Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wojciech Waglewski: Jesteś wynajęty i masz grać

Reporter/ Adrian Slazok
Kiedy artysta jest atakowany, to – inaczej niż na przykład polityk – na ogół nie odpowiada atakiem, bo nie ma na to czasu, nie umie, nie wie jak i tak dalej. Jego obronš przed krytykš jest cišgłe wzmacnianie w sobie przekonania, że jest najlepszy i zawsze ma rację - mówi Wojciech Waglewski w rozmowie z Wojciechem Bonowiczem.

Plus Minus: Czy miałeœ kiedyœ takš sytuację, o jakiej opowiadał Tomek Budzyński [wokalista rockowy – red.], że przyszła do niego fanka Armii i prosiła, żeby nałożył na niš ręce? To było jeszcze przed jego nawróceniem?

Wojciech Waglewski: Na szczęœcie nie. Jacek Ostaszewski [muzyk, kompozytor – red.] opowiadał, że zdarzało się, iż w trakcie koncertów Osjana ludzie wpełzali na kolanach na scenę i całowali ich po rękach. Mnie to nigdy nie spotkało. Parę razy mieliœmy kontakt z ludŸmi niezrównoważonymi psychicznie. Ale takie przejawy kultu? Nie, nigdy. To by był dla mnie znak ostrzegawczy, że trzeba zmienić formułę grania.

Budzyński mówi, że się tego przestraszył.

Dobrze go rozumiem.

Czasem lider zespołu staje się dla fanów kimœ więcej niż muzykiem. Kimœ w rodzaju guru, kapłana, nauczyciela.

W sposób przemyœlany unikałem w swoich tekstach wszelkiego nauczania. Jak na dzień dobry mówisz ludziom: rób to, nie rób tego, to jest dobre, to jest złe, to w konsekwencji mogš zaczšć cię traktować jak Boga. Moje teksty mówiš o słaboœciach: o poszukiwaniu miłoœci, poszukiwaniu Boga, raz udanym, raz nieudanym, o zmaganiu się z samym sobš. Jeœli pojawia się u mnie tryb rozkazujšcy, to bardziej jako chwyt retoryczny. To nie jest nic apodyktycznego, raczej rzucam hasła typu: zwolnij, zatrzymaj się, pomyœl.

A jaki jesteœ w stosunku do fanów? Bo na forach sš różne opinie. Jedni piszš, że równy goœć z ciebie, a inni, że bufon.

Większoœć artystów, których uwielbiałem i uwielbiam, od Tadeusza Kantora do Milesa Davisa, to była kwintesencja bufonady. Jest taka rzecz, z której ludzie rzadko zdajš sobie sprawę: kiedy artysta jest atakowany, to – inaczej niż na przykład polityk – na ogół nie odpowiada atakiem, bo nie ma na to czasu, nie umie, nie wie jak i tak dalej. Jego obronš przed krytykš jest cišgłe wzmacnianie w sobie przekonania, że jest najlepszy i zawsze ma rację. Czasem rozmawia się z jakimœ artystš i wydaje się, że to buc na maksa. A to tylko forma obrony.

Zauważyłem, że ludzie, którzy sš skoncentrowani na tym, co robiš, nie sš osobami specjalnie medialnymi. Nawet przychylna krytyka może artystę wk...ć, bo na przykład nieustannie się go z kimœ porównuje. Mnie przez całe lata porównywano do Stinga, chociaż nic nas muzycznie nie łšczyło i nie łšczy. Pamiętam, Voo Voo miało jechać na swój pierwszy zagraniczny festiwal, do Rotterdamu. Zaglšdam do dossier, a tam napisano, że Waglewski to polski Sting. Dostałem piany. Najlepsze w polskiej muzyce rozrywkowej było i jest to, czego nie da się do niczego porównać: Niemen, Grechuta, Demarczyk. Wtórnoœć jest dla artysty nieszczęœciem, a niestety w Polsce niektórzy piszšcy o muzyce uczyli tej wtórnoœci przez całe swoje życie.

Każdy z nas ma jakiœ obraz samego siebie i broni tego obrazu. W Polsce przez lata było tak, że koncert to była walka: wychodziłeœ i czułeœ, że masz tę publicznoœć – nie całš, ale częœć – przeciwko sobie. Na œwiecie, jak ci się coœ nie podoba, to się odwracasz i wychodzisz. A w Polsce nie: zostajesz i manifestujesz swojš niechęć. Tak jesteœmy skonstruowani. Dop...nie się jest tu najpopularniejszš formš krytyki. I tu nie ma przystanku, nie ma emerytury. Jak jesteœ młody, to cię atakujš, bo za mało jeszcze umiesz albo nie należysz do tej czy innej sekty. A jak jesteœ stary – bo za długo już jesteœ na scenie, bo mendzisz i tym podobne.

Miewałeœ kłopoty z fanami? W jednym z wywiadów wspominasz o dziewczynie, która latała za Tobš z nożem.

Zdarzało się nam, zwłaszcza na poczštku, po pierwszej, mocno surrealistycznej płycie, że kręciło się wokół nas sporo osób nieszczęœliwych, a niekiedy ewidentnie zaburzonych. Kiedyœ w Toruniu podeszła do mnie po koncercie dziewczyna i powiedziała, że u jej mamy na œcianie wisi gitara dwunastostrunowa. Czy jestem zainteresowany? Odpowiedziałem, że tak, chętnie zobaczę. Na co ona: „Dobrze, to porozmawiam z mamš". Minšł miesišc, ktoœ puka do naszego mieszkania, Grażyna otwiera – a tam ta dziewczyna (nie wiem, skšd miała adres) z gitarš, karimatkš i plecakiem. „Gdzie będę spać?", pyta. Grażyna się troszkę zdziwiła, ale udało mi się jakoœ to załatwić i rozstaliœmy się z dziewczynš w spokoju.

Historia z nożem była poważniejsza. Mieliœmy wtedy koncert w Żarnowcu, pojechaliœmy tam z dziećmi, jeszcze zupełnie małymi. Niosłem te œpišce dzieci do samochodu, kiedy podeszła do mnie dziewczyna i powiedziała, że musi ze mnš porozmawiać. Ja na to: „Chyba żartujesz?". A było tak, że już kilka razy wczeœniej mnie zagadywała, a ja cišgle odpowiadałem, że póŸniej. No i idę z tymi dzieciakami pod pachš, a ona, że musi koniecznie teraz. „Powiedz z grubsza, o co ci chodzi, to ci powiem, czy jest o czym gadać". A ona, że musimy porozmawiać na osobnoœci, bo to będzie długa rozmowa. „No ale chyba widzisz, że ja tu jestem w pracy i w dodatku z rodzinš". I ona siadła mi wtedy na masce samochodu i powiedziała, że się nie ruszy. Musiałem poprosić ochroniarzy, żeby jš zdjęli. Przyjechaliœmy do hotelu, położyliœmy się spać, za godzinę słychać pukanie do drzwi. Otwieram – ona. Stoi w drzwiach i znów: „Muszę z tobš porozmawiać". Mówię, że jestem zmęczony i żebyœmy się spotkali o dziesištej rano, po œniadaniu. Czekałem następnego dnia o tej dziesištej, ale się nie pojawiła.

Minęło pół roku, graliœmy w jakimœ klubie, bodajże w Bydgoszczy. Stała w drzwiach garderoby jakaœ dziewczyna, nie skojarzyłem, że to ona. Zaczęła się do mnie zbliżać i Janek Pospieszalski [muzyk Voo Voo, obecnie prowadzi programy w TV – red.] zauważył, że za plecami ma schowany nóż, więc pewnie zbliżała się do mnie w celach niecnych. Janek jš złapał, oddał w ręce ochroniarzy. Co się z niš dalej stało, nie wiem.

Czy można się przed takimi sytuacjami ustrzec?

Tak całkiem to chyba nie. Jedyne, co możesz zrobić, to właœnie wprowadzić do swoich występów ten element intelektualny, pomóc ludziom jakoœ sobie te emocje poukładać. Cieszę się, że na nasze koncerty przychodzš ludzie z dziećmi. Mam nadzieję, że my w czasie koncertów tworzymy wspólnotę. Nie lubię tego grupowania się w imię nienawiœci do kogoœ: punki przeciwko hipisom, heavymetalowcy przeciwko punkom. Pamiętam takie koncerty, na których grała Armia – już w imię Boże. Przychodziły całe załogi ze sztandarami, okrzykami, w czasie występu Armii robiła się zadyma, a potem Armia schodziła i pod scenš robiło się pusto. Bo oni przyszli tylko na swój zespół, pokazać siłę. Ja nie chcę mieć takiej publicznoœci. Chcę, żeby słuchała różnej muzyki i różnš muzykę szanowała.

Podobnš sytuację miałem kiedyœ z Kultem. Graliœmy „na œwieżaczku", było jakieœ dwadzieœcia tysięcy ludzi. No ale jak zszedł Kult, a wyszliœmy my, te dwadzieœcia tysięcy rzuciło się do wyjœcia, pod scenš została może setka, może kilka setek. Wyobrażasz sobie ten widok – dwadzieœcia tysia ludzi w poœpiechu opuszczajšcych stadion?! Lekcja pokory.

To dziwne, bo wydawało mi się, że dużš częœć publicznoœci macie wspólnš.

Tak by wynikało z forów. W praktyce oni majš więcej publicznoœci takiej typowo rockowej, która chce ostrego grania. Ale grywaliœmy potem z Kultem przy różnych okazjach – i było fajnie. Tylko pod jednym warunkiem: że się kolejnoœć zmieni. Nasi z Kultu nie wychodzš.

Pokora w takim zawodzie jak nasz jest niezbędna. Œwiadomoœć tego, że się niewiele umie, że sš autorytety, i wreszcie – jakie jest miejsce tej „sztuczki" w społeczeństwie. Pracownik muzyczny to ktoœ, kto cały czas boryka się z problemami finansowymi, bywa upokarzany, oszukiwany. Niewielu ma taki komfort, jak my dzisiaj, że gramy właœciwie wyłšcznie prawdziwe koncerty. Codzienne życie muzyka, nawet bardzo znanego, to jest grywanie koncertów usługowych: jesteœ wynajęty i masz grać dla publicznoœci, która często jest już zwarzona, ma cię w dupie lub w najlepszym razie traktuje cię jak zło konieczne. My tego typu imprez staramy się unikać, ale dla wielu wykonawców sš one chlebem powszednim, bo pozwalajš utrzymać zespół i menedżerów. Koncerty klubowe to sš koncerty, które dajš najwięcej radoœci, ale najmniej pieniędzy.

Fragment ksišżki Wojciecha Waglewskiego i Wojciecha Bonowicza, „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe", która ukazała się właœnie nakładem Wydawnictwa Znak. Bonowicz jest poetš, felietonistš „Tygodnika Powszechnego", autorem ksišżki o ks. Józefie Tischnerze. Waglewski to gitarzysta, kompozytor, założyciel Voo Voo, antycelebryta.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL