Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Teorie spiskowe. Czy Franciszek zwalczał Benedykta XVI

Czy Franciszek należał do grupy zwalczajšcej Benedykta XVI? Oto co zajmuje siewców teorii spiskowych.
AFP, Andreas Solaro
Od czterech lat teorie spiskowe o ustšpieniu Benedykta XVI i wyborze Franciszka wracajš w nowych odsłonach. Paradoksalnie sš one... dowodami na istnienie Boga.

Na pierwszy rzut oka powyższa teza brzmi absurdalnie. I przede wszystkim może wywołać odruch w postaci pytania – po co w ogóle dorabiać jakiœ teologiczny wštek do racjonalnych pytań o fakty: były naciski na Benedykta XVI czy ich nie było? Ktoœ kombinował przy wyborze Franciszka czy wszystko odbyło się zgodnie z regułami? Rezygnacja pierwszego i wybór drugiego były ważne czy nie? Zanim więc dojdziemy do teologii, spróbujmy zmierzyć się z tymi pytaniami.

Kryteria wiarygodnoœci

Po pierwsze, uczciwa odpowiedŸ brzmi: zależy, co kto rozumie przez „naciski" z jednej i „kombinowanie" z drugiej strony. Jeœli przez naciski rozumieć dosłownie zmuszenie papieża do podjęcia zaskakujšcej decyzji o ustšpieniu – to nie ma na to żadnych dowodów czy choćby poszlak, a i sam zainteresowany wielokrotnie i przekonujšco temu zaprzeczał (o czym szerzej powiemy póŸniej). I nie ma powodów, by mu nie wierzyć. To raczej kwestionowanie tego, co mówi sam Benedykt, jest objawem irracjonalnego myœlenia, nie odwrotnie.

Œwiadectwo wiarygodnego œwiadka jest dowodem rzeczowym. Nawet w procesie sšdowym uznaje się, że dowód z zeznań œwiadków nie może być uznany za „słabszy", „mniej wartoœciowy" od innych dowodów. Mówišc inaczej: nawet gdyby zawartoœć dokumentów, choćby najbardziej tajnych (czy przez to zawsze wiarygodnych?), przeczyła temu, co mówiš œwiadkowie, nie jest to dla sšdu wystarczajšca podstawa, by orzec, że œwiadek jest niewiarygodny.

Ponieważ zaœ w ostatnim czasie znowu pojawiły się głosy (głównie wœród tradycjonalistycznych katolików w USA i w Europie), że sprawa na pewno jest grubsza, niż to przedstawia papież emeryt, że sš nowe dokumenty (choć nikt ich nie pokazał) i że sprawę abdykacji trzeba zbadać do końca, bo wyjaœnienia samego zainteresowanego sš „mgliste", warto na wstępie zacytować... wyrok Sšdu Apelacyjnego w Białymstoku z marca 2014 r. Sprawa dotyczyła tematu odległego od tego, czym się tu zajmujemy, ale jedno zdanie z wyroku dobrze ustawia ogólnš perspektywę w rozeznaniu, co trzeba wzišć pod uwagę w dochodzeniu do prawdy: „Œwiadectwo pracy jako dowód z dokumentu prywatnego nie ma silniejszej mocy dowodowej niż dowód z zeznań œwiadków lub z przesłuchania stron", czytamy w sentencji. Podkreœlmy: mowa tu o sprawie, w której sš dwie strony konfliktu, gdzie każda z nich ma interes w tym, by wygrać. A mimo to sšd bierze pod uwagę œwiadectwo również strony, która jest sędziš we własnej sprawie.

W przypadku „zeznań" Benedykta XVI nie jest on żadnym sędziš we własnej sprawie, tylko najbardziej autentycznym œwiadkiem swojej decyzji i okolicznoœci, które na niš wpłynęły. Skšd zatem ta irracjonalna u wielu publicystów w Polsce i œwiecie próba przyjmowania z wiarš wszystkiego, tylko nie œwiadectwa samego zainteresowanego?

W 2013 r., parę dni po ogłoszeniu przez Benedykta XVI decyzji o rezygnacji, przeprowadzałem dla „Rzeczpospolitej" wywiad z ks. prof. Jerzym Szymikiem, poetš, teologiem, znawcš i miłoœnikiem myœli Josepha Ratzingera – Benedykta XVI. On sam nie ukrywał, że jest jeszcze w szoku po tym, co usłyszeliœmy z ust papieża parę dni wczeœniej. Potencjalnie więc był osobš szczególnie podatnš na wszelkie próby tłumaczenia tej decyzji, poza wersjš oficjalnš. A jednak na pytanie, czy nie zakłada, że istnieje w tym jakieœ drugie dno lub po prostu jeden z ludzkich elementów – jak afera VatiLeaks – który zaważył na kroku papieża, odpowiedział: „Nie mam powodów, żeby temu człowiekowi nie ufać. I jeœli on sam powiedział, że podjšł decyzję, rozważywszy jš po wielekroć przed Bogiem, w sumieniu, to ja to przyjmuję. (...) Poza tym œwietnie go rozumiem. Mam podobnš strukturę decyzyjnš. Nie muszę spełniać oczekiwań innych. I jeœli uważam w sumieniu, że coœ jest słuszne, to zewnętrzna presja niewiele dla mnie znaczy" – dodał ks. Szymik.

Œwiadek ma głos

Zobaczmy zatem (skoro nie chcemy na razie mówić o teologii, tylko o „bardziej" racjonalnych dowodach), co mówi sam zainteresowany, który kilkakrotnie już zabierał głos w sprawie rzekomych nacisków. Sprawa była tak mocno rozdmuchana medialnie (sugerowano, że skoro ustšpił pod naciskiem, to jest to akt nieważny), że papież emeryt w liœcie do włoskiego dziennika „La Stampa" napisał m.in.: „Nie ma najmniejszej wštpliwoœci co do ważnoœci mojej rezygnacji z posługi Piotrowej", „spekulacje na temat nieważnoœci rezygnacji sš po prostu absurdalne", „jedynš okolicznoœciš jej ważnoœci jest pełna wolnoœć decyzji".

W wywiadzie rzece z Peterem Seewaldem „Ostatnie rozmowy" odniósł się do tego jeszcze w słowach: „Jeœli nie da się właœciwie wypełniać zleconej misji, staje się jasne, że nie dysponuje się zdolnoœciš, więc należy – dla mnie to oczywiste, ktoœ inny ma pewnie odmienne zdanie – zwolnić miejsce". W rozmowie z Seewaldem papież wyraŸnie zaznaczył, że gdyby miał poczucie, że wywierano na niego naciski, toby nie ustšpił, „gdyż nie należy porzucać [urzędu] w obliczu presji". I dalej: „Dzięki Bogu, byłem w pokojowym stanie ducha kogoœ, kto pokonał trudnoœci, (...) gdy może spokojnie przekazać ster następcy".

A w sierpniu 2016 r. ponownie, tym razem w wywiadzie dla włoskiego dziennika „La Repubblica", Benedykt XVI sprecyzował i powtórzył to, co mówił już wczeœniej: „Moja decyzja o rezygnacji z dalszego pełnienia posługi spowodowana była œwiadomoœciš, że nie jestem w stanie podjšć trudnej pielgrzymki do Rio de Janeiro na Œwiatowe Dni Młodzieży". Wielu komentatorów nie wyobraża sobie, że sam zainteresowany mógł traktować poważnie tak „błahy" powód, co tylko napędza ich do snucia kolejnych domysłów. Benedykt XVI nie ułatwia im pracy, bo w swoim œwiadectwie „brnie" jeszcze dalej: „W tych dniach [w czasie pielgrzymki na Kubę – red.] doœwiadczyłem z wielkš siłš ograniczeń mojej wytrzymałoœci fizycznej. Przede wszystkim uœwiadomiłem sobie, że w przyszłoœci nie jestem już w stanie stawić czoła przelotom transoceanicznym z powodu zmian strefy czasowej. Oczywiœcie mówiłem o tych problemach także z moim lekarzem, prof. dr Patrizio Poliscš. Stało się jasne, że nigdy nie będę w stanie wzišć udziału w Œwiatowych Dniach Młodzieży w Rio de Janeiro w lecie 2013 r. Przeszkodš była tutaj wyraŸnie zmiana stref czasowych. Od tej pory musiałem w stosunkowo krótkim czasie zdecydować o dacie mojego wycofania się"– mówił papież emeryt w wywiadzie.

Jeœli więc mówić o jakichkolwiek naciskach na papieża, to, dajšc mu wiarę, można mówić jedynie o całym splocie okolicznoœci zwišzanych z ocenš własnych możliwoœci, zupełnie ludzkich, do czego można pewnie zaliczyć zmęczenie i zarazem poczucie nieradzenia sobie z problemami i aferami w Watykanie, które musiały odbić się również na zdrowiu.

Bez konkretów

Skoro już jednak posługujemy się kategoriami procesowymi – dowody, zeznania, œwiadkowie – przyjrzyjmy się również głosom tych, którzy twierdzš, że Benedykt XVI nie mówi wszystkiego w tej sprawie. Żeby nie szukać daleko, całkiem niedawno (7 marca) kij w mrowisko włożył arcybiskup senior Luigi Negri, emerytowany ordynariusz archidiecezji Ferrary-Comacchio we Włoszech. Powtórzył to, co dotšd mówili głoœno tylko niektórzy œwieccy komentatorzy: na Benedykta XVI wywierano ogromne naciski w Kurii Rzymskiej, dlatego poczuł się zmuszony do ustšpienia. Wywiad z arcybiskupem ukazał się na portalu Riminiduepuntozero.it. Hierarcha wprawdzie przyznał, że nie zna szczegółów tego, co się dzieje w Kurii Rzymskiej, ale od razu, na pewniaka, dodał, że „pewnego dnia wypłynš poważne materiały z Watykanu i spoza".

Czytajšc dalej wywiad z arcybiskupem, dochodzimy do Ÿródeł, z jakich czerpie swojš wiedzę. „Nie jest przypadkiem, iż w Ameryce, również na podstawie tego, co ogłoszono w ramach WikiLeaks, niektóre grupy katolików poprosiły prezydenta Trumpa o powołanie komisji œledczej w sprawie zbadania, czy administracja Baracka Obamy nie wywierała nacisku na Benedykta". Abp Negri dodaje, że wprawdzie na razie jest to „ogromna tajemnica", ale za rezygnacjš Benedykta XVI stojš siły „zewnętrzne".

Tu dochodzimy do sprawy, jaka rzeczywiœcie rozgrzewa od jakiegoœ czasu pewne œrodowiska katolickie w USA. I jak zwykle w podobnych przypadkach fakty mieszajš się tu z faktami dorobionymi. Rzeczywiœcie szef kampanii wyborczej Hillary Clinton John Podesta współtworzył organizację, która miała na celu skonfliktowanie katolików w USA z amerykańskim Episkopatem. Faktem jest również – i tu abp Negri nie mija się z prawdš – że „niektóre grupy katolików" w Stanach chcš œledztwa, czy sprawa Podesty nie była szerszš operacjš obliczonš właœnie na obalenie Benedykta XVI. Tyle że już faktem dorobionym jest właœnie to, co owi katolicy w Stanach – a za nimi niektórzy w Europie – sugerujš: że ustšpienie papieża było wynikiem szerokiej akcji amerykańskich służb specjalnych.

Amerykański œlad?

Ponieważ tematem Podesty zajmowałem się bardziej szczegółowo w czasie kampanii wyborczej w USA, pozwolę sobie przytoczyć parę faktów, które rzeczywiœcie sš „grube", ale z których jednoczeœnie niektórzy chcieliby zrobić fakty grubsze, niż sš w rzeczywistoœci. John Podesta to jedna z najbardziej wpływowych osób w Stanach Zjednoczonych. Skuteczny lobbysta i jednoczeœnie doradca Baracka Obamy, a wczeœniej szef kampanii wyborczej Billa Clintona, póŸniej kierował sztabem i kampaniš Hillary Clinton. Prowadzona przez niego i brata Tony'ego firma lobbingowa Grupa Podesta ma œwietne wejœcia w Partii Demokratycznej i u samych Clintonów, z których to zresztš wpływów chętnie i skutecznie korzystajš Rosjanie.

Z ujawnionych przez WikiLeaks e-maili Podesty wynikało, że pomógł on założyć dwie katolickie w nazwie organizacje – Catholics in Alliance for the Commom Good oraz Catholics United – których celem było wywołanie zmian w Koœciele katolickim w Ameryce. Krótko mówišc, organizacje te miały „nawrócić" amerykańskich katolików na poprawnš politycznie wersję chrzeœcijaństwa. W kluczowym e-mailu z 2012 r. John Podesta przyznaje, że pomógł założyć dwie organizacje z takš właœnie intencjš. E-mail był odpowiedziš na list od Sanforda Newmana, szefa lewicowej organizacji Voices for Progress i przyjaciela Baracka Obamy, w którym pisał on o potrzebie „katolickiej wiosny". Na czym miałaby owa wiosna polegać? Newman precyzuje, że potrzebny jest ruch, w którym katolicy „sami wystšpiš o zakończenie œredniowiecznej dyktatury i wprowadzenie nieco demokracji, szacunku dla równoœci płci w Koœciele katolickim".

Tyle fakty – potwierdzone przez WikiLeaks i samego zainteresowanego. Jak to się ma do ustšpienia Benedykta XVI? Otóż owi tradycjonalistyczni katolicy z USA, o których mówi abp Negri, rzeczywiœcie żšdajšcy œledztwa w sprawie nacisków na papieża, twierdzš, że działalnoœć Podesty i służb specjalnych kontrolowanych przez demokratów była projektem dużo szerszym i obliczonym również na usunięcie Benedykta XVI. Narzędziem do tego miały być skandale w Watykanie, m.in. zwišzane z Bankiem Watykańskim i VatiLeaks. Problem tylko w tym, że brak jak dotšd jakichkolwiek poszlak (o dowodach nie mówišc), mogšcych choć trochę uwiarygodnić ten trop.

Mafia z St. Gallen

I w tym miejscu dochodzimy do drugiej częœci „teorii spiskowej" w operacji pod kryptonimem „Benedykt-Franciszek". Czy za obaleniem pierwszego i wyborem drugiego nie stała jakaœ grupa interesów w samym Watykanie? Czy jeœli rezygnacja Benedykta była nieważna i de facto to on nadal jest papieżem, to czy wybór Franciszka jest w ogóle ważny? A nawet jeœli rezygnacja Benedykta była ważna, to czy Franciszek został wybrany zgodnie z prawem o wyborze papieża? I czy on sam nie należał do grupy zwalczajšcej Ratzingera?

W przypadku wszystkich tych opcji przewija się hasło „mafia z St. Gallen". Chodzi o grupę kardynałów, na czele której stał belgijski kard. Godfried Danneels. Grupa z St. Gallen przedstawiana jest zazwyczaj jako jawna opozycja wobec kard. Ratzingera, póŸniej Benedykta XVI. Zresztš sam kard. Danneels, postać rzeczywiœcie budzšca słuszne wštpliwoœci, specjalnie się z tym nie krył, a nawet przyznał do tego w swojej biografii.

Tylko jednš rzecz należy sprostować na wstępie: okreœlenie „mafia", które w niektórych kręgach katolickich jest używane na okreœlenie tej grupy kardynałów w sposób jednoznacznie negatywny, niemal kryminalny, zostało wymyœlone przez samego kard. Danneelsa, który mówił o spotykaniu się i knuciu jak „mafia" w sposób wyraŸnie żartobliwy. Było w tym też więcej promocji własnych możliwoœci i wpływu na bieg wydarzeń, niż wynikałoby to ze stanu faktycznego. Zwłaszcza po pewnym ważnym epizodzie „mafia", a głównie jej lider poczuł wiatr w żaglach. Było to w czasie konklawe w 2005 r. (kiedy na papieża wybrano kard. Ratzingera).

Z biografii Franciszka „The Great Reformer" pióra brytyjskiego dziennikarza Austena Ivereigha (powołujšcego się na ujawnione zapiski jednego z kardynałów) wynika, że już po pierwszym głosowaniu przepaœć między faworytem Ratzingerem a pozostałymi kandydatami była wyraŸna. Jednoczeœnie „mafia" z St. Gallen zauważyła, że przy 47 głosach dla Ratzingera i niespodziewanych dziesięciu dla Bergoglia (który wypłynšł nagle, wbrew forsowanej przez wielu tezie, że był on od dawna kandydatem „mafii"), jest pole do lobbowania za kardynałem, który ma szansę zablokować wybór Ratzingera. „Strategia reformatorów – pisze Ivereigh – polegała na rozbudowaniu poparcia dla Bergoglia do przynajmniej 39 głosów z wykorzystaniem aliansu zwolenników reform z Europy i Stanów Zjednoczonych z udziałem Latynosów, którzy wspólnie pragnęli bardziej kolegialnego, bardziej duszpasterskiego zarzšdzania Koœciołem. To uniemożliwiłoby Ratzingerowi uzyskanie niezbędnej większoœci dwóch trzecich, czyli 77 głosów".

I oto w następnym głosowaniu Ratzinger dostał wprawdzie 72 głosy, ale Bergoglio już 40, co wyraŸnie rozochociło Danneelsa i jego „mafię", bo gdyby poparcie dla argentyńskiego kardynała zostało utrzymane, Ratzinger nie mógłby zostać wybrany.

I wtedy wydarzyło się coœ, co zaprzecza wszystkim teoriom głoszšcym, że argentyński kardynał należał do spisku przeciwko Ratzingerowi. Austen Ivereigh pisze, że „Bergoglio niespodziewanie się wycofał. Autor zapisków nie dostarcza wprawdzie informacji, co się stało w przerwie obiadowej, lecz inne Ÿródło donosi, że Bergoglio, ťniemal płaczšcŤ, błagał innych kardynałów, żeby głosowali na Ratzingera". Nie ma wštpliwoœci, że zauważył, iż grupa kardynałów chce go użyć przeciwko Ratzingerowi, do którego Bergoglio nie tylko miał zaufanie (zresztš kard. Ratzinger też zawsze podkreœlał swoje zaufanie do kard. Bergoglia, także gdy ten redagował dokumenty z konferencji z Aparecidy, które miały stać się konstytucjš duszpasterskš dla Ameryki Łacińskiej, a w których właœnie Ratzinger zobaczył program dla całego Koœcioła). Bergoglio zwyczajnie oburzył się na to, że bez własnej woli stanšł w samym centrum podziałów między kardynałami. „Bergoglio szanował i lubił przyszłego papieża Benedykta XVI, uważał, że to on powinien być papieżem, ale sam nie należał do żadnej grupy ani koalicji, a już na pewno nie do rigoristi. Ponadto reformatorzy wiedzieli, że Bergoglio chce reformy i kolegialnoœci, lecz że nie jest ťzŤ partii w sensie, w jakim była niš grupa z St. Gallen", podsumowuje biograf Franciszka.

PóŸniej sam kard. Bergoglio przyznawał, że był wzburzony tym, że ktoœ próbował z niego zrobić członka bloku antyratzingerowskiego. Powiedział też, że wszystkie te niedyskretnie ujawniane szczegóły sprawiajš wrażenie, że konklawe to sprawa intryg i układów, podczas gdy „wszyscy byliœmy œwiadomi, że jesteœmy tylko narzędziami, którymi posłużyła się Opatrznoœć Boża, wybierajšc właœciwego następcę Jana Pawła II. Tak się właœnie stało".

Tak było w 2005 r. W roku 2013, gdy Benedykt XVI zrezygnował, oczywiste było, że kard. Bergoglio jest znowu brany pod uwagę, już w bardziej „naturalnych" warunkach, i wcale nie miał poparcia tylko tzw. mafii z St. Gallen. Jednak zwolennicy teorii, że wybór Franciszka jest nieważny, twierdzš, że na nieważnoœć miało wpływ nie tylko organizowanie stronnictw i rzekome umawianie się z Bergogliem, ale również błędy w samej procedurze głosowania.

Dwa lata temu głoœno wokół tego tematu zrobiło się za sprawš ksišżki Antonia Socciego. Ponieważ sam wówczas byłem na etapie pracy wydawniczej nad tłumaczeniem wspomnianej wyżej biografii Franciszka, znajšc tezy Socciego, który przytaczał częœć tych samych faktów, jakie przywoływał Austen Ivereigh (choć Socci interpretował je na niekorzyœć Franciszka), umówiłem się na spotkanie z historykiem Koœcioła i ze znawcš prawa kanonicznego. Oni długo debatowali nad tekstami prawnymi, porównujšc oryginał łaciński z polskim tłumaczeniem, ja siałem wštpliwoœci, powołujšc się na tezy Socciego i na fakty przytaczane przez mojego autora. Z tej konfrontacji wróciłem z przekonaniem, że proces wyboru Franciszka w niczym nie naruszył prawa o wyborze papieża, a zwolennicy teorii o nieważnoœci konklawe naprawdę mocno puœcili wodze wyobraŸni.

Spór dotyczy tego wydarzenia: „Wtedy zdarzyło się coœ nieprzewidzianego. Drugie głosowanie tego popołudnia, pište w całym konklawe, zostało anulowane, gdyż skrutatorzy znaleŸli o jednš kartkę więcej, niż było kardynałów. Nadmiarowa okazała się niewypełniona kartka przyczepiona przypadkiem do kartki z wpisanym nazwiskiem. Chociaż mogło to nie wpłynšć na wynik, reguły były jasne i kardynałowie mieli głosować raz jeszcze", pisze Ivereigh. To samo wydarzenie Socci i zwolennicy teorii o nieważnym wyborze interpretujš dokładnie odwrotnie – kardynałowie nie mieli prawa powtarzać głosowania, bo przekroczyliby tym samym liczbę dozwolonych głosowań w cišgu dnia. Tym samym wybór Bergoglia jest nieważny. Problem w tym, że – zgodnie z tym, jak interpretujš ten epizod kanoniœci – nie doszło do nadliczbowego głosowania, tylko z racji przyczepionej kartki jedno zostało uznane za niebyłe.

Na koniec wróćmy do postawionej na wstępie tezy, jakoby wszystkie teorie spiskowe wokół rezygnacji Benedykta XVI i wyboru Franciszka miały być dowodami na istnienie Boga. Oczywiœcie, do pewnego stopnia to rodzaj prowokacji: wszak te wszystkie zakulisowe intrygi i zabiegi – i te rzeczywiste, o których wspominałem, i te wydumane lub, w najlepszym wypadku, ocierajšce się o jakiœ stopień prawdopodobieństwa – mogš wywołać poczucie czegoœ dokładnie odwrotnego: że cała ta watykańska machina to jedna wielka ludzka ułomnoœć, która jakimœ cudem jeszcze się trzyma. Układy, frakcje, „mafie", stronnictwa, głosowania – czy w tym wszystkim naprawdę może być coœ (Ktoœ) więcej?

Pozwolę sobie uzasadnić tę może i wyglšdajšcš na przekombinowanš teorię zdaniem Nicky'ego Gumbela, anglikańskiego duchownego, współtwórcy kursów Alpha, którego miałem niedawno okazję poznać w Londynie. Nicky, który z pierwszego wykształcenia jest prawnikiem, a sam przez sporš częœć życia był ateistš, często podkreœla, że choć nie można dowieœć prawdziwoœci chrzeœcijaństwa tak, jak się coœ udowadnia w matematyce czy w naukach œcisłych, to jednoczeœnie nasza wiara nie jest irracjonalna, tylko oparta na solidnym materiale dowodowym.

– Jeden z ateistów w Wielkiej Brytanii przyznał kiedyœ w naukowym piœmie, że życie Jezusa było tak niezwykłe i Jego osoba tak wymykajšca się naszej wyobraŸni, że gdyby rzeczywiœcie nie istniał, to ani Koœciół, ani nikt inny nie byłby w stanie kogoœ takiego wymyœlić – mówi Gumbel. Otóż twierdzę, że gdyby rezygnacja Benedykta XVI i wybór na jego miejsce Franciszka nie miały nigdy miejsca, to również nikt nie byłby w stanie wymyœlić i wyłšcznie po ludzku zrealizować takiego scenariusza. Zarówno odwaga pierwszego papieża, jak i okolicznoœci wyboru drugiego, a zwłaszcza styl i program jego posługi, tak bardzo wymykajš się naszym wyobrażeniom i logice, że nie da się ich umieœcić w żadnych szufladkach. Teorie spiskowe sš nieporadnš, a przez to dowodzšcš istnienia wyższego „poziomu reżyserii" próbš radzenia sobie z tymi trudnymi do ogarnięcia wydarzeniami.

Autor jest publicystš „Goœcia Niedzielnego" i szefem Wydawnictwa Niecałe

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL