Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Andrzej Nowak: Jak Putin łšczy carat z Breżniewem

AFP
W elitach Stanów Zjednoczonych, Francji, Włoch czy Wielkiej Brytanii pełno jest intelektualistów, którzy wierzš, że na wschód od Niemiec istnieje jedynie kultura rosyjska. W jej imię Rosja ma prawo dominować nad innymi, „mniej kulturalnymi" narodami. Rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem

Rz: Sto lat temu wybuchła rewolucja lutowa. Jak to się stało, że w cišgu kilku dni w niemal bezkrwawej rewolucji runęła trzystuletnia monarchia? Dlaczego prawie nikt nie chciał jej bronić?

Powiedzieć, że rewolucja lutowa była bezkrwawa, to nie zrozumieć jej istoty. Od sierpnia 1914 r. do lutego 1917 r. cztery miliony dwieœcie tysięcy ludzi zginęło lub doznało poważnych ran. Dwa miliony szeœćset tysięcy trafiło do niewoli...

...tyle że to wszystko na froncie.

Ale bez wojny nie byłoby rewolucji, a na pewno nie byłoby takiej rewolucji. Historycy na ten proces patrzš na ogół bardzo szeroko. Richard Pipes jego genezy szukał już w strajkach studenckich z lat 90. XIX w., gdyż one już zaczęły podważać legitymację systemu władzy wœród młodych ludzi wchodzšcych do życia politycznego, czyli wœród przyszłych elit Imperium.

PóŸniej był rok 1905 i zryw robotniczy.

To była pierwsza próba rewolucji, już wtedy Rosja niemal się nie rozpadła, po o ileż mniejszej wojnie z Japoniš. Ale dopiero przyłšczenie się Rosji do I wojny œwiatowej okazało się krokiem fatalnym. Uważni obserwatorzy już wtedy mówili wprost, iż prawdopodobnie doprowadzi to do zguby Imperium. Szybko przyszły ogromne straty wojenne, Rosja utraciła wielkie obszary, a wœród poddanych pojawiło się poczucie zdrady, kryzys wiary w rzšdzšcych, wręcz szpiegomania. Zwykli ludzie przestali wierzyć carowi i elitom.

Ta wiara chyba już wczeœniej była mocno zachwiana...

Ale I wojna œwiatowa wypłukała już nawet jej resztki. Lud uznał, że ci, którzy kierujš Rosjš, nie wiedzš, dokšd jš prowadzš. I tu dochodzimy do idei rewolucyjnych, które œwiadomie forsowało równolegle kilka różnych grup opozycyjnych lub spiskowych, np. liberałowie pod bardzo silnym wówczas wpływem masonerii, czy bolszewicy, którzy chcieli obalić wszystkich i wszystko, byle tylko stworzyć radykalnie nowy system. Nic z tych spisków by nie wyszło, gdyby nie klęski na froncie, ogromne straty i coœ jeszcze: wojna w tym sensie była głównym Ÿródłem rewolucji, że oswoiła ludzi z zabijaniem. Lud dostał w ręce karabiny, widział, jak ginš towarzysze, sam nauczył się zabijać. W końcu doszedł do wniosku, że wystarczy odwrócić karabin w stronę dowódców, a męka straszliwej wojny się skończy i będzie można wrócić do domu.

Z tš rewolucjš mamy problem nazewniczy, bo lutowš jest ona jedynie według obowišzujšcego w ówczesnej Rosji kalendarza juliańskiego. Tak naprawdę wybuchła 8 marca. Manifestacja z okazji Dnia Kobiet przerodziła się w antycarskie rozruchy.

Strajki były już wczeœniej, także w lutym naszego kalendarza. Tak naprawdę już wtedy dalszy rozwój wypadków był trudny do zatrzymania. Po pierwsze, żołnierze nie chcieli tłumić rozruchów, strzelać do strajkujšcych robotników, zwykłych ludzi, którym po prostu zaczęło brakować chleba. Rzecz w tym, że do Piotrogrodu nie dowożono zboża na skutek ostrej zimy i złej organizacji zaopatrzenia, choć były w tym i elementy dywersji. Po drugie, żołnierze zaczęli strzelać do swych oficerów. I tu jeszcze jedna uwaga do stereotypu, od którego zaczęliœmy rozmowę – że rewolucja lutowa była bezkrwawa. W okresie kilku tygodni poprzedzajšcych deklaracje cara o zrzeczeniu się tronu setki dowódców, w tym generałów i admirałów, zginęły z ršk swoich żołnierzy.

Czy to był zryw narodowy? Na ile w 1917 roku można było mówić o narodzie rosyjskim?

Warto cofnšć się do poczštków XX w. i działalnoœci Piotra Stołypina, który właœnie próbował stworzyć taki byt realny, jak naród rosyjski. Chciał go „ulepić" z chłopów, którzy nie posiadali jeszcze œwiadomoœci politycznej. Jednak o względy chłopów walczyli też socjaliœci-rewolucjoniœci (eserowcy), zdecydowanie najpopularniejsza partia w ówczesnej Rosji, sama siebie okreœlajšca populistycznš, która dšżyła do obalenia systemu carskiego. Stołypin zdawał sobie sprawę z tego zagrożenia, wiedział, że dla dobra systemu carskiego musi pogodzić chłopa z własnoœciš, nauczyć go być gospodarzem na własnej ziemi. Po 1905 r. jako premier Rosji starał się robić wszystko, by chłopów przekształcić w œwiadomych obywateli, nadać im ziemię i oprzeć na nich nacjonalistyczne Imperium Rosyjskie. Jednak w 1911 r. został zamordowany przez eserowca.

Co reformy Stołypina, gdyby miał na nie więcej czasu, oznaczałyby dla Polaków?

Z pewnoœciš nie byłoby nam dobrze w takim Imperium, podobnie jak i innym nie rosyjskim narodom. Ale to był pomysł na to, by Rosja mogła przetrwać w nowym wariancie: monarchii zmodernizowanej, skupionej wokół dominujšcego w niej nowoczesnego narodu i nacjonalizmu rosyjskiego. Może plan ten mógłby się obronić, gdyby to Stołypin miał szansę zmierzyć się z wyzwaniami 1914 r. czy 1917 r.? Warto zrozumieć, że w tych przełomowych dla Rosji momentach nie tylko zabrakło narodu rosyjskiego, ale zabrakło też narodowych przywódców. Rosyjski lud nie stał się nowoczesnym narodem, zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie w cišgu zaledwie dwóch pokoleń od uwłaszczenia w 1864 r., chłopi przeszli długš drogę od niewolniczej mentalnoœci do mentalnoœci gospodarzy, œwiadomych patriotów polskich. Chłop rosyjski tej drogi nie przeszedł.

Przecież u nas œwiadomoœć narodowa była tłamszona przez zaborców, a w Rosji procesy narodowotwórcze wspierała sama monarchia.

Walka o niepodległoœć mobilizowała polskie ugrupowania polityczne do łšczenia programów społecznych z ideš narodowš. Tak czyniły stronnictwa ludowe powstajšce w latach 90. XIX w., jak i częœć partii socjalistycznych, że nie wspomnę o narodowych. W Rosji główne partie polityczne, zarówno legalne, jak i nielegalne nie stawiały sobie takiego programu, lecz dwa sprzeczne: sprawa społeczna przeciwko państwu i budowanej przez to państwo idei narodowej. Stołypin ze swojš politykš unarodowienia chłopa rosyjskiego i oparcia na nim systemu władzy miał potężnych rywali w postaci partii, które chciały uczynić z chłopów narzędzie rewolucji, zburzenia państwa.

Wróćmy do tych przywódców.

Liderem rewolucji był przywódca niewštpliwie wybitny; bezwzględny, straszny w swoim działaniu i jego skutkach, odpowiedzialny za największe zbrodnie XX w., ale wybitny w swej determinacji i zdolnoœci do podporzšdkowania wszystkiego jednemu celowi – rewolucji. Oczywiœcie był nim Lenin. Po drugiej stronie zabrakło kogoœ, kto wykazałby się choć podobnš determinacjš, zdolnoœciš organizacji władzy do obrony przed rewolucjš. Kimœ takim był wczeœniej Stołypin. Gdy go zamordowano, Rosja stała się bezbronna wobec zorganizowanej determinacji rewolucyjnej, szczególnie gdy wykorzystała ona chaos spowodowany przez wojnę.

Same wydarzenia rewolucyjne ograniczyły się do Piotrogrodu. Co działo się póŸniej?

W marcu 1917 r. upadł ład polityczny właœciwie w całym Imperium Rosyjskim. Rzšd tymczasowy ogłosił pełnš wolnoœć słowa, zgromadzeń, wyzwań, wolnoœci od wszelkiego ucisku narodowego. To było krokiem jak najbardziej słusznym i pożšdanym z punktu widzenia realnej dyskryminacji, jakiej wcišż doœwiadczały (choć po rewolucji 1905 roku na pewno już łagodniej) różne grupy społeczne, narodowe czy religijne.

Pojawił się także postulat niepodległoœci dla narodów Imperium.

Wœród wielkich grzechów starego systemu kwestia narodowa była szczególnie dotkliwa. Od dawna o swojš wolnoœć dopominali się przede wszystkim Polacy i Finowie. I tyle nowy rzšd tymczasowy był w stanie zaakceptować. Z tego punktu widzenia mamy powody pamiętać ten rzšd dobrze, bo to od jego deklaracji zaczšł się triumfalny pochód sprawy polskiej przez zachodnie gabinety. 29 marca 1917 r. rzšd tymczasowy przyznał Polsce prawo do niepodległoœci, choć w sojuszu wojskowym z Rosjš. Wczeœniej ani Anglia, ani Francja czy Stany Zjednoczone nie chciały zajmować stanowiska w naszej sprawie, uznajšc to za wewnętrzny problem Rosji. Ale skoro sam rzšd rosyjski stwierdził, że mamy prawo do niepodległoœci, to nagle otworzyły się szanse na dyplomatyczne uznanie Polski przez zwycięskš – jak się okaże – koalicję.

A co z resztš? Czy Ukraińcy w ogóle uznawani byli za oddzielny naród?

Od lat 80. XIX wieku do 1905 r. można powiedzieć, że carat próbował rusyfikować wszystkie narody. Ze spisu z 1897 r. wynika, że 66 proc. mieszkańców Imperium stanowili Rosjanie rozumiani jako „wielki naród rosyjski" obejmujšcy także „Małorusinów" (czyli Ukraińców) i Białorusinów. Po odjęciu tych dwóch narodowoœci samych Rosjan było około 44 proc., czyli stanowili mniejszoœć.

Kwestia przynależnoœci Ukraińców do narodu rosyjskiego wydawała się kluczowa dla przetrwania Imperium. Pamiętajmy jednak, że nawet w 1917 r. dla setek tysięcy mieszkańców Ukrainy bioršcych œwiadomie udział w wydarzeniach rewolucyjnych ważniejsze od spraw narodowych były kwestie społeczne.

Upadek monarchii z pewnoœciš musiał pobudzić w Imperium różne kwestie narodowe.

Było coœ, co u wielu narodów odegrało jeszcze większe znaczenie, jeœli chodzi o przejœcie od postulatów kulturowej autonomii do postulatów politycznych. Ten krok œwiadomie pomogli zrobić wielu narodom Niemcy. Oczywiœcie tym, które znalazły się pod ich okupacjš. Od 1915 r. realizowali oni swój program Mitteleuropy, w którym bardzo istotnš rolę odgrywała Ukraina, a póŸniej Białoruœ i Litwa.

Jakie to miało znaczenie dla przyszłoœci Ukrainy?

Przypomnijmy, że bolszewicy doszli do władzy, dokonujšc przewrotu w ramach rewolucji pod hasłem natychmiastowego pokoju. Niemniej częœć bolszewików się zawahała, gdy Niemcy podczas rokowań w Brzeœciu zażšdali – formalnie nie dla siebie – terenów od Morza Czarnego do Bałtyku, czyli całego obszaru dawnej Rzeczypospolitej. Dlatego przerwano negocjacje. Wtedy Niemcy zaszantażowali Lenina niezależnym układem pokojowym z Ukrainš, oddajšc jej ogromne terytorium, które przejdzie do historii jako Wielka Ukraina. To nada polityczny kształt marzeniom elit ukraińskich o własnym państwie, choć z niemieckiego punktu widzenia było jedynie narzędziem do rozbicia Imperium Rosyjskiego oraz uderzenia w aspiracje polskie.

Na niepodległe państwo Ukraińcy musieli jednak trochę poczekać.

DoraŸnie nie stworzyli wtedy stabilnej państwowoœci, co było dla nich bardzo bolesne. Nie znaleŸli dla tych aspiracji doœć silnego poparcia społecznego, bo dla większoœci mieszkańców tych terenów ważniejszy okazał się œwięty spokój i brak dalszych wojen niż walka o narodowš sprawę. Ale co ważne, narodowe elity zobaczyły na mapie Wielkš Ukrainę, takš od Przemyœla i Chełma po Charków i Donbas. I o tym już nigdy nie zapomniały. Do tej wizji nawišże program Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w latach 20. i 30., a także jego zbrojnego ramienia – UPA – w czasie II wojny œwiatowej. Do tej wizji nawišże póŸniej również niepodległa Ukraina, bo bolszewicy, ustanawiajšc w odpowiedzi na niemieckie obietnice sowieckš Ukrainę (i następnie poszerzajšc jš m.in. po 17 wrzeœnia 1939 r.), de facto usankcjonowali kształt terytorialny Wielkiej Ukrainy.

Oddali Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej polski Lwów, Tarnopol i Stanisławów, a na wschodzie rozcišgnęli jš aż po Charków i Donbas.

Ostatnim tego akordem było dodanie Ukrainie Krymu w 1954 r. przez Chruszczowa. Skoro ta Wielka Ukraina została potwierdzona w Zwišzku Sowieckim, to w 1991 r. wystarczyło jedynie napełnić jš treœciš niepodległoœciowš. Ale to wszystko wišże się właœnie już z 1918 r. Nie byłoby tak wielkiej Ukrainy, gdyby nie niemieckie obietnice z czasów rokowań brzeskich.

Jednak Władimir Putin zdecydowanie wycofał uznanie dla tej wizji, gdy w 2014 r. zaatakował Krym i wschód kraju, łamišc memorandum z Budapesztu, gdzie w 1994 r. Rosja zobowišzała się do respektowania suwerennoœci Ukrainy oraz powstrzymania się od wszelkich gróŸb użycia siły przeciwko jej niepodległoœci i integralnoœci terytorialnej w zamian za przekazanie strategicznej broni nuklearnej. Putin wraca do wizji wielkiego narodu rosyjskiego, jednoœci etnicznej Rosjan i Małorusów?

Celem jego polityki z pewnoœciš nie jest Rosja narodowa. To interpretacja minimalistyczna, która moim zdaniem nie odzwierciedla ani ambicji, ani realnych potrzeb Rosji Putina. Po pierwsze, Federacja Rosyjska nie jest i nigdy nie będzie krajem jednolitym etnicznie. A po drugie, Rosja ma niezwykle silnš, żywš pamięć imperialnš, na którš Putin i ogromna większoœć elit państwowych jest szczególnie wrażliwa. Oni uważajš, że Ukraińcy zostali otumanieni przez NATO, Unię Europejskš, Waszyngton, ale ostatecznie wrócš do Rosji. Tak ich przyszłoœć widzi zdecydowana większoœć Rosjan, którzy interesujš się politykš.

Ale ta pamięć imperialna chyba nawišzuje głównie do czasów Zwišzku Radzieckiego, prawda?

To synteza pamięci obu tych imperiów. Z jednej strony jest ciepła, a może nawet goršca pamięć o imperium sowieckim, którego najważniejszym symbolem jest „pabieda", czyli wspólne (sowieckiego kapitana i ukraińskiego sierżanta) zwycięstwo nad Hitlerem 9 maja 1944 r. Ale to także pamięć łagodniejszych czasów Breżniewa, gdy żyło się nie najgorzej i jeŸdziło na wczasy do Symferopola czy Odessy, ale i do Połšgi czy gdzieœ pod Rygę nad Bałtykiem. Przecież tymi wspomnieniami przesišknięte sš albumy ze zdjęciami milionów rodzin w Rosji, które tam co roku spędzały wakacje. I Rosjanie uważajš, że te czasy powinny wrócić! Ale z drugiej strony odbudowywana jest pamięć o Imperium Rosyjskim.

Jak czcić jednoczeœnie Lenina i cara Mikołaja II...

...który zginšł bestialsko zamordowany wraz z całš swojš rodzinš z rozkazu Lenina? Bardzo trudno to pogodzić, prawda? A jednak Putin próbuje te wštki jakoœ połšczyć. Ta druga pamięć to wspomnienie o czymœ wspaniałym kulturowo, bardziej godnym i dumnym od tego, co pozostawiła po sobie doœć siermiężna epoka sowiecka. Puszkin kojarzy się w końcu z oprawš Carskiego Sioła czy Pałacu Zimowego. Podobnie inni wielcy twórcy, jak Dostojewski, Tołstoj, Czechow czy Czajkowski. Kultura jest bardzo ważnym spoiwem rosyjskiej wspólnoty i jednoczeœnie narzędziem imperialnej polityki.

Co to znaczy?

Nie ma już ideologii komunistycznej, do której można by się odwoływać. Putin nie stoi na czele żadnej komunistycznej międzynarodówki, za to potrafi z premedytacjš wykorzystywać swoistš wiarę w kulturę rosyjskš. Ta kultura dla wielu jest czymœ tak wspaniałym, że umiejętnie odwołujšc się do niej, można pozyskać nie tylko ludzi z bliskich Rosji narodów, które nic tak pięknego – zdaniem Rosjan – nie potrafiły stworzyć, ale także osoby z zupełnie innych kręgów kulturowych. Tacy wyznawcy kultury rosyjskiej na Zachodzie sš – przepraszam za leninowskie okreœlenie – bardzo pożytecznymi idiotami.

Jakiœ przykład?

Choćby amerykański historyk i filozof Perry Anderson, brat Benedicta Andersona, twórcy słynnej koncepcji nowoczesnego narodu. Kiedy kraje Europy Œrodkowo-Wschodniej przystępowały do Unii Europejskiej, „London Review of Books" opublikował jego ogromy artykuł, w którym wyrażał ubolewanie, że przyjmujšc w swe szeregi Polskę, Węgry, Czechy czy Litwę, Zachód odpycha od siebie Rosję. A te kraje – twierdził – nie wnoszš do Europy żadnych wartoœci, idei, wręcz nie majš żadnej kultury w porównaniu z rosyjskš...

Tak właœnie myœli Zachód?

W elitach Stanów Zjednoczonych, Francji, Włoch czy Wielkiej Brytanii pełno jest podobnych intelektualistów, którzy wierzš, że na wschód od Niemiec istnieje jedynie kultura rosyjska. Dlatego w imię tej kultury Rosja ma prawo dominować nad innymi, „mniej kulturalnymi" narodami. I do ich wiary Putin œwiadomie się odwołuje. Właœnie do tego potrzebne jest mu przypominanie tego wspaniałego blasku Imperium sprzed 1917 r. Najlepiej blask ten widać na filmie Aleksandra Sokurowa „Rosyjska arka" pokazujšcym dzieje Petersburga od założenia przez Piotra do 1913 r. Och, jakie to wspaniałe było Imperium, jakie lœnišce, błyszczšce... Tylko że w obrazie tym nie widać żadnych ofiar, ani społecznych, ani narodowych.

Wróćmy do Ukrainy. Na Majdanie, szczególnie tym drugim, bardzo mocno obecne były ostre hasła antyrosyjskie. Czy ukraińskie rewolucje nie uderzajš w imperialnš pamięć? Bracia Ukraińcy nie trafiajš boleœnie w samo serce rosyjskiej tożsamoœci?

Najbardziej uderzajš w postimperialnš œwiadomoœć samych Ukraińców, w ich wiarę, że sš braćmi Rosjan... W Rosji o Ukrainie pisze dziœ się tak, jak w 1912 r. Gdy sięgniemy po prasę rosyjskš z tamtego okresu, przeczytamy, że niepodległa Ukraina to wymysł austriacko-niemiecki, po trochu może polski; że za chwilę Ukraińcy mogš zadać Rosji cios w plecy, ale nie dlatego, że sš Ÿli, że nie sš braćmi, ale po prostu zawróciła im w głowach zachodnia agentura. I te same argumenty przewijajš się w rosyjskich mediach dzisiaj!

Problem w tym, że im dłużej trwa taka propaganda, tym silniej w rosyjskich umysłach pojawia się pytanie, że może ci Ukraińcy sš jakoœ dziwnie podatni na te zachodnie wpływy, że może jednak nie sš zbyt dobrymi braćmi. Ukraińcy stopniowo zrastajš się ze stereotypem faszysty, co może być poważnym problemem dla wielkiego programu neoimperialnego, który moim zdaniem wciela w życie Władimir Putin.

Rewolucja lutowa 1917 r. obaliła monarchię, a czy upadło imperium?

Podobne pytanie powróciło w 1991 r. Gdy upadał system sowiecki, znowu wszyscy się zachwycali, że upadł tak bezkrwawo... Ale idea ponownie przetrwała. Widać jej trwałoœć w rosyjskich strukturach kulturowych. Bo imperium w Rosji to przede wszystkim idea. Ono zmienia formę; kurczy się, gdy Rosja nie jest w stanie utrzymać ciężaru wielkiego terytorium, ale nie kurczš się nigdy jego ambicje. Jak napisał kiedyœ znakomity brytyjski sowietolog Geoffrey Hosking, w odróżnieniu od Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii czy Holandii, które miały imperium, Rosja jest imperium. Wielka Brytania mogła stracić zamorskie kolonie i pozostać Wielkš Brytaniš, Francja boleœnie rozstała się z posiadłoœciami w Afryce, ale dalej jest Francjš, a Rosji nie da się oddzielić od imperium.

Bo innej Rosji nie ma?

Bo bardzo trudno jest przejœć do innej Rosji. Wcišż nie tracę nadziei, że Rosja jeszcze odnajdzie swojš formułę nieimperialnš, ale na pewno nie będzie to tak proste, jak naiwnie w to wierzono w 1917 r., a także ponownie w roku 1991. Dziœ widać, że to jest zadanie na dziesięciolecia. I raczej nie jesteœmy bliżej jego szczęœliwego rozwišzania, niż byliœmy 26 lat temu.

—rozmawiał Michał Płociński

Prof. Andrzej Nowak jest historykiem, sowietologiem, profesorem zwyczajnym w Instytucie Historii PAN, kierownikiem Zakładu Historii Europy Wschodniej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie

Magazyn Plus Minus

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL