Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Islamskie prawo wkracza do Europy

123RF/ hikrcn
Okazuje się, że wyłom na Starym Kontynencie jest możliwy. Wielka Brytania uwzględnia własne doœwiadczenia z dawnego wielokulturowego imperium i stopniowo akceptuje kolejne rozwišzania prawne, które wywodzš się z szariatu.

W Unii Europejskiej od niemal kilkudziesięciu lat toczy się debata na temat spójnoœci kulturowej Starego Kontynentu, jego fundamentów cywilizacyjnych oraz możliwoœci dalszego poszerzania sfery wielokulturowej i wszystkich wynikajšcych z tego zagrożeń. Ogromne problemy gospodarcze i społeczne, głównie w południowej częœci Europy, nakładajš się na gęstniejšce napięcia w zwišzku z kryzysem migracyjnym, który będzie dotykał niemal wszystkich państw unijnych.

Niepokoje i spory o skalę wewnętrznej mobilnoœci wewnštrz Unii stajš się z kolei dylematem niemal trzeciorzędnym w porównaniu z wyzwaniami zwišzanymi z kolejnymi falami uchodŸców z Bliskiego Wschodu i Afryki, którzy w większoœci wywodzš się ze społecznoœci muzułmańskich. Sytuacja jest o tyle złożona, że zderzenia europejskiej demokracji liberalnej z konserwatywnie interpretowanym islamem majš miejsce podczas stopniowej dezintegracji dotychczasowej struktury polityczno-społecznej w rejonach na południe od granicy Unii, co ma ogromny wpływ na samš intensyfikację procesów migracyjnych. Nic zatem dziwnego, że odniesienia do koncepcji Samuela Huntingtona o zderzeniu cywilizacji znów zyskujš na popularnoœci, aczkolwiek same zderzenia wewnštrz poszczególnych wspólnot religijnych i kulturowych sš nie mniejsze niż postulowane zderzenie między cywilizacjami.

Wszystkie te debaty i dyskusje odzwierciedlajš rosnšcy pesymizm, a przynajmniej sceptycyzm co do możliwoœci kształtowania wielokulturowego państwa, w którym rodzšce się konflikty sš skutecznie rozwišzywane, a pewien minimalny zbiór wspólnych wartoœci akceptowany jest przez niemal wszystkich obywateli. Sama wielokulturowoœć wielu państw unijnych czy Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii bšdŸ Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest faktem, z którym mało kto polemizuje. To debata przede wszystkim na temat Unii Europejskiej, która sama w sobie jest ambitnym projektem wielokulturowym w swoim wymiarze politycznym, gospodarczym, społecznym i obronnym.

Poparcie dla islamskiego prawa

Problematyka wielokulturowoœci nie tylko ma coraz mocniejszy wpływ na proces zarzšdzania państwem na wielu poziomach, ale jest też powišzana z samš filozofiš praw człowieka, stanowišcš jeden z filarów całej cywilizacji euroatlantyckiej, nawet jeœli ich interpretacja może się różnić w poszczególnych krajach. Wolnoœć wyznania bšdŸ wolnoœć słowa jest nieodłšcznš częœciš współczesnej kultury zachodniej, ale niekoniecznie uznawana jest za uniwersalne prawo człowieka w innych kręgach religijno-kulturowych. Co więcej, ich promocja bywa postrzegana jako „kulturowy imperializm", który ma rzekomo destrukcyjny wpływ na lokalnš tradycję.

Przykładowo, porzucenie chrzeœcijaństwa na rzecz islamu w Europie może budzić zdumienie lub wywołać niechęć, ale w żaden sposób nie pocišga za sobš jakiejkolwiek penalizacji. Natomiast konwersja z islamu na chrzeœcijaństwo w krajach muzułmańskich jest faktycznie niedopuszczalna lub też w praktyce niemożliwa, i to nie tylko w Arabii Saudyjskiej, Afganistanie, Iranie czy Pakistanie, a więc w państwach, gdzie dominujšcš rolę odgrywa prawo religijne, ale także w nominalnie œwieckich Egipcie i Indonezji.

W cywilizacji islamu niewyobrażalne jest publiczne szyderstwo z praw wiary, co z kolei jest czymœ zwyczajnym, aczkolwiek kontrowersyjnym, w Europie bšdŸ – w mniejszym stopniu – w Stanach Zjednoczonych.

Potępienie formalnej apostazji jest od samego zarania islamu fundamentalnš częœciš jego przesłania, które ukształtowało zarówno prawo, jak i obyczaj niemal wszystkich państw muzułmańskich. Tak więc i wolnoœć wyznania, co należałoby interpretować również jako wolnoœć konwersji, i radykalna wolnoœć słowa, co w œwiecie zachodnim może oznaczać totalnš krytykę religii, nie będš w takim kształcie akceptowane jako uniwersalne prawa człowieka przez zdecydowanš większoœć wyznawców islamu.

W XXI-wiecznej debacie na temat uniwersalizmu owe różnice zyskujš specyficzny wymiar, szczególnie w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych, dla których wartoœciowanie poszczególnych obszarów cywilizacyjnych oparte jest w dużej mierze na ideologii stosowania praw człowieka w praktyce. To z kolei w przypadku muzułmanów zderza się z ich bardzo mocnš akceptacjš prawa szariatu, którego elementy, zwłaszcza dotyczšce prawa karnego, sš nie do pogodzenia z zachodnim systemem wartoœci.

W badaniach przeprowadzonych przez Pew Research Center (38 tysięcy respondentów, 39 krajów, ponad 80 języków) zdecydowana większoœć wyznawców islamu w południowej Azji (uœredniajšc – 84 proc.), południowo-wschodniej Azji (77 proc.) oraz na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej (74 proc.) popiera ideę wprowadzenia szariatu w swoim państwie. Nie dziwi, że poparcie jest duże w państwach uznawanych często za radykalne, jak Afganistan (99 proc.), Pakistan (84 proc.), Irak (91 proc.) czy terytoria palestyńskie (89 proc.), ale pewne zdumienie budzi obecnoœć wysoko na liœcie państw, które zwykle sš postrzegane jako bardziej umiarkowane: Malezji (86 proc.), Maroka (83 proc.), Jordanii (71 proc.), czy nawet względnie zwesternizowanej Tunezji (56 proc.). Relatywnie wysokie poparcie dla szariatu zanotowano wœród mniejszoœci muzułmańskiej w Rosji (42 proc.), ale już w Turcji, gdzie idea sekularyzmu była mocno promowana od czasów Mustafy Kemala Atatürka, a sšdy szariackie zlikwidowano jeszcze w latach 20. ubiegłego wieku, wynosi ono zaledwie 12 proc. Podobnie niskie wyniki uzyskano w Azji Œrodkowej, czyli w muzułmańskich państwach byłego Zwišzku Radzieckiego, oraz w południowej Europie – Albanii, Kosowie i Boœni-Hercegowinie.

Innš interesujšcš kwestiš poruszanš w badaniach była analiza krwawej przemocy w kontekœcie politycznym. Generalnie zdecydowana większoœć muzułmanów odrzuca ideę terroryzmu, tutaj rozumianego jako samobójcze zamachy bombowe, ale wœród obywateli wybranych państw muzułmańskich poparcie dla tej formy walki nie jest wcale œladowe. Szokujšca, ale jakoœ zrozumiała, jest akceptacja dla terroryzmu w miejscach, gdzie przemoc wojenna bšdŸ brutalne konflikty wewnętrzne sš codziennoœciš, np. w Afganistanie (39 proc. respondentów akceptuje samobójcze zamachy bombowe), na terytoriach palestyńskich (40 proc.), w Egipcie (29 proc.), ale niełatwe do wyjaœnienia jest to zjawisko w takich krajach, jak Malezja z relatywnie dużym poziomem aprobaty terroru – 18 proc., Jordania (15 proc.) czy Turcja (15 proc). Intrygujšco niski poziom akceptacji zanotowano natomiast w Iraku, zaledwie 9 proc.

Z badań Pew Research Center wynika, że œwiat muzułmański nie jest jednorodny w swojej ocenie otaczajšcej rzeczywistoœci i w wysuwanych postulatach, niemniej poparcie dla wprowadzenia prawa szariatu jest bardzo duże, zwłaszcza w rejonach, gdzie zagęszczenie populacji wyznawców islamu jest największe. Badaniami nie objęto muzułmanów żyjšcych w Unii Europejskiej. Można by więc wycišgnšć wniosek – chociażby na podstawie wyników z Turcji czy Europy Południowej – że europejskie diaspory wyznawców islamu w porównaniu ze wspólnotami współwyznawców w południowej Azji, na Bliskim Wschodzie czy Afryce Północnej sš zdecydowanie bardziej liberalne i podatne na obowišzujšcš filozofię praw człowieka, wywodzšcš się ze œwiata Zachodu. Ta teza nie ma jednakże pokrycia w faktach.

Zagrożenie fundamentalizmem

Raport przygotowany w 2013 roku przez Wissenschaftszentrums Berlin für Sozialforschung (WZB) na podstawie badań przeprowadzonych w szeœciu państwach unijnych (w tym w Niemczech i we Francji, gdzie ich odsetek jest największy) przedstawia całe spektrum poglšdów współczesnych muzułmanów europejskich. Dwie trzecie wyznawców islamu twierdzi, że prawa religijne sš ważniejsze aniżeli prawa obowišzujšce w danym państwie, a trzy czwarte nie dopuszcza pluralizmu w rozumieniu Koranu, uznajšc, że powinna istnieć wyłšcznie jedna, bezdyskusyjna interpretacja (dla kontrastu takie poglšdy głosi odpowiednio 13 proc. i 20 proc. chrzeœcijan w Europie). Aż 45 proc. respondentów muzułmańskich deklaruje otwarcie antysemityzm, a podobna liczba uznaje, że Zachód zamierza zniszczyć islam. Wœród chrzeœcijan liczby te wynoszš odpowiednio 9 proc. i 23 proc. respondentów, którzy sš przekonani, że islam zamierza zniszczyć Zachód.

Autorzy raportu formułujš wniosek, że klasyczne idee fundamentalizmu znajdujš podatny grunt wœród europejskich muzułmanów. Zresztš sama konkluzja raportu jest uderzajšca: „[W Europie] islamski fundamentalizm religijny jest szeroko rozpowszechniony". Trudno wyjaœnić jednoznacznie przyczyny takiego zjawiska, ale można hipotetycznie założyć, że dużš rolę odgrywa tutaj połšczenie aktywnej polityki zagranicznej Unii wobec krajów muzułmańskich z postreligijnš koncepcjš œwieckiego państwa obowišzujšcš w Europie, co może być postrzegane przez wyznawców islamu jako zagrożenie, a nie szansa na kultywowanie wartoœci religijnych. Mielibyœmy zatem doœć paradoksalnš sytuację: im więcej swobody obyczajowej, im więcej kulturowego pluralizmu, im więcej nieskrępowanej wolnoœci słowa, tym bardziej dynamiczny rozwój tendencji fundamentalistycznych wœród europejskich muzułmanów.

Takiej konkluzji w zwišzku z postulowanš politykš wielokulturowoœci w Unii Europejskiej jeszcze kilkadziesišt lat temu raczej nie przewidywano, a prawdopodobnie i dzisiaj wielu polityków, działaczy organizacji pozarzšdowych i akademików wzbrania się przed przyjęciem jej do wiadomoœci, bo to z kolei musiałoby oznaczać radykalne przeformułowanie dotychczasowej ideologii integracji w kolejnych państwach Unii Europejskiej.

Wiara przede wszystkim

Znaczšcy, aczkolwiek nie zawsze publicznie podkreœlany, jest fakt, że spór międzykulturowy dotyczy nie tyle samego zjawiska wdrożenia prawa i jego praktycznych konsekwencji bšdŸ też akademickich debat na temat tego, co jest, a co nie jest uniwersalistyczne w polityce międzynarodowej, ile raczej samych podstaw funkcjonowania poszczególnych kultur. Powszechna deklaracja praw człowieka – uchwalona przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1948 w Paryżu i stanowišca do dziœ solidny fundament całej cywilizacji zachodniej – była poddawana krytyce przez wielu muzułmańskich intelektualistów, i to nie tylko z powodów czysto politycznych czy też – by tak to okreœlić – socjotechnicznych (co byłoby zrozumiałe w procesie zarzšdzania państwem, najczęœciej autorytarnym, a nierzadko brutalnš despotiš). Była też krytykowana z powodu fundamentalnego zderzenia dwóch odmiennych filozofii człowieka, państwa i społeczeństwa.

Dyskusje w œwiecie akademickim bšdŸ też propagowane w mediach własne interpretacje praw człowieka miały z zasady ograniczony kršg odbiorców, niemniej stopniowo budowały strukturę ideowej kontrpropozycji. Stała się ona faktem w 1990 roku wraz z uchwaleniem tzw. kairskiej deklaracji praw człowieka w islamie przez Organizację Konferencji Islamskiej (obecnie Organizacja Współpracy Islamskiej). Dokument został sygnowany przez 45 państw muzułmańskich. Jest skonstruowany według innej filozofii funkcjonowania prawa niż deklaracja ONZ.

Wyjaœniajšc to, z koniecznoœci w pewnym uproszczeniu, stwierdzimy, że człowiek nie jest istotš autonomicznš i sam nie jest w stanie tworzyć jakiegokolwiek systemu normatywnego, który miałby swój uniwersalny wymiar. Naturalnie w takiej sytuacji sformułowania: „my, naród" lub „my, narody [...] stanowimy prawa", sš uznawane za zwykłš uzurpację, gdyż jedynie Bóg jest dawcš prawa, człowiek zaœ interpretuje jedynie boski przekaz. Dla chrzeœcijanina taka interpretacja na wysokim poziomie ogólnoœci zapewne byłaby do przyjęcia, jednak w przypadku islamu mówimy o bardzo konkretnym przekazie w wymiarze prawnym, którym jest szariat, i to właœnie on jest podstawš deklaracji kairskiej.

Nie sposób zaprzeczyć, że obie deklaracje majš wiele punktów zbieżnych i wręcz identycznie brzmišcych sformułowań (na przykład zakaz dyskryminacji ze względu na rasę, język, pochodzenie), jednak mocny akcent religijnej doktryny islamu sprawia, że cała koncepcja rozumienia praw człowieka traci swój ponadkulturowy i ponadwyznaniowy status.

Najbardziej kontrowersyjne z zachodniego punktu widzenia sš: nierówny status mężczyzny i kobiety, wspomniane już ograniczenia dotyczšce swobodnej konwersji czy też samej wolnoœci słowa, a zwłaszcza surowa penalizacja czynów nieuznawanych gdzie indziej za przestępcze. Artykuł 22a stwierdza na przykład, że „każdy ma prawo do swobodnego wyrażania opinii w taki sposób, że nie stoi to w sprzecznoœci z zasadami szariatu".

Z kolei artykuł 22c podkreœla wagę informacji w życiu społecznym, niemniej instruuje, że ma ona być konstruowana i przekazywana tak, „aby nie podważać œwiętoœci i godnoœci proroków" ani też „nie osłabiać wiary społeczeństwa".

I wreszcie artykuł 25 stawia sprawę bardzo jasno: szariat jest punktem odniesienia i właœciwej oceny wszystkich postulowanych swobód w społeczeństwie. Tak rozumiane prawa człowieka sš z oczywistych powodów nie do przyjęcia przez jakškolwiek instytucję spoza œwiata muzułmańskiego. Warte podkreœlenia w owym międzykulturowym sporze jest to, że prezentowana interpretacja praw człowieka w wersji muzułmańskiej nie jest dokumentem przygotowanym przez jakšœ niezależnš organizację fundamentalistów czy tradycjonalistów bšdŸ wšskie grono ekspertów majšcych poparcie jednego lub dwóch rzšdów, ale oficjalnym stanowiskiem 45 krajów muzułmańskich. Z niewielkim ryzykiem błędu możemy też przyjšć, że cieszy się zdecydowanym poparciem większoœci wyznawców islamu, co poœrednio wykazujš cytowane badania Pew Research Center. Chociaż deklaracja kairska to relatywnie œwieży dokument, z pewnoœciš odzwierciedla tradycyjne nauczanie islamu, które jest stałym i umiarkowanie elastycznym fundamentem całej cywilizacji muzułmańskiej.

Jak w imperium osmańskim

Dyskusja o możliwoœciach asymilacji muzułmanów w Europie musi uwzględniać dane liczbowe i przewidywania dotyczšce zmian w strukturze wyznaniowej Starego Kontynentu. Według Pew Forum liczba muzułmanów w całej Europie (z wyłšczeniem Turcji) w roku 2010 wynosiła 44 miliony, co stanowi 6 proc. wszystkich jej mieszkańców. W Unii Europejskiej liczby te wynosiły odpowiednio 19 milionów i 3,8 proc. W rzeczywistoœci publikowane dane tylko w przybliżeniu wskazujš na wielkoœć wspólnot muzułmańskich. Przykładowo: we Francji brak dokładnego spisu mieszkańców według wyznawanej religii, z kolei w Rosji odsetek obywateli wyznajšcych islam w całoœci populacji szacuje się na 5–11,7 proc., w zależnoœci od Ÿródeł.

Ciekawe sš projekcje dotyczšce zmian proporcji ludnoœci w najbliższych latach. Według raportu Pew Research Center, opublikowanego w 2011 roku, odsetek muzułmanów w Europie wzroœnie z 6 do 8 proc. w roku 2030. W raporcie z 2015 roku stwierdzono zaœ, że w roku 2050 muzułmanie będš stanowić 10,2 proc. mieszkańców Europy. Doœć œmiałš tezę postawił natomiast Philip Jenkins z Penn State University: mianowicie w roku 2100 wyznawcy islamu będš stanowić około 25 proc. mieszkańców Starego Kontynentu, a więc co czwarty Europejczyk będzie muzułmaninem. Naturalnie zawsze istnieje ryzyko błędu w kalkulacjach długoterminowych, dlatego też podawane symulacje należy przyjmować z dużym krytycyzmem. W takiej sytuacji bardzo trudno przewidzieć, jak będš wyglšdały poszczególne etapy kulturowej transformacji, niemniej analiza znanych z historii i współczesnoœci zdarzeń może stanowić cennš wskazówkę.

Dla muzułmanów pewnym punktem odniesienia może być zasada funkcjonowania systemu milletu w imperium osmańskim. Fundamenty samego systemu sięgajš czasów przedislamskich, istniały chociażby w Persji za czasów dynastii Sasanidów, która panowała aż do VII wieku n.e. Filozofia milletu u Osmanów zakładała, że każda społecznoœć wyznaniowa posiada bardzo dużš autonomię w zakresie prawa karnego, cywilnego, nakładania podatków i ich poboru, przestrzegania własnych zwyczajów i tradycji. Formalny zwierzchnik wybranego milletu, przykładowo patriarcha Konstantynopola, był odpowiedzialny wyłšcznie przed sułtanem. Millet opierał się na zasadzie afiliacji religijnej, a nie przynależnoœci etnicznej czy językowej.

Tak więc millet-i Rum, czyli naród Rzymu, którym to terminem okreœlano prawosławnych chrzeœcijan wywodzšcych się z dawnego Bizancjum, obejmował swoim zasięgiem wspólnoty Greków, Bułgarów, Gruzinów czy Serbów. Odrębne millety, z dużš autonomiš w zakresie prawa i obyczajów, istniały wœród wyznawców judaizmu czy rzymskiego katolicyzmu, aczkolwiek ten ostatni powstał dopiero w XIX wieku. Na zasadach odrębnoœci funkcjonowali Ormianie, którzy tworzyli własnš wspólnotę, aczkolwiek jej podział na poszczególne denominacje chrzeœcijańskie również nastšpił w XIX stuleciu. Naturalnie najpotężniejszy był millet muzułmański, w którego skład wchodzili zarówno Turcy, jak i Arabowie, Kurdowie czy Albańczycy.

Islam był oficjalnš religiš imperium, dlatego też jakikolwiek spór między muzułmaninem a niemuzułmaninem rozstrzygany był według zasad prawa szariatu, co naturalnie stawiało niemal każdego wyznawcę islamu w sytuacji uprzywilejowanej. Trzeba jednak dodać, że wœród pozostałych wspólnot w sytuacji konfliktu między ich członkami (zabójstwo, gwałt, kradzież etc.) obowišzywała zasada stosowania prawa tego milletu, z którego pochodziła osoba pokrzywdzona, a nie sprawca. Bardzo szeroka autonomia przyznana poszczególnym wspólnotom nie była bezwarunkowa – od wszystkich wyznawców oczekiwano lojalnoœci wobec sułtana, co było stosunkowo proste w czasach pokoju, ale stanowiło duże wyzwanie dla Osmanów w momencie, gdy dochodziło do starcia zbrojnego z jakimœ państwem chrzeœcijańskim.

Ruch reform w imperium, tzw. Tanzimat, miał stopniowo zrównać w prawach wszystkich obywateli Wysokiej Porty, ale to z kolei musiało budzić niezadowolenie wœród dominujšcej grupy muzułmanów, którzy dotychczas stali najwyżej w hierarchii społecznej. Celem Tanzimatu było zbudowanie silniejszej wspólnej tożsamoœci u wszystkich mieszkańców imperium, ale ostatecznie ruch ten doprowadził do coraz silniejszych tarć wewnštrz państwa, szczególnie że chrzeœcijanie – z oczywistych powodów – nie odżegnywali się od współpracy z mocarstwami zachodnimi czy Rosjš. Tragicznš kulminacjš konfliktów międzywyznaniowych było ludobójstwo Ormian oraz greckich i asyryjskich chrzeœcijan w czasie I wojny œwiatowej i tuż po jej zakończeniu przez oddziały osmańskie (w tym Kurdów i Czeczenów), a póŸniej tureckie.

Imperium osmańskie przestało istnieć, narodziła się Republika Turecka z całkowicie œwieckim prawem. Niemniej bardziej lub mniej rozbudowana koncepcja milletu w stosunku do mniejszoœci religijnych, i to nie tylko chrzeœcijańskich, została zaakceptowana po II wojnie œwiatowej w wielu krajach muzułmańskich: Iraku, Syrii, Pakistanie, Bangladeszu czy Iranie.

Sšdy równoległe

Obecna pozycja muzułmanów w Europie jest bez wštpienia mocniejsza niż w ubiegłym stuleciu. Sam fakt, że stanowiš liczšcš się mniejszoœć w wielu państwach liberalnej demokracji, pozwala na stawianie istotnych żšdań w sferze prawno-instytucjonalnej, których realizacja miałaby „chronić ich tożsamoœć religijno-kulturowš". Przyjmujšc za wysoce prawdopodobnš tezę, że to religia z jej przesłaniem społecznym, a nie inne elementy kulturowe, konstruuje tożsamoœć wspólnoty islamskiej w Europie, możemy założyć, że owe żšdania w stosunku do nowych państw osiedlenia będš się cieszyć wsparciem coraz większej liczby wiernych. Argumentacja i sposób prezentacji własnych oczekiwań nawišzywałyby do istniejšcych w historii i teraŸniejszoœci precedensów.

Ten tok rozumowania może się wydawać niezgodny z obecnš filozofiš państwa w Europie. Sprawš fundamentalnš jest naturalnie wolnoœć i odpowiedzialnoœć jednostki, a nie wybranej wspólnoty, która nad jednostkš sprawuje kontrolę i odsuwa od tego obowišzku – przynajmniej częœciowo – neutralne œwiatopoglšdowo państwo.

Okazuje się jednak, że wyłom w tej strukturze na Starym Kontynencie jest możliwy. Wielka Brytania uwzględnia własne doœwiadczenia z dawnego wielokulturowego imperium i stopniowo akceptuje kolejne rozwišzania prawne, które wywodzš się z szariatu. Działa Muzułmański Trybunał Arbitrażowy, który formalnie zajmuje się sporami o charakterze cywilnym między członkami wspólnoty islamu zamieszkujšcymi Zjednoczone Królestwo i niekorzystajšcymi z miejscowego systemu sšdowniczego. Działa on z mocy ustawy Arbitration Act 1996, która zezwala na alternatywne zastosowanie formuły arbitrażu.

Muzułmanie mogš się również zwracać do Islamskiej Rady Szariatu (Islamic Sharia Council), która wykorzystuje tradycyjne Ÿródła muzułmańskiej jurysprudencji. Obecnie wyznawcy islamu majš do dyspozycji ponad 100 oœrodków w całym państwie, ale ich liczba będzie zapewne w przyszłoœci większa. Z punktu widzenia brytyjskiego prawa nie jest to ekwiwalent the court of law, czyli sšdu w sensie œcisłym, lecz rodzaj oœrodka mediacyjnego czy wspomnianego już trybunału arbitrażowego. W rzeczywistoœci tworzš one jednak równoległš sieć instytucji prawnych, które wydajš wyroki nierzadko stojšce w całkowitej sprzecznoœci z prawem brytyjskim czy unijnym.

Kontrowersje dotyczš przede wszystkim nierównego traktowania mężczyzn i kobiet, sposobu dziedziczenia, formuł zawierania małżeństw i rozwodów. Mimo powtarzanych wielokrotnie wypowiedzi przedstawicieli rzšdu, że decyzje owych „sšdów szariackich" nie sš wišżšce, jeœli stojš w sprzecznoœci z obowišzujšcym prawem brytyjskim, ich popularnoœć (i akceptacja ich wyroków) nie maleje. Podawane przez media informacje o systemie prawnym „drugiego obiegu" wzmagajš resentymenty i obawy o przyszłe relacje między poszczególnymi segmentami brytyjskiego społeczeństwa.

Stopniowa akceptacja koncepcji milletu w Wielkiej Brytanii (aczkolwiek raczej de facto, a tylko częœciowo de iure) może mieć przełomowe znaczenie dla całej Unii Europejskiej. Nie jesteœmy w stanie przewidzieć, jaki te relacje będš miały kształt, ale nie możemy wykluczyć, że będš one coraz bardziej odległe od tych, do których byliœmy przyzwyczajeni jako Europejczycy w cišgu ostatnich kilkuset lat.

Wypornoœć imigracyjna

Apogeum kryzysu migracyjnego w 2015 roku było rezultatem coraz bardziej krwawej wojny w Syrii i Iraku, a także rosnšcej fali radykalizmu na całym Bliskim Wschodzie i częœciowo w Afryce Północnej. Zrozumiała i w pełni uzasadniona troska o los uchodŸców, którzy sš ofiarami najbardziej brutalnej przemocy, zderza się z tym, co Leszek Kołakowski okreœlił jako „wypornoœć imigracyjnš" każdego państwa. Możliwoœci przyjęcia i zintegrowania ogromnej rzeszy uchodŸców z całkowicie odmiennych obszarów kulturowych sš jednak z zasady doœć ograniczone i chociaż trudno precyzyjnie okreœlić, jakie sš parametry owej „wypornoœci", to osišgnięcie wartoœci krytycznej w procesie słabo kontrolowanych ruchów migracyjnych szybko doprowadzi do niebezpiecznych konfliktów i rozbicia tkanki społecznej, koniecznej do normalnego funkcjonowania każdego państwa.

Współczesna debata nad przyszłym kształtem Unii Europejskiej i filozofiš wielokulturowoœci musi zatem z koniecznoœci mieć dramatyczny, ale też bardzo praktyczny wymiar. Gdzie sš granice otwartoœci politycznej i społecznej Europy? Na jakich fundamentach kulturowych będzie się opierała Unia, jeżeli chce przetrwać najpoważniejszy kryzys od czasu swojego powstania? Jak interpretować unijnš solidarnoœć i czy jest ona możliwa do zrealizowania? Jak zbudować w miarę harmonijne i niekonfliktowe relacje z licznymi wspólnotami muzułmańskimi, które stanowiš obecnie częœć europejskiego krajobrazu? Czy możemy uniknšć spirali przemocy, która jest konsekwencjš wielu czynników, a która może się stać częœciš europejskiej codziennoœci?

I wreszcie czy osławiona polityczna poprawnoœć w myœleniu i działaniu większoœci europejskich elit i decydentów, która dodatkowo przekształciła się w unijnš ideologię urzędniczš, będzie nadawała ton również przyszłym debatom?

Tak postawione pytania w pewnej mierze sugerujš odpowiedzi, a przynajmniej pokazujš obszar, gdzie należałoby ich szukać. Pozostaje na koniec sprawa fundamentalna: czy postulowane przez cały Zachód uniwersalia praw człowieka, demokracji i tolerancji sš rzeczywiœcie uniwersaliami, czy może ograniczone sš wyłšcznie do obszaru euroatlantyckiego plus kilka wybranych enklaw na œwiecie? Jeżeli ta druga odpowiedŸ jest prawdziwa, oznaczałoby to zarówno zasadniczš zmianę w polityce migracyjnej Unii Europejskiej, jak i reformę zasad wielokulturowoœci, a w konsekwencji zmodyfikowanie dotychczasowej polityki zagranicznej. Zapewne byłoby to tożsame z Europš mniej globalnš, mniej otwartš na nacje pozaeuropejskie, mniej aktywnš politycznie na całym œwiecie i mniej pouczajšcš innych o prawach i obowišzkach człowieka, ale za to bezpieczniejszš, bardziej spójnš kulturowo i po prostu bardziej europejskš w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, a nie w nowomowie politycznej poprawnoœci. W każdym razie na pewno nie doœwiadczymy „Końca historii", jak ongiœ wieszczył Francis Fukuyama. Zawsze to jakieœ pocieszenie.

Artykuł jest częœciš zbiorowej ksišżki "W pułapce wielokulturowoœci".

Autor jest orientalistš. Od 2003 r. pracownik Wyższej Szkoły Zarzšdzania i Informatyki w Rzeszowie, od 2007 r. był profesorem nadzwyczajnym tej uczelni. W 2014 r. został rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL