Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Józef Maria Ruszar: Nazywam się Majdan

Czym jest ukraińskoœć? Jak do niej dojœć? (na zdjęciu kamienica w Kijowie)
shutterstock
W opowieœci Wojciecha Kudyby słyszymy œmiech z tęsknot i kompleksów Europejczyków ze œrodkowej czy wschodniej Europy. Ale przeœmiewane sš także mity tak zwanych korzeni oraz „wschodnioeuropejskiego współżycia narodów".

Dzieło – œwiadomie używam tego słowa mimo niewielkich rozmiarów ksišżeczki – jest jeœli nie wielkie, to na pewno znaczšce i osobne, warte przeczytania nie tylko dla samej przyjemnoœci, ale i dla poznania problemów naszego nieznanego, choć bliskiego, sšsiada. Radoœć czytania i wybuchy œmiechu gwarantuje ogromne poczucie humoru autora, który przejawia wielki talent do ujęć groteskowych. Natomiast walory poznawcze ksišżki sš wynikiem bliskiej znajomoœci z Ukrainš i Ukraińcami. Nawet wieloœć odcieni kresowej melodii języka i wyczucie wschodniej słowiańszczyzny dajš się wytłumaczyć miejscem urodzenia i biografiš autora – Wojciech Kudyba pochodzi z Tomaszowa Lubelskiego, wiele lat zwišzany był z innymi przygranicznymi miastami w Polsce, takimi jak Przemyœl czy Lublin.

Nawišzujšc do fabuły oraz postaci głównego bohatera (ukraińskiego intelektualisty tuczšcego się na europejskich stypendiach), można też domyœlać się, że satyryczne scenki z życia zachodnich stypendystów zdradzajš, że i autor z niejednego europejskiego pieca chleb jadał, zwłaszcza w jednym z miejsc akcji: niemieckim Bochum. Niektórych zdarzeń żaden autor by nie wymyœlił, jak zwyczajowa na międzynarodowych zjazdach i stypendiach prezentacja „narodowych tradycji i zwyczajów", która sama w sobie bywa wystarczajšco œmieszna, jako że żart sytuacyjny, wzięty z życia, wystarczy:

„Tymczasem przecież jeszcze w grudniu zabawa była taneczna, inteligencja europejska, którš na koniec kursu językowego nam uniwersytet w Bochum przygotował. Zabawa, rzekłbyœ, na podobieństwo naszego Majdanu, bo każdy potrawę krajowi swojemu właœciwš przyniósł, każdy w strój ojczyzny swojej się przyoblekł, najprzeróżniejsze tańce narodowe pokazywał. Okazja więc była nadzwyczaj podniosła, godnoœci wymagajšca i powagi, już tedy dwa tygodnie wczeœniej słoninę kupić chciałem, ale nie było gdzie, choć całe Zagłębie Ruhry wte i wewte zjeŸdziłem. I dopiero pod polskim koœciołem w niedzielę, tam dopiero sadło zdobyłem godne, które przecież jeszcze nasolić, namarynować i ziołami wszelkimi ozdobić musiałem gorliwie. A jak słonina, caryca nasza, to i car być musiał, więc litry dwa samogonu – które schowane miałem na długš autobusowš drogę do ojczyzny – całe dwa litry spod tapczana musiałem wytoczyć i na salę zanieœć. Ta pełna była całkiem i silnie też kolorowa. Pod lampy migotliwe, pod œciany cudnie sprejem różnorakim ozdobione czarni się zeszli, a także bršzowi i biali, żółci i rudzi, mnóstwo zielonych i czerwonych, i w ogóle po pary z partii każdej i stron wszelkich. A ja każdemu kokardkę pomarańczowš na rękaw wpišłem, każden kuœtyczka wychylić musiał, aby kraj nasz pokochał, co właœnie z kolan powstał, grzbiet prostował po smucie wielkiej niewoli" (strony 32–33).

Dzieło filologa œwiadomie igra z czytelniczš skłonnoœciš do mieszania fikcji i realiów œwiata rzeczywistego, a że bywa to zabieg owocny, wiemy choćby od Umberto Eco: „skłonni jesteœmy zamieniać miejscami fikcję i życie – czytać życie, jakby była fikcjš, czytać fikcję, jakby była życiem. Niektóre z tych pomyłek sš przyjemne i niewinne, niektóre absolutnie konieczne, jeszcze inne – przerażajšce".

Od razu też zaznaczmy, że nie jest to polskie postrzeganie Ukrainy, że nie ma w niej sentymentalnego powrotu na Kresy i na pewno obcy jest jej kontekst współczesnej powieœci kresowej zaprawionej nostalgiš. Tematem jest Ukraina Ukraińców, a nie nasze polskie sentymenty, miłoœci, wspomnienia, rozliczenia, bóle lub fobie. Polskie wštki, i owszem, występujš – bo jakże by nie miały się pojawić! – ale jako częœć dzisiejszego œwiata za naszš wschodniš granicš. Ciekawe, że Polska i Polacy jawiš się Ukraińcom w tej historii jako częœć Europy i Europejczycy – tyle że geograficznie i historycznie im bliżsi.

Patronat Gombrowicza?

Satyryczna i miejscami przeœmiewcza strategia autora wielu recenzentom automatycznie skojarzyła się z Gombrowiczem. Na jego patronat można się zgodzić pod warunkiem, że się precyzyjniej okreœli, w jakim sensie on występuje i w jakim zakresie. Owszem, bohaterowie się kreujš, przywdziewajš różne maski – jak to w życiu, a nie tylko w dziełach Gombrowicza, bywa – a język żartobliwie nawišzuje do sienkiewiczowskiej i barokowej tradycji, czego przekładem był przywołany fragment o indywidualnej promocji swego kraju przez Petro Majdana. Niemniej humor i satyra Kudyby sš znaczšco cieplejsze, bardziej empatyczne i raczej służš dystansowi niż potępieniu tradycji. Satyra, często gorzka, ale dzięki poczuciu humoru dajšca się znieœć, nie występuje samotnie, lecz pojawia się w towarzystwie zrozumienia i współczucia, przez co zostaje znacznie złagodzona. Także poszukiwanie siebie samego, natarczywe wypracowywanie własnej tożsamoœci nie jest kwestiš nieuniknionej i wiecznie przeżywanej niedojrzałoœci. Przeciwnie – to oznaka dorosłoœci.

Różnice dotyczš także strony formalnej i językowej. Żart czy też przeœmiewanie się z języka, zwłaszcza polskiego, nasiškniętego Sienkiewiczem i jego tradycjš sentymentalnej opowieœci o Ukrainie w sposób oczywisty nawišzuje do twórczoœci i Gombrowicza, i Mrożka. Ale i ta maniera zostaje przełamana liryzmem i czułoœciš. Słowo „empatia" zresztš musi być w kontekœcie „Nazywam się Majdan" przywoływane w co drugim akapicie – tak jest istotna językowo, stylistycznie, a nawet konstrukcyjnie. Nazwiska znaczšce, silnie obecne w twórczoœci wymienionych patronów to przecież wręcz starożytna tradycja. U autora często przeœmiewana w piętrowych żartach, skoro Majdan to także Euromajdan, a poza tym pretekst do zawierania znajomoœci, robienia interesów (także tych podejrzanych), a także... usprawiedliwiania samego siebie, rozgrzeszania z rozlicznych ułomnoœci i marnych zachowań. Bohater-intelektualista, œwiadomy znaczenia swego nazwiska, używa go nie tylko dla zmanipulowania innych, ale także siebie samego. Wyglšda na to, że nie jest nieœwiadomy walorów i zagrożeń tej sytuacji, jak we fragmencie:

„Nazywam się Majdan. Petro Majdan, choć czasem ktoœ zawoła: ťEuromajdan!Ť i zaraz siada przy barze jak druh serdeczny. A nad barem okno wprost na tory, więc może widać przez nie pocišgi do Berlina, do Kijowa, pocišgi nie wiadomo dokšd, jak opowieœć, której zakończenia nigdy nie znasz" (strona 7).

W tym fragmencie słyszymy również œmiech z tęsknot i kompleksów Europejczyków gorszego gatunku, a więc ze œrodkowej czy wschodniej Europy. Ale w opowieœci Kudyby, a właœciwie zrytmizowanym poemacie prozš przeœmiewane sš także mity tak zwanych korzeni oraz „wschodnioeuropejskiego współżycia narodów". Sławny tygiel narodów pozostał tu tak dokładnie stopiony w cudownš, a pożytecznš jednię, że stał się własnš karykaturš – wymysłem ideologów poprawnoœci politycznej, chętnie przyjętym przez lud – niekoniecznie w zbożnych celach: „A u mnie majdan przecież cały, euromajdan prawdziwy: ociec pół-Rosjanin, a pół-Niemiec wyznania mojżeszowego, matka pół-Ukrainka, babuleńka od strony mamy Polka, wœród dziadków i pradziadków ze szeœć może narodowoœci i cztery religie"... (strona 7) – powiada główny bohater, œwiadomy pozytywnego odbioru takiej sytuacji i „wyższoœci" wielokulturowego bogactwa nad „nędzš" etnicznej jednorodnoœci. A czyż członkowie jego rodziny – w zależnoœci od potrzeby – nie sš gotowi przyznać się do każdego „korzenia"? Czyż w zjednoczonej Europie nie warto być z pochodzenia pół-Polakiem (choć mowa tylko o babci, więc procentów nieco brakuje) i jednoczeœnie posiadać tzw. pochodzenie żydowskie, a jak trzeba, to i niemieckie? To ostatnie przyda się, gdy przyjdzie uciekać do Faterlandu, mylšc pogonie i zmieniajšc nazwisko, bo ziemia się pali pod nogami oszusta i kombinatora.

Bełkot liberalnych elit

Petro Majdan jako ukraiński kulturoznawca bywał w wielu uniwersyteckich miastach Zachodu i niejedno stypendium przejadł, bo Europa wielu wschodnim intelektualistom jawi się jako dojna krowa. Satyra Kudyby skierowana jest także przeciwko dziwactwom uczelnianych elit, które bełkoczš na każdy temat, ale posługujšc się uczonš terminologiš. Zwłaszcza postmodernistyczna nowomowa wzbudza zdrowš wesołoœć czytelnika. Znajšcy œrodowisko czytelnicy wiedzš na dodatek, że np. tytuł uczonego referatu, przygotowywanego na paryskš konferencję naukowš („Ławka. Miejsce czy nie-miejsce?"), musi być autentyczny, bo autor może sięgnšć do swego konferencyjnego doœwiadczenia, zamiast samemu wysilać się na żarty z uczonej nowomowy humanistycznych nowatorów. Również udział w polskich i międzynarodowych konkursach poetyckich, a nawet zasiadanie w gremiach jurorów umożliwiło Kudybie zapoznanie się z żargonem nowoczesnych artystów i ich strategiš promowania się za pomocš starannie wykreowanych skandali:

„Nastrojony filozoficznie, bardzo także wtedy mojš paletę lirycznš wzbogaciłem, a że przy tym portfel, ksišżkę wierszy w ojczyŸnie własnym sumptem wydałem, o znaczšcym tytule ťJuwenilia i fekaliaŤ. Wiele tam liryków było drapieżnie do samych trzewi œwiata się dobierajšcych, niemało odkryć heterogenicznej możliwoœci bycia. Pytajšc o jego intersubiektywnoœć, podważałem intencjonalnie zaraz podmiot i tym samym wcišż na nowo skrywałem go w palimpsestach kreowania siebie" (strona 133).

Satyra Kudyby oœmieszyła także europejski bełkot biurokratyczny. I znowu autor nie musiał się nadto wysilać, tylko lekko zmodyfikował autentyczny żargon stypendialnych i grantowych formularzy. Kto poznał ten „język europejski" ma szansę na kolejny grant, o czym wie każdy uczelniany chudopachołek. Rzeczywistoœć pozaliteracka jest bogatsza od wyobraŸni. Znowu mamy do czynienia z realizmem, a nawet weryzmem w randze żartu – chwyt stosowany przez Kudybę œwiadomie i z rozmysłem w celach, jak się wydaje, poznawczych, a nie tylko satyrycznych.

Cytaty z Sienkiewicza

Ale poemat jest przepojony takš miłoœciš i takš czułoœciš do Ukrainy, że patronat Sienkiewicza, jakkolwiek kontrowany i przełamywany przez tradycję Gombrowiczowskš, jednak przeżywa! Wprawdzie nazwisko Majdan wydaje się żartem czy nawet ma charakter przeœmiewczy (nie mówišc już o tym, że interesowny), ale można je odczytywać symbolicznie, znaczšco: jako istotę narodu, jako istotnš cechę bycia Ukraińcem lub okreœlenie charakteru narodowego. A może jest to element poszukiwania nowej tożsamoœci? Dystans miesza się z powagš i dosłownym traktowaniem narodowej tożsamoœci ze względu na dramatyzm historii i wagę problemu.

Od połowy XIX wieku, od czasu nowego, postnapoleońskiego i romantycznego rozumienia narodu, nie ma już Rusinów. Pojawili się Ukraińcy, którzy dzisiaj, w dobie budowania własnego, niezależnego państwa, poszukujš nowej tożsamoœci, która nie może odwoływać się wprost ani do Rusi Kijowskiej (do której odwołujš się także Rosjanie, stšd imperialny ból utraty Kijowa), ani do Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która nie chciała być Rzeczšpospolitš Trojga Narodów, ani do kozaczyzny, o której słuch zaginšł, ani do sowieckiej spuœcizny, która wbrew nadziejom cišgle cišży nad krajem jako pejzaż mentalnej i cywilizacyjnej ruiny. Nawet (podejrzana dla Polaków) tradycja ukraińskiego nacjonalizmu znana jest i przyjmowana głównie w zachodniej częœci kraju.

To jest problem serio i „Nazywam się Majdan" traktuje go poważnie, a nawet tragicznie, zważywszy na rozdarcie tego narodu, wspomniane choćby w liœcie nadesłanym z domu: „O sšsiadach potem również pisała babuleńka, że jeden do Moskwy uciekł, drugi do wojska poszedł i pod Mariupolem zginšł, a trzeciemu syn się urodził. Bo los w miejscu nie stoi wcale, tylko się posuwa niby słońce po niebie raz smutne, drugi raz rumiane" (strona 152).

Petro Majdan stara się dojœć do ukraińskoœci także przez Europę i europejskoœć, bo jest przedstawicielem intelektualnej elity i taka opcja jest mu dostępna. Co w takim kontekœcie ma do roboty Sienkiewicz? Jego patronat wyraŸny jest w języku Kudyby przez splot języka wysokiego i niskiego. Przecież tragiczne dzieje Ukrainy opowiedziane zostały językiem wzniosłym! Nie jest przypadkiem, że sama „Trylogia" w poemacie funkcjonuje dosłownie, bo arkš przymierza między dawnymi a nowymi laty jest babka bohatera – postać jak najbardziej pozytywna. Okazuje się, że język Sienkiewicza podskórnie żyje i bohaterowie w chwilach wzniosłych lub lirycznych posługujš się nim, czasami dosłownie. W „Nazywam się Majdan" można znaleŸć cytaty z „Trylogii", a zakochany Petro czasami mówi jak Jurko Bohun:

– Co tobie, sokole? – do mnie rzecze.

– Dusza boli, maty – odpowiedam (strona 139).

Cytatów z Sienkiewicza jest zresztš więcej. Sienkiewiczowski jest także koncept epiczny – przedstawienie perypetii bohaterów w dramatycznym momencie losu ojczyzny, choć u Kudyby wštki miłosne sš tak blade, jakby chorowały na gruŸlicę. Akcja ma w tle wydarzenia z okresu pomarańczowej rewolucji w 2004 aż po rewolucję godnoœci, wojnę na wschodzie Ukrainy oraz inwazję rosyjskš na Krym w 2015 roku. Niby tylko dziesięć lat, ale wystarczy jak na jeden kraj, nawet jeœli doœć duży i ludny. Porównajmy. Przebudzenie tzw. czerni w powieœci Sienkiewicza (tak widzi to zjawisko Zagłoba, któremu obcy jest kult ludu) i budzenie się œwiadomoœci narodowej Ukraińców w ostatnim dziesięcioleciu wyrażajš się podobnymi formułami bezładnej woli wolnoœci. To nie jest zachodnioeuropejska reguła, że wolnoœć wyraża się przez budowanie instytucji, ale silna tradycja demokracji bezpoœredniej, ludowej żywiołowoœci i anarchicznego rozumienia swobody.

Sienkiewiczowski patronat widziałbym w realizmie i okrucieństwie opisu ukraińskiego dramatu, często werystycznym, brzydkim, bez szminkowania. Z jednej strony koszmar został przełamany przez ironiczno-żartobliwy sposób narracji. Bohater jest wprawdzie Ukraińcem, ale też bywalcem europejskich salonów, stšd jego dystans do otaczajšcego go œwiata, pozwalajšcy na ironiczne uwagi i o Ukrainie, i o Europie. Ale kpiarskie uwagi to przecież cienka zasłonka. Zza żartu i satyry widać wewnętrzne sprzecznoœci, całš nędzę i wielkoœć, zniewolenie i ducha wolnoœci, zagubienie i upór w dšżeniu Ukraińców do czegoœ niejasnego, ale jednak oczywistego, jak wolnoœć i marzenie o uczciwym państwie.

To nie jest lakierowany obraz, bo przecież widzimy i bimbrownię, i przemyt alkoholu, i nielegalnš fabryczkę ukrytš w lesie, i euforię rewolucji z jej dzikimi manifestacjami, i naiwnoœć oczekiwań. Kudyba sadystycznie przedstawia przekupnych urzędników, policjantów, gangsterów, a także nielegalnych kapitalistów-oszustów – a odróżnić ich od siebie nie sposób, bo wszyscy pracujš w służbie diabła. Wszędzie widać patronat szatana, który usadowił się na samym szczycie państwowej piramidy i potężnym ogonem miesza w kadzi historii (z aluzjš do Janukowycza, choć nie on jeden zasługuje na takie symboliczne wyróżnienie). I nic do rzeczy nie ma fakt, że diable igraszki opowiedziane zostały w baœniowej konwencji o miłoœci Bękarta (Janukowycza) do Carewny – czyli Putina czy też putinowskiej Rosji. Tradycja byliny – w tym fragmencie najbardziej widoczna – wydaje się odnosić do całoœci poematu o współczesnym wcieleniu Kozaka-intelektualisty, bo też żaden z niego Ilja Muromiec czy inny legendarny woj Włodzimierza Wielkiego. Współczesny œwiat jest wszak œwiatem skarlałym i myœl o pokonaniu smoka nie wchodzi w rachubę.

W konwencji baœniowej

Tradycja byliny, epickiej opowieœci charakterystycznej dla naszych wschodnich sšsiadów, ma też nasze, własne, polskie wcielenia. Liryzm i zrytmizowana fraza tego epickiego poematu prozš zakorzenione sš przede wszystkim w romantycznej wizji Ukrainy, rodem z „Beniowskiego" czy „Marii" Malczewskiego, choć język Kudyby jest bardziej barokowy, jak z dramatów Słowackiego. Z uporem powtarzam „epicki poemat", a nie „powieœć", jak zwykło się okreœlać ksišżkę Kudyby, właœnie ze względu na poetyckie nasycenie. Fraza poetycka, silnie zrytmizowana, napisana w konwencji baœniowej, jak opowieœć o miłoœci Bękarta do Carewny, ma wszelkie cechy poezji. Jest to także przykład na symbolizm postaci i sytuacji, a przede wszystkim wyraŸny najazd alegorii na fabułę jako całoœć i na poszczególne epizody.

Tu chciałbym przypomnieć, że pisanie powieœci poetyckich nie skończyło się na romantykach, a jednym z nieuœwiadamianych patronów tego dzieła może być także poeta już trochę zapomniany – Tadeusz Nowak. To on przecież napisał „A jak królem, a jak katem będziesz" czy „Wniebogłosy", gdzie zrytmizowana i pełna liryzmu proza nie różni się od poezji, a balladowa konwencja jest silnie eksploatowana.

Reasumujšc. Wielu czytelników i krytyków uznało, że narodził się Kudyba-powieœciopisarz. Osobiœcie wštpię. Myœlę, że rozkwitł poeta o epickim zacięciu. Jeœli Wojciech Kudyba zasmakował w prozie, to można się spodziewać prozy lirycznej, o wyrazistej poetyckiej dykcji.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL