Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Henryka Bochniarz: Schyłek umów o pracę, czyli praca na etat się skończyła

Szanse na wygranš były niewielkie. Partia Demokratyczna była w rozsypce. Całš kampanię musiałam realizować ze swoimi ludŸmi. 4 czerwca 2005 roku. Prezentacja kandydatki partii na urzšd prezydenta RP. Od lewej: Tadeusz Mazowiecki, Henryka Bochniarz i Władysław Frasyniuk.
Adam Jagielak
Uważam, że trzeba mówić prawdę, a ona jest właœnie taka, że w przyszłoœci etatów nie będzie. Stwarzanie mitów, że możemy być szczęœliwym narodem, w którym wszyscy będš mieli umowy o pracę na czas nieokreœlony, jest mieszaniem ludziom w głowach. Rozmowa z Henrykš Bochniarz, prezydentem Konfederacji Lewiatan

Prawica mówi o pani „matka chrzestna III RP", a rzšd Jana Krzysztofa Bieleckiego, w którym zasiadała pani przez kilka miesięcy, odsšdza od czci i wary. Jak to się stało, że trafiła pani do tego rzšdu?

Ztš matkš chrzestnš to zdecydowana przesada. A w rzšdzie zastšpiłam Andrzeja Zawiœlaka, który odszedł po aferze Ursusa. Nie pamiętam dokładnie, o co chodziło w tej sprawie, ale mam w głowie taki obrazek: premier Bielecki wychodzi z Ursusa, krzyczy, że to sabotaż, wsiada do samochodu i trzaska z drzwiami.

Andrzej Zawiœlak odszedł z rzšdu po tym, gdy przedsiębiorcy Bagsik i Gšsiorowski, którzy wczeœniej wykupili rocznš produkcję Ursusa, pierwszego sierpnia uciekli z Polski. Afera Art-B też przypadła na czas pracy rzšdu premiera Bieleckiego.

Naprawdę nie pamiętam już szczegółów tej sprawy. Głupio się przyznać, ale nie bardzo też wiem, dlaczego trafiłam do rzšdu. Nie znałam Jana Krzysztofa Bieleckiego, nie miałam nic wspólnego z Kongresem Liberalno-Demokratycznym. Od 1990 roku prowadziłam swojš firmę konsultingowš, która uczestniczyła w projektach restrukturyzacyjnych. Razem z kolegami założyłam też stowarzyszenie doradców gospodarczych i możliwe, że tam spotkaliœmy się z Bieleckim. Mocno się zdziwiłam, gdy któregoœ dnia zadzwonił pan premier z propozycjš, żebym została wiceministrem prywatyzacji u Janusza Lewandowskiego.

Dlaczego pani tam nie poszła?

Po kilku rozmowach z Lewandowskim zobaczyłam, że mamy rozbieżne poglšdy na prywatyzację. On był orędownikiem programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, a ja byłam im przeciwna. Uważałam, że ta forma prywatyzacji nie jest najlepsza, bo odbierała firmom samodzielnoœć. Dobre firmy powinny być prywatyzowane w sposób, który pozwoliłby im na rozwój. Dlatego nie poszłam do resortu prywatyzacji, ale powiedziałem premierowi, że mogę doradzać rzšdowi w kwestiach, na których się znam. Bielecki jednak odpowiedział, że doradców ma w bród, a potrzebuje ludzi do roboty. I spytał, czy w takim razie nie przyszłabym na miejsce Zawiœlaka. Moja firma nie miała jeszcze roku, sprawiała mi ogromnš frajdę, ale zrobiłam naradę ze swoimi partnerami biznesowymi i oni przekonali mnie, że to jest obowišzek patriotyczny.

Pierwszy raz słyszę, żeby ktoœ traktował stanowisko ministerialne jako obowišzek patriotyczny.

A jak to inaczej nazwać? Zostawiałam swojš młodš, prężnie rozwijajšcš się firmę i zaczęłam zarabiać tyle, ile moja asystentka, a na dodatek harowałam po kilkanaœcie godzin dziennie. Wychodziłam z domu o 6 rano, a wracałam około 2 w nocy. Łšczyłam dwa resorty przemysłu i handlu, które miały zmurszałe struktury. Urzędnicy doznali szoku, gdy kazałam im nosić plakietki z nazwiskiem i pracować przy otwartych drzwiach. Dla nich to był zamach na ich prawa. A ja byłam już po kilku latach spędzonych w USA i wydawało mi się oczywiste, że gdy przychodzi klient, szef fabryki, to powinien wiedzieć, z kim rozmawia. Rzecz w tym, że resorty były wówczas nastawione na pracę dla siebie, a klient był ostatniš rzeczš, którš chciały się zajmować.

Dlaczego była pani tak zaharowana?

Bo 1991 rok był najgorszym rokiem transformacji. Zakłady bankrutowały jeden po drugim, upadały całe sektory gospodarki. Gdy teraz słucham mšdrali, którzy mówiš, co trzeba było wtedy robić, to pytam się, gdzie byli, gdy ja miałam pod opiekš 8 tys. przedsiębiorstw i 30 strajków jednego dnia.

A pani co robiła?

Uważałam, że sposobem na rozwišzanie tych problemów jest przygotowywanie restrukturyzacji całych sektorów. Uważałam, że najpierw trzeba ocenić, co mamy, zobaczyć, jak dany sektor funkcjonuje na œwiecie, i zdecydować, co u nas jest do uratowania. Poza tym dużo rozmawiałam z ludŸmi. Przykładowo pojechałam do przšdek do Łodzi, za co dostałam burę i od Bieleckiego, i od Leszka Balcerowicza.

Dlaczego mieli pani to za złe?

Obaj mieli liberalne podejœcie. Uważali, że musimy opanować sytuację, a nie poœwięcać czas na rozmowy ze społeczeństwem.

I co było z tymi przšdkami?

Były poruszone moim przyjazdem. W Łodzi po upadku RWPG był jeden wielki pogrzeb. Przemysł dziewiarski stracił rynki zbytu. Nikt nie chciał kupić gotowych produktów, nie było pieniędzy na surowce i na płace. I nikt się nie chciał z tymi kobietami spotkać. Zrobiłam raport na temat przemysłu lniarskiego, bo akurat była moda na produkty ekologiczne, i sšdziłam, że w tym jest szansa dla łódzkiego przemysłu dziewiarskiego.

Dlaczego się nie udało?

Zwyczajnie zabrakło mi czasu. Przyszłam do ministerstwa w końcu sierpnia 1991 roku, a już w grudniu było po rzšdzie. Przygotowanie programu sektorowego trwa kilka miesięcy. Robiliœmy to w wariackim tempie, ale na wdrożenie naszych projektów trzeba było kolejnych miesięcy. Tych już nie mieliœmy. Następny rzšd wyrzucił naszš pracę do kosza. Tego było mi najbardziej szkoda. Nie uczestniczyłam w politycznych grach, dlatego przegrana KLD była dla mnie dużym zaskoczeniem. Myœlałam, że się uratujš i będš współtworzyli rzšd, i będzie szansa na kontynuację naszej pracy.

Jak wyglšdało pani pierwsze posiedzenie Rady Ministrów?

Nie przyszłam na nie. Ono było jakieœ nadzwyczajne i zostało zwołane za poœrednictwem telewizji, a ponieważ ja jej nie oglšdam, to na posiedzenie nie przyszłam. Bielecki miał o to do mnie pretensje. Posiedzenia rzšdu w tamtym czasie przypominały dyżur w pogotowiu ratunkowym. Przychodził Wojciech Misišg, wiceminister finansów, i mówił, że dziœ o godzinie 16 będziemy mogli zapłacić nauczycielom, a w pištek będziemy mieli pienišdze dla emerytów. Budżet był wydawany z dnia na dzień, co do tysišca złotych. To było szalenie frustrujšce, bo każdy minister mówił, że wszystko mu się wali, a my nie mieliœmy pieniędzy ani nadziei na ich zdobycie.

To po co były te programy sektorowe, skoro nie miała pani pieniędzy na ich wdrożenie?

Jak już był konkretny pomysł, to jakieœ pienišdze się znajdowały. Pamiętam, jak pojechałam do zakładów w Mielcu, w którym trwał strajk głodowy. Jednym z przywódców tego strajku był dzisiejszy marszałek województwa Władysław Ortyl. To bardzo rozsšdny człowiek. Przyjechałam do Mielca i mówię: Słuchajcie, waszych samolotów rynek nie chce. Trzeba się zastanowić, co możecie tutaj robić. Macie takie wielkie hale, to może tulipany moglibyœcie hodować? To, że oni mnie za to na miejscu nie zabili, to cud. A ja po prostu szukałam sposobu, żeby ci ludzie mogli przetrwać. Szarpałam się niemiłosiernie, a jeszcze mnie wkurzały te brygady Banku Œwiatowego, które grasowały po ministerstwach i uważały, że posiadły całš wiedzę.

Byli u pani tacy specjaliœci?

Kiedyœ zadzwonił do mnie Leszek Balcerowicz i mówi: przysyłam ci dwóch najmšdrzejszych ludzi, którzy wiedzš, co można zrobić w gospodarce. Pogadaj z nimi. To był Jeffrey Sachs i David Lipton. Wkroczyli do mojego gabinetu i zaczęli mnie pouczać, że jest tylko jedna możliwa œcieżka transformacji – przez upadłoœć nierentownych przedsiębiorstw. Że to będzie bolesne i kosztowne, ale innego wyjœcia nie ma. Powiedziałam, że nie skorzystam z ich rad, i po prostu wyrzuciłam ich za drzwi. Rok temu Sachs był na naszym Europejskim Forum Nowych Idei w Sopocie. Mówił o tym, że trzeba pomagać ludziom, że trzeba ratować œwiat. Gdy skończył, przypomniałam mu, jak przed laty był przedstawicielem twardego liberalizmu, gdy ja uważałam, że trzeba rozmawiać z ludŸmi. A teraz on jest lewicowcem, a ja przedstawicielkš twardego liberalizmu.

No tak, pani credo to żadnych etatów.

Aż takš twardš liberałkš nie jestem, ale uważam, że trzeba mówić prawdę, a ona jest właœnie taka, że w przyszłoœci etatów nie będzie. Stwarzanie mitów, że możemy być szczęœliwym narodem, w którym wszyscy będš mieli umowy o pracę na czas nieokreœlony, jest mieszaniem ludziom w głowach. Rynek pracy na naszych oczach kompletnie się zmienia. Albo ludzi nauczymy, jak się w tych nowych realiach poruszać, albo będš musieli się z tym zmierzyć bez przygotowania i wielu z nich zatonie.

Może to i prawda, ale gdy mówi to lobbystka gospodarcza, która walczy o jak najlepsze warunki dla biznesu, to nie brzmi to dobrze.

Doskonale o tym wiem. Ale myœlę, że lepiej przygotować społeczeństwo na taki scenariusz, niż zostawić ludzi samym sobie.

Wróćmy do rzšdu Bieleckiego. Odpowiadała w nim pani za transformację przemysłu zbrojeniowego, co zaowocowało tzw. aferš Proxy.

Chodziło o to, że raport o stanie zbrojeniówki przygotowywała firma Proxy Marka Dochnala, który dzięki temu miał dostęp do informacji o naszym przemyœle zbrojeniowym, a póŸniej okazało się, że był powišzany z Rosjš. NIK skierowała zawiadomienie do prokuratury o możliwoœci popełnienia przestępstwa.

Jak do tego doszło?

Ministerstwo żadnych programów nie opracowywało. Od tego była Agencja Rozwoju Przemysłu, to ona w drodze przetargu wybrała firmę Proxy, która przygotowała raport o zbrojeniówce. Uważałam, że skoro rzecz dotyczyła przemysłu zbrojeniowego, to jest jasne, że standardy bezpieczeństwa zostały dochowane. W grudniu program został przyjęty przez rzšd. A całš aferę wywołał Janusz Korwin-Mikke, który uznał, że opracowanie kosztowało za dużo.

Raczej chodziło o to, że wiedza o naszym przemyœle zbrojeniowym poszła w œwiat.

W tej sprawie powinny były zadziałać służby. Trudno mieć pretensje do ministra, że nie sprawdzał wiarygodnoœci kontrahenta i tego, czy przetarg został prawidłowo przeprowadzony. Do dzisiaj uważam, że nasze podejœcie do przemysłu zbrojeniowego było słuszne. PóŸniej kolejni ministrowie mówili, że trzeba powołać holding lotniczy czy amunicyjny, a to dokładnie były nasze rozwišzania. Niestety, nikt nic nie zrobił i teraz ten przemysł mamy szczštkowy.

Premier Bielecki jest autorem wypowiedzi, że pierwszy milion trzeba ukraœć, a potem już można legalnie robić interesy. Czy w debatach na posiedzeniach rzšdu widoczna była ta filozofia – jest jakaœ afera, ale trudno, nie będziemy z tym walczyć, bo ten nasz rodzimy kapitał musi się skšdœ wzišć?

Rozumiem, że w tym zdaniu premier Bielecki cytował amerykańskich klasyków. A posiedzenia Rady Ministrów poœwięcone były wyłšcznie bieżšcym problemom. Nie pamiętam ani jednej dyskusji o misji rzšdu czy o sposobach, w jakich działamy. A ponieważ na dodatek nie znałam tych ludzi na gruncie towarzyskim, to nie byłam uczestnikiem mniej formalnych rozmów. Na dodatek nieustannie kłóciłam się z Januszem Lewandowskim. Kiedyœ w budynku mojego ministerstwa wybuchł pożar, a moje okna były naprzeciwko okien Lewandowskiego. I on zadzwonił do mnie, żeby powiedzieć, że tego pożaru nie wywołał. Takie mieliœmy relacje. Choć niezmiennie bardzo cenię jego intelekt i determinację.

Bilans zamknięcia rzšdu Jana Krzysztofa Bieleckiego to 1200 sprzedanych przedsiębiorstw, za bezcen – jak mówi prawica, 12-procentowe bezrobocie, podwojone przez rok, ogromna recesja. Według prawicy to był najgorszy okres transformacji.

To nie jest sprawiedliwa ocena. Każdy z nas działał z determinacjš pomimo kompletnej beznadziei. Dopiero póŸniej pojawiły się Ÿródła finansowania, które umożliwiły wdrażanie planów ratunkowych. Ja też uważam, że firmy można było sprzedać korzystniej, ale jeżeli nie ma się wiarygodnoœci, a myœmy jako państwo jej nie mieli, to płaci się za to wymiernš cenę.

To może nie trzeba było ich sprzedawać?

Jednak dzięki temu ileœ firm czy banków się uratowało. Wicepremier Mateusz Morawiecki, który dziœ mówi o udomowieniu banków, sam przez lata pracował w banku, który tylko dlatego przetrwał, że miał zagranicznego inwestora. Rzšd przecież nie miał pieniędzy, aby banki dokapitalizować. I nie zgadzam się z zarzutem, że udział kapitału zagranicznego czy w ogóle prywatnego w naszej gospodarce jest za wysoki. Sektor naftowy jest państwowy, największy bank jest państwowy, największa firma ubezpieczeniowa też jest państwowa. W Europie jesteœmy w czołówce państw z udziałem sektora państwowego w PKB.

Gabriel Janowski z zacięciem walczył przeciwko sprzedaży cukrowni i doprowadził do powstania holdingu cukrowego, który do dzisiaj dobrze prosperuje. Może wy po prostu za mało walczyliœcie o polski przemysł?

Prowadziłam prywatyzację Banku Zachodniego i dobrze wiem, co w nim było. Gdyby nie weszli tam Irlandczycy, to byœmy nie uratowali ani tego banku, ani firm, które on kredytował. Robiłam prywatyzację stoczni remontowej w Gdańsku i dziœ jest to czołówka stoczni na œwiecie. Staraliœmy się. Masowa prywatyzacja nam nie wyszła, ale Czechom też nie. Nie zgadzam się jednak, że w 1991 roku było wiadomo, jak to wszystko robić. Wtedy nie było instytucji, które by wsparły inny model prywatyzacji, a my nie byliœmy partnerem dla kogokolwiek. Wielu narzeka, że nasz sukces gospodarczy oparty był na taniej sile roboczej. A co innego mieliœmy? Œcišgnięcie nowoczesnych technologii trwa lata. W tej chwili koszty pracy rosnš o 30–40 proc., a przecież nikt nie przełoży tego na o 30 proc. wyższe ceny.

Inwestycja w kapitał ludzki też jest ważna, a nie tylko w maszyny czy nowe technologie.

Oczywiœcie, ale to nie jest coœ, co można zrobić w kilka miesięcy. Cieszę się, że wicepremier Morawiecki ma strategię i wizję tego, co chce osišgnšć. Nie wiem jednak, czy skokowy wzrost kosztów pracy mieœci się w tej wizji. A lada moment zostanie obniżony wiek emerytalny. I jeżeli na to nałoży się np. wymuszenie umów na czas nieokreœlony, oskładkowanie wszystkich umów cywilnych, ograniczenia pracy tymczasowej, to małe firmy mogš mieć ogromny kłopot. Dlatego dosadnie ostrzegam, że etatów nie będzie. I nie mamy na to wpływu, tak po prostu zmienia się rynek pracy. Nie chcę, żeby za jakiœ czas Polacy powiedzieli: oszukaliœcie nas. Ekonomii nie da się oszukać.

Jak wyglšdało ostatnie posiedzenie rzšdu Bieleckiego?

Nic specjalnego. Nie było żadnego pożegnania. Nawet nie spotykamy się z okazji rocznicy powołania rzšdu. Właœciwie w tym gronie nigdy potem się nie spotkaliœmy.

A dlaczego po latach funkcjonowania w biznesie postanowiła się pani zaangażować w kampanię prezydenckš w 2005 roku?

Poprosili mnie o to Tadeusz Mazowiecki i Władysław Frasyniuk. W tamtych wyborach było dwóch mocnych kandydatów – Donald Tusk i Lech Kaczyński. Obaj odżegnywali się od gospodarki rynkowej. A my, jako œrodowiska gospodarcze, uważaliœmy, że trzeba bronić gospodarki rynkowej, bo jesteœmy dopiero na poczštku przemian i nie można się poddać populizmowi. Dlatego zgodziłam się zostać kandydatkš Partii Demokratycznej na prezydenta.

A więc nie chciała pani zostać głowš państwa?

Szanse na wygranš były niewielkie. Partia Demokratyczna była w totalnej rozsypce. Nie mogłam liczyć na ich struktury. Całš kampanię musiałam realizować ze swoimi ludŸmi. Ale zależało mi na tym, żeby pokazywać, jakie powinny być warunki dla rozwoju biznesu, i jednoczeœnie promować naszš Konfederację. Masa spotkań była nieprzyjemna, bo przychodzili na nie ludzie uważajšcy, że przyjechała do nich obrzydliwa kapitalistka, która tylko marzy, żeby wycisnšć z nich ostatniš kroplę krwi i kupić sobie kolejnego mercedesa. Ale uznaliœmy, że przekonywanie do naszych racji jest ważne.

Opłaciło się?

Absolutnie tak. Dotarliœmy do grup, do których inaczej byœmy nie trafili. Po tej kampanii zupełnie inaczej postrzegano Lewiatana (wówczas PKPP), a ja jako szefowa tej organizacji stałam się dużo bardziej rozpoznawalna.

A więc w gruncie rzeczy był to projekt biznesowy.

Partia Demokratyczna odniosła korzyœć, bo byli rozbici, nie mieli pieniędzy na kampanię, a potrzebowali zaistnieć. I zaistnieli. Podobnie jak nasza Konfederacja. Było nam po drodze. Z tamtej kampanii wzišł się też pomysł na Kongres Kobiet, bo zorientowałam się, że kobiety sš pozostawione same sobie.

A dlaczego poparła pani Tuska przed drugš turš wyborów prezydenckich?

Dlatego że ze wszystkich kandydatów był najbliższy naszym postulatom.

Rozmawiała pani z nim o tym poparciu?

Nie. On się na mnie obraził, że wystartowałam w wyborach prezydenckich i go o tym nie poinformowałam.

Czy Tusk podziękował za poparcie?

Nigdy o tym nie rozmawialiœmy, ale też nie oczekiwałam podziękowań z jego strony.

—rozmawiała Eliza Olczyk (dziennikarka tygodnika „Wprost")

Henryka Bochniarz była szefowš resortu przemysłu i handlu w rzšdzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Jest założycielkš i prezydentem Konfederacji Lewiatan oraz wiceprezydentem europejskiej organizacji biznesu BusinessEurope.

 

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL