Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Kultura bez korzenia?

Ewangelia według œw. Łukasza na strzępie pergaminu
The Art Archive/Musée du Louvre Paris/Gianni Dagli Orti/AFP
Biblijne i chrzeœcijańskie wštki naszego dziedzictwa, mimo zalewu popkultury i obniżenia standardów, majš się dobrze. Ale kto zadba o klasyków?

Tadeusz Koœciuszko w latach szkolnych postanowił się wzorować na Tymoleonie. Nie warto pytać, czy ktoœ kojarzy tę postać... Na skutek redukcji kształcenia klasycznego „Żywoty" Plutarcha czytane sš rzadko, przez co mało kto słyszał o nieprzejednanym przeciwniku tyranii z greckiej Sycylii.

A w „Panu Tadeuszu" (na czeœć tamtego Tadeusza zresztš nazwanym) czytamy:

Siedzi Rejtan żałoœny po wolnoœci stracie,

W ręku trzyma nóż ostrzem zwrócony do łona,

A przed nim leży Fedon i żywot Katona.

„Fedon" to dialog Platona o nieœmiertelnoœci duszy, a Katon (Młodszy) wsławił się jako obrońca republiki przed Cezarem. Po klęsce wybrał heroiczne samobójstwo. W soplicowskim dworku przypisy na ten temat nie były jeszcze potrzebne.

Zastanawiajšc się nad korzeniami czy fundamentami obecnej kultury polskiej, trzeba podkreœlić cztery jej inspiracje. Sš to Biblia i chrzeœcijaństwo, kultura klasyczna (grecka i rzymska), kanon literatury polskiej z Kochanowskim, Mickiewiczem, Słowackim, Sienkiewiczem oraz ostatnie burzliwe stulecie niepokoju politycznego, umysłowego i artystycznego. W czasach obniżki poziomu edukacji zwišzanej z jej upowszechnieniem można mieć obawy co do znajomoœci wszystkich tych Ÿródeł, wypieranych przez popłuczyny po zachodniej kulturze masowej i dekadenckich modach intelektualnych. Niemniej widać tu dysproporcję.

Obecnoœć katolicyzmu sprawia, że czynnik chrzeœcijański i biblijny pozostaje żywy i obecny nawet w warunkach laicyzacji, choć niewielu już wie, co to znaczy „sprzedać za miskę soczewicy" (a pasuje do niektórych sytuacji jak ulał!). Próby ograniczenia podstawowego kanonu lektur szkolnych na razie się nie udały. Historia i literatura najnowsza cieszš się zainteresowaniem twórców programów, może nawet przesadnym w proporcji do ich znaczenia i wartoœci. Natomiast z kulturš klasycznš jest niedobrze.

Po co łacina?

Kształcenie klasyczne obrońców ma niewielu, a przeciwników dużo. Większoœci jest to obojętne. Główny argument przeciwko to mała korzyœć z wiedzy o dawnych czasach. Nasuwa się tu anegdota o Euklidesie, którego kandydat na studenta spytał, jaki będzie miał pożytek z geometrii. Ten zawołał niewolnika i polecił dać natrętowi trzy obole, dodajšc: – On chce mieć korzyœć z wiedzy!

Ten argument utylitarny mógłby być użyty, i to z większš racjš, przeciwko lekcjom muzyki i plastyki w szkole publicznej, gdyż nie jest zadaniem państwa kształcić obywateli estetycznie czy kształtować ich gusty. Niemniej tych przedmiotów nie chce usuwać prawie nikt. A przy tym kształcenie klasyczne nie służy samej przyjemnoœci oraz udziałowi w kulturze, choć oczywiœcie spełnia i tę funkcję.

Bezpoœredni kontakt ze starożytnoœciš daje dopiero znajomoœć języków klasycznych, łaciny i greki. Z powodu pracochłonnoœci ich nauczanie budzi sprzeciw. Tymczasem do niedawna nauka łaciny w ogólnokształcšcej szkole œredniej, i to w sporym wymiarze, była w Europie czymœ oczywistym i w większoœci krajów nadal tak się dzieje; do tego przy profilu humanistycznym dochodzi greka. Przecież łacina była przez dwadzieœcia wieków językiem uniwersalnym, językiem elit. Słuszna jest więc akcja  filologów klasycznych „Polska w Europie – łacina w szkole". Łacina to częœć pomostu między tradycjš a teraŸniejszoœciš Europy.

Zwolennicy łaciny przytaczajš też argumenty szczegółowe. Sporo na ten temat napisali najwybitniejsi humaniœci i znawcy starożytnoœci – w Polsce od Tadeusza Zielińskiego po Juliusza Domańskiego. Nie dlatego jednak, że bronili swojej sprawy. Kto poznał œwiat starożytny, jego piękno i bogactwo, chce się tym podzielić.

Łacina z grekš rozwijajš umysł, tak że poznajšcy je uczniowie osišgajš przeciętnie lepsze wyniki w ogóle. Dawno to zauważono, ale taki sam wynik dały nowsze badania amerykańskie i niemieckie. Może ktoœ pomyœli, że to dlatego, że uczniowie zdolniejsi i ambitniejsi uczš się chętnie rzeczy dodatkowych – ale to też by o czymœ œwiadczyło. Lepsi sięgajš po klasykę.

Języki starożytne sš Ÿródłem znacznej częœci słownictwa języków europejskich, w tym polskiego, oraz ich ładu gramatycznego, stylu i literackoœci: obrazowania, motywów, gatunków. Łacina jest też oczywiœcie podłożem dla języków romańskich. Pomaga więc w poznaniu języków ojczystych. Następnie sprzyja dobremu poznaniu języków obcych na różne sposoby korzystajšcych z łaciny.

Nietrudno stwierdzić, że w kulturze europejskiej dominujš kraje, które dbajš o łacinę w szkole i o studia humanistyczne. Kultura klasyczna służy podniesieniu poziomu twórczoœci rodzimej, gdyż bez kontaktu z dawnymi arcydziełami, choćby w przekładzie, twórca skazany jest na nieudolne odkrywanie na nowo tego samego albo na płyciznę kultury masowej. Dlatego na miejsce utworów prawdziwie klasycznych, czyli dojrzałych i uniwersalnych (T.S. Eliot), wchodzš dziœ poczwarki i niedoróbki autorów niedokształconych. Gdzież laureatom nagrody Nike do Eurypidesa!

Zacytuję tu Miłosza:

Zapytałeœ mnie, jaka korzyœć z Ewangelii czytanej

po grecku.

Odpowiem, że przystoi, abyœmy prowadzili

Palcem wzdłuż liter trwalszych niż kute w kamieniu,

Jak też byœmy, z wolna wymawiajšc zgłoski,

Poznawali prawdziwe dostojeństwo mowy.

Po sowietyzacji

Wrogi tradycji europejskiej komunizm drastycznie ograniczył w szkołach naukę łaciny, a grekę prawie wyeliminował. Dzisiejsi postępowcy, chcšcy sformatować nasze mózgi na nowo, głoszš nieprzydatnoœć wiedzy o starożytnoœci i w ogóle historii. I ten zamysł oderwania nas od korzeni w dużej mierze się powiódł.

Wiedzę o kulturze starożytnej umieszcza się w ramach przedmiotów humanistycznych, jakimi sš historia i język polski. Obecne programy i podręczniki tam jš przewidujš, choć w doœć umiarkowanym zakresie. Na dodatek niezbyt to skuteczne, skoro pewien polityk myœlał, że Juliusz Cezar wsiadł na Rubikonia...

Po zmianach ustrojowych nawet konserwatyœci rzadko się sprzeciwiali marginalizacji dziedzictwa starożytnoœci. W Koœciele tak zwani tradycjonaliœci zazwyczaj sięgajš najdalej do liturgii łacińskiej w formie z XVI wieku. Mówišc o kulturze chrzeœcijańskiej, majš na myœli œredniowiecze, renesans i barok. Tymczasem zrodziła się ona w starożytnoœci, z twórczej syntezy wiary biblijnej oraz spuœcizny starożytnej: filozoficznej i artystycznej. Notabene sama Biblia jest owocem wiary i kultury epoki starożytnej i zaczerpnęła niemało ze œwiata greckiego. Właœnie chrzeœcijanom powinno zatem zależeć na utrzymaniu więzi naszej kultury z antykiem.

W księgarniach włoskich leżš liczne wydania dwujęzyczne klasyki łacińskiej i greckiej. Ale nie tylko tam. W Niemczech, zwłaszcza w południowych landach, łaciny jest w szkole dużo, a na maturze można nawet zdawać rozszerzonš grekę; mój siostrzeniec, przygotowujšc się do niej, czytał „Obronę Sokratesa" Platona.

Łaciny uczy się w Niemczech ponad 30 proc. gimnazjalistów i licealistów, w Austrii podobnie, we Włoszech aż 75 proc. Podstawówkę oczywiœcie pomijam. Słabiej jest we Francji, w szkołach publicznych 12 proc. uczniów, w niepublicznych zaœ (głównie katolickich) 17 proc. Nieco więcej młodych łacinników jest w Anglii, przy znacznie większym zainteresowaniu w szkołach prywatnych. W Holandii aż 20 proc. przystępuje do matury z łaciny i odsetek zainteresowanych uczniów roœnie. Greki starożytnej ciekaw jest 1 proc. uczniów. To dowód na wysoki poziom szkół (i proszę nie wycišgać tu argumentu, że testy pokazujš lepszy poziom w Polsce: tam wyniki zaniżyły dzieci imigrantów).

Jeden na 40

W Polsce w tej grupie wiekowej niewiele ponad 1 proc. uczniów ma w szkole łacinę! W gimnazjum praktycznie wcale, w liceum jeden uczeń na 40. Kilka lat wczeœniej było dwukrotnie więcej. Nauka łaciny ogranicza się do niektórych klas o profilu humanistycznym w większych miastach. W dodatku godzin jest dużo mniej niż w krajach zachodnich, a naukę zaczyna się póŸniej. Historię uratowała przed redukcjš zmiana rzšdu, ale o klasyce cisza. Odbije się to wkrótce na uniwersytetach. Tymczasem elita europejska zna łacinę... Ale czy Polska ma elitę?

Jeœli idzie o planowanie reform szkolnych, pewnym minimum wydaje się zatem znaczne i pilne powiększenie liczby klas licealnych z łacinš (popieram liceum czteroletnie). Do wszystkich zaœ należałoby wprowadzić przedmiot kultura klasyczna z elementami języków starożytnych. W jego centrum powinny być ważne dzieła starożytne, traktowane jako punkt wyjœcia i Ÿródło dzisiejszej kultury – tym bowiem sš. W niektórych szkołach przeprowadzono już udane eksperymenty w zakresie integrowania edukacji klasycznej z innymi przedmiotami. Na poczštek: znajdŸmy w poprzednim zdaniu jedno słowo wzięte z greki i cztery z łaciny.

Następnie należy dowartoœciować naukę łaciny i greki na studiach humanistycznych. Zwrócę tu najpierw uwagę na filologie obce i polskš, gdyż bez języków klasycznych dobre zrozumienie słownictwa, gramatyki, stylu i tradycji literackiej nie jest możliwe. Nie ma też bez nich oczywiœcie historii, filozofii i teologii, gdzie jednak łacina i greka sš stale degradowane. W przypadku teologii usprawiedliwia się to porzuceniem łaciny w liturgii, ale skutkiem jest odcięcie studentów od tekstów Ÿródłowych. A Nowy Testament został napisany po grecku, skšd wynika, że chrzeœcijaństwo nigdy greki zapomnieć nie może. Sšdzę zresztš, że w perspektywie stuleci język grecki i grecka twórczoœć nabiorš dla Europy większego znaczenia.

Bez kultury klasycznej wiele elementów kultury polskiej pozostaje niezrozumiałych. Pewne przykłady przytoczyłem na wstępie. WeŸmy jeszcze przerabiane w szkole „Treny" Kochanowskiego. Znane słowa: „Jednš maluczkš duszš tak wiele ubyło", brzmiš uczuciowo i takie sš. Ale przedtem był list do Cycerona, który po œmierci ukochanej córki odsunšł się od œwiata. Przyjaciel go zganił, że tak go porusza strata duszyczki jednej kobietki („muliercula animula"). I na to Kochanowski odpowiada. Do żałoby Cycerona jest w „Trenach" więcej aluzji.

Łacina była zresztš obecna wszędzie. Wszak przez kilka wieków stanowiła drugi język polskich elit. „Eques polonus sum, latine loquor" – tłumaczy to nasycenie polszczyzny słowami pochodzenia łacińskiego. Dawniej pospolicie używano w mowie sentencji łacińskich, teraz odpowiednie urywki z „Potopu" trzeba opatrywać przypisami. Dla zabawy lub ze snobizmu mieszano języki.

Jeszcze garœć przykładów. „Bogurodzica" to poezja w stylu bizantyjskim, co dawno zauważono. Król Stefan Batory, nie znajšc polskiego, rozmawiał z dworzanami po łacinie. Nosimy często imiona łacińskie: Urszula to jakby Misia, Wiktor to zwycięzca. Greckie: Zofia – mšdroœć, Małgorzata – perła, Katarzyna – czysta, Bogdan to przekład z Teodora.

Najwyższy sšd w Lublinie ozdabiał napis, parafraza psalmu: „Iustitias vestras iudicabo" – „osšdzę sprawiedliwoœć waszš", co i dziœ czasem słusznie piszš na sšdach. Nad wejœciem do Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego czytamy: „Plus ratio quam vis" – „rozum to więcej niż siła" (Cornelius Gallus). Starsze koœcioły pełne sš inskrypcji łacińskich: zebranie ich i wydanie, co właœnie się zaczyna, będzie cennš przysługš dla badań nad historiš i kulturš polskš.

Zgoda, powie ktoœ, dentysta jest od „dens" – zšb po łacinie, a stomatolog od „stoma" – usta po grecku. Ale teraz na miejsce łaciny i greki jako języków uniwersalnych wszedł angielski. Niezupełnie. Mały komputerek to palmtop. Po łacinie palma to dłoń, a po grecku topos znaczy miejsce. Słownictwo angielskie też czerpie z tych języków.

Już starożytni Grecy

Powie ktoœ może, że chodzi tylko o kulturę, o kwiatek do kożucha. A sam kożuch, życie społeczne i polityczne? Otóż starożytnoœć „przerobiła" już za nas większoœć problemów politycznych i ustrojowych. Na temat zalet i wad demokracji starożytni Grecy powiedzieli prawie wszystko. Po co to odkrywać na nowo? Nie ma już słowa, którego by przedtem nie wypowiedziano (Terencjusz).

Masa powiedzeń greckich i łacińskich natychmiast nasuwa myœl, że to przecież o nas! Pierwszy znany nam prawodawca grecki Zaleukos stwierdził: „Prawa sš jak pajęczyna: jeœli wpadnie w niš mucha lub komar, ugrzęŸnie, jeœli zaœ osa lub pszczoła, rozerwawszy, odleci". Znacie przykłady? A cesarz August powiedział o polskich autostradach: „Co robi się dobrze, robi się też szybko". Demokryt: „Im mniej godni wysokich urzędów sš ci, którzy je piastujš, tym pewniej się czujš i tym mocniej się nadymajš głupotš i bezczelnoœciš". Homer: „Nie słowami, lecz broniš zwyciężyć możemy". Solon: „Rozwišzujšc prawdziwe problemy, trudno dogodzić wszystkim". Arystoteles o sektorze publicznym: „Wspólna własnoœć wielu najmniej jest zadbana". Alkmajon: „Ludzi gubi niekojarzenie poczštku z końcem". Kwintylian o politykach: „Kłamca powinien mieć dobrš pamięć". Rzymianie o wyborcach: „Hojne obietnice cieszš głupców".

Ezopowe bajki nauczyły nas, że politycy mšcš wodę, by w niej łowić ryby. Podnoszšc podatki, zarzynajš kurę znoszšcš złote jajka. U Ezopa na króla ptaków o mały włos nie wybrano kawki, która się przystroiła w cudze piórka.

W dyskusjach ustrojowych bardziej wyedukowani sięgajš wstecz do Monteskiusza z jego teoriš trójpodziału władzy (choć już nie do ostrzeżeń przed tyraniš sšdownictwa bez kontroli...). Spory obecne zgrabniej się tłumaczš na tle greckich poglšdów na ustroje. Istnieje demokracja, czyli rzšdy obywateli, arystokracja, czyli rzšdy elit, i monarchia, czyli rzšdy jednostki. Te trzy mogš przybrać formy zdegenerowane: ochlokracja (tłum), oligarchia i tyrania. Dla Arystotelesa najlepszy jest ustrój mieszany. Sš bowiem rzeczy wymagajšce zgody większoœci (prawa i podatki), inne wymagajšce specjalnych kompetencji, inne wymagajšce jednoosobowego dowództwa.

To nie Janusz Korwin-Mikke zauważył, że demokracja jest złym ustrojem, ponieważ głupich jest więcej niż mšdrych. Myœl ta pochodzi od Sokratesa, który twierdził ponadto, że rzšdy elit sš złe, gdyż rzšdzš one w interesie własnym, a nie publicznym. Heraklit: „Złych jest wielu, a mšdrych mało". Dziœ poplecznicy oligarchii demonstrujš pod hasłem obrony demokracji. Starożytnego Greka zdziwiłaby taka ignorancja.

Myœlenie prawne opiera się na prawie rzymskim, choć jego formacyjny wpływ na prawników uległ osłabieniu (i dlatego mamy ustawy i sšdy takie, jakie mamy). Tymczasem „legem brevem esse oportet" – „prawo powinno być krótkie" (Seneka). „Corruptissima res publica plurimae leges" – „bardzo zepsute to państwo, co ma wiele ustaw" (Tacyt).

Gdy Kornel Morawiecki powiedział w Sejmie o wyższoœci dobra narodu nad prawem, powołał się w domyœle na zasadę rzymskš. Brzmi ona „salus rei publicae suprema lex" – „dobro publiczne najwyższym prawem" (Cyceron za prawem XII tablic). Można się z tym nie zgadzać, trzeba jednak wiedzieć, o czym się dyskutuje. W prawie koœcielnym mamy z tego powodu „salus animarum suprema lex esto" – „zbawienie dusz ma być najwyższym prawem"; stosowanie prawa koœcielnego nie powinno zagrażać więzi z Bogiem.

Albowiem system prawny nie istnieje sam dla siebie. „Summum ius summa iniuria" – „najœciœlejsze stosowanie prawa to największa nieprawoœć" (Cyceron). „Prawem jest to, co prawe": „ius enim est quod iustum est" (œw. Augustyn). Redukowanie prawa do ustaw (nominalizm prawniczy) to przejaw fatalnego zbiurokratyzowania całej cywilizacji zachodniej.

Jedna z głównych zasad prawa rzymskiego głosi, że nikt nie może być sędziš we własnej sprawie: „nemo iudex in causa sua". Zapomnieli o tym twórcy Konstytucji RP, pozwalajšc Trybunałowi Konstytucyjnemu badać ustawy jego samego dotyczšce. A Trybunał, choć sędziowie kiedyœ się uczyli prawa rzymskiego, prze do zbadania tej ustawy, i to poza kolejkš.

I jeszcze jedno pouczenie. W dawnej Polsce przerobiono znane powiedzenie, hasło renesansu: „Homo sum, humani nihil a me alienum esse puto" – „człowiekiem jestem i niczego, co ludzkie, nie uważam za obce" (Terencjusz). Nowa wersja brzmiała: „Polonus sum et poloni nihil a me alienum esse puto" – „Polakiem jestem i niczego polskiego...". Potem przypomniał to Henryk Rzewuski, podajšc takie motto w swoich „Pamištkach Soplicy". Noszšc koszulkę z takim napisem w Polsce, nie napotkałem na żadnš reakcję, w Belgii koło uniwersytetu w Lowanium wzbudziłem podziw. Tam zrozumiano, że można tak połšczyć tożsamoœć narodowš z europejskim uniwersalizmem.

Michał Wojciechowski, œwiecki profesor teologii w Olsztynie, piszšcy o Biblii, kulturze starożytnej, rodzinie, etyce gospodarczej i innych tematach

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL