Wanda Półtawska: Ludzie nie potrafią kochać

aktualizacja: 13.02.2016, 12:30
Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Wanda Półtawska, lekarz psychiatra: Przede wszystkim trzeba się nauczyć, co to jest przyjaźń. Miłość musi rodzić się na gruncie prawdziwej przyjaźni. Mężczyzna nie może brać sobie dziewczyny do łóżka, ale może jej służyć: być dla niej czułym, opiekować się nią, po prostu z nią się przyjaźnić.

REDAKCJA POLECA

Rzeczpospolita: Miłość od pierwszego wejrzenia?

Bzdura, nie można wierzyć w takie rzeczy. Od pierwszego wejrzenia to może być najwyżej upodobanie. Upodobać sobie kogoś można natychmiast, ale to nie jest żadna miłość. To nie może być miłość, bo człowiek nie wie, kto to jest i jaki jest, wie jedynie, że mu się podoba. Zresztą miłość w ogóle nie istnieje. To nie jest żaden konkret. Bo co to jest miłość? Miłości nie ma, są za to ludzie, którzy kochają. Miłość może być tylko w ludziach. Taka jest zatem miłość, jaki jest człowiek. Uczcie się kochać...

Co to znaczy kochać?

Paweł VI o miłości małżeńskiej mówił, że jest to dar siebie samego w celu ubogacenia drugiej osoby sobą. Tę koncepcję daru rozwija później w swoim personalizmie Karol Wojtyła. To jest miłością, co jest dawaniem. Musi być zatem osoba, która daje, i osoba, której się daje. Zawsze to jest układ międzyosobowy, który zależy nie od aury, nie od pogody, polityki, ale od tego, kim jest człowiek.

A kim jest?

Nie jesteśmy ciałem, a jesteśmy osobą. To, co człowiek ma realizować, nie jest cielesne. Cielesność nie potrafi nic, jest tylko narzędziem. Natomiast jeżeli człowiek żyje, wyłącznie używając swojego ciała, a nie dostrzega nic innego, wtedy to, co nazywa miłością, jest jedynie czymś na miarę jego poziomu. Można więc powtórzyć za poetą: Każdy kocha, jak może, panie redaktorze... Czytał pan „Miłość i odpowiedzialność"? Nie? To musimy zacząć od podstaw. Muszę zrobić panu wykład z personalizmu.

Skoro pani musi...

„Miłość i odpowiedzialność" to było pierwsze monograficzne studium Karola Wojtyły o miłości mężczyzny i kobiety, jeszcze z czasów jego wykładów z etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Streszczę to panu, skoro nie chce się panu czytać, boś pan leń... Ludzie chcą brać, brać, brać, mieć, mieć, mieć, a nawet nie chce im się czytać.

Chce mi się za to zadać pani kilka pytań o prawdziwą miłość.

A ja nie lubię takich wywiadów, sztywnych form, przygotowanych wcześniej pytań. Możemy po prostu porozmawiać albo lepiej: ja panu opowiem, czym jest miłość. Karol Wojtyła przeanalizował trzy cechy konieczne do tego, by się mogła rozwinąć miłość. Po pierwsze, ta miłość musi być altruistyczna, bo to ma być dar. Nieraz tu na pana miejscu siedzą ludzie, którzy pytają mnie: Za co mam go kochać, skoro on mnie skrzywdził... A miłość nie jest „za co", miłość jest „na co". Za co to jest interes, a miłość jest po to, byśmy nią mogli obdarowywać drogą osobę. Miłość musi być całkowicie bezinteresowna. Chcesz brać cokolwiek – jesteś egoistą. Ogromna liczba chłopaków oszukuje dziewczyny, bo je całuje. One od razu są przekonane, że ją wybrał, wyróżnił, że ją kocha. Głupie dziewczyny dają się okłamywać. Potem mi mówią: Udawał, że mnie kocha. Tak, udawał: doskonale wiedział, że chce ją tylko do łóżka, a nie na całe życie, na żonę. To ona myślała, że ją wybrał na zawsze. I oni ośmielają się potem mówić, że się kochają... Karol Wojtyła odpowiadał młodym, by nigdy tak nie mówili. Proponował, by mówili, że uczestniczą w Bożej miłości. Bo jeżeli nie uczestniczą w Bożym planie, to nie jest to miłość.

Uczestniczą w Bożej miłości?

Każdy człowiek w niej uczestniczy, po pierwsze tym, że jest. Bo życie ludzkie jest owocem Bożej miłości. Pan Bóg stwarza człowieka z miłości do niego i chce, by dziecko było owocem miłości Boga, mężczyzny i kobiety. I to jest małżeństwo: przymierze trzech osób – z miłości i dla miłości. Powstaliśmy z niej i mamy do tego źródła wrócić. To jest sensem życia.

Zatem pierwszą cechą miłości jest, że musi być altruistyczna.

Bezinteresowność: tego należy uczyć dziecko od pierwszego roku życia; uczyć dawania, nie brania. Kiedyś naraziłam się pewnej pani, gdy lata temu zaprowadzałam swoje wnuki do przedszkola. Spotkałam tam inną babcię, która chłopaczkowi dała koszyk z jedzeniem i tłumaczyła, że ma nikomu nie dawać, tylko samemu zjeść. A ja na to, że szykuje ona sobie starość w domu starców, bo wnuczek jej później niczego nie da. Ona powinna mu powiedzieć na odwrót: masz tu jedzenie, ale jeśli zobaczysz, że jakiś kolega czy koleżanka nie ma śniadania, to się podziel. Dziecko ma rozum od początku i sumienie też od początku. W ogóle młodzi to najlepsza część ludzkości.

Dlaczego?

Bo młodzi jeszcze nie są zepsuci, a dorośli mają już swoje koleiny: już tyle nakłamali, narobili tyle kłopotów, że trudno im się z tego otrząsnąć. Nikt nie ma władzy nad przeszłością, ale młodzi życie mają jeszcze przed sobą, a nie za sobą. Ważne, by złapać ich wtedy, gdy nie zdążyli jeszcze zniszczyć tego, co dostali.

Zniszczyć, na przykład wybierając niewłaściwego partnera?

Jak to wybierając partnera?! Małżeństwo nie jest dla młodzieży, małżeństwo jest dla dorosłych. Młodzi nie mają chodzić parami, parami chodzi się do ślubu. Oni mają stanowić wesołą gromadę! Ja taką gromadę miałam. Miałam chłopaków: jednego od tańca na lodzie, drugiego – na parkiecie, trzeciego na rower, a czwartego do wyjścia w góry. A młodych dziś już od przedszkola ustawiają parami... głupi dorośli. A chodząc parami, oni nie mogą nic w sobie odkryć. Straszliwą krzywdą było wprowadzenie w szkole koedukacji, ponieważ zaczęły się kontakty dzieci, które nic nie rozumieją, a już mają wyrośnięte ciało. Oni nie są do chodzenia ze sobą, nie są do wybierania siebie. Oni po prostu mają się przyjaźnić: wszystkich kochać! Pan Bóg każe kochać wszystkich ludzi. Oczywiście nie miłością wyłączną, małżeńską, ale miłością przyjaźni właśnie. Jeśli młody człowiek nie nauczy się kochać miłością przyjaźni, to nie będzie znał podstaw miłości i nie będzie mógł dalej uczyć się miłości. Bo to w przyjaźni uczymy się tych wartości, które w całym życiu są później najważniejsze. To jest mechanizm, dzięki któremu powstają właściwe postawy u ludzi.

I dzięki temu, rozumiem, później potrafimy wybrać odpowiednią osobę do małżeństwa, tak?

Tyle że dziś małżeństwo nie powstaje poprzez wybranie, poznanie się wzajemne, tylko przez to, że zaczęło się współżyć ze sobą. Młodzi ludzie przyzwyczajają się do siebie i do swoich ciał, ale nic o sobie nie wiedzą. Przyszedł do mnie kiedyś maturzysta, który od 14. roku życia był w konkubinacie z koleżanką z klasy. Nic o niej przecież nie wiedział, poza tym, że chodzi z nią do łóżka. Bo co może wiedzieć 14-letni chłopiec?... Poznanie drugiego człowieka wymaga czasu, pewnej dojrzałości i sytuacji sprawdzających. I człowieka trzeba poznać, żeby go wybrać. A młodzi dziś biorą, bo ładna dziewczyna przykleja się do nich w tańcu. I już. To wybór? Żaden wybór, raczej przymus podniecenia cielesnego, które rządzi człowiekiem. A człowiek, który ulega ciału, jest jego niewolnikiem.

Dorośli potrafią wychować dzieci do miłości?

Niestety, dorośli konsekwentnie niszczą młodzież, bo dają jej zły przykład. Dzieci, nawet jeśli mają intuicję, co jest dobre, to widząc, że rodzice zachowują się źle, natychmiast zostają wewnętrznie rozbite. Bo kto ma rację: ksiądz w kościele, Pan Bóg czy rodzice? Rodzice demoralizują własne dziecko, a dziecko ma swój rozum i nie może wierzyć w nic, jeśli ma sprzeczne wzorce. Młodzież jest nauczona, że ma sobie robić przyjemności.

Dlaczego?

Model rodziny z jednym dzieckiem albo parką: chłopcem i dziewczynką, czyli parą jedynaków – to jest szkoła egoizmu. Dziecko nie ma jak się nauczyć dzielić, bo nie ma z kim. Naturalnie więc wpada w koleiny, że zaczyna brać wszystko dla siebie. Zwróćmy uwagę, o czym oni z dziećmi rozmawiają: co będziesz robił, co będziesz miał, na czym zyskasz... A cała postawa konsumpcyjna świata jest przeciwko miłości, jest absolutną realizacją bezwzględnego i okrutnego egoizmu.

Co dawać w miłości?

Wszystko. Małżeństwo jest całopaleniem: dajesz całego siebie ze wszystkim, co masz, i na zawsze. Ale jak cię nie nauczą, to kochasz tak jak oni. Przyszedł do mnie do poradni facet i mówi, że przykro mu, ale już nie kocha żony. Dwa lata wcześniej wzięli ślub, a już się rozwodzą. Co to za miłość? Niech pan weźmie rocznik statystyczny. Od 25 lat co roku jest coraz więcej rozwodów. Dwa lata temu dyrektorka jednej z krakowskich szkół powiedziała mi, że połowę uczniów ma z rozbitych rodzin. Połowę! To konkretne dowody, że ci wszyscy ludzie nie umieją kochać, że oszukiwali, kłamali. Dlatego dziecko od najmłodszych lat trzeba uczyć nie tylko dawać, ale i mówić prawdę.

Jaka jest druga cecha miłości?

Sprawiedliwość. Jeżeli popełnisz niesprawiedliwość – na pewno nie kochasz. Miłość nie może nikogo krzywdzić. Przyszli do mnie kiedyś młodzi i mówią, że spodziewają się dziecka. Pytają, co mają robić. Mówię im: pani ma urodzić, a w ogóle to idźcie do spowiedzi, bo na razie tylko się krzywdzicie. Trzeba być względem siebie uczciwym, wychować siebie i swoje dzieci na uczciwych ludzi, którzy nie oszukają ani siebie, ani pracodawcy, ba, nawet nie jeżdżą tramwajem bez biletu. Tylko uczciwy człowiek jest zdolny do miłości. Zawsze pytałam młodzież w poradni, kim chcą być. Jeden chłopiec odpowiedział mi kiedyś, że chce być Hitlerem...

Co pani na to?

Powiedziałam, że może być i Hitlerem, bo ma wolną wolę. Dlatego to właśnie od nas i tylko od nas zależy, kim będziemy. I dlatego sami w sobie musimy rozwijać sumienie. Dopiero w dobrze uformowanym sumieniu człowiek będzie podejmował dobre, uczciwe decyzje. Miłość nie polega na tym, że się razem kradnie, kłamie czy cudzołoży. To nie jest miłość.

Jeśli miłość musi być sprawiedliwa, to na potrzeby tego wykładu może warto wyjaśnić, co to w ogóle znaczy być sprawiedliwym...

Sprawiedliwość to uczciwość, i to uczciwość do dna: trzeba być przejrzystym. Klerykom na wykładach mówiłam – o czym niedawno przypomniał mi stary już ksiądz, którego uczyłam – że mają być jak szyba w oknie, przez którą każdy człowiek zobaczy Boga. Nie mają wzroku zatrzymywać na sobie, bo jak to zrobią, to nie będą szybą, ale lustrem. A czym jest lustro? Widzisz w nim siebie i koniec. By być szybą, trzeba się wyzwolić z egocentryzmu, egoizmu i pychy, że ty jesteś coś wart. By być sprawiedliwym, trzeba szukać drogowskazów. Katolicy są o tyle uprzywilejowani, że te drogowskazy mają jednoznaczne. Wystarczy tylko ich słuchać. Dlatego świętość to po prostu posłuszeństwo, nic więcej.

A trzecia cecha miłości?

Miłość musi być wymagająca. Jeśli nie będziesz niczego od siebie wymagał, nie staniesz się ani altruistyczny, ani uczciwy, ani aktywny. Będziesz jedynie konsumować, bez produkowania czegokolwiek. Pytam często młodych ludzi, jakie są ich czyny, co dobrego dziś zrobili. A oni często nic nie robią dobrego.

Jak to nic?

Nic, jedynie robią sobie przyjemności, bo niczego sami od siebie nie wymagają. Raz chłopiec mi odpowiedział, że wyniósł śmieci mamie. A to mama ma monopol na śmieci, swoje śmieci pod poduszką? – spytałam. W domu są śmieci i rozumny człowiek co jakiś czas je wyrzuca, by nie zasyfiły mu mieszkania. To nie jest żaden dobry czyn, ale po prostu czyn racjonalny i potrzebny. Nic dobrego ludzie dziś nie robią... Ja wyrosłam w drużynie harcerskiej, gdzie koniecznym warunkiem każdego dnia był choć jeden dobry uczynek. Harcerstwo było najlepszą organizacją wychowawczą, jaka kiedykolwiek istniała. Niestety, nie wróciła po wojnie, ale naprawdę stworzyła wspaniałych ludzi. Większość moich kolegów oddała życie ojczyźnie. Wie pan, dlaczego w ogóle dostaliśmy życie? By umrzeć. Człowiek jest stworzony po to, żeby umrzeć. Chodzi tylko o to, by ta śmierć była szczęśliwym przejściem do domu Ojca. Młodym ludziom dziś stale trzeba przypominać, że wszyscy umrzemy, bo ludzie przestali myśleć o śmierci i stracili na tym.

Dlaczego?

Myśl o śmierci jest twórcza, daje impuls do życia. Mamy ograniczony czas i musimy z nim coś zrobić. Każdy z nas swoim własnym rozumem musi odnaleźć, kim jest, po co tu jest, po co żyje. Pan na przykład jest mężczyzną, Polakiem i katolikiem. Czy się to panu podoba, czy nie, jest pan nim. Może pan być dobrym mężczyzną albo nieludzkim. Dobrym patriotą albo zdrajcą. Może pan wierzyć, a może być – jak to się mówi – wierzącym, ale niepraktykującym. Ma pan trzy płaszczyzny do realizowania swojego życia i wszystkie może pan zniszczyć. I wszystkie ludzie niszczą... Można być wspaniałym człowiekiem, a można być homunkulusem. To od nas zależy, jak przeżyjemy swoje życie. A dopiero gdy na wszystkich tych płaszczyznach staniemy tam, gdzie nas zaplanował stwórca, dopiero wtedy będziemy umieć kochać. I wtedy nasza miłość będzie wieczna.

Każdy może kochać?

Tak, bo wszyscy ludzie mają dane, by zostać świętymi. Dlatego nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie tak bardzo marnują sobie życie. Karol Wojtyła uczył refleksji, mówił o świadomym dążeniu do świętości, czyli właśnie o szkole miłości. Święty człowiek to ten, który umie kochać, umie dawać, być uczciwym i wymagającym. Każdy może taki być, ale – co właśnie niezrozumiałe – większość o tym nawet nie myśli...

A da się ludzi tego nauczyć?

Otworzyłam Studium Teologii Rodziny w Krakowie, które zatwierdził jeszcze biskup Karol Wojtyła. Od lat uczę młodzież i tę młodzież obserwuję. Przeżyłam już bardzo wielu swoich studentów i pacjentów. Oni poumierali, ja żyję. W ich aktach mam życiorysy od początku do końca. Wiem, co robili, gdy byli młodzi; czym zniszczyli sobie życie; jak przebiegały ich małżeństwa i jak umarli. I muszę powiedzieć, że mam pewną satysfakcję: moi studenci z Instytutu Teologii Rodziny nie rozwodzą się i nie zabijają swoich dzieci. Czegoś więc nauczyli się przez te dwa lata studium.

A czego się tam uczyli?

Kim jest człowiek, co to znaczy osoba, co to męskość, kobiecość, przyjaźń, odpowiedzialność... To było wychowanie człowieka i jego duszy. Bo człowiek nie jest tylko ciałem, nie jest tylko psychiką. Człowiek ma ciało, psychikę i właśnie duszę. Jeśli któryś z tych elementów nie będzie rozwijany, to człowiek będzie... niedorozwinięty. I przychodzą do mnie tacy pacjenci: 30 lat na karku, rozumu jak u 12-latka, a charakteru mniej niż u przedszkolaka, bo o ich decyzjach decydują głównie kaprysy. Ciężkie mamy czasy... Ale nie narzekajmy na te czasy, ponieważ nie mamy innych. W tych mamy być święci i koniec. W każdej epoce, we wszystkich trudnościach, wszyscy ludzie mogą być święci. Na tym właśnie polega człowieczeństwo, tym się różnimy od zwierząt, że mamy wolność wyboru. Żyjemy w erze ogromnego postępu techniki, ale rozwój ludzi stanął w miejscu, a moralność wręcz zaczęła zanikać. A Jan Paweł II chciał, by ta technika służyła etyce, a człowiek dzięki niej rozwijał nie swoje ciało, nie swoją urodę czy mięśnie, tylko swoją duszę. A dusza się nie odzywa...

W jakim sensie?

Pytałam kiedyś młodego chłopaka, kiedy ostatni raz się spowiadał. On na to, że nawet nie pamięta. Nie pamiętał, bo to go nawet nie interesowało. Nie spowiadał się, bo nie czuł takiej potrzeby. A nie czuł potrzeby, bo dusza to nie jest żołądek, który wyrzuci trochę kwasów żołądkowych i zacznie boleć, by zwrócić na siebie uwagę. Duszy nie można czuć, o duszy trzeba wiedzieć. Twój rozum musi ci powiedzieć, że skoro jesteś, to ktoś cię stworzył; nie wykiełkowałeś z kamienia. Będziesz więc wierzył wtedy, jeśli użyjesz rozumu. Głupi nie może wierzyć. Jeśli nie wierzysz, to jest więc twoja wina, bo nie rozwijasz swojego rozumu.

Ale mało kto dziś dba o tę duszę. Młodzi wiedzą w ogóle, jak to robić?

Owszem, to jest poważny problem. Jeśli rodzice nie chodzą do kościoła, to młody człowiek może nie mieć szansy dowiedzieć się wielu rzeczy. Na tym polega właśnie kwestia odpowiedzialności. Dlatego to studium Karola Wojtyły nazywa się „Miłość i odpowiedzialność". Już ma pan wyłożony cały wykład, tylko to realizować.

Zrozumiałem tyle, że miłość w teorii nie istnieje, ale realizuje się w praktyce, poprzez czyny, tak?

Każdy z nas staje się taki, jakie są nasze czyny. Tak samo jest z miłością: bez uczynków jest martwa, po prostu nie ma jej. Proszę rozejrzeć się po pokoju: te stosy akt to archiwum moich pacjentów. Ja 65 lat zajmuję się ludzką miłością i wiem, że ludzie nie potrafią kochać. Po prostu nie kochają. A są na tyle zarozumiali, że uważają, że wszystko potrafią. Problem polega na tym, że najpierw trzeba być kimś, by mieć co dać drugiemu człowiekowi. Jan Paweł II mówił w Paryżu do młodzieży, że są dwie płaszczyzny, na których mężczyzna i kobieta powinni obcować: podziw i czułość. Ale trzeba umieć podziwiać i tak samo umieć dawać czułość. Tego właśnie trzeba się nauczyć.

W jaki sposób?

Przygotowując młodzież do miłości, Karol Wojtyła zabierał ją w góry i kazał podziwiać drzewa, kwiaty oraz stwórcę, który to wszystko stworzył. Trzeba zacząć od podziwu. A młodzi od czego zaczynają? Od konsumpcji powierzchownej przyjemności. Niczego nie podziwiają. Chcą, by to ich podziwiano. Owszem, bądźże podziwiany. Ale musisz być najpierw godny podziwu. To jest zadanie zrobienia z siebie... ideału. To jest to, co Ojciec Święty powiedział młodzieży w Toronto: Nie zadowalajcie się miernotą! Dążcie do ideału! Jeżeli nikt od was tego nie wymaga, sami wymagajcie tego od siebie. Ludzie jednak niczego nie wymagają od siebie, tylko dla siebie. I przegrywają życie. Bo nie można przeżyć życia, kochając tylko siebie.

Podsumowując, musimy nauczyć się kochać. A by umieć kochać, musimy umieć podziwiać i dawać czułość.

Przede wszystkim trzeba nauczyć się, co to jest przyjaźń. Miłość musi rodzić się na gruncie prawdziwej przyjaźni. Mężczyzna nie może brać sobie dziewczyny do łóżka, ale może jej służyć: być dla niej czułym, opiekować się nią, po prostu z nią się przyjaźnić. Przyjaźń rośnie we wspólnym dążeniu do dobra, czyli we wspólnej pracy. To nie jest patrzenie sobie w oczy, tylko twórcza droga przez życie, które jest nurtem: codziennie czeka nas coś innego. Każdy musi być odpowiedzialny za swoją młodość, swoje życie, rozwój, sumienie, rodzinę, parafię, ojczyznę i wreszcie – za całą ludzkość. Ale ludzkości nie dotkniesz, bo nie masz jak. Zatem odczytaj to, czego Pan Bóg chce bezpośrednio od ciebie. I to jest właśnie celem naszego życia: rozpoznać swoje zadanie i je spełniać.

Czyli każdy ma inne zadanie?

Przypomnijmy sobie „Przypowieść o talentach". Jeden służący dostał jeden talent, a inny pięć. Jak byłam młodą dziewczyną, myślałam, że to niesprawiedliwe. A potem się zorientowałam, że ten pierwszy, gdy zrealizuje jeden talent, to zrobi 100 proc. planu. A gdy ten drugi zrealizuje jeden, to jakby nic nie zrobił. Owszem, dano mu więcej, ale i więcej musi zrobić. Ta niesprawiedliwość jest zatem jedynie pozorna. Wolno Panu Bogu dać komuś jeden talent, a innemu pięć, a my musimy to po prostu przyjąć. Natomiast każdy musi żyć na miarę tego, co dostał. Ja kiedyś naprawdę byłam przekonana, że wszyscy ludzie chcą zostać święci! Takie miałam środowisko: dom, szkołę, takiego spowiednika. Przez dziesięć lat uczyłam się u urszulanek. Miałam te same koleżanki, nauczycielki, zresztą wszystkie na poziomie uniwersyteckim! Dopiero jak wybuchła wojna, dowiedziałam się, że ludzie mogą kraść, kłamać, cudzołożyć... Wojna pokazała mi nieludzką męskość, nieludzką kobiecość, i do dzisiaj to zresztą widzę. Ludzie się zdegradowali. Nie są już wspaniałymi tworami.

Dlatego dziś, nawet jeśli znajdzie się jedna osoba, która potrafi dawać, być uczciwa i wymagająca, to jej partner czy partnerka często nie potrafi już tak kochać...

Ale nikt nie potrafi! Nie ma człowieka, który umiałby kochać, bo miłości może być zawsze więcej; dusza nie ma granic. Człowiek rozumny musi szukać pomocy do realizacji swojej miłości. Tą pomocą jest sakrament małżeństwa, poprzez który Bóg sam pomaga ludziom.

Jednak czasem się mylimy i zawierzamy niewłaściwej osobie.

Nie ma osób, które są niewłaściwe z założenia. Cnoty trzeba trenować. Nikt od razu nie skacze na skoczni narciarskiej, najpierw trzeba trenować na oślej łączce. Znane są przecież wielkie nawrócenia, a wielcy święci często wcześniej byli wielkimi grzesznikami. Nie chodzi więc o to, że ktoś jest niewłaściwą osobą teraz, że ktoś teraz nie umie kochać... Niech się uczy! Rada nie jest taka, że jak dwoje osób nie możecie się dogadać, to powinni się rozejść. Nie: zmieńcie się, wychowajcie się do miłości!

Ale jak ta druga osoba nie chce się zmienić, nie chce uczyć się kochać? My dajemy z siebie wszystko, a ona nic.

Oczywiście, bywa, że jesteśmy okłamywani, a wszystkie czyny ludzkie mają skutki. Niestety, skutki złych czynów często spadają na ludzi niewinnych. Los człowieka to nie tylko to, co on sam robi, ale też to, co spada na niego z powodu innych ludzi. A deszcz pada na świętych i nieświętych tak samo. Cierpienie niewinnych jest największą Bożą tajemnicą. Nie można go zrozumieć, trzeba je po prostu przyjąć. To jest jak z cierpieniem Chrystusa na krzyżu.

Mamy nie starać się tych tajemnic zrozumieć?

Jan Paweł II mówił: zostawcie Bogu jego tajemnice. Gdyby człowiek mógł zrozumieć wszystkie Boże plany, byłby... Bogiem. Potrzebujemy więc furtki pokory, nie chciejmy wiedzieć wszystkiego. Już byłam dorosłą osobą, gdy zastanawiałam się jeszcze nad tą sceną z Księgi Rodzaju: dlaczego Pan Bóg nie pozwala ludziom zerwać owocu z Drzewa Poznania. Dał im rozum i nie pozwala im poznawać... Po latach pracy jako lekarz to rozumiem już bardzo dobrze. Po prostu chęć poznawania idzie tak daleko, że niszczy wszystko; człowiek nie ma żadnych hamulców. A musi mieć hamulce: hamulce odpowiedzialności za drugiego człowieka i za miłość. Nie możesz wszystkiego robić. Wolność to nie jest niezależność.

Co to znaczy?

Każdy jest zależny od swojego planu, rozumu i od przyjętego przez ciebie systemu wartości. Jeśli przyjąłeś 10 przykazań, to nie jesteś wolny. Nie wolno ci kłamać, kraść, cudzołożyć ani zabijać. I sam o tym zdecydowałeś. Siebie zdradzasz, jeśli postępujesz inaczej. Musisz zachować się tak, jak wynika z faktu, że jesteś dzieckiem Boga stworzonym do nieba. Nie jesteś byle jakim stworzeniem. Trzeba odnaleźć wymiar człowieka. Matka Teresa z Kalkuty mówiła o człowieku, że jest najcenniejszy, jakby był ze złota. Nawet gdy leżysz w kałuży błota, to pamiętaj: nie jesteś błotem, jesteś złotem. Trzeba po prostu cię wyjąć i oczyścić.

Ile pani już żyje w małżeństwie?

W tym roku minęło nam 68 lat. My wiemy, że całe życie trzeba uczyć się kochać. Gdy ludzie, zamiast realizować miłość, jedynie ją deklarują, to niszczą siebie samych, bo człowiek rozwija się wyłącznie poprzez miłość. Realizując miłość, zostajemy obdarowani pewną intuicją. Człowiek kochający umie dawać i wie, co dawać kochanej osobie, bo ją zna. Miłość więc domaga się poznania. My się cały czas poznajemy. Ale patrząc na innych, to szkoda tej zagubionej ludzkości... A lokalnie to jestem patriotką: szkoda mi więc Polaków, szkoda, że nasz naród wymiera...

—rozmawiał Michał Płociński

Wanda Półtawska, ur. w 1921 r., jest doktorem nauk medycznych, psychiatrą, działaczką pro-life, harcerką. Była bliską przyjaciółką Jana Pawła II, obecną przy jego śmierci. Podczas II wojny światowej więziona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück, gdzie stała się ofiarą różnych eksperymentów pseudomedycznych. Uczestniczyła w pracach Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Całe życie poświęciła poradnictwu małżeńskiemu i rodzinnemu. W 1967 zorganizowała Instytut Teologii Rodziny przy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i kierowała nim przez 33 lata, pełniąc funkcję profesora. Przez dziesięć lat była radną Krakowa. Jest żoną profesora filozofii Andrzeja Półtawskiego. Autorka licznych publikacji, w zeszłym roku wydała książkę „Uczcie się kochać".

Wywiad za zgodą rozmówczyni zamieszczamy w wersji nieautoryzowanej. Dr Półtawska uznała go za nienadający się do publikacji. Redakcja „Plusa Minusa" pozwala sobie nie zgodzić się z tą opinią

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE