarne. Do dziœ to pamiętam, chociaż minęło ponad 40 lat: pokoik malusieńki, białe œciany, dwie prycze, zakratowane okno, drzwi bez klamki od œrodka, to wszystko. No i Tereska, w ogóle mnie nie zauważyła, jakbym duchem była, jedyne, co do mamy doskoczyła i szeptem dopytywała: „Masz dla mnie papieroski?".

Dorosła Tereska nieustannie dopominała się też o kredki i bloki do rysowania – albo chociaż pienišdze, żeby pielęgniarki mogły jej kupić. Także o jedzenie. – Mama jeŸdziła do niej pocišgiem podmiejskim przez kilka lat co tydzień, póŸniej trochę rzadziej. Zawsze ze słoikiem rosołu, kurczaka też często woziła, bo Niunia bardzo lubiła – opowiada Krystyna. Ale Teresce jedzenia zawsze było mało, cišgle się bała, że będzie głodna, że ktoœ je jej ukradnie. Marek głoœno myœli: – Przecież jak zginęła babcia, kamienica legła w gruzach, to Jadzia z rannš Tereskš przez dwa czy trzy tygodnie wycieńczone, przymierajšce głodem szły piechotš 65 km do rodziny w Brochowie nad Bzurš, żeby tam się schronić i doczekać końca wojny. Może tamten głód tak jej się zakodował, że nigdy nie była syta?

Według informacji przekazanych Markowi i Krystynie przez rodziców (a im ze szpitala) 27 stycznia 1978 r. Tereska, jak to już nieraz wczeœniej bywało, podkradła jednej z pacjentek trochę jedzenia, uciekła do toalety, żeby szybko zjeœć, żeby jej tej zdobyczy nikt nie odebrał. Marek: – Powiedziano nam, że się tym kęsem udławiła.

Nigdy więcej tego nie róbcie

Gregor Siebenkotten: – To bardzo smutna historia. Jedna z tych, które nigdy nie powinny wydarzyć się nikomu, a tym bardziej dziecku. To, że cierpienie Tereski nie było kaprysem natury, ale efektem okrucieństwa człowieka, jest znacznie trudniejsze do zaakceptowania. Na zdjęciu Seymoura zdaje się krzyczeć do całego œwiata: „Nigdy więcej nie róbcie dzieciom rzeczy, które sprawiš, że będš musiały patrzeć na was tak jak ja". Tym jednym spojrzeniem zrobiła w walce z wojnš i okrucieństwem ludzi więcej, niż niejeden człowiek zdoła zrobić przez całe życie.

Patryk Grażewicz przypomina, że zdjęcie Tereski okršżyło cały œwiat, ludzie całymi latami się zastanawiali, jakie były jej losy, analizowali je, nieraz się nim wręcz zachwycali. – Tymczasem sama Tereska była niejako zapomniana, pozostała jej tylko rodzina. Cieszę się, że jš odnaleŸliœmy, odkryliœmy jej tragicznš historię. Okazuje się, że w istocie była dzieckiem-ofiarš wojny: gdyby nie trauma œmierci babci, zburzenie domu, wreszcie – uszkodzenie mózgu przez odłamek z wybuchu, jej życie mogłoby być zupełnie inne. A na pewno choć trochę szczęœliwsze – przekonuje.

Marek Adwentowski: – Od kilkudziesięciu lat zastanawiałem się, jakie Tereska miała zadanie do wykonania, jaki był cel jej życia i jej cierpienia. Czy miała „tylko" wzbudzić w najbliższej rodzinie uczucie miłoœci, nauczyć nas współczucia, troski, opieki nad drugim człowiekiem? Po prawie 40 latach od jej œmierci w końcu dowiedziałem się, że nie tylko.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL