Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wojciech Chmielewski. "Belweder gryzie w rękę"

Joseph McDermott „Zbliżenie samotnej płaczšcej kobiety”. Praca inspirowana twórczoœciš Roya Lichtensteina
Getty Images
On kiedyœ dużo mi obiecywał, jak będzie pracował, pisał, będzie nam dobrze, dzieci chciał, jedno, drugie, nawet o trzecim napomykał. Tylko potem wyszło na to, że ja mam pracę, a on nieregularnie zarabia œmieszne pienišdze.

Grzegorz to œredniego wzrostu mężczyzna, o krępej budowie. Jest w nim coœ silnego, pierwotnego nawet. Siwiejšce włosy, trzydniowy zarost, bardzo mi się podoba, do tego okulary o grubych szkłach, czarne oprawki. Porusza się zawsze pewnie, choć w życiu pewnoœci mu brakuje. Neandertalczyk œlęczšcy nad klawiaturš. Stuka w niš, stuka. Nie mam słów na to, do czego doprowadził. Bo to on do tego doprowadził, to przez niego Ola będzie miała kolejnš operację, potem być może jeszcze jednš. Tłumaczenia nic tu nie pomogš. Ręka już nie będzie wyglšdać tak jak kiedyœ, może nie będzie też tak sprawna. O tym zadecydujš nadchodzšce długie miesišce. Dobrze, że nie ma stałej pracy, będzie mógł bez reszty zajšć się małš, chociaż po tym, co się stało, trudno mu zaufać w czymkolwiek. Stan dziecka stabilny, osłabiona z powodu utraty krwi. Będzie transfuzja.

Justyna siedzi przy kuchennym stole. Okna sš szczelnie zasłonięte czerwonymi roletami. Ciemna noc. Trzecia. Palš się tylko lampki pod szafkami, oœwietlajš szary blat, na którym stojš kubki z resztkami kawy. Ekspres jest wcišż włšczony. Justyna widzi diodę œwiecšcš się u dołu urzšdzenia, w dzbanku pozostało trochę czarnego płynu. Nie będzie spała tej nocy, Grzegorz został w szpitalu, rano go zmieni. Musiała przyjechać do domu z Julkš, która nie chciała jej puœcić. Trzymała kurczowo za rękę przez cały pobyt w szpitalu. Justyna zamyka oczy i widzi czerwień popstrzonš ciemniejszymi plamami.

Nigdy, już nigdy nie zaufam temu facetowi. Jakim trzeba być ciemniakiem, żeby pozwolić dziecku na włożenie ręki między sztachety. Co jeszcze gorszego może się stać? Pozwoli, żeby dziecko wpadło pod tira? Albo zostawi je na peronie pełnym ludzi i pójdzie sobie na kawę albo na piwo? Po numerze, który wywinšł, jest to możliwe, a nawet prawdopodobne. Dlatego to ja będę musiała wszystko cišgnšć. Tylko ja, nikt mi nie pomoże, życie ze mnie odpływa po tym, co się stało, tykanie zegara w głowie, na pewno nie zasnę, rano muszę jechać do szpitala, Jula do szkoły, a on ma się rozmówić z tym bydlakiem od wœciekłego psa. Tam już musiała być policja, dzwoniłam, ale czy to coœ da? Modlić się, modlić o to, żeby pies nie był wœciekły, żeby ręka była sprawna, modlić się, kiedy modlić się już nie mogę. Zastanawiałam się nie raz i nie dwa, czy kiedy coœ przytrafi się mojej rodzinie, to czy wtedy się nawrócę i z całego serca będę prosić Boga o odwrócenie złego losu. Teraz to się stało i nic, nic, po prostu. Nie czuję nic, nikogo nie wzywam, siedzę i tępo gapię się w œcianę. To wszystko. A ona tam leży, otumaniona lekami, œpi. Bolało jš jak cholera, jeszcze będzie bolało. Ręka została uratowana, a była w bardzo złym stanie, trzeba było szyć nawet tętnice. Pięć godzin szyli. Bogu dzięki, nie wykrwawiła się, podobno dzięki zaciœniętemu pod pachš paskowi Grzeœka. Stary pasek, pamiętał jeszcze nasze pierwsze wakacje, kupiłam mu w Mielnie na promenadzie. Ile ten pies szarpał Olkę? Godzinę?

Justyna zaczyna chodzić po kuchni. Od stołu do okna. Z powrotem. Wydaje się, że ciemny blask sšczy się przez zacišgnięte rolety, ale kobieta obserwuje wyłšcznie terakotowe płytki podłogi. Chodzi. Jest boso. Paznokcie u nóg pomalowane na karminowy kolor, który w œwietle nocy jest czarny. Szlafrok zaczyna się tuż nad kolanami, rozchyla się zgodnie z rytmem drobnych kroków. W kuchni jest goršco, choć ogrzewanie jest już wyłšczone, a noc za oknem nie jest ciepła. Czai się w niej coœ, co nie pozwala spać, kolejnymi falami dociera do niej mimo œcian i zamkniętych okien. Każe otulić się mocniej szlafrokiem, bezwiednie przejechać dłoniš po kuchennym blacie, wstawić brudne kubki do zlewu. Ponownie usišœć za stołem. Patrzeć na œcianę i płakać.

On kiedyœ dużo mi obiecywał, jak będzie pracował, pisał, będzie nam dobrze, dzieci chciał, jedno, drugie, nawet o trzecim napomykał. Tylko potem wyszło na to, że ja mam pracę, a on nieregularnie zarabia œmieszne pienišdze, które z trudnoœciš wystarczajš na opłaty. Od trzech lat buja się, bo jest kryzys. Dobujał się aż do dzisiaj, sukinsyn! Jego wina, jego, tylko jego. I nawet nie tkwi w tym, że się zagapił, że stał na tym zafajdanym przystanku jak ostatnia ofiara, myœlał o dupie Maryni i pozwolił, by pies okaleczył dziecko. Jego wina polega na tym, że taki jest i się nie zmienia. Rozlazły, leniwy, zadufany w sobie, bezczelny typ. Pieprzony nieudacznik, któremu wydaje się, że jak mu wydrukujš w brukowcu tekst poœwięcony kompletnym głupotom, czytany wyłšcznie przez półmózgów w pocišgach podmiejskich, to jest lepszy od wszystkich, z którymi ma do czynienia. Hipokryta, oto kim jest mój mšż.

Justyna otwiera drzwi i wychodzi przed dom. Myœli o separacji i rozwodzie, który nastšpi po niej. Mšż nie potrafi zadbać o bezpieczeństwo córek, nie potrafi dbać o rodzinę, jest więc bezużyteczny, należy szybko się go pozbyć.

Ogromny księżyc oœwietla trawnik. Ile lat spędziła z tym człowiekiem? Dwanaœcie w małżeństwie, a przedtem znali się jeszcze trzy. Chodzili ze sobš, tak to się dawno temu nazywało. Dzisiaj chyba już nie używa się tego słowa na okreœlenie pierwszych spotkań, pocałunków, potrzeby fizycznej bliskoœci wszędzie: w domu, na ulicy, w kinie, potrzeby częstych i długich telefonicznych rozmów, teraz to wszystko nazywa się inaczej, ale Justyna nie wie jak.

Jak się teraz czuje moje dziecko? Œpi czy cierpi? Zadzwonić do niego w œrodku nocy? Lepiej nie, bo jak leży koło niej, to jeszcze mała się obudzi. Justyna wchodzi do kuchni, sięga do szafki, po czym ponownie wychodzi przed dom. Zapala papierosa. Ostatnio paliła chyba pół roku temu. Zacišga się głęboko i znowu zaczyna płakać.

Wiele zmieni się w naszym życiu, bardzo wiele, zaciska zaciekle usta, dzieci na tym nie stracš, zyskajš, stanš się bardziej zdecydowane, pewniejsze siebie, odważne. W jednym z opowiadań Munro pisze o dziewczynce, która była wychowywana przez macochę. Druga żona ojca, jak się ona nazywała, no jak, była dla dziecka dobra, choć żyli wszyscy w biedzie, ale pewnego dnia dziecko, jak ona miała na imię, Rose, tak jest – Rose, więc pewnego dnia Rose zaczęła sprawdzać, na ile może sobie z macochš pozwolić, prowokowała jš, ile się dało, aż poskarżyła się ojcu, a ten skatował dziewczynkę do krwi. Ale była œmiała, potem przez resztę życia też wcišż próbowała być sobš i ja chciałabym, żeby moje córki też takie były: œmiałe, przebojowe, nawet jeœli czasem dostanš od życia po uszach, ale teraz Ola z niesprawnš rękš... Jezu!!!

Justyna wchodzi do domu, zamyka drzwi na klucz i gasi œwiatło w kuchni. W sypialni na górze otwiera szafę i spoglšda na półki z rzeczami męża. W garderobie jest waliza, może od razu zaczšć go pakować? Podkoszulki, skarpety w oddzielnej szufladzie, majtki, koszule na wieszakach, garnitury, jeden, drugi, trzeci, piżamy i kilka par spodni. Niewiele tego, ale do jednej walizki i tak się nie zmieœci.

Siada na łóżku, kładzie telefon na nocnym stoliku. Jeszcze wstaje, zaglšda do pokoju Julii, dziecko miało przerażajšcy dzień, pomoc psychologa będzie konieczna. Jutro muszę to skonsultować, podzwonić, obserwować jš. Może nie posyłać do szkoły? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Gdybyœmy teraz nie robili programów edukacyjnych, wzięłabym urlop, a tak łeb mi urwš. Za co te dzieci majš żyć? Za wypłaty tatusia za gówniane artykuły? Zabrakłoby na wszystko.

Wycišga się na łóżku, zamyka oczy. Na języku czuje smak tytoniu, ale nie chce jej się wypłukać ust. Telefon milczy. Pewnie œpiš. Czwarta piętnaœcie. O szóstej muszę wstać. Wtedy zadzwonię.

Magazyn Plus Minus  

Opowiadanie „Kuchnia nocš" pochodzi ze zbioru „Belweder gryzie w rękę" autorstwa Wojciecha Chmielewskiego, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Iskry.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL