Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wanda Półtawska: Ludzie nie potrafiš kochać

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Wanda Półtawska, lekarz psychiatra: Przede wszystkim trzeba się nauczyć, co to jest przyjaŸń. Miłoœć musi rodzić się na gruncie prawdziwej przyjaŸni. Mężczyzna nie może brać sobie dziewczyny do łóżka, ale może jej służyć: być dla niej czułym, opiekować się niš, po prostu z niš się przyjaŸnić.

Rzeczpospolita: Miłoœć od pierwszego wejrzenia?

Bzdura, nie można wierzyć w takie rzeczy. Od pierwszego wejrzenia to może być najwyżej upodobanie. Upodobać sobie kogoœ można natychmiast, ale to nie jest żadna miłoœć. To nie może być miłoœć, bo człowiek nie wie, kto to jest i jaki jest, wie jedynie, że mu się podoba. Zresztš miłoœć w ogóle nie istnieje. To nie jest żaden konkret. Bo co to jest miłoœć? Miłoœci nie ma, sš za to ludzie, którzy kochajš. Miłoœć może być tylko w ludziach. Taka jest zatem miłoœć, jaki jest człowiek. Uczcie się kochać...

Co to znaczy kochać?

Paweł VI o miłoœci małżeńskiej mówił, że jest to dar siebie samego w celu ubogacenia drugiej osoby sobš. Tę koncepcję daru rozwija póŸniej w swoim personalizmie Karol Wojtyła. To jest miłoœciš, co jest dawaniem. Musi być zatem osoba, która daje, i osoba, której się daje. Zawsze to jest układ międzyosobowy, który zależy nie od aury, nie od pogody, polityki, ale od tego, kim jest człowiek.

A kim jest?

Nie jesteœmy ciałem, a jesteœmy osobš. To, co człowiek ma realizować, nie jest cielesne. Cielesnoœć nie potrafi nic, jest tylko narzędziem. Natomiast jeżeli człowiek żyje, wyłšcznie używajšc swojego ciała, a nie dostrzega nic innego, wtedy to, co nazywa miłoœciš, jest jedynie czymœ na miarę jego poziomu. Można więc powtórzyć za poetš: Każdy kocha, jak może, panie redaktorze... Czytał pan „Miłoœć i odpowiedzialnoœć"? Nie? To musimy zaczšć od podstaw. Muszę zrobić panu wykład z personalizmu.

Skoro pani musi...

„Miłoœć i odpowiedzialnoœć" to było pierwsze monograficzne studium Karola Wojtyły o miłoœci mężczyzny i kobiety, jeszcze z czasów jego wykładów z etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Streszczę to panu, skoro nie chce się panu czytać, boœ pan leń... Ludzie chcš brać, brać, brać, mieć, mieć, mieć, a nawet nie chce im się czytać.

Chce mi się za to zadać pani kilka pytań o prawdziwš miłoœć.

A ja nie lubię takich wywiadów, sztywnych form, przygotowanych wczeœniej pytań. Możemy po prostu porozmawiać albo lepiej: ja panu opowiem, czym jest miłoœć. Karol Wojtyła przeanalizował trzy cechy konieczne do tego, by się mogła rozwinšć miłoœć. Po pierwsze, ta miłoœć musi być altruistyczna, bo to ma być dar. Nieraz tu na pana miejscu siedzš ludzie, którzy pytajš mnie: Za co mam go kochać, skoro on mnie skrzywdził... A miłoœć nie jest „za co", miłoœć jest „na co". Za co to jest interes, a miłoœć jest po to, byœmy niš mogli obdarowywać drogš osobę. Miłoœć musi być całkowicie bezinteresowna. Chcesz brać cokolwiek – jesteœ egoistš. Ogromna liczba chłopaków oszukuje dziewczyny, bo je całuje. One od razu sš przekonane, że jš wybrał, wyróżnił, że jš kocha. Głupie dziewczyny dajš się okłamywać. Potem mi mówiš: Udawał, że mnie kocha. Tak, udawał: doskonale wiedział, że chce jš tylko do łóżka, a nie na całe życie, na żonę. To ona myœlała, że jš wybrał na zawsze. I oni oœmielajš się potem mówić, że się kochajš... Karol Wojtyła odpowiadał młodym, by nigdy tak nie mówili. Proponował, by mówili, że uczestniczš w Bożej miłoœci. Bo jeżeli nie uczestniczš w Bożym planie, to nie jest to miłoœć.

Uczestniczš w Bożej miłoœci?

Każdy człowiek w niej uczestniczy, po pierwsze tym, że jest. Bo życie ludzkie jest owocem Bożej miłoœci. Pan Bóg stwarza człowieka z miłoœci do niego i chce, by dziecko było owocem miłoœci Boga, mężczyzny i kobiety. I to jest małżeństwo: przymierze trzech osób – z miłoœci i dla miłoœci. Powstaliœmy z niej i mamy do tego Ÿródła wrócić. To jest sensem życia.

Zatem pierwszš cechš miłoœci jest, że musi być altruistyczna.

Bezinteresownoœć: tego należy uczyć dziecko od pierwszego roku życia; uczyć dawania, nie brania. Kiedyœ naraziłam się pewnej pani, gdy lata temu zaprowadzałam swoje wnuki do przedszkola. Spotkałam tam innš babcię, która chłopaczkowi dała koszyk z jedzeniem i tłumaczyła, że ma nikomu nie dawać, tylko samemu zjeœć. A ja na to, że szykuje ona sobie staroœć w domu starców, bo wnuczek jej póŸniej niczego nie da. Ona powinna mu powiedzieć na odwrót: masz tu jedzenie, ale jeœli zobaczysz, że jakiœ kolega czy koleżanka nie ma œniadania, to się podziel. Dziecko ma rozum od poczštku i sumienie też od poczštku. W ogóle młodzi to najlepsza częœć ludzkoœci.

Dlaczego?

Bo młodzi jeszcze nie sš zepsuci, a doroœli majš już swoje koleiny: już tyle nakłamali, narobili tyle kłopotów, że trudno im się z tego otrzšsnšć. Nikt nie ma władzy nad przeszłoœciš, ale młodzi życie majš jeszcze przed sobš, a nie za sobš. Ważne, by złapać ich wtedy, gdy nie zdšżyli jeszcze zniszczyć tego, co dostali.

Zniszczyć, na przykład wybierajšc niewłaœciwego partnera?

Jak to wybierajšc partnera?! Małżeństwo nie jest dla młodzieży, małżeństwo jest dla dorosłych. Młodzi nie majš chodzić parami, parami chodzi się do œlubu. Oni majš stanowić wesołš gromadę! Ja takš gromadę miałam. Miałam chłopaków: jednego od tańca na lodzie, drugiego – na parkiecie, trzeciego na rower, a czwartego do wyjœcia w góry. A młodych dziœ już od przedszkola ustawiajš parami... głupi doroœli. A chodzšc parami, oni nie mogš nic w sobie odkryć. Straszliwš krzywdš było wprowadzenie w szkole koedukacji, ponieważ zaczęły się kontakty dzieci, które nic nie rozumiejš, a już majš wyroœnięte ciało. Oni nie sš do chodzenia ze sobš, nie sš do wybierania siebie. Oni po prostu majš się przyjaŸnić: wszystkich kochać! Pan Bóg każe kochać wszystkich ludzi. Oczywiœcie nie miłoœciš wyłšcznš, małżeńskš, ale miłoœciš przyjaŸni właœnie. Jeœli młody człowiek nie nauczy się kochać miłoœciš przyjaŸni, to nie będzie znał podstaw miłoœci i nie będzie mógł dalej uczyć się miłoœci. Bo to w przyjaŸni uczymy się tych wartoœci, które w całym życiu sš póŸniej najważniejsze. To jest mechanizm, dzięki któremu powstajš właœciwe postawy u ludzi.

I dzięki temu, rozumiem, póŸniej potrafimy wybrać odpowiedniš osobę do małżeństwa, tak?

Tyle że dziœ małżeństwo nie powstaje poprzez wybranie, poznanie się wzajemne, tylko przez to, że zaczęło się współżyć ze sobš. Młodzi ludzie przyzwyczajajš się do siebie i do swoich ciał, ale nic o sobie nie wiedzš. Przyszedł do mnie kiedyœ maturzysta, który od 14. roku życia był w konkubinacie z koleżankš z klasy. Nic o niej przecież nie wiedział, poza tym, że chodzi z niš do łóżka. Bo co może wiedzieć 14-letni chłopiec?... Poznanie drugiego człowieka wymaga czasu, pewnej dojrzałoœci i sytuacji sprawdzajšcych. I człowieka trzeba poznać, żeby go wybrać. A młodzi dziœ biorš, bo ładna dziewczyna przykleja się do nich w tańcu. I już. To wybór? Żaden wybór, raczej przymus podniecenia cielesnego, które rzšdzi człowiekiem. A człowiek, który ulega ciału, jest jego niewolnikiem.

Doroœli potrafiš wychować dzieci do miłoœci?

Niestety, doroœli konsekwentnie niszczš młodzież, bo dajš jej zły przykład. Dzieci, nawet jeœli majš intuicję, co jest dobre, to widzšc, że rodzice zachowujš się Ÿle, natychmiast zostajš wewnętrznie rozbite. Bo kto ma rację: ksišdz w koœciele, Pan Bóg czy rodzice? Rodzice demoralizujš własne dziecko, a dziecko ma swój rozum i nie może wierzyć w nic, jeœli ma sprzeczne wzorce. Młodzież jest nauczona, że ma sobie robić przyjemnoœci.

Dlaczego?

Model rodziny z jednym dzieckiem albo parkš: chłopcem i dziewczynkš, czyli parš jedynaków – to jest szkoła egoizmu. Dziecko nie ma jak się nauczyć dzielić, bo nie ma z kim. Naturalnie więc wpada w koleiny, że zaczyna brać wszystko dla siebie. Zwróćmy uwagę, o czym oni z dziećmi rozmawiajš: co będziesz robił, co będziesz miał, na czym zyskasz... A cała postawa konsumpcyjna œwiata jest przeciwko miłoœci, jest absolutnš realizacjš bezwzględnego i okrutnego egoizmu.

Co dawać w miłoœci?

Wszystko. Małżeństwo jest całopaleniem: dajesz całego siebie ze wszystkim, co masz, i na zawsze. Ale jak cię nie nauczš, to kochasz tak jak oni. Przyszedł do mnie do poradni facet i mówi, że przykro mu, ale już nie kocha żony. Dwa lata wczeœniej wzięli œlub, a już się rozwodzš. Co to za miłoœć? Niech pan weŸmie rocznik statystyczny. Od 25 lat co roku jest coraz więcej rozwodów. Dwa lata temu dyrektorka jednej z krakowskich szkół powiedziała mi, że połowę uczniów ma z rozbitych rodzin. Połowę! To konkretne dowody, że ci wszyscy ludzie nie umiejš kochać, że oszukiwali, kłamali. Dlatego dziecko od najmłodszych lat trzeba uczyć nie tylko dawać, ale i mówić prawdę.

Jaka jest druga cecha miłoœci?

Sprawiedliwoœć. Jeżeli popełnisz niesprawiedliwoœć – na pewno nie kochasz. Miłoœć nie może nikogo krzywdzić. Przyszli do mnie kiedyœ młodzi i mówiš, że spodziewajš się dziecka. Pytajš, co majš robić. Mówię im: pani ma urodzić, a w ogóle to idŸcie do spowiedzi, bo na razie tylko się krzywdzicie. Trzeba być względem siebie uczciwym, wychować siebie i swoje dzieci na uczciwych ludzi, którzy nie oszukajš ani siebie, ani pracodawcy, ba, nawet nie jeżdżš tramwajem bez biletu. Tylko uczciwy człowiek jest zdolny do miłoœci. Zawsze pytałam młodzież w poradni, kim chcš być. Jeden chłopiec odpowiedział mi kiedyœ, że chce być Hitlerem...

Co pani na to?

Powiedziałam, że może być i Hitlerem, bo ma wolnš wolę. Dlatego to właœnie od nas i tylko od nas zależy, kim będziemy. I dlatego sami w sobie musimy rozwijać sumienie. Dopiero w dobrze uformowanym sumieniu człowiek będzie podejmował dobre, uczciwe decyzje. Miłoœć nie polega na tym, że się razem kradnie, kłamie czy cudzołoży. To nie jest miłoœć.

Jeœli miłoœć musi być sprawiedliwa, to na potrzeby tego wykładu może warto wyjaœnić, co to w ogóle znaczy być sprawiedliwym...

Sprawiedliwoœć to uczciwoœć, i to uczciwoœć do dna: trzeba być przejrzystym. Klerykom na wykładach mówiłam – o czym niedawno przypomniał mi stary już ksišdz, którego uczyłam – że majš być jak szyba w oknie, przez którš każdy człowiek zobaczy Boga. Nie majš wzroku zatrzymywać na sobie, bo jak to zrobiš, to nie będš szybš, ale lustrem. A czym jest lustro? Widzisz w nim siebie i koniec. By być szybš, trzeba się wyzwolić z egocentryzmu, egoizmu i pychy, że ty jesteœ coœ wart. By być sprawiedliwym, trzeba szukać drogowskazów. Katolicy sš o tyle uprzywilejowani, że te drogowskazy majš jednoznaczne. Wystarczy tylko ich słuchać. Dlatego œwiętoœć to po prostu posłuszeństwo, nic więcej.

A trzecia cecha miłoœci?

Miłoœć musi być wymagajšca. Jeœli nie będziesz niczego od siebie wymagał, nie staniesz się ani altruistyczny, ani uczciwy, ani aktywny. Będziesz jedynie konsumować, bez produkowania czegokolwiek. Pytam często młodych ludzi, jakie sš ich czyny, co dobrego dziœ zrobili. A oni często nic nie robiš dobrego.

Jak to nic?

Nic, jedynie robiš sobie przyjemnoœci, bo niczego sami od siebie nie wymagajš. Raz chłopiec mi odpowiedział, że wyniósł œmieci mamie. A to mama ma monopol na œmieci, swoje œmieci pod poduszkš? – spytałam. W domu sš œmieci i rozumny człowiek co jakiœ czas je wyrzuca, by nie zasyfiły mu mieszkania. To nie jest żaden dobry czyn, ale po prostu czyn racjonalny i potrzebny. Nic dobrego ludzie dziœ nie robiš... Ja wyrosłam w drużynie harcerskiej, gdzie koniecznym warunkiem każdego dnia był choć jeden dobry uczynek. Harcerstwo było najlepszš organizacjš wychowawczš, jaka kiedykolwiek istniała. Niestety, nie wróciła po wojnie, ale naprawdę stworzyła wspaniałych ludzi. Większoœć moich kolegów oddała życie ojczyŸnie. Wie pan, dlaczego w ogóle dostaliœmy życie? By umrzeć. Człowiek jest stworzony po to, żeby umrzeć. Chodzi tylko o to, by ta œmierć była szczęœliwym przejœciem do domu Ojca. Młodym ludziom dziœ stale trzeba przypominać, że wszyscy umrzemy, bo ludzie przestali myœleć o œmierci i stracili na tym.

Dlaczego?

Myœl o œmierci jest twórcza, daje impuls do życia. Mamy ograniczony czas i musimy z nim coœ zrobić. Każdy z nas swoim własnym rozumem musi odnaleŸć, kim jest, po co tu jest, po co żyje. Pan na przykład jest mężczyznš, Polakiem i katolikiem. Czy się to panu podoba, czy nie, jest pan nim. Może pan być dobrym mężczyznš albo nieludzkim. Dobrym patriotš albo zdrajcš. Może pan wierzyć, a może być – jak to się mówi – wierzšcym, ale niepraktykujšcym. Ma pan trzy płaszczyzny do realizowania swojego życia i wszystkie może pan zniszczyć. I wszystkie ludzie niszczš... Można być wspaniałym człowiekiem, a można być homunkulusem. To od nas zależy, jak przeżyjemy swoje życie. A dopiero gdy na wszystkich tych płaszczyznach staniemy tam, gdzie nas zaplanował stwórca, dopiero wtedy będziemy umieć kochać. I wtedy nasza miłoœć będzie wieczna.

Każdy może kochać?

Tak, bo wszyscy ludzie majš dane, by zostać œwiętymi. Dlatego nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie tak bardzo marnujš sobie życie. Karol Wojtyła uczył refleksji, mówił o œwiadomym dšżeniu do œwiętoœci, czyli właœnie o szkole miłoœci. Œwięty człowiek to ten, który umie kochać, umie dawać, być uczciwym i wymagajšcym. Każdy może taki być, ale – co właœnie niezrozumiałe – większoœć o tym nawet nie myœli...

A da się ludzi tego nauczyć?

Otworzyłam Studium Teologii Rodziny w Krakowie, które zatwierdził jeszcze biskup Karol Wojtyła. Od lat uczę młodzież i tę młodzież obserwuję. Przeżyłam już bardzo wielu swoich studentów i pacjentów. Oni poumierali, ja żyję. W ich aktach mam życiorysy od poczštku do końca. Wiem, co robili, gdy byli młodzi; czym zniszczyli sobie życie; jak przebiegały ich małżeństwa i jak umarli. I muszę powiedzieć, że mam pewnš satysfakcję: moi studenci z Instytutu Teologii Rodziny nie rozwodzš się i nie zabijajš swoich dzieci. Czegoœ więc nauczyli się przez te dwa lata studium.

A czego się tam uczyli?

Kim jest człowiek, co to znaczy osoba, co to męskoœć, kobiecoœć, przyjaŸń, odpowiedzialnoœć... To było wychowanie człowieka i jego duszy. Bo człowiek nie jest tylko ciałem, nie jest tylko psychikš. Człowiek ma ciało, psychikę i właœnie duszę. Jeœli któryœ z tych elementów nie będzie rozwijany, to człowiek będzie... niedorozwinięty. I przychodzš do mnie tacy pacjenci: 30 lat na karku, rozumu jak u 12-latka, a charakteru mniej niż u przedszkolaka, bo o ich decyzjach decydujš głównie kaprysy. Ciężkie mamy czasy... Ale nie narzekajmy na te czasy, ponieważ nie mamy innych. W tych mamy być œwięci i koniec. W każdej epoce, we wszystkich trudnoœciach, wszyscy ludzie mogš być œwięci. Na tym właœnie polega człowieczeństwo, tym się różnimy od zwierzšt, że mamy wolnoœć wyboru. Żyjemy w erze ogromnego postępu techniki, ale rozwój ludzi stanšł w miejscu, a moralnoœć wręcz zaczęła zanikać. A Jan Paweł II chciał, by ta technika służyła etyce, a człowiek dzięki niej rozwijał nie swoje ciało, nie swojš urodę czy mięœnie, tylko swojš duszę. A dusza się nie odzywa...

W jakim sensie?

Pytałam kiedyœ młodego chłopaka, kiedy ostatni raz się spowiadał. On na to, że nawet nie pamięta. Nie pamiętał, bo to go nawet nie interesowało. Nie spowiadał się, bo nie czuł takiej potrzeby. A nie czuł potrzeby, bo dusza to nie jest żołšdek, który wyrzuci trochę kwasów żołšdkowych i zacznie boleć, by zwrócić na siebie uwagę. Duszy nie można czuć, o duszy trzeba wiedzieć. Twój rozum musi ci powiedzieć, że skoro jesteœ, to ktoœ cię stworzył; nie wykiełkowałeœ z kamienia. Będziesz więc wierzył wtedy, jeœli użyjesz rozumu. Głupi nie może wierzyć. Jeœli nie wierzysz, to jest więc twoja wina, bo nie rozwijasz swojego rozumu.

Ale mało kto dziœ dba o tę duszę. Młodzi wiedzš w ogóle, jak to robić?

Owszem, to jest poważny problem. Jeœli rodzice nie chodzš do koœcioła, to młody człowiek może nie mieć szansy dowiedzieć się wielu rzeczy. Na tym polega właœnie kwestia odpowiedzialnoœci. Dlatego to studium Karola Wojtyły nazywa się „Miłoœć i odpowiedzialnoœć". Już ma pan wyłożony cały wykład, tylko to realizować.

Zrozumiałem tyle, że miłoœć w teorii nie istnieje, ale realizuje się w praktyce, poprzez czyny, tak?

Każdy z nas staje się taki, jakie sš nasze czyny. Tak samo jest z miłoœciš: bez uczynków jest martwa, po prostu nie ma jej. Proszę rozejrzeć się po pokoju: te stosy akt to archiwum moich pacjentów. Ja 65 lat zajmuję się ludzkš miłoœciš i wiem, że ludzie nie potrafiš kochać. Po prostu nie kochajš. A sš na tyle zarozumiali, że uważajš, że wszystko potrafiš. Problem polega na tym, że najpierw trzeba być kimœ, by mieć co dać drugiemu człowiekowi. Jan Paweł II mówił w Paryżu do młodzieży, że sš dwie płaszczyzny, na których mężczyzna i kobieta powinni obcować: podziw i czułoœć. Ale trzeba umieć podziwiać i tak samo umieć dawać czułoœć. Tego właœnie trzeba się nauczyć.

W jaki sposób?

Przygotowujšc młodzież do miłoœci, Karol Wojtyła zabierał jš w góry i kazał podziwiać drzewa, kwiaty oraz stwórcę, który to wszystko stworzył. Trzeba zaczšć od podziwu. A młodzi od czego zaczynajš? Od konsumpcji powierzchownej przyjemnoœci. Niczego nie podziwiajš. Chcš, by to ich podziwiano. Owszem, bšdŸże podziwiany. Ale musisz być najpierw godny podziwu. To jest zadanie zrobienia z siebie... ideału. To jest to, co Ojciec Œwięty powiedział młodzieży w Toronto: Nie zadowalajcie się miernotš! Dšżcie do ideału! Jeżeli nikt od was tego nie wymaga, sami wymagajcie tego od siebie. Ludzie jednak niczego nie wymagajš od siebie, tylko dla siebie. I przegrywajš życie. Bo nie można przeżyć życia, kochajšc tylko siebie.

Podsumowujšc, musimy nauczyć się kochać. A by umieć kochać, musimy umieć podziwiać i dawać czułoœć.

Przede wszystkim trzeba nauczyć się, co to jest przyjaŸń. Miłoœć musi rodzić się na gruncie prawdziwej przyjaŸni. Mężczyzna nie może brać sobie dziewczyny do łóżka, ale może jej służyć: być dla niej czułym, opiekować się niš, po prostu z niš się przyjaŸnić. PrzyjaŸń roœnie we wspólnym dšżeniu do dobra, czyli we wspólnej pracy. To nie jest patrzenie sobie w oczy, tylko twórcza droga przez życie, które jest nurtem: codziennie czeka nas coœ innego. Każdy musi być odpowiedzialny za swojš młodoœć, swoje życie, rozwój, sumienie, rodzinę, parafię, ojczyznę i wreszcie – za całš ludzkoœć. Ale ludzkoœci nie dotkniesz, bo nie masz jak. Zatem odczytaj to, czego Pan Bóg chce bezpoœrednio od ciebie. I to jest właœnie celem naszego życia: rozpoznać swoje zadanie i je spełniać.

Czyli każdy ma inne zadanie?

Przypomnijmy sobie „Przypowieœć o talentach". Jeden służšcy dostał jeden talent, a inny pięć. Jak byłam młodš dziewczynš, myœlałam, że to niesprawiedliwe. A potem się zorientowałam, że ten pierwszy, gdy zrealizuje jeden talent, to zrobi 100 proc. planu. A gdy ten drugi zrealizuje jeden, to jakby nic nie zrobił. Owszem, dano mu więcej, ale i więcej musi zrobić. Ta niesprawiedliwoœć jest zatem jedynie pozorna. Wolno Panu Bogu dać komuœ jeden talent, a innemu pięć, a my musimy to po prostu przyjšć. Natomiast każdy musi żyć na miarę tego, co dostał. Ja kiedyœ naprawdę byłam przekonana, że wszyscy ludzie chcš zostać œwięci! Takie miałam œrodowisko: dom, szkołę, takiego spowiednika. Przez dziesięć lat uczyłam się u urszulanek. Miałam te same koleżanki, nauczycielki, zresztš wszystkie na poziomie uniwersyteckim! Dopiero jak wybuchła wojna, dowiedziałam się, że ludzie mogš kraœć, kłamać, cudzołożyć... Wojna pokazała mi nieludzkš męskoœć, nieludzkš kobiecoœć, i do dzisiaj to zresztš widzę. Ludzie się zdegradowali. Nie sš już wspaniałymi tworami.

Dlatego dziœ, nawet jeœli znajdzie się jedna osoba, która potrafi dawać, być uczciwa i wymagajšca, to jej partner czy partnerka często nie potrafi już tak kochać...

Ale nikt nie potrafi! Nie ma człowieka, który umiałby kochać, bo miłoœci może być zawsze więcej; dusza nie ma granic. Człowiek rozumny musi szukać pomocy do realizacji swojej miłoœci. Tš pomocš jest sakrament małżeństwa, poprzez który Bóg sam pomaga ludziom.

Jednak czasem się mylimy i zawierzamy niewłaœciwej osobie.

Nie ma osób, które sš niewłaœciwe z założenia. Cnoty trzeba trenować. Nikt od razu nie skacze na skoczni narciarskiej, najpierw trzeba trenować na oœlej łšczce. Znane sš przecież wielkie nawrócenia, a wielcy œwięci często wczeœniej byli wielkimi grzesznikami. Nie chodzi więc o to, że ktoœ jest niewłaœciwš osobš teraz, że ktoœ teraz nie umie kochać... Niech się uczy! Rada nie jest taka, że jak dwoje osób nie możecie się dogadać, to powinni się rozejœć. Nie: zmieńcie się, wychowajcie się do miłoœci!

Ale jak ta druga osoba nie chce się zmienić, nie chce uczyć się kochać? My dajemy z siebie wszystko, a ona nic.

Oczywiœcie, bywa, że jesteœmy okłamywani, a wszystkie czyny ludzkie majš skutki. Niestety, skutki złych czynów często spadajš na ludzi niewinnych. Los człowieka to nie tylko to, co on sam robi, ale też to, co spada na niego z powodu innych ludzi. A deszcz pada na œwiętych i nieœwiętych tak samo. Cierpienie niewinnych jest największš Bożš tajemnicš. Nie można go zrozumieć, trzeba je po prostu przyjšć. To jest jak z cierpieniem Chrystusa na krzyżu.

Mamy nie starać się tych tajemnic zrozumieć?

Jan Paweł II mówił: zostawcie Bogu jego tajemnice. Gdyby człowiek mógł zrozumieć wszystkie Boże plany, byłby... Bogiem. Potrzebujemy więc furtki pokory, nie chciejmy wiedzieć wszystkiego. Już byłam dorosłš osobš, gdy zastanawiałam się jeszcze nad tš scenš z Księgi Rodzaju: dlaczego Pan Bóg nie pozwala ludziom zerwać owocu z Drzewa Poznania. Dał im rozum i nie pozwala im poznawać... Po latach pracy jako lekarz to rozumiem już bardzo dobrze. Po prostu chęć poznawania idzie tak daleko, że niszczy wszystko; człowiek nie ma żadnych hamulców. A musi mieć hamulce: hamulce odpowiedzialnoœci za drugiego człowieka i za miłoœć. Nie możesz wszystkiego robić. Wolnoœć to nie jest niezależnoœć.

Co to znaczy?

Każdy jest zależny od swojego planu, rozumu i od przyjętego przez ciebie systemu wartoœci. Jeœli przyjšłeœ 10 przykazań, to nie jesteœ wolny. Nie wolno ci kłamać, kraœć, cudzołożyć ani zabijać. I sam o tym zdecydowałeœ. Siebie zdradzasz, jeœli postępujesz inaczej. Musisz zachować się tak, jak wynika z faktu, że jesteœ dzieckiem Boga stworzonym do nieba. Nie jesteœ byle jakim stworzeniem. Trzeba odnaleŸć wymiar człowieka. Matka Teresa z Kalkuty mówiła o człowieku, że jest najcenniejszy, jakby był ze złota. Nawet gdy leżysz w kałuży błota, to pamiętaj: nie jesteœ błotem, jesteœ złotem. Trzeba po prostu cię wyjšć i oczyœcić.

Ile pani już żyje w małżeństwie?

W tym roku minęło nam 68 lat. My wiemy, że całe życie trzeba uczyć się kochać. Gdy ludzie, zamiast realizować miłoœć, jedynie jš deklarujš, to niszczš siebie samych, bo człowiek rozwija się wyłšcznie poprzez miłoœć. Realizujšc miłoœć, zostajemy obdarowani pewnš intuicjš. Człowiek kochajšcy umie dawać i wie, co dawać kochanej osobie, bo jš zna. Miłoœć więc domaga się poznania. My się cały czas poznajemy. Ale patrzšc na innych, to szkoda tej zagubionej ludzkoœci... A lokalnie to jestem patriotkš: szkoda mi więc Polaków, szkoda, że nasz naród wymiera...

—rozmawiał Michał Płociński

Wanda Półtawska, ur. w 1921 r., jest doktorem nauk medycznych, psychiatrš, działaczkš pro-life, harcerkš. Była bliskš przyjaciółkš Jana Pawła II, obecnš przy jego œmierci. Podczas II wojny œwiatowej więziona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück, gdzie stała się ofiarš różnych eksperymentów pseudomedycznych. Uczestniczyła w pracach Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Całe życie poœwięciła poradnictwu małżeńskiemu i rodzinnemu. W 1967 zorganizowała Instytut Teologii Rodziny przy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i kierowała nim przez 33 lata, pełnišc funkcję profesora. Przez dziesięć lat była radnš Krakowa. Jest żonš profesora filozofii Andrzeja Półtawskiego. Autorka licznych publikacji, w zeszłym roku wydała ksišżkę „Uczcie się kochać".

Wywiad za zgodš rozmówczyni zamieszczamy w wersji nieautoryzowanej. Dr Półtawska uznała go za nienadajšcy się do publikacji. Redakcja „Plusa Minusa" pozwala sobie nie zgodzić się z tš opiniš

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL