Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Jacek Saryusz-Wolski, rywal Donalda Tuska. Polski kandydat na szefa RE

Fotorzepa, Magda Starowieyska
Jacek Saryusz-Wolski to proeuropejski polityk w zachodnim wydaniu. W Polsce niezrozumiały.

Czy można mieć silne przekonania proeuropejskie, a jednoczeœnie walczyć jak lew o więcej stanowisk w unijnych instytucjach dla obywateli swojego kraju? O więcej głosów w unijnej Radzie? Czy można marzyć o praworzšdnoœci w swoim kraju, ale jednoczeœnie nie zgadzać się, żeby Komisja Europejska groziła mu sankcjami, a Parlament Europejski przy każdej okazji biadolił nad stanem demokracji? Czy można chcieć przyjaznych relacji z innym państwem UE, a jednoczeœnie kwestionować sens zakupu od niego helikopterów? Każdy polityk w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii bez wahania odpowie „tak". W Polsce jednak trwa plemienna walka, w której tematy europejskie wykorzystywane sš jako pretekst do rozgrywek wewnętrznych. I jak popiera się plemię PiS, to trzeba chcieć mniej Europy, a jak plemię PO – to więcej Europy. W tym pierwszym plemieniu trzeba przy każdej okazji stwarzać w Brukseli problemy, bo uległoœć jest Ÿle widziana. I oskarżać PO o sprzyjanie Niemcom. Dla wrogiego plemienia instytucje unijne sš instrumentem walki o powrót do władzy. Zatem każda próba zdyskredytowania rzšdu jest dobra, bo im mniej jest europejski, tym bardziej Unia powinna go izolować. Napominać, grozić odebraniem głosu, a nawet pieniędzy. Polityk taki jak Jacek Saryusz-Wolski jest w tych warunkach skazany na margines życia partyjnego. Bo dla niego interes partyjny jest drugorzędny, liczy się interes Polski w Europie.

Domniemany kandydat

Europoseł PO jest domniemanym kandydatem PiS na szefa Rady Europejskiej. Œwiadomie lub nie uczestniczył w rozgrywce, której celem było podważanie pozycji Donalda Tuska na tym stanowisku. Jego byli współpracownicy nie wierzš, że to możliwe. – Przecież on sam w Europejskiej Partii Ludowej (EPL) walczył o poparcie dla Tuska na tym stanowisku w 2015 roku. I dokładnie wie, że nie miałby szans zajšć jego miejsca. To zupełnie nie w jego stylu – mówi jeden z nich. Albo też dopuszczajš takš możliwoœć, ale oznacza ona dla nich przekreœlenie wyobrażenia o Saryuszu-Wolskim, jakim karmili się przez lata.

Wcale nie dlatego, że flirt byłego ministra ds. europejskich z PiS wydaje się nieprawdopodobny. Saryusz-Wolski w PO należał zawsze do niesformalizowanej frakcji konserwatywnej, nie w sensie narodowo-katolickim, ale poszanowania tradycji i poparcia dla podmiotowej polityki zagranicznej. Należy do dużego grona sierot po PO–PiS, a ponieważ ostatnio w PO funkcjonował raczej na marginesie, mógłby czuć się zachęcony ofertš ze strony rzšdzšcego PiS. Tylko jakš ofertš? Trudno uwierzyć, żeby polityk tak doœwiadczony, do bólu racjonalny i krytyczny uwierzył, że za udział w tej grze może dostać od PiS propozycję objęcia stanowiska komisarza UE w 2019 roku.

– Jak mógł uwierzyć Gowinowi? Przecież w 2019 to Gowina już w rzšdzie nie będzie – mówi inny nasz rozmówca, odnoszšc się do plotek, że to minister nauki namawiał Saryusza-Wolskiego do udziału w tej grze, przekonujšc, że w zamian dostałby wymarzone stanowisko. Według tej teorii Saryusz-Wolski nie jest natomiast zainteresowany stanowiskiem szefa dyplomacji.

Niezależnoœć przede wszystkim

Z wykształcenia ekonomista po Uniwersytecie Łódzkim, ukończył też podyplomowe studia europejskie we Francji. Pracę magisterskš poœwięcił wejœciu Wielkiej Brytanii do UE, przez lata uczył studentów spraw europejskich. W nowej Polsce trafiła mu się niebywała szansa, żeby to, czym zajmował się akademicko, mógł wypróbować w praktyce. W 1991 roku został pierwszym pełnomocnikiem rzšdu ds. integracji europejskiej w rzšdzie Jana Krzysztofa Bieleckiego i funkcję tę pełnił do 1996 roku, w różnych gabinetach. Po czteroletniej przerwie w 2000 roku wrócił do rzšdu, wtedy premierem był Jerzy Buzek, i został szefem Komitetu Integracji Europejskiej. W 2004 roku został wybrany na eurodeputowanego z listy PO i zasiada w Parlamencie Europejskim nieprzerwanie od tego momentu, czyli już trzeciš kadencję. Był wiceprzewodniczšcym PE, przewodniczšcym Komisji Spraw Zagranicznych, szefem polskiej delegacji PO–PSL w Europejskiej Partii Ludowej, wiceszefem Klubu EPL w PE. Obecnie w samym PE żadnych funkcji już nie pełni, jest natomiast wiceprzewodniczšcym EPL.

Bezpoœredni współpracownicy mówiš o nim w samych superlatywach. Ciepły, opiekuńczy, darzšcy zaufaniem swoich ludzi. Tytan pracy, niezwykle wymagajšcy, ale również w stosunku do samego siebie. W Parlamencie Europejskim, gdzie niezwykle łatwo podwyższyć swoje i tak niezłe uposażenie różnymi kombinacjami kosztów, Saryusz-Wolski nigdy tego nie robił. Swoich asystentów wykorzystywał do pracy merytorycznej, a nie – jak to często bywa u innych – do załatwiania spraw bytowych. Na Polakach, przyzwyczajonych do kapitalistycznego wyzysku, standardy Saryusza-Wolskiego robiły wrażenie.

– Gdy mu powiedziałam, że jestem w cišży i będę musiała na kilka miesięcy odejœć, to następnego dnia przyniósł mi bukiet róż. I momentalnie przestał palić papierosy w moim towarzystwie, choć przedtem czynił to nagminnie – opowiada jego była asystentka. Europoseł PO jest niezwykle rodzinny, szczególnie teraz, gdy urodziły mu się wnuki. Uwielbia o nich opowiadać, pokazuje zdjęcia, poœwięca im wiele czasu. To dlatego osoby dobrze go znajšce wštpiš w zainteresowanie stanowiskiem szefa MSZ. Musiałby wyjechać do Polski i pracować na pełen etat, podczas gdy jego dzieci i wnuki mieszkajš w Brukseli. Nie mówišc już o tym, że dla polityka tak cenišcego niezależnoœć i tak głoœno wyrażajšcego swoje zdanie, stanowisko ministra w rzšdzie PiS byłoby przedsięwzięciem karkołomnym. A trudno zmienić charakter w wieku prawie 70 lat.

Częœciowo również z powodów rodzinnych w ostatnich miesišcach mniej angażował się w życie delegacji PO–PSL w Parlamencie Europejskim. Skupiał się na swoich tematach, głównie dotyczšcych polityki wschodniej, nie zabiegał o stanowiska, choćby przewodniczšcego komisji parlamentarnej, a niewykluczone, że miałby na to szanse. Zawsze bowiem uchodził za stronnika obecnego przewodniczšcego PO Grzegorza Schetyny. Ale sš i inne interpretacje jego wycofania się na margines życia partyjnego. Niechętni mu eurodeputowani PO sugerujš, że już od dawna flirtował z PiS, a w PO chodzi swoimi drogami.

– Zachowuje się jak Ujazdowski w PiS – oceniajš. Dla nich ostatnia intryga jest tylko potwierdzeniem ich podejrzeń. Na kontach twitterowych widać wyraŸnie, kto miał z nim duży problem, np. Róża Thun, Janusz Lewandowski czy Dariusz Rosati. Ale nie tylko oni w delegacji PO–PSL nie darzš sympatiš łódzkiego europosła. Gdy był szefem polskiej delegacji w pierwszej kadencji w latach 2004–2009, zyskał sobie wielu wrogów.

– Nie znosi braku przygotowania. Jak ktoœ nie jest merytoryczny, to natychmiast traci do niego cierpliwoœć. I okazuje to – opowiada nam osoba z kręgów PO. Sama zresztš pamiętam, gdy organizował spotkania delegacji PO–PSL z dziennikarzami, to eurodeputowanych traktował jak uczniów, których wywoływał do tablicy i kazał zreferować temat. Delegacja działała profesjonalnie, ale dla polityków takie protekcjonalne podejœcie było trudne do przyjęcia. Trudno też im było przyjšć, że chadza własnym drogami. – Saryusz-Wolski uważał, że polityka europejska to on. Nie znosił konkurencji na tym polu – opowiada osoba dobrze go znajšca.

Saryusz-Wolski nigdy nie czuł respektu przed swoimi partnerami ze starych państw UE. Œwietnie zorientowany w problematyce europejskiej, biegle władajšcy angielskim i francuskim, nie miał kompleksów, tak częstych u przedstawicieli nowych państw członkowskich. I nie dawał się zastraszyć. Uważał, ze Polska jest jednym z największych państw UE i musi być traktowana na równi z jej podobnymi. Walczył o więcej głosów dla Polski w negocjacjach nad traktatem lizbońskim w 2007 roku, proponujšc pierwiastkowy system liczenia głosów. Dawałby on Polsce lepszš pozycję niż proponowany od poczštku system podwójnej większoœci. Saryusz-Wolski był wtedy w opozycji, ale nie miał żadnych oporów, żeby w tej sprawie zjednoczyć siły z PiS. Zwišzana z nim zawodowo od lat Ewa Oœniecka-Tamecka pełniła wtedy rolę szerpy, czyli polskiego negocjatora traktatu lizbońskiego, i to ona towarzyszyła na szczytach UE prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i minister spraw zagranicznych Annie Fotydze. Ostatecznie jednak Kaczyński uległ presji innych państw UE, częœciowo z powodu swojego słabego charakteru, a częœciowo karmiony nieufnoœciš do projektu autorstwa polityka z wrogiej partii. I z forsowania „pierwiastka" zrezygnował. Dla ludzi zwišzanych z negocjacjami po polskiej stronie była to tragedia. Tylko oni rozumieli, że zbyt łatwo prezydent zrezygnował i w przyszłoœci możliwoœci wpływania Polski na unijne decyzje będš osłabione.

Innym przykładem braku wyczucia partyjnego u Saryusza-Wolskiego była jego batalia o zapewnienie parytetów geograficznych w nowo tworzonej Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych. Przy władzy była wtedy jego partia, ale Donald Tusk, dziœ tak obeznany z zawiłoœciami UE, wtedy zupełnie nie interesował się unijnymi instytucjami. Nie rozumiał, dlaczego Saryusz-Wolski nalega, żeby w regulaminie tej instytucji był nakaz zatrudniania urzędników według parytetów geograficznych. W czasie jednej z konferencji na pytanie „Rzeczpospolitej", dlaczego tego nie popiera, odpowiedział: „A czy ja jestem biurem zatrudnienia?". Bo dla Tuska, podobnie jak dziœ dla rzšdu PiS, bycie urzędnikiem oznaczało tylko wysokie apanaże i nie widział korzyœci dla Polski z tego, że więcej naszych rodaków będzie pracować w Brukseli. Saryusz-Wolski doskonale natomiast zrozumiał, że unijna dyplomacja bez odpowiedniej reprezentacji krajów Wschodu zostanie zawłaszczona przez zachód i południe Europy, a to wpłynie na jej priorytety. Europoseł jest zwolennikiem rozwišzań instytucjonalnych, bo wie, że tylko to, co zapisane jak obowišzek, będzie respektowane. Tusk, krytykowany wtedy przez media, zmusił Radosława Sikorskiego do załatwienia posady zastępcy sekretarza generalnego ESDZ i ambasadora w UE w Kijowie dla Polaka i ogłosił sukces. Dziœ ten pierwszy jest na mniej istotnym stanowisku w KE, a ten drugi ambasadorem w nieważnym politycznie Watykanie. Polaków na kierowniczych stanowiskach w ESDZ praktycznie nie ma.

Komisarz?

Jacek Saryusz-Wolski ma 69 lat. Jeœli chciałby sprawować funkcję unijnego komisarza, a na pewno kiedyœ do tego dšżył, to ma na to ostatniš szansę. Patrzšc na jego dokonania, trudno uwierzyć, żeby w tej sprawie poœwięcił swojš dotychczasowš filozofię uprawiania polityki i œwiadomie uczestniczył w intrydze PiS. Nie można tego jednak wykluczyć. Tym bardziej że on sam, jak zwykle w chwilach zamieszania wokół jego osoby, milczy.

Magazyn Plus Minus

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL